<?xml version="1.0" encoding="utf-8"?>
<!-- If you are running a bot please visit this policy page outlining rules you must respect. http://www.livejournal.com/bots/ -->
<feed xmlns="http://www.w3.org/2005/Atom" xmlns:lj="http://www.livejournal.com">
  <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic</id>
  <title>Aki's fanfic journal</title>
  <subtitle>... where mental images are treasuread and loved &lt;3</subtitle>
  <author>
    <name>Aki</name>
  </author>
  <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/"/>
  <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom"/>
  <updated>2009-11-21T21:46:07Z</updated>
  <lj:journal userid="13512530" username="aki_fic" type="personal"/>
  <link rel="service.feed" type="application/x.atom+xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom" title="Aki's fanfic journal"/>
  <link rel="hub" href="http://pubsubhubbub.appspot.com/"/>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:18408</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/18408.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=18408"/>
    <title>[Tenipuri] Potyseja kosmiczna: Episode Three – Zemsta Shitów</title>
    <published>2009-11-21T21:35:50Z</published>
    <updated>2009-11-21T21:46:07Z</updated>
    <category term="potyseja"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">EKHEM, niniejszym chciałabym podziękować wszystkim osobom, które komentowały na moich wcześniejszych częściach „Potysei”; nic tak bardzo nie cieszy mnie, jak komentarz, który potwierdza, że moje wypociny jednak mogą się komuś podobać. You guys are the best &amp;lt;3&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… Żadna ilość „I'm sorry” nie sprawi że Shishido mi wybaczy, więc no SHISHIDO I'M SO SORRY tym razem :Dd&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Potyseja kosmiczna: Episode Three – Zemsta Shitów (1/2)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt; PG-13 &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt;  14 046 hahahaha oh wow&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt;  Prrrawie że gen.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Universe:&lt;/b&gt; Universe universe!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; From Aki with love &amp;lt;3 Multichapter, part 3/3. Whee!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niejaki Shishido Ryou przechodził przez kryzys wieku wczesnego - przejawiający się poprzez drgawki i niebezpiecznie zbliżony do purpury kolor jego zazwyczaj bladej twarzy.  Młodzieniec nie był najlepszy w osądzaniu swojego stanu zdrowia – przyczyn większości chorób doszukiwał się w osobie mechanika Imperial Pressence – ale tym razem miał dziwne przeczucie, że jego standardowa diagnoza &lt;i&gt;oshitariozy skrzywionej&lt;/i&gt; była słuszna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cierpienie Ryou (w zasadzie, jedno z wielu) zaczęło się w dzień po spotkaniu z przedstawicielami niejakiej Stacji Badawczej KUIonów (którzy właśnie oddawali się wzajemnej wymianie soków w bardziej metaforycznym tego słowa znaczeniu). Kapitan statku zwołał wtedy Posiedzenie Nadzwyczajne – jakie ostatnim razem poświęcono na ustalanie nowego koloru Imperial Pressence – i Shishido, opierając się uprzednio przy pozostaniu w kuchni, koniec końców został wywleczony do sali konferencyjnej przez radośnie skaczącego Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę potem, Atobe westchnął dramatycznie, zasiadając za swoim rzeźbionym w drewnie krzesłem – i omiótł spojrzeniem twarze zmęczonych współpracowników. Jedynie Oshitari wyglądał na wypoczętego i zachwyconego życiem – mało zaskakujące, biorąc pod uwagę obecność w jego warsztacie pary nieco napalonych na siebie naukowców. Siedzący obok mechanika Gakuto również wyglądał na szczęśliwego – choć zmęczenie przebijało się przez jego szeroki, wycelowany w drżącego Ryou uśmiech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keigo zakaszlał znacząco. „Jak wszyscy już wiecie, zebraliśmy się tu wszyscy, aby zająć się-”, Atobe zaczął – ale słowa zamarły na jego ustach, gdy trzęsący się ze złości Shishido podniósł wysoko rękę. Keigo zamrugał – po czym kiwnął głową, pozwalając młodzieńcowi na zabranie głosu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou z trudem powstał zza swojego miejsca za stołem. „Nie zgadzam się… To nie wchodzi w grę… Żeby ci cholernik wiewiórczozmienni Krzyżowcy siedzieli zamknięci u Oshitariego!”, sprzątacz warknął, celując oskarżająco palcem w pierś bawiącego się swoim laptopem mechanika. Gakuto natychmiast parsknął śmiechem – co nigdy nie zapowiadało niczego dobrego – i Atobe zerknął na konstruktora pytająco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi natychmiast ożywił się – całkowicie zapominając o swoim nieodłącznym laptopie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mi oni absolutnie nie przeszkadzają - nagrałem nawet parę interesujących filmików z ich udziałem”, Oshitari wymruczał - splatając ręce na piersi i spoglądając na mrugającego kapitana Imperial Presence. „Filmików?”, Atobe zapytał – mimo serii gwałtownych znaków, jakie Shishido z desperacją wykonał rozedrganymi rękoma tuż obok jego twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Odjechane. Normalnie rozwalają teorię, że kujony to biologią interesują się tylko od strony technicznej”, Mukahi skomentował radośnie, szczerząc zęby w stronę drżącego coraz bardziej Ryou. „Tak, są bardzo inspirujące. Dały mi nawet kilka interesujących pomysłów na wykorzystanie moich okularów”, Oshitari zaświegotał wesoło, zaszczycając zgromadzenie swoim promiennym uśmiechem – i Keigo zbladł lekko, po czym ukrył twarz w dłoniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori zakaszlał znacząco. „U-um, myślę że korzystniejszym dla nas i bardziej, eee, humanitarnym pomysłem byłoby wykorzystanie krzyżowców jako materiału przetargowego w negocjacjach z Zakonem”, Choutarou zaproponował, spoglądając z ukosa na rozmarzonego mechanika drużyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto parsknął. „Oszalałeś, termin ważności karty internetowego klubu xxx Yuushiego kończy się za tydzień, a że on musi się nad czymś, ee, wyżywać…  Lepiej, że ma od tego krzyżowców, a nie nas”, Mukahi zaargumentował – i Ryou natychmiast powstał ze swojego krzesełka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chciałbym wnieść propozycję wywalenia mechanika na zbity pysk”, Shishido warknął, wbijając oskarżająco palec w Oshtariego, aktualnie zajętego pokazywaniem czegoś Keigo na ekranie swojego laptopa; kapitan na zmianę bladł i stawał się niebezpiecznie czerwony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sekundę później, Atobe pokręcił przecząco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pięść Shishido uderzyła z hukiem o blat stołu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jesteście zboczeni. &lt;i&gt;Wszyscy.&lt;/i&gt; To znaczy - Choutarou, spokojnie, ty nie jesteś wszyscy”, Ryou warknął, wyciągając oskarżycielsko palec w tym razem stronę całkowicie ignorującego wszelkie komentarze Atobe. „Jeśli okaże się, że przez twoje hormony wylądujemy na jakimś kosmicznym cmentarzu, to-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto trzepnął Shishido w ramię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jesteście strasznie spięci, ludzie.  Szanse, że nas zaatakują, są raczej małe… Musieliby nas najpierw wykryć – a tak się składa, że ten wredny Kamień prowadzi nas przez najmniej uczęszczane i zagracone przez skały tereny kosmosu”, Mukahi zauważył, wskazując palcem skaczący po sali kamyk. „Nie zatrzymujemy się, żeby uzupełniać zapasy, a w promieniu kilku lat świetlnych nie ma żadnej większej stacji kosmicznej, która patrolowałaby drogi. Nawet ci stuknięci piraci z Higi nie zapuściliby się w te tereny.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe wzdrygnął  się. „Nie przypominaj mi o nich”, Keigo rozkazał – najwyraźniej przypominając sobie jakieś nieprzyjemne spotkanie z przeszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou zamyślił się. „Z drugiej strony, Zakon ma jedne z najszybszych i najbardziej mobilnych statków… A Imperial Presence jest zbyt duży, aby poruszać się z dorównującą im prędkością”, młodzieniec zauważył – i schylił przepraszająco głowę, gdy Atobe skrzywił się na przypomnienie o wadach swojego okrętu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto westchnął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Weź zluzuj. Nie dogonią nas, jeśli nie wiedzą, gdzie jesteśmy. I nie znajdą Yukimury bez Kamienia Sanady albo kogoś podobnego do stwórcy w stanie swojego umysłu – słyszałeś, co mówił Akaya, jedyną osobą równie stukniętą jak Konomi może być tylko ktoś wystawiony na jego świrostwo”, Mukahi zauważył, wzdychając ciężko. „Z tego, co udało się Yuushiemu wyciągnąć od Pana Napalonego Krzyżowca wiemy, że nie mają Jackala. Zero problemów.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou spojrzał na drugiego pilota z wahaniem. „No tak, ale… Jakimś cudem nas za pierwszym razem wykryli, prawda?”, Ootori zapytał – ale Gakuto machnął jedynie ręką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pofuksiło im się. No co, chyba mi nie powiesz, że wykryli nas jakąś… Wróżbiarską metodą? Może odczytują przyszłość z rzadkich zmian twarzy pomników Tezuki Zrównoważonego?”, Mukahi zapytał ironicznie – i Choutarou zaśmiał się, kręcąc przecząco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Daleko od Imperial Presence, w jednej ze stacji kosmicznych Zakonu Tezuki Zrównoważonego, niepozorna postać szła przez korytarz prowadzący do laboratorium KUIonów. Setki oczu podążało za nią – i setki głów pochylało się, by złożyć jej pełen podziwu pokłon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świętobliwy Echizen ignorował wszystkich oddających mu hołd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Dwójka strażników, stojąca przy drzwiach prowadzących do prywatnego gabinetu Krzyżowca Inuiego, rozstąpiła się na widok zbliżającego się przywódcy Zakonu. Ryouma kiwnął głową – i gdy tylko automatyczne drzwi otworzyły się, wszedł do wnętrza laboratorium.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie odstępująca go na krok Sakuno – niosąca coś na srebrnej tacy – natychmiast podążyła za nim. „Przygotuj wszystko”, Echizen rozkazał, po czym podszedł do stojącego w kącie, sporawszych rozmiarów baniaka. Ryouma rozejrzał się, wziął do ręki znajdujące się najbliżej naczynie – i napełnił je odrobiną soku z dużej butli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy Świętobliwy Przywódca Zakonu odwrócił się, Sakuno stała już z pustą tacą przy wyjściu z laboratorium. Echizen podszedł do zostawionej na stoliku, eleganckiej, pozłacanej puszki – i z czcią przelał jej zawartość do stojącej obok czarki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryouma dolał do fioletowego płynu odrobinę soku z butli – i ustawił kielich blisko swoich oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ponto moja wdzięczna, Ponto moja mała, wskaż, gdzież się Horio-oferma podziała”, Echizen wykrzyknął – mikstura w czarce zawrzała, zmieniając kolor – i młodzieniec dostrzegł fragment kosmicznego krajobrazu, w którego tle unosił się niepozorny stateczek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryouma uśmiechnął się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Imperial Presence znajduje się w okolicy galaktyki Sakakiego, numer 34. Przygotujcie statek Fujiego, Znikający Serw - wykorzystamy jego tarcze, żeby uniknąć wykrycia”, Echizen rozkazał, przemawiając do stojących w przejściu strażników. Dwójka mężczyzn zasalutowała – i rzuciła się pędem w dół korytarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryouma spojrzał na zawieszony u progu portret Tezuki. „Jeśli wszystko się powiedzie, naprawimy w podzięce za twą opiekę nad nami zniszczone ramię twojego głównego pomnika, o Zrównoważony”, Echizen obiecał z uśmiechem – po czym władczym gestem nakazując Sakuno podążanie za sobą, wyszedł z laboratorium.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieco bliżej Imperial Presence, młody mężczyzna z afro wspiął się na podwyższenie wykonane ze skrzynek po odżywce dla roślin, z trudem utrzymując równowagę. Ustawiwszy się prostopadle do poziomu ziemi, młodzieniec odchrząknął, po czym przemówił do zgromadzonego przed sobą, rozchwianego tłumu. „Panowie, znajdujemy się na życiowym zakręcie…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;i&gt;Skręcie&lt;/i&gt;”, skorygował chłopak o wyglądzie jaskiniowca, kołysząc się leniwie na boki. Stojący obok niego Kenya przytaknął, po czym wyciągnął leniwie ręce - niemal dotykając palcami leżącego na gałęzi drzewa Shiraishiego; srebrnowłosy młodzieniec z kolei zajęty był właśnie pasjonującą rozmową z czołgającą się po korze gąsienicą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To też”, Chitose przyznał, przytakując tańczącym wokoło bananom; niemal natychmiast, przez zgromadzenie rolników przeszedł głośny szmer podnieconych rozmów. Senri zamyślił się, opierając głowę na ręce; rolnicy zamilkli i zapanowała cisza – przerywana jedynie nerwowym chichotem, jaki wydobywał się co kilka chwil z gardła łaskoczącego się z gąsienicą Kuranoske.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka minut później, Chitose pokręcił z westchnieniem głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O czym to my mieliśmy w zasadzie mówić?”, młodzieniec zapytał, kiwając się rytmicznie w lewo i prawo. „O zemście”, Kenya przypomniał - wciąż usiłując dosięgnąć gumki wystającej ze spodni Shiraishiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach, tak. No to ten. Jak wszyscy wiemy, spalili nam nasze Maryśki - a jak ci pannę zabiją, to się oczywiście trzeba mścić”, Chitose oznajmił – zyskując od zebranego tłumu kilka zgodnych kiwnięć głową. Przemawiający młodzieniec czknął, po czym zamaszystym ruchem ręki wskazał na gałąź drzewa. „Shiraishi, bądź tak miły i ten, przedstaw nam profile przeciwników.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kuranoske zasalutował – niemal spadając z drzewa, gdy Kenya dosięgnął w końcu do dyndającej gumki jego spodni. Młodzieniec zgrabnie zeskoczył z gałęzi  - mimo wyraźnego braku równowagi swojego umysłu – i przysiadł obok wciąż chwiejącego się Chitose.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kuranoske odchrząknął. „Mają statek i on – ten statek znaczy - się nazywa Imperialistyczna Petencja. Jest ich na pokładzie dużo, ale niezbyt dużo, można wręcz powiedzieć że mało”, Shiraishi oznajmił, kiwając pewnie głową i uzyskując klepnięcie w plecy od zadowolonego z jego wypowiedzi Chitose.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez zgromadzony na polance tłum przeszedł szmer podekscytowanej rozmowy; po chwili, przypominający jaskiniowca chłopiec podniósł rękę. „A jak ich wytropimy?”, czerwonowłosy młodzieniec zapytał, rozglądając się uważnie po twarzach członków rolniczej plantacji Shitenhouji i Synowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chitose zmarszczył brwi. „Dobre pytanie. Jakieś… Propozycje?”, młodzieniec zapytał -  najwyraźniej bardziej zwracając się do tańczących koło swojej głowy bananów, niż reszty drużyny. Członkowie Shitenhouji spojrzeli po sobie, po czym zwrócili się w stronę mózgu firmy – którego rolę pełnił Shiraishi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec uniósł wysoko rękę - po czym z kieszeni spodni wyjął nieco zmięty kawałek papieru z naniesionymi planami kilku najbliższych stacji i planet.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pracownicy Shitenhouji i Synowie wydali z siebie przeciągłe pomruki zachwytu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi wyprostował trzymaną mapę, po czym oddalił i przybliżył ją kilkakrotnie do swoich oczu; po chwili zastanowienia wydał z siebie przeciągłe „oooch” i zamaszystym ruchem ręki obrócił ją na właściwą stronę. Chitose gestem zaprosił Kenyę - najmniej rozchwianego ze wszystkich zgromadzonych - do usiądnięcia obok Kuranoske, co rolnik zrobił bez słowa sprzeciwu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kuzyn Oshitariego łypnął na trzymany przez młodzieńca arkusz, z trudem odczytując wypisane na mapie nazwy. „To w okolicy mamy ten… Bar Yakiniku?”, chłopiec zasugerował – wybierając pierwszą lokację, na jaką natrafiły jego oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Odpada, przerobili go ostatnio na Halę Tortur”, Chitose skomentował - głaszcząc jednocześnie jednego z nieistniejących bananów za włochatym uchem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Eche… To może popytamy w kręgielni?”, Kenya podsunął - ignorując czkającego i trzęsącego mapą Shiraishiego. „Też nie. Zakonnicy Tezuki Zrównoważonego byli tam w zeszłym tygodniu, właściciel wciąż to przeżywa”, Senri przypomniał, splatając z rezygnacją ręce na piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kuzyn Oshitariego zamyślił się, oglądając dokładnie zawartość mapy. „A co powiecie na Klub Fanów Mocy Ze Sportem Niewiązanych?”, Kenya zaproponował, wskazując na duży budynek wystający z powierzchni pobliskiej planety. „Nie no, tam to co najwyżej Konomiego spotkasz”, Shiraishi wymruczał - jednocześnie posyłając stworzonego przez swój umysł pomidora do boju z bananami Chitose.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez tłum przeszedł niezadowolony pomruk. „To może Kosmiczny Punkt Informacji Turystycznej?”, Kenya zapytał zrezygnowany, zaglądając przez ramię trzymającego mapę rolnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O, i to brzmi nieźle”, Chitose skomentował - uzyskując kilka zgodnych kiwnięć głowy od pozostałych rolników zasiadających u jego boku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi odwołał pomidora i wyszczerzył zęby. „No to postanowione. Kto prowadzi?”, Kuranoske zapytał - wskazując na nieco uszkodzony przez ząb czasu statek, zaparkowany na polu spalonym przez załogę Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Członkowie rolniczej firmy wymienili zamglone spojrzenia. „Kintarou, prowadzisz”, Chitose rozkazał, wskazując na przebranego za jaskiniowca, niewielkiego chłopca - i czerwonowłosy młodzieniec podniósł pytająco brew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Senri kiwnął z uśmiechem głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak nas policja złapie, to przynajmniej pierwszym oskarżeniem będzie, że prowadził nieletni, a nie żeśmy trochę z domowymi specjałami przesadzili.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie, zebranie na pokładzie Imperial Presence wciąż trwało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Skoro rozwiązaliśmy już część naszych codziennych problemów, możemy zabrać się za omawianie ważniejszych spraw”, Atobe zaczął, zerkając znacząco na podenerwowanego Ryou. „Jak wszyscy wiemy, od jakiegoś czasu mamy małe trudności z dobudzeniem Jirou”, Keigo powiedział, wskazując na śpiącego w jednym z krzeseł Akutagawę. „Nie jadł i nie pił od dwóch dni i obawiam się, że jeśli zaraz mu nie pomożemy, konsekwencje mogą być… Nieciekawe.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe spojrzał z ukosa na chrapiącego w najlepsze Jirou. „No dobrze. Sposób z kawą odpada z oczywistych powodów, są jakieś inne pomysły?”, kapitan zapytał - wskazując na wyeksponowaną na stole, nietypowo wyglądającą maszynkę do kawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido podniósł dłoń. „Proponuję zacząć od wyrzucenia Oshitariego na zbity pysk”, Ryou zawarczał – jednocześnie łypiąc groźnie na zajętego przeglądaniem pornografii mechanika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe wywrócił oczami – i odetchnął z ulgą, gdy Mukahi podniósł rękę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto kiwnął głową, gdy Keigo zezwolił mu na mówienie. „A ja proponuję jednak pójście drogą kawusi. Mam nawet taką teorię, wiecie, że nawet jak się nie obudzi, to przynajmniej afrodyzjak go &lt;i&gt;rozbudzi&lt;/i&gt;, no i gdyby przydzielić do niego na stałe  Yuushiego-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbolały Shishido przyłożył dłoń do serca. „Dość! To znaczy, jakieś inne propozycje?”, Atobe zapytał, posyłając karcące spojrzenie w stronę nieco obrażonego Mukahiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wakashi spojrzał na twarze kompanów, po czym z westchnieniem podniósł rękę. „Może mógłbym znaleźć jakiś dobry środek na zmniejszenie senności w swoim atlasie ziół i grzybów?”, Hiyoshi zaproponował - ale Keigo niemal natychmiast pokręcił przecząco głową. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nawet, jeśli znajdziesz coś interesującego, nie będziemy mieli czasu na zdobycie odpowiednich roślinek – nie sądzę, żeby twoja kolekcja grzybów pod łóżkiem mogła coś senności zaradzić”, kapitan zauważył z westchnieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou podniósł nieśmiało rękę. „To może, um… Cofniemy po prostu to błogosławieństwo…? To znaczy, ta moc zwiększenia umiejętności bojowych i tak nam się nie przyda, skoro Jirou cały czas śpi?’, Ootori zaproponował – i Atobe zaśmiał się, pokręcił głową – po czym nieoczekiwanie, zamarł w bezruchu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cała drużyna wlepiła spojrzenie w kapitana. „To jest &lt;i&gt;genialny pomysł&lt;/i&gt;”, Keigo zauważył – i Shishido zabrał się za targanie leżącej na stole serwetki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostali łowcy nagród pokiwali zgodnie głowami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Atobe wywrócił oczami, gdy siedzący w kącie Akaya syknął coś, oburzony. „Moje błogosławieństwo? Nieprzydatne?”, Kirihara zapytał ze złością, wstając z przysiadu i jednym susem doskakując do stojącego Atobe. „Byłoby przydatne, gdybyśmy nie mieli problemu ze spaniem”, Keigo zauważył gorzko, splatając ręce na piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido pokiwał szybko głową. „Właśnie, gdybyś miał umiejętności takie jak Niou, moglibyśmy przemienić Oshitariego w szczura, co przynajmniej rozwiązałoby kilka z naszych problemów!”, Ryou warknął, wskazując palcem na mechanika, aktualnie radośnie uderzającego palcami w klawisze laptopa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akaya obruszył się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Moje umiejętności są najwyżej klasy, Sanada zawsze powtarzał, że do mojego kamiennego łba nic się już więcej nie da wbić. To była &lt;i&gt;szczególna&lt;/i&gt; pochwała!”, Kirihara krzyknął z oburzeniem - po czym podszedł do sprzątacza i nachylił się groźnie nad jego krzesłem. „No cóż, pomijając nieco kulejącą argumentację, Shishido ma rację”, kapitan skomentował, zerkając w stronę siłujących się na spojrzenia młodzieńców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Diabeł z Rikkai natychmiast podskoczył w stronę wzdychającego Keigo. „Mogę pracować tylko z materiałem, który mi dajecie. Co miałem niby zrobić z ekipą złożoną z narcyza, śpiocha, miłka, zrzędka, zboczeńca, upierdliwca i zgrzybialca? Wioskę smerfów?!”, Akaya ryknął, dziabiąc zaczepnie Atobe palcem po piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keigo zaczerwienił się ze złości. „Masz zdjąć tą klątwę. &lt;i&gt;Teraz&lt;/i&gt;”, kapitan powiedział twardo, posługując się swoim najlepszym, królewskim tonem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akaya buntowniczo oparł ręce na biodrach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe narcystycznie wyeksponował swój pieprzyk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No dobra, dobra, wygrałeś”, Kirihara warknął, zwieszając głowę – i Keigo uśmiechnął się tryumfująco. Drużyna wpatrywała się z satysfakcją, jak Akaya – mrucząc przy tym coś niemiłego – pstryknął palcami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jirou natychmiast otworzył oczy. „No, to było prostsze niż eksperymentowanie z kawą o negatywnych wibracjach”, Gakuto zauważył, wskazując palcem na ustawioną na środku stołu, penisokształtną maszynkę no kawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, Akutagawa wydał z siebie przeciągły jęk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou wstał ze swojego krzesełka i podszedł szybko do ziewającego potężnie młodzieńca. „Wszystko w porządku?”, Ootori zapytał, kładąc rękę na czole zaspanego chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akutagawa natychmiast rozpromienił się. „Śniły mi się takie niebieskie ludziki i taki stary Świętobliwy Echizen ich gonił i nawet kota miał!”, Jirou zwierzył się radośnie z wielkim uśmiechem przyklejonym do twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido poczuł zbliżający się napad migreny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym czasie, statek Shitenhouji wylądował w Kosmicznym Punkcie Informacji Turystycznej. Chitose – podpierając się na wciąż chodzącym po linii prostej Shiraishim – wyczołgał się ze statku, mrugając zawzięcie na widok zmieniających się cyklicznie, neonowych napisów. Ubrany na zielono chłopiec o niewielkim wzroście stał za ladą – pod szerokim szyldem głoszącym „KPIT” – i układał ostrożnie zawieszone w powietrzu, holograficzne monitory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chitose czknął, po czym dzięki pomocy swojej żywej podpórki – i człapiącego za nimi Kintarou - zdołał dojść do Punktu Informacji. Młodziutki pracownik biura zamrugał, poprawiając nerwowo chroniącą jego włosy opaskę. Ekipa Shitenhouji wodziła rozbieganym wzrokiem za ruchem jego ręki – kiwając z zamyśleniem głowami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zielony”, Shiraishi stwierdził filozoficznie, łypiąc na trawiasty mundurek pracownika; stojący za nim Kintarou westchnął, zamyślając się z trudem. „Może to ta &lt;i&gt;taka&lt;/i&gt; od tego &lt;i&gt;tamtego&lt;/i&gt; z &lt;i&gt;tamtej&lt;/i&gt; opowieści”, czerwonowłosy młodzieniec rzucił pomocnie, podchodząc do lady i sprawiając, że przerażony pracownik biura odsunął się odruchowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ta o której mówił ten ziemiański? Ten… No… Indyjski?”, Shiraishi zaoferował pomocnie - przeszukując swoją wypełnioną dymem, biologiczną bazę danych w poszukiwaniu potrzebnej informacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chitose skrzywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Indyjskie to były &lt;i&gt;konopie&lt;/i&gt;”, mężczyzna powiedział - starając się nadać swojemu głosowi karcący ton. „Tamten… Tamten był… I-I-I… Ira-Irara-&lt;i&gt;Irarandzki&lt;/i&gt;”, Chitose wyjąkał, opierając się mocniej na ramieniu towarzysza. „Sa-ta-taratos! I mówił o Ko-ko-koni-koniczynkach”, mężczyzna wyrzucił z siebie z dumą - zaskoczony znakomitym stanem swojej poprzetykanej listkami pamięci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie jestem koniczyną… Desu”, pracownik KPIT skorygował ostrożnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chitose zamyślił się. „Rzeczywiście, ty tylko masz kończyny… Deska”, Senri odparł, świdrując wzrokiem spojrzenie nieco przerażonego pracownika KPIT.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący obok bananowego władcy Shiraishi zakaszlał znacząco, przypominając grupie o celu podróży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A tak. Myśmy chcieli se znaleźć pewnego cosia”, Chitose powiedział, kładąc głowę na blacie Punktu Informacji Turystycznej. Ubrany na zielono chłopiec kiwnął szybko głową, wstukując coś do bazy danych lokalnego serwera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Najpierw mam obowiązek sprawdzić, czy nie są panowie poszukiwani, desu. Imię i nazwisko jednego z panów poproszę, desu”, pracownik zatrajkotał szybko, naciskając kilka wirtualnie wygenerowanych klawiszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chitose spojrzał na resztę swojej grupy. „W moich wizjach to nas tylko służba zdrowia poszukuje, chyba jesteśmy czyści. Metaforycznie, znaczy”, Shraishi oświadczył, bawiąc się końcówką swoich bandaży. „No to dajesz”, Senri powiedział, gestem nakazując młodzieńcowi wypełnienie ankiety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przywódca grupy nachylił się nad blatem. „Shiraishi… To, no, imię… Ach, Kuranosuke”, rolnik podyktował urwanym głosem – i pracownik biura KPIT zamrugał ze zdziwienia.„Mógłby pan przeliterować?”, ubrany na zielono chłopiec poprosił – i Senri nachylił się ostrożnie nad blatem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak jakbyś wołał kurę nioskę, ino wywal „i”, dodaj u i zapomnij o „cip cip””, Chitose poradził uprzejmie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skamieniały pracownik KPIT powoli odwrócił się w stronę swojego monitora. „Jesteś dobry w załatwianiu takich spraw”, Shiraishi pochwalił, poklepując chwiejącego się kompana po plecach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ubrany na zielono chłopiec przełknął ślinę, po czym odwrócił się w stronę rolników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dane są przekazywane do bazy, desu. Teraz… Um, czego panowie szukają?”, pracownik KPIT zapytał, przekładając w międzyczasie jeden z monitorów do wygodniejszej pozycji. „Szukamy statku o nazwie Impotencka Potencja”, Shiraishi oznajmił, kiwając pewnie głową. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący obok, kołyszący się Chitose spojrzał na przyjaciela z ukosa. „Czy to się czasem nie wyklucza?”, Senri zapytał, powtarzając w myślach nazwę pojazdu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi machnął ręką. „No coś ty, na tym statku jest tamten &lt;i&gt;Oshitari&lt;/i&gt;, u nich to wszystko ze wszystkim w ciążę bez problemu zajdzie”, Kuranoske wytłumaczył, uzyskując dwa głośne „oooooch” od zgromadzonych wokół siebie kompanów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ubrany na zielono chłopiec uśmiechnął się słabo. „Um, nie podajemy lokalizacji statków – ona, um, często się zmienia, desu”, pracownik KPIT powiedział ostrożnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chitose uderzył się otwartą ręką w czoło. „Ty pacz, a ja cały czas myślałem, że to mi się tylko przed oczami przestawia”, Senri powiedział ze zdziwieniem, wlepiając spojrzenie w teraz już całkowicie przerażonego chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, jeden z komputerów KPIT zabzyczał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pracownik Punktu spojrzał na monitor – i otworzył szeroko oczy; trójka podróżników niemal automatycznie zbliżyła się do lewitującego ekranu. „O-o-o-obawiam się ż-że są panowie poszukiwani za posiadanie środków odurzających, wniosek Świętobliwego Zakonu d-desu i musimy panów zatrzymać, d-d-desu!”, chłopiec wykrzyknął, odsuwając się od nachylających się nad jego karkiem rolników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chitose zamrugał. „Mówiłeś, że nas nie ścigają już”, Senri wymruczał, powoli odwracając głowę w stronę swojego przywódcy. „Blefowałem”, Kuranoske wyznał, po czym zakaszlał znacząco i wziął głęboki wdech, wypełniając pierś powietrzem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi oparł ręce na biodrach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A przepraszam bardzo, a co nas zmusi do poddania się bez tej, no… Tej co mieliśmy tym od Imperialowej Esencji… Kenya, jak się zapisywało nazwę tego czegoś co pomyliłeś z telefonem, gdy przez godzinę usiłowałeś się połączyć z Chitose?”, Kuranoske wykrzyknął, zwracając się do kuzyna Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Eeee, Walkie-Talkie?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O właśnie, walki?”, Shiraishi zapytał, mrużąc oczy i wlepiając spojrzenie w stojącego za ladą chłopca. Pracownik KPIT przełknął ślinę, po czym szybkim ruchem nacisnął mały guziczek znajdujący się na jego klawiaturze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemal natychmiast, powietrze przeszył odgłos wibrującego w uszach alarmu – i neonowe napisy na szyldach zaczęły mrugać ostrą, palącą oczy czerwienią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chitose machnął ręką. „Pfff, mamy takie jazdy codziennie po małej dawce spec- specjał- produktów domowej roboty”, rolnik powiedział w stronę jednego ze swoich nieodłącznych bananów, wskazując palcem na mieniące się kolory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilkę później, drzwi za plecami małego chłopca otworzyły się z hukiem – ukazując dwukrotnie wyższego od młodzieńca, potężnie zbudowanego mężczyznę. „Jak myślicie, oddycha i mówi czy też fatamorgana?”, Chitose zapytał towarzyszy z zaciekawieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A-ku-tsu”, Kintarou przeczytał plakietkę zawieszoną na piersi kolosa – i spojrzał w górę, wprost na twarz palącego coś ochroniarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyzna podszedł do grupki podróżników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Powiedzmy, że jestem tak zwanym &lt;i&gt;argumentem&lt;/i&gt; w tej dyskusji”, Akutsu wyrzucił z siebie, dopalając resztkę papierosa i rzucając go z impetem na ziemię; następnie, młodzieniec przeszedł do Kuranosuke i zniżył się do poziomu jego twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi otworzył szeroko usta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To jest chyba przykład, tego, no… Przemawiającego argumentu”, chłopiec zdążył jedynie powiedzieć, nim potężna pięść mężczyzny zwaliła go z nóg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido skrzywił się, gdy Kamień Sanady delikatnie pacnął go w ramię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem drugi raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jeden.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Pac pac.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dlaczego doczepiłeś się właśnie mnie, weź idź powalić Oshitariego!”, Ryou warknął, grożąc głazowi przy pomocy swojego mopa. Drużyna kilka godzin temu zakończyła zebranie – i sprzątacz uznał, że żadne ratowanie świata przed Zakonem nie usprawiedliwia go od zapomnienia o obowiązkach – w szczególności tych, które pozwalały mu trzymać się z dala od Yuushiego. Shishido pochwycił więc swoją miotłę – po czym uciekł na mostek Imperial Presence wraz z pilotami, wciąż obrażonym Kiriharą i nadpobudliwym kamieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozwalony na podłodze Akaya zachichotał. „Kamień lubi osoby o twardej głowie. Pewnie oberwałeś kiedyś przy nim czymś ciężkim – i ten, przeżyłeś”, Kirihara wymruczał – i wyszczerzył zęby, gdy skała wpadła w ramiona odganiającego się od niej Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzący przy pulpicie pilota Ootori uśmiechnął się delikatnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ten Sanada musi być ciekawą osobą”, Choutarou zauważył; w odpowiedzi, Akaya wzdrygnął się. „Nie wiesz nawet połowy, to ee, ciężki przypadek”, chłopiec przyznał z niesmakiem – i zachichotał, gdy różowy kamyczek radośnie wskoczył pod czapkę Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kirihara oparł głowę na dłoni. „Wiesz, w sumie to głazik jest robótką Konomiego… Ponoć. Ale taaak, powstał z żebra Sanady, czy tam czegoś innego”, Akaya wytłumaczył, wpatrując się w podskakującego nerwowo Shishido. „Wszystkie moce ma za to od Stwórcy. Co bardziej upierdliwi twierdzą, że mistrzuniu po prostu spryskał głazik swoimi prochami.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To by wiele tłumaczyło”, Ryou warknął – i niemal przewrócił się przez własną miotłę, gdy Kamień zaczął podskakiwać wesoło w jego czapce. „Nie baw się z nim w chowanego, muszę wiedzieć, jaki utrzymywać kurs”, Gakuto powiedział niewinnie, najwyraźniej czerpiąc perwersyjną przyjemność z dręczenia biednego sprzątacza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie siedźcie tak, pomocy!”, Ryou ryknął, bezsilnie wymachując rękami w próbie strącenia głazu na ziemię.  Choutarou westchnął, pokiwał głową – i wstał ze swojego siedzenia pilota, po czym ruszył w kierunku szamoczącego się z czapką sprzątacza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec szybkim ruchem ręki unieruchomił drgający na głowie Shishido element ubrania – i wyłowił spod niego radośnie podskakujący kamyczek. „Już dobrze, nie powinieneś denerwować pana zamiatacza”, Ootori powiedział łagodnie, przynosząc głaz w pobliże siedzeń pilotów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou zatrzymał się, gdy jego oczy spoczęły na monitorze - i zamrugał gwałtownie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mukahi-san, tam… Tam chyba coś jest”, Ootori powiedział nieoczekiwanie, podchodząc do ekranu wyświetlającego mapę kosmosu. Gakuto zamrugał, po czym zerknął w stronę wskazaną przez swojego towarzysza. „Ja tam nic nie widzę”, Mukahi powiedział po kilku chwilach wytężania wzroku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dotychczas rozłożony na podłodze Akaya podskoczył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jesteśmy!”, diabeł z Rikkai wykrzyknął, uradowany – i Shishido zamrugał. „Niby &lt;i&gt;gdzie&lt;/i&gt; jesteśmy, ja nie widzę nic prócz czerni i masy gwiazd”, chłopiec wywarczał, zapominając o swoim mopie i podskakując do uparcie wskazującego na coś Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kamień Sanady wykorzystał okazję - i natychmiast wskoczył w ramiona sprzątacza. Ryou jęknął, zamachnął się, chwycił głaz oburącz – po czym wstrzymał oddech, gdy coś na monitorze zamrugało gwałtownie. „Hej, &lt;i&gt;teraz&lt;/i&gt; widzę!”, młodzieniec wykrzyknął; okrzyk chłopca sprawił, że Atobe, Gakuto i Oshitari – dotychczas zajęci badawczą obserwacją zachowań KUI-onów w zamkniętym środowisku – wskoczyli na mostek statku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głaz-przewodnik zareagował natychmiast; skała wyskoczyła w powietrze, kręcąc się wesoło – i obsypując zgromadzonych łowców nagród świetlistym pyłem. Kirihara błyskawicznie wyciągnął wysoko rękę, chwytając odrobinę pyłu – po czym przyłożył język do dłoni. „Wow, teoria z prochami jest prawdziwa”, Akaya skomentował, oblizując się; wzrok załogi natychmiast powędrował do wirującego po mostku, rozsypującego lśniący kurz Kamienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe wstrzymał oddech. „Nie mówiłeś mi, że to ma opcje naturalnego zraszania iskierek!”, kapitan powiedział do Akayi, oburzony – i zamarł, gdy coś za szybą statku zaczęło się formować. „Czarna… Dziura?”, Atobe zapytał, spoglądając na twarze przerażonych towarzyszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łowcy nagród zareagowali błyskawicznie - Choutarou natychmiast podskoczył do panelu kontroli statku, a Oshitari pognał w stronę komputerów statystycznych. „Wpadamy w turbulencje, kapitanie!”, Ootori zameldował, usiłując wraz z Gakuto odzyskać kontrolę nad statkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oshitari, jaka jest siła zasysu?”, Keigo zapytał - wpatrując się w olbrzymią masę materii rozpościerającą się przed statkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Technik błysnął srebrzystym uśmiechem, odkasłując lekko; na szczęście dla stanu umysłu większej części załogi, Shishido zdołał zerknąć na panel z diagramem mocy jako pierwszy. „180 jednostek i wciąż rośnie”, Ryou ogłosił, wpatrując się z mściwą satysfakcją w zawiedzonego Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keigo wydał z siebie zduszony okrzyk – i zamrugał, gdy stojący obok Akaya zaśmiał się. „A więc w taki sposób Konomi uchronił portal. Widoczny tylko na zielu!”, Diabeł z Rikkai powiedział z szerokim uśmiechem – po czym wyskoczył na sam środek pokładu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Moja najdroższa kompanio, oto i legendarna czarna dziura”, Kirihara powiedział powoli, chwytając oburącz pulpit konsoli nawigacyjnej; jego głos był poważny i zdradzał z trudem ukrywane zdenerwowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tezuka Zone.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Imperial Presence nie był jedynym statkiem, jaki zbliżał się do potężnej czarnej dziury. „Co oni wyrabiają?”, stojący na jego pokładzie Echizen wymruczał - wpatrując się z powątpiewaniem w mający problemy z manewrowaniem pojazd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzący w pobliżu Krzyżowiec ożywił się. „Ostatnim razem na Kansai załatwili nas jakimś zielem, może teraz sami problemy z czymś podobnym mają?”, Momoshiro zapytał z mściwą satysfakcją kryjącą się w głosie – i oberwał od stojącej obok Ryuuzaki. „To, że &lt;i&gt;wy&lt;/i&gt; popełniacie podstawowe pomyłki, nie znaczy, że inni też muszą”, kobieta pouczyła – i Takeshi uśmiechnął się przepraszająco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O Świętobliwy?”, kapitan statku zapytał z niepokojem, wpatrując się w strojącego sztywnie, zamyślonego Ryoumę. Echizen zmarszczył brwi. „Są tylko dwie rzeczy, które mogą doprowadzić statek do tak interesującego… Stanu. Albo specjały Shitenhouji, albo…”, Ryouma wymruczał z uśmiechem – i obrócił w stronę swojego dwuosobowego zespołu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„… Albo to wpływ wszechmocnej Tezuka Zone. Jak już tam wejdziesz, to nie masz szans na powrót bez skazy na umyśle.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi z westchnieniem opadł na przykryte białą pościelą łóżko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drużyna reprezentująca rolniczą firmę Shitenhouji i synowie znajdowała się właśnie w dużym pomieszczeniu w kształcie sześcianu - którego ściany i podłogi wyłożone były przypominającymi powierzchnię materacu obiciami. Do komnaty prowadziły pojedyncze drzwi, zabezpieczone kilkoma zamkami – których nawet wyjątkowo zzieleniały Senri nie potrafiłby otworzyć przy wsparciu swoich bananów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak myślicie, długo tu jeszcze musimy siedzieć? Zarekwirowali mi cały zapas domowych specjałów”, Shiraishi westchnął - spoglądając na porażająco białe światło rzucane przez uwieszone u sufitu lampy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zapewne aż wytrzeźwiejemy”, Chitose zasugerował, wzdrygając się; młodzieniec był wycieńczony i praktycznie tracił już kontakt ze swoją drużyną tańczących kankana bananów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Na trzeźwo nie mamy szans z Imperialistyczną Eminencją”, Shiraishi zauważył z niechęcią, wzdychając przeciągle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, elektroniczne drzwi za plecami Shiraishiego otworzyły się z sykiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spojrzenia członków Shitenhouji zwróciły się w stronę sylwetki stojącej w otwartym przejściu – i zmrużone oczy Chitose natychmiast rozszerzyły się do rozmiaru piłek tenisowych. Kenya otworzył usta – po czym szybko je zamknął – nie mogąc wydusić z siebie słowa; Shiraishi z kolei był niemal &lt;i&gt;pewien&lt;/i&gt;, że część halucynogennych efektów jego domowego specjału wciąż musiało oddziaływać na jego organizm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieńcy nawet w najśmielszych snach nie spodziewali się takiego rozwoju wydarzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„W-wow, &lt;i&gt;kobieta&lt;/i&gt;.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe oparł ręce na jednym z pulpitów kontrolujących. „Tezuka… Zone?”, kapitan zapytał, spoglądając pytająco na Akayę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No tak. Yukimura stwierdził, że ładnie byłoby nazwać portal do kamiennego wymiaru imieniem osoby, która była najbliżej jego odkrycia”, Kirihara wytłumaczył, wskazując palcem na wielką, jaśniejącą w oddali czarną dziurę. „Czy ona może uszkodzić statek?”, Choutarou zapytał szybko, wpatrując się w bzyczące szaleńczo monitory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kirihara pokręcił głową. „Nie, ona tylko jest przez sensory rozpoznawana jako niebezpieczeństwo – wiecie, żeby wszyscy stąd zwiewali”, Diabeł z Rikkai wytłumaczył, po czym podszedł do wyraźnie nieprzekonanego Ootoriego. „Wyluzujcie, ona tylko może trochę statkiem poszarpać - nie potrafi zasysać, Tezuka był na to zbyt sztywny”, Akaya mruknął, chichocząc nad własnym dowcipem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido warknął coś niezrozumiałego, gdy Yuushi wydał z siebie przeciągłe „awww”.„I tylko my możemy przez nią przelecieć, tak?”, Choutarou zapytał, nakierowując statek na nowy kurs – wprost do wnętrza czarnej dziury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No, tylko wy możecie ją zobaczyć, wlecieć każdy może. Tyle, że kosmos jest na tyle duży, że przypadkowe trafienie jest w zasadzie niemożliwe”, Kirihara powiedział wesoło, obserwując uważnie zbliżającą się masę materii. „Poza tym, słyszałem, ze Sanada wali meteorami w każdy statek, który przypadkowo mógłby wlecieć do portalu.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Brzmi jak niezły system obronny”, Hiyoshi zauważył. „Taaa… Chroni biednych ludzi, którzy przypadkowo mogliby spotkać się Sanadą”, Akaya mruknął, krzywiąc się z niezadowoleniem wypisanym na twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto zagwizdał – co zwróciło uwagę reszty drużyny na dwójkę pilotów. „Zaraz wejdziemy w kontakt z czarną dziurą”, Choutarou oznajmił, przełykając ślinę – i oczy mechanika rozbłysły. „To będzie pięknie wyglądać w moim dzienniku. &lt;i&gt;Zanurzyłem się w ciemnej, czarnej dziurze, która rozwarła ochoczo przede mną swoje podwoje, gdy tylko-&lt;/i&gt;”, Oshitari zaświergotał – i napięte nerwy Shishido poddały się ostatecznie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou szybkim krokiem podszedł do pulpitu obsługiwanego przez Yuushiego - i z całej siły zamachnął się na mechanika swoim mopem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety - dokładnie w tej samej chwili, Diabeł z Rikkai uznał za stosowne odczytanie kilku wskaźników z konsoli, nad którą nachylał się Oshitari. Mokra packa uderzyła nachylającego się nad pulpitem Akayę; Choutarou zapiszczał, gdy Kirihara runął na ziemię, pozbawiony przytomności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe złapał się za głowę. „No i coś ty narobił, akurat stawał się coraz bardziej przydatny!”, Keigo krzyknął, po czym rzucił się na Shishido i potrząsnął nim mocno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedź Ryou utonęła w syku aktywującego się portalu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ekipa Shitehouji wlepiła wzrok w tajemniczą postać, jaka zjawiła się w ich celi. „Eee, możemy w czymś pomóc?”, Kuranoske zapytał, wpatrując się w podchodzącą coraz bliżej piękność. „Mam dla was dobrą wiadomość – myślę, że uda wam się z nami dogadać”, czerwonowłosa kobieta wymruczała, wchodząc w głąb pomieszczenia i wkładając ręce w swój fartuch.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi przekręcił głowę na bok. „A kim, eee… Jak to się mówi? A tak, a kim &lt;i&gt;pani&lt;/i&gt; jest?”, Kuranoske zapytał, wymieniając spojrzenia z całkowicie zaskoczonymi członkami drużyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jestem kuratorem. I myślę, że jesteście wystarczająco szalen- To znaczy, wystarczająco rozsądni, by wysłuchać mojej propozycji”, czerwonowłosa kobieta powiedziała z uśmiechem, po czym wyjęła notatnik z bocznej kieszeni i zaczęła pisać coś zawzięcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Widzicie, doszłam do wniosku, że wasze przestępstwo… Jest wystarczająco niewielkie, bym mogła przymknąć na nie oko. Oczywiście, mam też pewne warunki, które chciałabym, abyście dla mnie spełnili”, kuratorka wytłumaczyła, zaszczycając Shitenhouji słodkim uśmiechem, który zazwyczaj rezerwowała dla nieletnich przestępców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rolnicy wymienili przepełnione wątpliwościami spojrzenia. „Eee, a co mamy zrobić? I czy dostaniemy z powrotem nasze owoce ciężkiej pracy na roli?”, Shiraishi zapytał, splatając ręce na piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kuratorka pomachała ręką. „Oczywiście, oczywiście. To mi będzie nawet na rękę. Widzicie… Chciałabym, abyście pozbyli się problemu, jaki stwarza pewna grupa osób… Znana jako załoga Imperial Presence. Dowiedziałam się o nich przed chwilą od mojej dobrej znajomej Ryuuzaki”, czerwonowłosa kobieta wymruczała, spoglądając na mrugającego zawzięcie Kuranoske.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rolnik splótł ręce na piersi. „A dlaczego tak bardzo zależy, eee, pani na pozbyciu się ich?”, Shiraishi zapytał, wymieniając spojrzenia z resztą swojego rolniczego zespołu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kuratorka westchnęła przeciągle. „Okrutni członkowie Imperial Presence chcą sprowadzić zagładę na świat i wytępić ludzkość”, czerwonowłosa kobieta powiedziała, uważnie śledząc reakcję ekipy Shitenhouji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kuranoske wzruszył ramionami. „E tam, przy tak niskim odsetku kobiet jaki jest u nas, to się zdarzy prędzej czy później”, Shiraishi skomentował, machając ręką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reszta drużyny pokiwała zgodnie głowami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czerwonowłosa kobieta skrzywiła się, przyłapana na kłamstwie. „No dobra, prawda jest taka, że jestem wielką fanką Echizena i nawet mam go na swoim brelocz- To znaczy, chcę, żeby wygrał. Wystarczy?”, kuratorka zapytała, notując coś zawzięcie na swojej podkładce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi spojrzał na Chitose. „Znaczy, myśmy i tak mieli na nich polować, po tym jak nam trawę puścili z dymem, więc chyba nie ma problemu”, Senri powiedział, wzruszając ramionami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kobieta uśmiechnęła się. „Doskonale. A jeśli chodzi o dotarcie do nich – mogę podać wam namiary na statek śledzący Imperial Presence. Myślę, że potem wasze roślinki wskażą wam drogę najlepiej”, kuratorka wymruczała, wyjmując z torebki małe zawiniątko i rzucając je uradowanemu Chitose.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czerwonowłosa kobieta pokiwała głową – i dodała kolejny przypis do swojego notatnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Widzicie, mam pewną teorię - że tylko dwie grupy osób mogą zobaczyć portal stworzony własnoręcznie przez samego Konomiego… Ci, którzy mają Kamień Sanady…”, czerwonowłosa kobieta wymruczała - uśmiechając się delikatnie na widok rozanielonych członków Shitenhouji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„… I ci, którzy dzielą z nim stan umysłu.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido odważył się na otwarcie oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Uch… Gdzie jesteśmy?”, sprzątacz zapytał, dotykając ręką obolałej głowy i rozglądając się z trudem; Akaya wciąż leżał, nieprzytomny, na podłodze statku – ale pozostali członkowie załogi wyglądali na całych i zdrowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„W porządku, moja wierna drużyno?”, Atobe zapytał, pomagając Hiyoshiemu we wstaniu z ziemi; Gakuto i Choutarou pokiwali powoli głowami – a Jirou podskoczył wesoło w górę, najwyraźniej nieuszkodzony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari tymczasem zawzięcie przeglądał zawartość swojego laptopa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe westchnął z ulgą. „Dobrze. Skoro wszyscy są cali i zdrowi, możemy zejść na stały ląd. Wygląda na to, że jesteśmy w swego rodzaju… Jaskini?”, kapitan zapytał, zerkając z ciekawością przez okno Imperial Presence. „Pasowałoby do Sanady”, Shishido zauważył – i nie odłączający się od chłopca na krok głaz podskoczył wesoło kilka razy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe wziął potężny wdech powietrza. „Czas na nas, moja wierna drużyno! Wpiszemy się do historii jako odkrywcy tajemniczych Rikkai. Nawet Tezuka nie doszedł tak daleko, jak my”, kapitan oznajmił z dumą, po czym zamaszystym ruchem ręki wskazał na wyjście ze statku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido skrzywił się. „Za to &lt;i&gt;ja&lt;/i&gt; w tym momencie czuje się tak, jak duchowy spadkobierca Zrównoważonego. Mam duszę na ramieniu”, Ryou poskarżył się, wpatrując w ciemność, jaka wypełniała jaskinię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keigo klepnięciem w plecy wyrzucił chłopca za drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, poza portalem, załoga Znikającego Serwu powstała ze swoich foteli, wpatrując się w wyświetlający nicość ekran.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zniknęli”, Świętobliwy Echizen zauważył trafnie, spoglądając w mrok rozpościerający się przed Znikającym Serwem; po Imperial Presence nie było już śladu. „Lecimy za nimi”, Krzyżowiec nakazał – i załoga statku zasalutowała, zabierając się za wykonanie polecenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na ustach Ryoumy pojawił się zawadiacki uśmiech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Heh. Wreszcie w domenie Kamiennego Sanady. &lt;i&gt;Let’s rock!&lt;/i&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe wyszedł z Imperial Presence jako ostatni – po nieudanej próbie ocucenia Akayi – i rozglądnął się z zainteresowaniem po jaskini, w jakiej wylądował statek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Imponujące”, kapitan skomentował, przyglądając się olbrzymiej grocie; ze sklepienia zwisały olbrzymie stalaktyty, a ściany pokrywały przypominające draperie nacieki. Keigo niemal natychmiast dostrzegł przejście do nowego korytarza – ozdobione kamiennymi figurami anielskich postaci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zagwizdał z podziwem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To co, chyba idziemy?”, Shishido zapytał – i gdy Atobe kiwnął głową, ruszył z Choutarou u boku w stronę wąskiego przejścia. Chociaż kamień tworzący podłoże groty lśnił jak wypolerowany marmur, był zaskakująco ciepły; Ryou czuł się, jakby chodził po puchu, a nie po prawdziwym, zimnym kamieniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwójka młodzieńców szybko doszła do rzeźbionego łuku, prowadzącego w głąb jaskini; wstępu do jamy strzegły dwie figury aniołów, które Atobe zobaczył wcześniej. Ryou przełknął ślinę - i odważnie ruszył w stronę dziwnego punktu, który jaśniał gdzieś w oddali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido miał wrażenie, że szedł przez kilka długich minut – choć jego zmysł wzroku podpowiadał mu, że światełko znajdowało się o wiele bliżej – i zamrugał, gdy jego stopy zaniosły go w końcu do nowej komnaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori rozglądał się z zainteresowaniem. „Wszystko jest z kamienia, ale… Shishido-san, spójrz tylko, jakie piękne”, Choutarou  powiedział z zachwytem w głosie - wskazując na rzeźbione, szczegółowe przedstawienia ośmiu postaci; dopiero po chwili wpatrywania się w figury sprzątacz dostrzegł, że wśród nich znajduje się Akaya.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No ładne… Ale ew, patrz, jakie to paskudne”, Ryou powiedział - wskazując na olbrzymią figurę mężczyzny o kwadratowej twarzy i dużym nosie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Która chwilę potem zrobiła krok do przodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido ryknął coś niezrozumiałego – po czym cofnął się, broniąc Choutarou własnym ciałem; Kamień Sanady – do tej pory tkwiący w pobliżu chłopca – ruszył ze świstem w stronę rzeźby. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęka Ryou opadła, gdy głaz stuknął olbrzymi posąg w głowę, po czym podskoczył kilka razy i wpadł w jego otwarte ramiona. „O wielki Kamieniuuuuu”, figura zadudniła, gdy magiczna skała zaczęła łasić się z czułością do jego piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zamrugał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ty jesteś… Sanada”, Ryou zauważył bystrze, wpatrując się z dziwną fascynacją w potężną sylwetkę kamiennej postaci; ten członek Rikkai prezentował się o wiele okazalej od Akayi – i niemal wzbudzał podziw swoją imponującą posturą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, reszta załogi wyłoniła się z prowadzącego do sali tunelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co się tak drzesz”, Mukahi zapytał, na pokaz czyszcząc swoje „obolałe” uszy – i zamarł z palcem w uchu, gdy jego oczy spoczęły na kamiennej, żywej postaci. „Ty jesteś Sanada Genichirou”, Atobe stwierdził oczywisty fakt, wyciągając rękę i dramatycznie wskazując palcem na ożywioną siłą Konomiego figurę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Perlisty śmiech poniósł się po kamiennej jaskini.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O tak, takie imię mu wybrał ojciec”, powiedział rozbawiony, delikatny głos – i załoga Imperial Presence odwróciła się w stronę środka komnaty; tam, nad niewielkim postumentem, unosiła się uskrzydlona, uderzająco piękna istota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Genichirou podszedł bliżej tajemniczego stworzenia, nie spuszczając wzroku z gości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Yukimuraaaa, przywódcą Rikkaaaaaaaaaaai, syn stwórcy Konomiegoooooo”, Sanada Kamienny zagrzmiał, klękając obok anielskiej istoty i oddając jej pełen czci pokłon. Shishido wstrzymał oddech, wpatrując się w niezwykłe stworzenie i oczekując na jego przemowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po stwierdzeniu Genichirou zapadała cisza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och, to chyba to miejsce, w którym powinienem opowiedzieć tragiczną historię swojego życia”, Yukimura zauważył po chwili, machinalnie poprawiając pióra w swoich imponujących skrzydłach - i Sanada przytaknął gorąco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seiichi zamyślił się. „No cóż, początkowo miałem występować jako syn stwórcy oficjalnie – nauczając i oddając życie za wasze zbawienie, ale Konomi obawiał się oskarżenia o plagiat, więc – oto jestem tutaj”, Yukimura oznajmił z uśmiechem, zakładając nogę na nogę i nachylając w stronę zachwyconego Atobe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To najwspanialszy dzień mojego życia, bardzo mi miło”, Keigo zatrajktował, po czym ukłonił się lekko – gestem nakazując drużynie pokłonienie się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido dygnął drętwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seiichi kiwnął głową – po  czym gestem nakazał Sanadzie wystąpienie do przodu; kamienna figura wymruczała coś niezrozumiałego – i zwróciła się w stronę załogi Imperial Presence. „Gratulujemy wam dotarcia do nas… Chociaż wiele zrobić nie musieliście, skoro tylko Akaya pozostał wam do uwolnienia…”, Genichirou zadudnił - zerkając krytycznym wzrokiem na elegancki strój Atobe i przekręconą na bok czapkę Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Aw, jestem przekonany, że przez jakieś okropieństwa przeszli, mój drogi”, Yukimura powiedział z błyskiem w oku, chichocząc delikatnie – i z rozbawieniem obserwując krzywiącą się coraz bardziej twarz Ryou. „Zdajesz się dużo wiedzieć”, Atobe zauważył, wpatrując się z podziwem w syna Konomiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seiichi machnął ręką. „Wiem o wszystkim, co miało miejsce we wszechświecie. Boskie moce, wersja dwa-kropka-zero”, anielska istota powiedziała z uśmiechem, po czym splotła ręce na kolanach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A czemu nie jeden-kropka-zero?”, Jirou zapytał z zainteresowaniem, podskakując w jednym miejscu niczym kauczukowa piłeczka. „Papa Konomi musiał mnie ulepszyć po tym, jak pewnego dnia zachorowałem. Stwierdził, że to mało boskie”, Yukimura wyznał, uśmiechając się lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprzątacz założył ręce na biodrach. „Świetnie. Fajnie. To co z nagrodą?”, Ryou warknął, niezadowolony z rozwoju sytuacji, znudzony rozmową – i może &lt;i&gt;odrobinkę&lt;/i&gt; zazdrosny o kamyczek łaszący się do piersi Sanady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura zaśmiał się. „Widzicie – i tutaj mamy haczyk. Najpierw musicie mnie &lt;i&gt;pokonać&lt;/i&gt;. Macie jednak szczęście, ojciec stwierdził, że walka ze mną byłaby dość mało oryginalna, więc przygotował specjalną próbę”, Seiichi wytłumaczył, uśmiechając się wdzięcznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Próbę?”, Atobe zapytał, podchodząc bliżej anielskiej istoty – która pokiwała głową, bawiąc się jednocześnie kosmykami swoich pięknych włosów. „Tak. Spokojnie, będziecie brać w niej udział drużynowo, nie martwcie się o nic”, syn Konomiego powiedział łagodnie, rozprostowując zmęczone skrzydła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jaki to rodzaj próby?”, Choutarou zapytał z wahaniem – na co Seiichi westchnął delikatnie, a w jego oczach pojawił się dziki błysk. „Och, tak. Nic strasznego. Musicie tylko przejść przez labirynt”, Yukimura powiedział – i na jego twarzy zakwitł upiorny uśmiech, który posłał ciarki wzdłuż grzbietu Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seiichi rozprostował skrzydła – i szybkim ruchem ręki nakreślił coś w powietrzu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To, co przytrafi się wam w labiryncie przed wami, będzie odzwierciedleniem i manifestacją waszych serc i umysłów”, anielska istota powiedziała, unosząc zgrabną dłoń i odsłaniając wirujące i mieniące się setką barw wejście. Shishido wstrzymał oddech, wpatrując się w odbijające światła portalu skrzydła tajemniczej postaci. „Spotkacie to, co siedzi w was i nigdy się nie ujawniało… Aż do teraz.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura uśmiechnął się złowieszczo – i Ryou oślepiła jasność, gdy wystrzelające z przejścia, barwne wstęgi pochwyciły go za ramiona, wrzucając do środka kolorowego wiru. „Momencik, a czas na przygotowanie się?”, Atobe zdążył zapytać – i podobnie jak w przypadku Shishido, zniknął w feerii barw, jaka wypłynęła z portalu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seiichi uśmiechnął się, gdy ostatni z członków Imperial Presence został wessany przez kolorowy wir. „Och, zapomniałem dodać. Tylko jedna osoba może otrzymać moje błogosławieństwo!”, Yukimura wykrzyknął za znikającymi w chmurze oparów postaciami – i uśmiechnął się diabolicznie. „To znaczy… Tylko, jeśli któryś z was &lt;i&gt;przeżyje&lt;/i&gt;.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący obok Sanada zadudnił urwanym chichotem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Yukimurooo, jesteś &lt;i&gt;kamieniem&lt;/i&gt; milowym na drodze do zła absolutnego.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kintarou zmrużył oczy, wpatrując się w przestrzeń kosmiczną, jaka przewijała się przed szybą statku Shitenhouji. „Hej, czy to nie jest statek Zakonu Tezuki Zrównolansowanego?”, chłopiec zapytał, wskazując palcem na znikający powoli w mroku obiekt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bardziej interesuje mnie ten pokaz fajerwerków z tyłu”, Shiraishi mruknął - wskazując na pulsujący, złocisty okrąg, który pochłaniał stopniowo okręt Krzyżowców. „Dziwne, że od tego nie oślepli”, Chitose zauważył, zamykając powieki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Może tego nie widzą?”, Shiraishi zasugerował, przypominając sobie słowa pani kurator; siedzący obok chłopca Senri pokiwał głową, zgadzając się z teorią przyjaciela. „Możliwe, w końcu oni to nie bardzo mogą być na naszych domowych specjałach.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przywódca Shitenhouji rozpromienił się. „Zawsze powtarzałem, że zioła dobrze robią na oczy”, Kuranoske powiedział z dumą, rozkładając się wygodnie na swoim kapitańskim fotelu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed oczyma Shishido rozpościerała się ciemność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy ktoś miał serce a’la Fudomine?”, Ryou zapytał na głos, krzywiąc się nieznacznie; jego głos poniósł się echem przez korytarz – i ze sposobu rozchodzenia się dźwięku chłopiec wywnioskował, że leży płasko na ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili wahania młodzieniec podniósł głowę z wykonanej ze skał podłogi – i niemal natychmiast uderzył nią z powrotem o zimny kamień. Shishido przekręcił się – z trudem – czując, że jego ręce przywierają niewygodnie do tułowia; chłopiec warknął coś niezrozumiałego i po chwili balansowania ciałem zdołał podnieść się do wygodniejszej pozycji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jestem… Związany?”, Ryou zapytał cicho; nikt nie odpowiedział jednak na jego pytanie. Shishido zadrżał lekko, usiłując wyczuć krępującego go więzy; po kilku nieudanych próbach poddał się i skierował swój wzrok na jaśniejący w oddali, niewyraźny punkt. Chłopiec westchnął przeciągle – i nie mając lepszego pomysłu, zaczął pełznąć w stronę dostrzeżonego światełka w końcu korytarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z każdym ruchem, Ryou czuł się coraz bardziej niezręcznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jaśniejący punkt w końcu korytarza zbliżał się jednak coraz szybciej i &lt;i&gt;szybciej&lt;/i&gt; - Shishido poruszał się w poziomie z zaskakującą łatwością – i po chwili chłopiec zrozumiał, że światełko to tak naprawdę lustro, odbijające wpadający przez sufit księżycowy blask.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wraz z tym odkryciem, chłopiec zrozumiał coś jeszcze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mianowicie – człowiek, płeć męska, orientacja ootoricentryczna – zazwyczaj nie posiadał długiego niczym u węża tułowia, wściekle różowej skóry, wyciekającego z pyska białego śluzu oraz kompletu niepokojąco wyglądających wypustek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido-tentakl błyskawicznie powiązał ze sobą wszystkie fakty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;„OSHITARI!”&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:18051</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/18051.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=18051"/>
    <title>[Tenipuri] Potyseja kosmiczna: Episode Three – Zemsta Shitów</title>
    <published>2009-11-21T21:35:34Z</published>
    <updated>2009-11-21T21:45:59Z</updated>
    <category term="potyseja"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Potyseja kosmiczna: Episode Three – Zemsta Shitów (2/2)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt; PG-13 &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt;  14 046 hahahaha oh wow&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt;  Prrrawie że gen.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Universe:&lt;/b&gt; Universe universe!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; From Aki with love &amp;lt;3 Multichapter, part 3/3. Whee!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, Atobe przeżywał &lt;i&gt;drobny&lt;/i&gt; kryzys.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Gdzież są moje wspaniałe lica?!”, kapitan zapytał z desperacją swojego odbicia – przystawiając swój różowy, tentaklowy pysk do chłodnej tafli lustra. Keigo wziął kilka uspokajających wdechów, spróbował zamknąć oczy – ale wtedy odkrył, że nie ma powiek, co natychmiast doprowadziło do nowego ataku histerycznych spazmów kapitana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka minut później, całkowicie zdołowany Atobe podniósł pysk z ziemi. „No cóż, przynajmniej zachowałem swoje cudowne włosy… Ale straciłem twaaarz”, Keigo zapłakał – jego ryk poniósł się echem po korytarzach, niemal rozbijając znajdujące się obok macki lustro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku minutach spazmów, kapitan pociągnął nosem, a następnie wytarł go koniuszkiem ogona; młodzieniec wyprostował swoją długą szyję, po czym zerknął na wychodzący z jego jaskini startowej korytarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tentakl przybrał najbardziej złowieszczą minę, na jaką było go stać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Moja twarz to jednak nic w porównaniu z tym, co &lt;i&gt;Oshitari&lt;/i&gt; straci, gdy stanie na mojej drodze.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkanaście metrów dalej, drżący i zdenerwowany Shishido pełznął powoli przez mroczny korytarz; młodzieniec odkrył wejście do niego po dość dramatycznym zbiciu lustra w swojej komnacie startowej – i z braku lepszego pomysłu, wczołgał się odważnie do przejścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nadzieję Oshitariego na rożen… Albo lepiej nie, ten czubek pewnie znalazłby w tym jakąś perwersyjną przyjemność”, Ryou warknął głośno, potykając się raz po raz o małe głazy, jakimi wyłożona była droga; ciało biednego tentakla bolało od uderzeń skałek – niestety, w korytarzu było zbyt ciemno, by młodzieniec miał szansę na zobaczenie i wyminięcie kamieni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ponieważ cierpliwość chłopca była dość ograniczona, po paru większych zderzeniach zatrzymał się w miejscu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Przydałoby się jakieś oświetlonko, to nie epoka kamienia łupanego!”, sprzątacz ryknął ile sił w płucach, w nadziei, że Yukimura go usłyszy. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, komnata wypełniła się mglistym światłem – zapewnionym przez unoszące się nad stropem, znajomo wyglądające iskierki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tentaklowa szczęka Shishido opadła do ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Już nigdy nie powiem niczego złego na zraszacze Atobe”, Ryou obiecał z przekonaniem – wpatrując się z fascynacją w miniaturowe kopie urządzeń, zawieszone u stropu jaskini. Maleńkie świecidełka sączyły się z mechanizmu – i opadały wdzięcznie na ziemię, oświetlając drogę, jaką musiał jeszcze przebyć Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou przez chwilę wychwalał jeszcze w myślach osobę kapitana – aż do momentu, w którym jasny pyłek ułożył się na ziemi w kształt jego ozdobionej pieprzykiem twarzy, oślepiając tentakla swoim blaskiem – i uniemożliwiając mu dostrzeżenie kamieni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zawył z bólu, gdy światło wycisnęło z jego oczu łzy. „Jeśli przez to dołączę do grona tych zboczonych okularników, &lt;i&gt;ktoś mi za to odpowie&lt;/i&gt;!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjątkowo długa i ruchliwa macka – stojąca nad taflą krystalicznie czystego, podziemnego jeziora – przechyliła wolno pysk, zerkając na swoje odbicie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oż ty byku”, przemieniony Oshitari zaświergotał - wpatrując się z dumą w swoje nowe, niezwykłe oblicze. Jedyną pozostałością po postaci przystojnego młodzieńca były jego czarne włosy („Jak grzywa ognistokrwistego konia, co swoją drogą jest wspaniałą metaforą”, pomyślał zachwycony Yuushi) i para eleganckich okularów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Motyla noga, ja chyba śnię”, tentakl wymruczał, odrywając spojrzenie od tafli wody i rozglądając się po pomieszczeniu. Technik wylądował w niewielkiej, kamiennej pieczarze, ozdobionej naściennymi malowidłami przedstawiającymi część zawartości umysłu Yuushiego (co jest wystarczającym powodem do pominięcia ich opisu) i kilkoma pochodniami. Do jamy prowadziła jedna droga – wystarczająco szeroka, by potężne ciało tentakla mogło przez nią swobodnie przepełznąć. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari westchnął przeciągle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czas na całkowicie niemetaforyczne spenetrowanie głębokiej jaskini”, Yuushi wymruczał z nieukrywanym zachwytem, pełznąc radośnie w stronę wyjścia z groty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido wpełzł powoli do nowej komnaty, poobijany, ale wciąż pełen nadziei; tentakl zatrzymał się w progu, rozglądnął – po czym cofnął się ze wstrętem, niemal uderzając głową o ścianę jaskini.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pieczara wypełniona była fioletowo zabarwionymi mackami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głowa sprzątacza automatycznie zwróciła się w stronę stropu jaskini.„Wkład Oshitariego w tworzenie tego labiryntu koszmarów już chyba ustaliliśmy?!”, Ryou ryknął ile sił w płucach – licząc na to, że Yukimura go usłyszy i rozproszy mackowe iluzje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido wzdrygnął się, gdy spojrzenie wszystkich tentakli w komnacie zwróciło się w jego stronę; potwory miały ciało pokryte gęstym śluzem, a ich oczy płonęły ognistą żądzą. „Eee… Dzień dobry, koleżanki i koledzy?”, Shishido pozdrowił z wahaniem, machając w stronę macek końcówką swojego ogona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tentakle natychmiast zaczęły pełznąć w stronę chłopca, wyginając lubieżnie lśniące od śluzu ciała; przemieniony młodzieniec wzdrygnął się, gdy do jego umysłu dotarło znajome ostrzeżenie wysłane przez jego naturalny, antymechanikowy radar. „Jeśli jesteście krewniakami Oshitariego, pewnie nie będziecie mnie chcieli, tak?”, sprzątacz zapytał błagalnie, wbijając spojrzenie w zbliżające się powoli macki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znajdujący się najbliżej tentakl musnął Ryou kawałkiem ogona po pysku. „M-momencik”, Shishido wyszeptał, odsuwając się w tył; słowa zamarły na jego ustach, gdy zderzył się ze stojącą z tyłu, wyjątkowo dużą i drapieżnie wyglądającą macką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tentakl owinął się delikatnie wokół szyi Shishido. „Aa-aa-aa-ah-um, ja już kogoś m-mam!”, Ryou ryknął, wyrywając się do przodu i usiłując rozpleść żelazny uścisk potężnego stworzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bezskutecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiecie, ja chyba nie jestem jeszcze psychicznie gotowy- Oo-oow!”, sprzątacz zawył, gdy jeden z otaczających go potworów wbił zęby we fragment jego długiej szyi; chwilę potem, inna macka otarła się lubieżnie o jego lśniącą skórę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Hahaha, aaah”, Ryou wymruczał, uderzając wtulającego się w niego tentakla końcem ogona; niestety, bestia była znacznie potężniejsza od wątłego, niepozornego Shishido – a otaczający go współplemieńcy potężnej macki nie ułatwiali mu wyrwania się z pułapki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou ostatkiem sił otworzył gadzi pysk. „Znajduję się w wielkim wyjątkowym wspaniałym seksualnie satysfakcjonującym mnie związku o wielkim potencjale romantycznym i nie chcę zdradzać swojego partneraaaaa!”, Shishido wyrzucił z siebie na jednym wydechu, rycząc ile sił w gadzich płucach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tentakle zamarły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wycieńczony Ryou niemal opadł z ulgą na ziemię, gdy macki wycofały się - wpatrując w sprzątacza z szacunkiem wypisanym na paskudnych pyskach; po chwili, potwory odpełzły do swoich poprzednich pozycji, czatując najwyraźniej na nową ofiarę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido ze świstem wypuścił z siebie powietrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chwała Konomiemu, że Oshitari jest romantycznie popieprzony.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanada podniósł ze zdziwieniem kamienną powiekę, gdy u progu jaskini tronowej Yukimury pojawili się nowi goście. „Zamknięte, mamy już naszych wybrańców”, Genichirou zadudnił, po czym splótł ręce na piersi, przyjmując groźną pozę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzący na podwyższeniu Yukimura zaśmiał się delikatnie. „Aw, nie powinniśmy tak traktować gości”, Seiichi powiedział łagodnie – i Sanada ukłonił się z szacunkiem, po czym odsunął się – pozwalając wizytatorom na przejście do tronu anielskiej postaci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Witaj, o Yukimuro”, Echizen pozdrowił, schylając głowę; stojący za chłopcem Momoshiro i Ryuuzaki uczynili to samo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seiichi przechylił z zaciekawieniem głowę. „Jesteś… Przywódcą Zakonu Tezuki Zrównoważonego”, syn Konomiego stwierdził trafnie po dokładnym obejrzeniu stroju młodzieńca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryouma kiwnął głową. „Zgadza się. I przyszedłem walczyć o to, co mi się prawnie należy”, Echizen powiedział z uśmiechem, odważnie podchodząc bliżej anielskiej istoty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura zaśmiał się lekko, trzepocząc skrzydłami. „Uważasz, że moje błogosławieństwo &lt;i&gt;należy&lt;/i&gt; ci się…”, Seiichi zauważył, a jego oczy rozbłysnęły jasnymi iskierkami zainteresowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryouma zrobił krok w tył. „Och, słyszałem, co o tobie mówią… Pierwsza zasada dynamiki Konomiego, Echizen nigdy nie przegrywa”, Yukimura wyrecytował z uśmiechem, obserwując reakcję przywódcy Zakonu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Echizen splótł ręce na piersi. „I co z tego? Zdobyłem sławę i pozycję ciężką pracą”, chłopiec wycedził, nie odwracając wzroku od jasnych oczu anielskiej istoty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śmiech Seiichiego poniósł się echem po sali tronowej. „Doprawdy? Jesteś taki młody”, Yukimura zadrwił, kładąc głowę na wyciągniętej ręce. „Bo widzisz, zawsze wydawało mi się, że to ty odkryłeś źródło napoju Stwórcy, czyż nie? Pachniesz nawet słodką Pontą…”, Seiichi zapytał – choć ton jego głosu sugerował, że zna odpowiedź.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy Ryoumy otworzyły się szeroko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Taki zdolny, taki potężny! A tak naprawdę całą swoją moc czerpiesz ze źródła gazowanego napoju! Ironiczne, czyż nie? I to nie cała tajemnica...”, Seiichi zadrwił - jego głos stał się twardy, zdawał się przecinać powietrze i ranić jak ostrze noża.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Momoshiro i Ryuuzaki przyjęli pozycję obronną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tezuka Zrównoważony, wielki, wielki człowiek i nauczyciel… Nie zdołał dotrzeć do mnie, pomimo tego, że uwolnił prawie wszystkich członków Rikkai. Wiesz może, dlaczego?”, Yukimura zapytał, wpatrując się w twarz teraz wystraszonego Echizena.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Napięta atmosfera zalegająca w komnacie rozproszyła się, gdy gdzieś z okolicy wejścia do uszu zebranych dotarło przeciągłe, znajomo brzmiące czknięcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem w labiryncie Konomiego, jeszcze jedna macka przechodziła przez &lt;i&gt;niewielki&lt;/i&gt; kryzys.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„… Nie”, Gakuto wyszeptał cicho, wpatrując się w swoje nowe, potworne odbicie; długie i śliskie ciało różowego tentakla zadrżało, gdy chłopiec wycofał się powoli w tył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dlaczego….”, Mukahi zapytał rozpaczliwie, kręcąc gadzią głową i rozglądając się szybko po mrocznym pomieszczeniu, do którego przetransportowała go magia Yukimury. W komnacie było pusto; nieliczne, zgaszone żyrandole zwisały ze stropu, kołysząc się złowieszczo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dlaczego…”, młodzieniec powtórzył rozpaczliwie, a jego brew - teraz pozbawiona włosów – zadrżała. Ciężki ogon tentakla opadł na twardy kamień; głuchy odgłos poniósł się po korytarzu - stanowiąc akompaniament dla głośnego okrzyku rozwścieczonego Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;i&gt;Dlaczego&lt;/i&gt; Shishido nie ma obok, żebym mógł zobaczyć jego minę?!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka minut po dramatycznym spotkaniu z innymi mackami, Shishido wpełzł do nowej komnaty. „Co tym razem?”, Ryou warknął, rozglądając się szybko na wszystkie strony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pysk tentakla uderzył o ziemię, gdy coś ciężkiego odbiło się nieoczekiwanie od jego głowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mukahi”, Shishido wywarczał, gdy inny skoczny obiekt wylądował tuż przed jego oczami. Ruchliwe &lt;i&gt;coś&lt;/i&gt; miało niewielki wzrost- i wyglądało jak masa czerwonych włosów nadziana na gumową piłeczkę. „Skaczące peruki”, Ryou wywarczał ze wstrętem, po czym podniósł z trudem głowę z twardej powierzchni jaskini.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido jęknął, gdy jeszcze jeden włochaty potwór zderzył się z jego szczęką. „Co do ciężkiej-”, Ryou powiedział ze złością – i zamarł, gdy jego oczy spoczęły na stropie jaskini.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co najmniej setka ruchomych peruk zwisała z sufitu jak stado upiornych nietoperzy, najwyraźniej gotowa do rzucenia się na każdego, kto przejdzie przez komnatę. Wzrok Shishido powoli skierował się na drugi koniec komnaty; gdzieś w oddali majaczyła niewielka, okrągła szczelina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprzątacz warknął, westchnął, pomyślał o Choutarou – po czym rzucił się pędem w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stado peruk automatycznie poderwało się z sufitu, bombardując Shishido atakiem gumowych ciał. Tentakl – dzięki przyzwyczajeniom uzyskanym w trakcie życia na Imperial Presence – zręcznie wymijał większość włochatych potworów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stworki nie dawały jednak za wygraną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido jęknął, gdy piątka peruk przeprowadziła zmasowany atak na jego pysk; głowa Ryou wylądowała na ziemi – i młodzieniec automatycznie przestawił się na ciągłe pełznięcie. „Jeszcze tylko trochę!”, sprzątacz warknął do siebie – i przyspieszył, sprawiając, że część potworków zamiast zderzyć się z jego ciałem, wylądowała płasko na podłodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minutę później, zdyszany i poobijany Shishido dotarł do przewężenia; młodzieniec skorzystał z faktu, że jego ciało było długie i wąskie - wpełzł do dziury w ścianie, skutecznie uniemożliwiając perukom dalszy pościg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plan Ryou był prawie doskonały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku sekundach czołgania się, pysk zmęczonego Shishido zderzył się z czymś nieoczekiwanie; chłopiec warknął ciche przekleństwo, walcząc z atakiem migreny. „O, cholewa”, odparł znajomy głos – i sprzątacz wytrzeszczył oczy, spoglądając wprost w znajdującą się w przejściu, czerwoną perukę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Usadowioną na pysku różowego tentakla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka komnat dalej, pewna macka wzięła głęboki, uspokajający nerwy wdech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wakashi, spokojnie, babcia też tak po grzybkach czasami miała”, Hiyoshi powiedział do siebie, ostrożnie splatając swoje nowe ciało w zgrabną, medytacyjną pozycję. „Najważniejsza jest wizualizacja. Mentalne pozbycie się problemu”, tentakl wyszeptał, schylając ostrożnie swój potężny pysk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wakashi wziął głęboki wdech. „Nie jesteś paskudnym potworem, jesteś człowiekiem. Twojego wnętrza nigdy nic nie zmieni. Ludzie mogą się ciebie bać. Możesz być dla nich dziką bestią. Ale prawda tkwi głęboko w twoim sercu”, Hiyoshi wyszeptał, kiwając się na boki. „Choć w tej formie mógłbyś tratować i zabijać, gwałcić i dręczyć, straszyć i nawiedzać, to pamiętaj, że zawsze -”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głowa tentakla podniosła się. „Zaraz, moment. W tym wcieleniu mam lepsze szanse na przejęcie władzy nad światem!”, Hiyoshi zauważył, spoglądając na swoją nową, różową skórę z podziwem. „W tej formie, mógłbym  prześlizgnąć się kanałami praktycznie wszędzie… A nawet gdyby mnie zauważono, mógłbym powalić większość strażników cennych, rządowych informacji!”, Wakashi powiedział z zachwytem, uderzając radośnie ogonem o skalną podłogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Macka uśmiechnęła się szeroko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oshitari miał rację. Tentakle wszędzie się wcisną.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez jedną z jaskiń poniosło się przeciągłe warknięcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie wierzę, że ze wszystkich osób w drużynie, musiałem wpaść właśnie na ciebie”, Shishido warknął, pełznąc korytarzem w stronę światła. „O tak, rozumiem, wolałeś wpaść na Oshitariego. Na pewno uznałby cię za przystojnego tentakla”, Gakuto zadrwił gdzieś zza Ryou - złośliwie dziabiąc przy okazji jego ogon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido - z rezygnacją wypisaną na gadzim pysku - wpełzł powoli do kolejnej komnaty. Niemal natychmiast, ponad setka par roziskrzonych oczu zwróciła się w jego stronę; taka sama ilość włóczni podniosła się w górę, strasząc różową mackę błyskiem stalowych ostrz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„… Hiyoshi”, Ryou zgadł - spoglądając ze wstrętem na trzymającego dzidę, ożywionego grzyba wyposażonego w wielką gęstwinę siwych wąsów. Borowik zachrząkał coś w gardłowym języku, wskazując palcem na gigantycznego tentakla i gestykulując zawzięcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I don’t speak pieczarken?”, Shishido zaoferował z nadzieją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Banda borowików obniżyła włócznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi i reszta jego rozchwianej kompanii weszła do sali tronowej Yukimury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chyba dekorator wnętrz miał ostrą jazdę na nieco antyczny klimacik”, Kuranoske zauważył, wskazując palcem na kamienne figury, ławki, łuki i przejścia. „Do pełni czasów zaprzeszłych brakuje tylko jakiejś figury Zrównańca deptającego dinozaury”, Kintarou zauważył, rozglądając się na wszystkie strony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drużyna rolników zamarła, gdy ich oczy napotkały zaskoczone spojrzenia trójki Krzyżowców.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Yukimura uśmiechnął się delikatnie. „Witam w moim skromnym pałacu”, anielska postać wyszeptała – nie odrywając przeszywającego spojrzenia od oddychającego szybko Echizena.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanada Kamienny westchnął przeciągle. „Jeśli chcecie otrzymać błogosławieństwo Yukimury, to nieco się spóźniliście”, Genichirou zagrzmiał potężnie, wskazując palcem na wirujący barwami portal pod prawym skrzydłem Seiichiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi machnął ręką. „E tam, nam nic nie potrzeba. Z naszymi domowymi specjałami, to żyjemy iście boskie życie. Przynajmniej na zwyczaje Konomiego patrząc”, Kuranosuke wytłumaczył, zbliżając się do tronu Yukimury. „My to tu tylko kulturalnie paru przyjaciół przyszliśmy zabić.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy Seiichiego rozbłysły. „Wasi przyjaciele są teraz nieco… Zajęci, ale kiedy tylko wrócą z labiryntu… Nie widzę problemu”, anielska postać wyszeptała, leniwie opierając głowę na rozłożonej ręce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Echizen otrząsnął się z szoku. „Co z nami? Ja również chcę przejść przez próbę”, Ryouma powiedział odważnie, wskazując na portal prowadzący do labiryntu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanada tupnął nogą – sprawiając, że skalna jaskinia zatrzęsła się. „Wolnego, tylko jedna grupa może przechodzić przez uświęconą próbę”, Genichirou zadudnił, a latający wokół niego Kamień podskoczył dwa razy wesoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura zaśmiał się. „Och, myślę, że moglibyśmy nagiąć nieco zasady. Tak będzie ciekawiej. Powiedzmy… Jeśli któremuś z was uda się odebrać załodze Imperial Presence zdobyty na końcu labiryntu przedmiot, nim dotrą z nim do mnie – cóż, spełnię wasze życzenie”, Seiichi obiecał, wpatrując się z uwagą w nieco zdenerwowanego Echizena.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura spojrzał w stronę portalu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Na razie… Nie przerywajmy naszym przyjaciołom zabawy.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden ze strzelców Imperial Presence bawił się zaiste wyśmienicie. Jirou – trzymając pyskiem koniec swojego ogona – przetoczył się po gromadzie uciekających z przerażeniem grzybów, piszcząc i wyjąc przy tym z uciechy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili zderzył się ze stojącą mu na drodze ścianą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach hoi!”, Akutagawa zakrzyknął - dostrzegając kolejne obniżenie terenu i stojącą na trasie bandę przerażonych potworów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka metrów dalej, Shishido pełznął ile sił w mięśniach przyskórnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szybciej!”, Gakuto zawył, czując już na ogonie ukłucia setek borowikowych włóczni. Ryou warknął coś niezrozumiałego, a chwilę potem zaklął - gdy przed jego oczyma pojawił się rozstaj dróg. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprzątacz zahamował. „Którędy?!”, Shishido zapytał, rozglądając się z desperacją na lewo i prawo – i zawył, gdy przed jego oczami pojawiła się olbrzymia pętla różowego cielska, tratująca wszystko na swojej drodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou i Mukahi w ostatniej chwili odskoczyli na bok – i wlepili wzrok w kręcącego się wokół własnej osi tentakla, atakującego ich agresorów.  Wszystkie grzyby, jakie wpadły pod jego cielsko, roztrysnęły się na boki jak piony powalone przez uderzenie kuli na kręgielni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zamrugał, gdy do jego uszu dotarło głośne chrapanie; każdy z zaatakowanych grzybów miał zamknięte oczy – i najwyraźniej smacznie spał. „Jirou?”, Ryou zapytał z niedowierzaniem, wpatrując się w hamującego powoli tentakla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasne, białe zęby nowoprzybyłej macki zabłysnęły – i przemieniony chłopiec otworzył szeroko paszczę w dzikim okrzyku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jiroooooouuuuu kiiiiick!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka jaskiń dalej, Choutarou powoli odwrócił swoją tentaklową twarz od zawieszonego na skalnej ścianie lustra. Łzy zalśniły w kącikach oczu chłopca, a jego wargi wygięły się w nieszczęśliwy łuk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Spokojnie, jak stąd wyjdziemy, pewnie czar sam się rozproszy”, stojący obok Wakashi powiedział z westchnieniem, uderzając nerwowo ogonem o ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hiyoshi i Ootori mieli więcej szczęścia, niż pozostali członkowie Imperial Presence – udało im się wylądować w znajdujących się bardzo blisko komnatach; grzybowy chłopiec – przepełniony determinacją i ochotą na przejęcie władzy nad światem – wpadł na zdołowanego pilota w jego komnacie startowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori westchnął przeciągle. „Wiem, ale ja nie boję się o swój wygląd”, Choutarou powiedział z westchnieniem – po czym gestem ogona poprosił swojego towarzysza o poczekanie kilku chwil.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec podpełzł do drugiego końca komnaty, w której wylądował – i opadł bezsilnie na ziemię. Usta macki otwarły się, a z ich wnętrza wyrwała się cicha modlitwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Stwórco Konomi, spraw, by – jeśli przechodzi przez to samo co ja - Shishido-san nie umarł dzisiaj na zawał.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Modlitwa najwyraźniej dotarła do znajdującego się w innej jaskini tentakla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido wzruszył się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto wywrócił oczyma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To jest najbardziej przerażająca rzecz, jaką widziałem &lt;i&gt;w życiu&lt;/i&gt;”, Mukahi stwierdził z obrzydzeniem - obryzgując swojego towarzysza pianą cieknącą z pyska. Chłopiec niemal natychmiast oberwał potężnym uderzeniem ogona większego tentakla w swoją głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nikt cię nie pytał o zdanie”, Ryou burknął, nie odwracając wzroku od bliżej niezidentyfikowanej, puszystej i podskakującej kuleczki – powtarzającej przy okazji uparcie skoczne „Shishido-saaaan!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chórek podobnych jej istotek, odbijających się od ścian komnaty w sekundę później powtórzył to samo. Towarzyszący młodzieńcom Jirou gonił radośnie za kilkoma z nich – które z ochotą dały się wciągnąć do przyjacielskiej zabawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I ja pilotuję Imperial Pressence siedząc obok kogoś, kto bez przerwy myśli… O takim &lt;i&gt;czymś&lt;/i&gt;?”, Gakuto warknął, strzepując z grzbietu kilka irytujących piłeczek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprzątacz zignorował towarzysza. „Ach, Choutarou”, Shishido westchnął, wycierając czubkiem ogona pojedynczą łzę, jaka pojawiła się na jego tentaklowym policzku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou niemal wydźgał sobie oko, gdy znajomo brzmiące „awwww” poniosło się echem po komnacie. Gakuto i Shishido automatycznie spojrzeli w stronę źródła dźwięku – i sprzątacz z przerażenia schował się za nachylającym mu się nad grzbietem Jirou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari wpełzł dumnie do komnaty – otoczony stadkiem mackowych molestatorów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi wytrzeszczył oczy. „Yuushi, skąd… Skąd ty ich wziąłeś?”, młodzieniec zapytał, wskazując ogonem na rozpełzające się po komnacie tentakle – które, ku przerażeniu Shishido, zaczęły miażdżyć radośnie skaczące piłeczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari rozpromienił się. „Och, wpadłem na nich, gdy chcieli pozabawiać się z Atobe”, mechanik oznajmił radośnie, uśmiechając się tak szeroko, jak tylko pozwalało na to jego nowe wcielenie. „I bohatersko uratowałeś go!”, Jirou wyrzyknął, turlając się radośnie na lewo i prawo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi rozpromienił się. „Oczywiście, że nie, ja się przyłączyłem!”, Oshitari powiedział z zachwytem wymalowanym na twarzy – i Ryou dopiero teraz dostrzegł, że na wężowych plecach mechanika ktoś leży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi machnął ogonem. „Nic mu nie jest, zemdlało mu się trochę”, Oshitari zaświegotał, wpełzując do kamiennej komnaty; Shishido zamrugał, gdy jego oczy zwarły się ze spojrzeniem Yuushiego, które lśniło teraz dziką czerwienią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Z nim coś jest nie tak… To znaczy, bardziej nie tak, niż zwykle”, Ryou wyszeptał, nie odrywając wzroku od pełznącego powoli Oshitariego – który właśnie omiótł czerwonymi ślepiami przerażone twarze pozostałych członków załogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mechanik rozpromienił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Też chcecie gilgotka w supełka?” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwie jaskinie dalej, uśmiechający się złowrogo Hiyoshi i nieco przerażony całą sytuacją Choutarou pełzneli leniwie przez kamienne korytarze. „Ciekawe, gdzie jest wyjście”, Ootori zapytał z westchnieniem – i nim Wakashi zdołał odpowiedzieć, potężny okrzyk zachwiał stropem jaskini.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou otworzył szeroko oczy, gdy zza najbliższego zakrętu wyskoczył przerażony, znajomo wyglądający tentakl. „Shishido-san?”, Ootori zapytał, zaskoczony – i cofnął się, gdy na plecy Ryou wpadł zachwycony Jirou; na Akutagawie z kolei wylądował Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprzątacz skierował przekrwione oczy w stronę Choutarou. „Oshitari zbzikował, nie wiemy, co robić!”, Shishido ryknął, wygrzebując się spod ciał swoich towarzyszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, Yuushi wyskoczył zza zakrętu, wciąż dźwigając na plecach omdlałego Atobe. „Ucieczka, najlepsza tentaklowa gra wstępna! Wiedzieliście, że pełzanie zwiększa wytwarzanie śluzu?”, mechanik zaświergotał radośnie – i Ootori nie potrzebował większej ilości tłumaczeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zwiewamy!”, Ryou ryknął – i wszystkie tentakle, z Wakashim i Choutarou włącznie, rzuciły się w stronę jednego z korytarzy. „Słyszeliście to przysłowie o gonieniu króliczka?”, Yuushi zaświergotał, wspierany okrzykiem swojej armii macek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zawył, ponaglając resztę towarzyszy do przyspieszenia. Po kilkunastu sekundach szaleńczej ucieczki, tentakle dotarły do nowej komnaty – i sprzątacz przeraził się, gdy dostrzegł, że z jaskini nie ma przejścia dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I co teraz, i co teraz?!”, Ryou zapytał z przerażeniem; sekundę później, Yuushi i jego banda tentakli wpadła szturmem do tej samej jaskini. Shishido natychmiast rzucił się do przodu, osłaniając blednącego lekko Choutarou – za którym rządkiem ustawili się pozostali uciekinierzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Macki Yuushigo spojrzały na drużynę drapieżnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprzątacz napuszył się, usiłując wyglądać groźnie – i wzdrygnął się, gdy coś opadło ze stropu jaskini na jego głowę. Choutarou wstrzymał oddech – wpatrując się w znajomo wyglądającą, niebieską czapeczkę, jaka tkwiła właśnie na pysku jego przyjaciela. Chwilę potem, kolejne nakrycia opadły z sufitu – lądując na głowach wszystkich tentakli obecnych w pomieszczeniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari zawył – przerażający, głośny ryk wyrwał się z jego paszczy, paraliżując macki zgromadzone w komnacie. „Ja… Ja”, tentakl wyjąkał, szamotając się na lewo i prawo; czapka tkwiła na jego głowie, jakby przyklejona za pomocą szybkoschnącego kleju. Shishido zjeżył się, gdy krzyk Yuushiego osiągnął przerażająco wysokie poziomy głośności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mechanik najwyraźniej przeżywał ogromne katusze. „Ja- Jaaaa”, Oshitari ryknął – i Ryou zauważył, że tentakle z armii młodzieńca również przechodziły przez tajemniczy atak: turlały się po ziemi i uderzały głowami o ścianę jaskini.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ja… Ja już nie mam ochoty!”, Oshitari zawył przeraźliwie – po czym runął na ziemię, zupełnie wycieńczony nieznanym sobie wcześniej doświadczeniem; zaraz po młodzieńcu, to samo uczyniła jego mackowa armia. Tuman kurzu wzbił się z kamiennej podłogi, otaczając wszystkie stworzenia – wraz z bandą przerażonych poszukiwaczy przygód.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W komnacie zapadła martwa cisza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi spojrzał na Ryou z mieszaniną podziwu i strachu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nim jednak Gakuto zdołał skomentować świętą dziewiczość sprzątacza, coś rozbłysło za plecami macek – i gdy Shishido odwrócił się, jego oczom ukazał się portal; przed iskrzącym się przejściem unosiła się mała kula – w której środku ktoś zatopił podejrzanie wyglądający listek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głowa Ryou wędrowała od tajemniczego wiru do powalonego Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy to… Przejście do pałacu Yukimury?”, Choutarou zapytał – i sprzątacz ocknął się z szoku, po czym spojrzał tępo na resztę swoich przytomnych towarzyszy. „Kula wygląda na coś, co mogło należeć do Konomiego”, Gakuto zauważył, wciąż trzęsąc się na wspomnienie mocy czapeczki Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido wziął głęboki wdech. „No cóż, możemy się przekonać tylko w jeden sposób”, Ryou oświadczył – i nie zastanawiając się długo, owinął zgrabny ogon wokół tajemniczej kuli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat przed oczami macek po raz drugi utonął w świetlistych barwach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Badający królewski portal Kintarou przewrócił się, gdy nieoczekiwanie, grupa znajomo wyglądających tentakli wytrysnęła z jego wnętrza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi otworzył szeroko usta ze zdziwienia. „O wow, patrzcie, co im się z ciałami stało, musimy się częściej badać pod kątem pasożytów”, Kuranosuke wymruczał, wpatrując się w usiłującego pozbierać się z  podłogi Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący przy Yukimurze Echizen natychmiast zauważył trzymaną przez chłopca kulę. „Oż ty w… Krzyżowcy!”, Mukahi zawył, chowając się za plecami kipiącego się na boki Wakashiego. „I panowie, eee, rolnicy?”, Choutarou zapytał z niedowierzaniem ukrytym w głosie; w odpowiedzi, ekipa Shitenhouji zamachała radośnie rękoma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura zachichotał lekko. „O, tak. Mamy dzisiaj całą masę gości. I każdy z nich ma do załatwienia z wami pewien raczej mało przyjemny interes”, Seiichi powiedział lekko, obserwując reakcję członków Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zjeżył się. „Znamy wasze plany przejęcia kosmosu. Nie dostaniecie kuli!”, Ryou zawył, wbijając wojownicze spojrzenie w przyjmującego bojową pozycję Echizena.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seiichi zaśmiał się lekko. „Czas na ostatnią grę o losy podarku Konomiego”, anielska istota wykrzyknęła – i wszyscy spojrzeli w jej stronę, zauroczeni czystą barwą głosu syna Stwórcy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zasada jest jedna. Prosta. Ten, kto pierwszy dotrze do mnie z kulą, wygrywa”, Yukimura oznajmił donośnym głosem – i Choutarou wzdrygnął się, gdy na twarzy mężczyzny pojawił się diaboliczny uśmiech. „Jak to?! Przecież oni nie przechodzili przez ten przeklęty labirynt!”, Ryou ryknął, wskazując ogonem na członków Zakonu Tezuki Zrównoważonego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura zaśmiał się lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ale tak jest ciekawiej, czyż nie? Ciekawe, kto wygra… Banda łowców nagród, czy może… Ten, który był świadkiem walki Tezuki o źródło świętej Ponty!”, Seiichi wykrzyknął, wskazując palcem na skamieniałego Echizena – i załoga Imperial Presence wymieniła zaskoczone spojrzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryuuzaki spojrzała na Ryoumę z przerażeniem. „Ty… Co? Czy to prawda?”, kobieta zapytała, przykładając rękę do piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wargi Yukimury drgnęły lekko. „Och, nie poinformowałeś swoich współpracowników przy zakładaniu Zakonu? Jaka szkoda”, Seiichi powiedział z drwiącym uśmiechem, przykładając rękę do piersi. „Widzicie, nasz mały przyjaciel był giermkiem Tezuki Zrównoważonego – i pewnego dnia ciężko zachorował, zarażony przez skażonego Kamieniem Jackala… &lt;i&gt;Szaleius konomikus.&lt;/i&gt; Śmiertelna choroba, technicznie nie powinno go być dzisiaj z nami.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido pokręcił gadzim pyskiem. „Technicznie i praktycznie to powinien przynajmniej umrzeć ze starości! Tezuka żył setki lat temu, a Echizen to dzieciak!”, Ryou warknął, wskazując końcem ogona na zdrętwiałego młodzieńca. „On jest nieśmiertelny, za to go czczą w Zakonie, nie pamiętasz?”, Gakuto przypomniał, uderzając drugiego tentakla macką po głowie. „To tylko plotka”, Wakashi przypomniał, wpatrując się jednocześnie chciwie w kulę trzymaną przez Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Echizen zacisnął pięści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura spojrzał na chłopca z zainteresowaniem wypisanym na twarzy. „Och, jest jedno, jedyne lekarstwo… Napój bogów. Ponta”, Seiichi wymruczał, wpatrując się w reakcje zaskoczonych członków Imperial Presence. „Magiczny napój o wielu właściwościach. Leczy choroby, pozwala na wykonanie licznych technik wróżbiarskich… Daje nieśmiertelność”, anielska postać wymieniła, wpatrując się w blednącego coraz bardziej Echizena.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bohaterski Tezuka poświęcił się dla ciebie… Przerwał poszukiwania mojej skromnej osoby, aby zdobyć dla ciebie napój. I padł w boju z Ojiim, antycznym strażnikiem źródła Ponty”, Yukimura powiedział, opierając głowę na dłoni; opowiadanie o końcu życia Zrównoważonego najwyraźniej go bardzo bawiło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ojii zginął od zadanych mu przez Tezukę ran… Ty zyskałeś Pontę. Tytuł Świętobliwego. Sławę”, syn Konomiego wymienił, a jego oczy rozbłysły. „A dziś chcesz wymienić poświęcenie Zrównoważonego na spełnienie własnego życzenia!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seiichi zaśmiał się delikatnie – po czym zatrzepotał skrzydłami; białe pióra opadły gęsto i zasłoniły zgromadzonym widok na salę tronową. Gdy chwilę potem opadły, Yukimura znajdował się w głębi komnaty – siedząc wygodnie na niewielkim ołtarzu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zaczynamy zabawę?”, Seiichi zapytał z uśmiechem, zerkając znacząco na jaśniejącą w blasku fluorescencyjnych kamieni sferę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Echizen natychmiast rzucił się w stronę trzymającego kulę Shishido. „Wow, wolnego!”, Ryou ryknął – i jęknął, gdy strzał z pistoletu chłopca uderzył w skałę znajdującą się tuż ponad jego gadzim pyskiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryouma obrócił się w stronę skamieniałej Ryuuzaki – która bezgłośnie pokręciła głową, odmawiając współpracy. „Jestem z tobą… I zawsze będę!”, ryknął stojący obok portalu Momoshiro – i Echizen kiwnął głową z wdzięcznością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi przekręcił głowę na bok. „Panowie, co robimy?”, Kuranosuke zapytał, splatając ręce na piersi. „Ja proponuje znaleźć dobre miejsce do podziwiania akcji, moje banany są krótkowidzami”, Chitose zasugerował, wskazując palcem na małą galeryjkę znajdującą się za plecami Yukimury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kintarou zamrugał. „Czy my czasem nie mieliśmy się mścić na Imperialach?”, chłopiec zapytał; w odpowiedzi, Shiraishi machnął ręką. „No niby tak, ale tak tentakli zabijać to mi trochę szkoda. Poza tym, rodzina Oshitarich mogłaby na Kansai nas za to pozwać, niezbyt miła perspektywa”, młodzieniec skomentował, po czym z wzruszeniem ramion ruszył w stronę Seiichiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, bitwa pomiędzy Imperial Presence a Echizenem rozgorzała na dobre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Momoshiro – mistrz walki w zwarciu – podskoczył w stronę Shishido, usiłując wyrwać trzymaną przez chłopca kulę; Krzyżowiec nie przewidział jednak jednej rzeczy: Ryou był mistrzem w przepychankach ze skaczącym i zwinnym Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprzątacz z łatwością wyrwał się z uścisku Takeshiego – i szybkim ruchem tentaklowych splotów wyrzucił kulę w górę, prosto w stronę Hiyoshiego. Wakashi złapał artefakt – ale ten wypadł z jego zwojów, gdy Echizen postrzelił go w końcówkę ogona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Trzy działki na Imperiale”, Shiraishi mruknął, rozsiadając się wygodnie w galeryjce za plecami rozbawionego Yukimury. „Daje cztery na Świętobliwego”, Chitose podbił zakład, ostrożnie usadawiając swoje banany na wygodnych miejscach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, kula potoczyła się po kamiennej podłodze. „Mukahi!”, Ryou zawył – i czerwonowłosy tentakl pognał za uciekającą w stronę Yukimury sferą. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety – szybko został zatrzymany przez potężny uścisk Momoshiro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zaklął siarczyście, gdy Ryouma z uśmiechem rzucił się za uciekającą kulą. „Nie wierzę, że to robię”, Shishido wyszeptał – po czym zręcznym ruchem ogona zrzucił z głowy leżącego w pobliżu Oshitariego swoją ochronną czapkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi natychmiast zerwał się z podłogi – najwyraźniej aż nazbyt ochoczy do działania – i jego tenaklowy pysk zaczął rozglądać się za interesującym go celem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou bez słowa zaczął pełznąć w stronę pędzącego Echizena; w międzyczasie, Gakuto zdążył uderzyć Momoshiro kilka razy – potężny Krzyżowiec nie zwolnił jednak swojego uchwytu na ogonie tentakla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero potężny cios od tyłu – wymierzony przez drżącego Choutarou – zdołał powalić rycerza na ziemię. „Za Świętobliwcem!”, Ryou warknął, wskazując ogonem na doganiającego sferę Ryoumę – i Gakuto bez chwili wahania rzucił się do przodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zawył, gdy coś niemiłosiernie szybkiego świsnęło tuż obok jego szyi. „O-O-Oshitari?”, Shishido zapytał z niedowierzaniem, obserwując zawijającego do przodu z zawrotną prędkością mechanika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzący w galerii członkowie Shitenhouji wydali z siebie zgodny okrzyk zachwytu. „Kansai górą!”, Shiraishi zawył, wymachując rękoma w stronę Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryouma wyciągnął rękę w stronę kuli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi wyciągnął szyję w stronę Świętobliwego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wynik starcia był łatwy do przewidzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Weźcie to ze mnie!”, Echizen wykrzyknął, usiłując zrzucić Oshitariego-tentakla ze swojego ciała; pełznący za kulą Gakuto zatrzymał się i zagwizdał, wpatrując z ciekawością w scenę rozgrywającą się w komnacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido bezceremonialnie ominął przerażonego Ryoumę i pośpieszył w stronę toczącej się sfery. „Niech ktoś… Niech ktoś to zatrzyma!”, Echizen wykrzyknął, z trudem utrzymując pysk Yuushiego na bezpieczną odległość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto parsknął. „Równie dobrze mógłbyś powiedzieć Shitenhouji, żeby przestali kopcić”, Mukahi rzucił wesoło, wpatrując się w wymachujących radośnie rękami członków rolniczej kompanii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, Shishido tryumfalnie pochwycił kulę w swoje tentaklowe sploty – i wyciągnął ją wysoko, tak, aby Ryouma mógł zobaczyć, że zaraz przegra starcie. „To ja powinienem wygrać, pierwsze prawo dynamiki Konomiego jest po mojej stronie!”, Echizen wysapał zza zaciśniętych zębów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido wyszczerzył tentaklowe kły. „Sorry, mały, ale jak już pewnie zdążyłeś zauważyć, z praw fizyki Konomi to nigdy dobry nie był!”, Ryou zawołał radośnie, po czym zaczął pełznąć tryumfalnie w stronę Yukimury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Echizen ostatkiem sił wbił zęby w skórę Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaskoczony Yuushi popuścił na chwilę swoje potężne sploty – i Ryouma wyskoczył z jego objęć, zrywając się w stronę pełznącego radośnie Shishido. Echizen z desperacją rzucił się na ogon sprzątacza – i kula ze świstem wypadła z objęć macki, wylatując w powietrze. „Nie!”, Ryou ryknął, wpatrując się w tor lotu kuli – i Ryouma wykorzystał jego zaskoczenie, by wyskoczyć w górę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Palce chłopca musnęły jedynie sferę – która przeleciała przez jego dłonie - i wylądowała w objęciach zachwyconego Yuushiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Aww, kuleczka”, Oshitari zaświergotał – i spojrzał w stronę, z której dobiegł go głośny okrzyk zachwytu kansaiskich cheerliderów. „Yuushi, podaj, zagramy w zboczonego zbijanego!”, Kenya wykrzyknął radośnie w stronę kuzyna, wyciągając w górę poparzone od płomienia zapalniczki dłonie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mechanik z uśmiechem wyrzucił sferę w górę. „Ty idioto!”, Ryou zawył - wpatrując się wraz z resztą zespołu, jak kula leci wprost do rąk uśmiechniętych członków Shitehouji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ostatniej chwili, Seiichi zgrabnie przechwycił artefakt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido z wrażenia uderzył głową w ziemię. „Chyba mamy zwycięzcę”, anielska postać zauważyła, podrzucając kulę w jednej ręce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Echizen opadł bezsilnie na kolana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura uśmiechnął się. „Tak jak wspominałem przy teleportowaniu was… Nagroda jest jednorazowa. I dla jednej osoby”, Seiichi powiedział – wymieniając zachwycone spojrzenie ze stojącym obok Sanadą. „A ponieważ jest was tak… Dużo, myślę, że najlogiczniejszym rozwiązaniem będzie wypełnienie życzenia osoby, która podała mi kulę.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zamrugał, gdy stojący w oddaleniu od syna Konomiego Oshitari przekrzywił pytająco głowę. „Spełnię twoje jedno, skryte marzenie”, Yukimura powiedział kusząco, wyciągając dłoń w stronę uśmiechającego się coraz szerzej, okularnikowatego tentakla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zamarł – w absolutnym, czystym przerażeniu. „O nie. Nie. &lt;i&gt;NIE!&lt;/i&gt;”, Shishido ryknął ile sił w płucach, pełznąc błagalnie w stronę całkowicie spokojnego Yukimury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi wyprostował dumnie swoje tentaklowe ciało, wyciągając pysk w stronę światła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie, nie, nie wiecie, w co się pakujecie, to nie tak miało być!”, Ryou ryknął ile sił w wężowych płucach, rozglądając się rozpaczliwie w poszukiwaniu pomocy – która jednak nie nadeszła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potężny czarnowłosy tentakl otworzył pysk - i jaskinia zadrżała od dźwięku jego seksownego, głębokiego głosu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niech stanie się &lt;i&gt;penis&lt;/i&gt;!”, Oshitari wykrzyknął radośnie w przypływie uniesienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głowa Shishido runęła bezsilnie na kamienną podłogę jaskini - a zaskoczony Yukimura z kolei zamrugał. „Co się stanie?”, anielski członek Rikkai zapytał, wymieniając spojrzenie ze wzruszającym kamiennymi ramionami Sanadą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chitose odwrócił zamglony wzrok w stronę Seiichiego.„Powiedział ‘tenis’”, Senri zaczkał z przekonaniem – i reszta Shitenhouji pokiwała zgodnie głowami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura zamrugał, po czym westchnął przeciągle – i Shishido ryknął, gdy oślepiający blask uderzył go po tentaklowych oczach. Ryou zawył, czując, że jasność przepełnia go od wewnątrz, kształtując coś nowego –&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- pechowy sprzątacz rozwarł delikatnie oczy, dostrzegając biel, oślepiającą biel i coś jeszcze: mężczyznę o skośnych, rozbieganych oczach i szalonym uśmiechu na twarzy –&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- tajemnicza postać zanurzyła piórko w atramencie, po czym przyłożyła go do powierzchni niedbale wykonanego szkica –&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ryou zdążył pomyśleć jedynie, że &lt;i&gt;ciała ludzi tak się nie pocą&lt;/i&gt; i  &lt;i&gt;ej stary, z anatomią też jest coś nie tak&lt;/i&gt; -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- i&lt;i&gt; cholera, dlaczego tylko Yuushi prezentuje się dobrze&lt;/i&gt; -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- nim światło rozbłysło w dzikim wybuchu -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- zostawiając go w ciemności -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou krzyknął, zrywając się z łóżka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Shishido-san!”, Choutarou wyrzucił z siebie, powstając szybko z krzesełka ustawionego obok kozetki szkolnej pielęgniarki. Ryou ryknął coś niezrozumiałego, poderwał się z pościeli – i wylądował twarzą na zimnej, wyłożonej kafelkami podłodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przerażony Choutarou rzucił się w stronę szamotającego się przyjaciela, usiłując powstrzymać jego drgawki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Gdzie jest ta oślizgła menda?!”, Shishido wykrzyknął, wyrywając się rozpaczliwie i rozglądając po gabinecie. „Gdzie jest ten Jezu- Józu- Jószu-- tamta boska kanalia?!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Shishido-san!”, Ootori krzyknął, starając się powstrzymać wymachującego pięściami Ryou. „Proszę się nie szamotać, oberwanie tenisową piłką w głowę musiało panu-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oberwanie &lt;i&gt;czym?&lt;/i&gt;”, Ryou ryknął, chwytając Choutarou za przód jego koszulki i potrząsając nim nerwowo. Oczy srebrnowłosego młodzieńca rozszerzyły się ze strachu – i Shishido automatycznie wypuścił go, czerwieniąc się ogniście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„P-piłką tenisową, Shishido-san. Mukahi-san odrobinkę przesadził z tamtym serwem, ale jestem przekonany, że tak naprawdę nie chciał, żeby komukolwiek stała się krzywda-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mukahi!”, Ryou ryknął, zrywając się z podłogi. „Co zrobił?! Nie znam tego miejsca, więc pewnie rozbiliśmy się gdzieś... Znów pomylił wajchę sterowniczą statku z jedną z zabawek Oshitariego?!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy Choutarou rozszerzyły się ponownie – tym razem, ze zdziwienia. „S-Statku?”, Ootori wyjąkał, wpatrując się z niedowierzaniem w swojego rozwścieczonego przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No statku! Statku... Naszego statku! Nazywał się Imperial... Imperial... Imperial...?”, Ryou wymruczał – po czym zamrugał, usiłując wyciągnąć coś z zakamarków pamięci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Shishido-san?”, Choutarou wyjąkał, nie odrywając spojrzenia od – teraz zamyślonej – twarzy przyjaciela. Młodzieniec wpatrywał się w przestrzeń gdzieś ponad ramieniem Ootoriego – i szeptał coś cicho do siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tentakle. Były tentakle. I skaczące peruki”, Ryou stwierdził z przekonaniem, usiłując poukładać wszystkie informacje w swojej głowie. „I te puchate... A potem uderzyłem Mukahiego rakietką i za to oberwałem piłką... Nie, zaraz... Zaraz...”, chłopiec wymruczał, zastanawiając się nad czymś intensywnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przejęty Choutarou przyłożył rękę do piersi, wpatrując się w niepokojem w kołyszącego się na boki, całkowicie skołowanego Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Grzybki... Zioła... Latające kamienie. I... Diabeł co go zmiotłem... Znaczy, zmopłem, bo mopa miałem...”, młodzieniec wyszeptał – i jego przyjaciel niemal odruchowo wykonał przed piersią znak krzyża, przerażony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou otworzył usta, zamknął je, potrząsnął głową – po czym podrapał się po nosie. „Chyba... Chyba coś mi się przyśniło”, Shishido wymruczał po dłuższej chwili, po czym przycisnął dłonie do pulsującej skroni; w odpowiedzi, Ootori westchnął z wyraźną ulgą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Już myślałem, że coś... Jakieś trwałe uszkodzenie... Och, Shishido-san, jak dobrze, że nic panu nie jest!”, Choutarou powiedział radośnie – i Ryou skrzywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Trwałe uszkodzenie to ma Oshitari, Atobe, Mukahi-”, młodzieniec zaczął wymieniać – i zamarł, po czym uderzył dłonią w czoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jasna- Kapitan. Kapitan ustalił dziś zebranie przed występami z okazji zbliżających się Walentynek. Szybko!”, Ryou ryknął – i zapomniawszy całkowicie o swoich problemach sprzed kilku sekund, rzucił się w stronę wyjścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy Ootoriego rozszerzyły się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Shishido-san, pan- p-pan nie chce się spóźnić na to spotkanie? C-czy na pewno wszystko już w porządku?”, Choutarou zapytał z przerażeniem, wpatrując się w stojącego w drzwiach przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou parsknął. „Spóźnić na &lt;i&gt;zebranie&lt;/i&gt;? O nie, nie idziemy na zebranie. Zwiewamy na drugą stronę miasta”, Shishido zarządził z warknięciem – i upewniwszy się, że szkolnej pielęgniarki nie ma w zasięgu wzroku, błyskawicznie wybiegł na korytarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tachibana-san!”, Kamio zawołał radośnie – głosem przepełnionym podziwem i uwielbieniem. Za nim, chórkiem to samo powtórzyła grupa pozostałych tenisistów z Fudomine – zwracając na siebie uwagę całej ulicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapitan drużyny westchnął. „Możecie przestać? Zachowujecie się tak, jakbyście kiedyś musieli udawać jakąś... Sektę”, Tachibana powiedział, zakłopotany – i wszyscy członkowie drużyny wymienili zaskoczone spojrzenia, jakby usiłując sobie coś... Przypomnieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili, Kamio roześmiał się z zakłopotaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ależ Tachibana-san, my nie Sanadowie medytujący nad jakimiś omszałymi kamieniami”, Akira przypomniał, szczerząc zęby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kippei mimowolnie uśmiechnął się szeroko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto zamrugał, wpatrując się w swoją rakietkę. Młodzieniec przekrzywił głowę, zamyślił się, po czym zwrócił w stronę siedzącego w kącie przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Yuushi, czy ty nie masz wrażenia, że coś się nagle... Zmieniło?”, Mukahi zapytał, drapiąc się z zamyśleniem po głowie. „Znaczy, nie czujesz, że jest jakoś inaczej, że przedtem robiliśmy coś innego?”, Gakuto wymruczał, szarpiąc machinalnie za druty swojej rakietki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie, dlaczego?”, Oshitari zaświergotał – nie podnosząc nawet głowy znad trzymanego na kolanach laptopa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oishi przełknął ślinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Więc... Nikt nie wie, dlaczego Inui postanowił zająć się dokarmianiem wiewiórek?”, młodzieniec zapytał, zwracając się do zgromadzonej wokół siebie grupki uczniów Seigaku – i wskazując palcem na leżącego na ziemi, rzucającego orzeszkami Sadaharu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Może Fuji mu coś zrobił podczas treningu?”, Kikumaru zasugerował radośnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Możliwe...  Ale pewnie ma po prostu jakiś nowy przepis na eliksir z wiewiórek”, Echizen wymruczał pomiędzy kolejnymi łykami Ponty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Eee tam, jak na mnie to pewnie chce zmienić styl Kaidou z żmijowego na wiewiórczy i właśnie przeprowadza jakieś obserwacje”, Momoshiro dorzucił, zakładając ręce za głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oishi zadecydował, że jednak woli nie wiedzieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sędziwy lokaj rodziny Atobe przełknął nerwowo ślinę, wpatrując się w młodego panicza – poprawiającego właśnie elegancką koszulę przed kryształowym lustrem. Młodzieniec wyglądał w niej dość... Specyficznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jeśli mogę wtrącić... Nie sądzę, żeby ten kolor pasował-”, staruszek zaczął – i Keigo uciszył go władczym machnięciem ręki, wypinając odzianą w purpurę pierś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nonsens. Fioletowy to kolor mojego życia. Tak czuję całym swoim jestestwem. Bycie w fiolecie to cel mojego istnienia. Fioletowy statek, na którego pokładzie przepłynę przez swoje życie... Czy jakoś tak”, Atobe powiedział z przekonaniem – i pokonany lokaj bez słowa zwiesił głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak myślicie... Inni zapomnieli?”, Shiraishi zapytał, zwracając się do swojej drużyny – aktualnie rozłożonej na trawie – dosłownie i w przenośni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pewnie tak”, Kenya stwierdził, wpatrując się z zazdrością w chrapiące banany Chitose, znak jego wyższego poziomu wtajemniczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi westchnął. „W sumie to mi ich trochę żal... Zawsze powtarzałem, jak chcesz polecieć wspomnieniami w przestrzeń kosmiczną, musisz być na odlocie”, Kuranoske stwierdził pewnie, przyglądając się uważnie reakcjom reszty byłej załogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drużyna pokiwała zgodnie głowami. „Ale skoro dzięki domowym specjałom mamy takie czaderskie umiejętności, żeśmy nie zapomnieli, to dlaczego nie jesteśmy głównymi bohaterami tej opowieści?”, Kintarou zapytał, splatając ręce na piersi i wzdychając ciężko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kuranoske zamyślił się. „Bo Konomiemu się nagle przyspieszyło w procesie tworzenia i nas nie dokochał”, Shiraishi odparł filozoficznie – wyznaczając jednocześnie swojemu pomidorowi kurs na odpoczywające banany Chitose.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W nieco innym miejscu, w nieco innym czasie, w nieco innym wymiarze wyobraźni i świadomości, pewien skośnooki mężczyzna z zadowoleniem odłożył trzymane pióro. Ręka Japończyka powędrowała do jego twarzy – i uśmiechnął się szeroko na myśl o czekającym go sukcesie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Scenariusz zmieniłem... Ale te ataki o kosmicznej mocy i zasięgu chyba jednak pozostawię.”</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:17725</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/17725.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=17725"/>
    <title>[Tenipuri] Czym skorupka za młodu nasiąknie...</title>
    <published>2009-11-21T15:38:56Z</published>
    <updated>2009-11-21T15:38:56Z</updated>
    <category term="crack"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">... tym na starość tentaklem trąci *gets shot*&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*facepalm* Oh, self. You so stupid.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Czym skorupka za młodu nasiąknie...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt; D for disturbing srsly.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt;  1106&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt; … disturbing! &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt;  ummm powiedzmy że none ale sorta kłamię tutaj. :Dd&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; WELL UHHHH T-ZONE WYŁAPIE ODNIESIENIE HAR HAR? :D;; Dedykuję Xellci for obvious reasons.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Oshitari Yuushi - ten sam, który znany był później pod mianem tenisowego geniusza Hyotei - we wczesnych latach młodości był całkowicie niewinnym i dobrodusznym chłopcem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przynajmniej w porównaniu z seksualnym terrorystą, jakim stał się kilka lat później.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodziutki Yuushi – albo raczej, Yuu-chanek – zdołał zachować kontrolę nad swoimi naturalnie podburzonymi hormonami tylko dzięki staraniom czułego i dbającego o syna taty. Ojciec Oshitariego przykładał szczególną dbałość do chowania wszystkich romansów matki chłopca, jakie ta miała zwyczaj zostawiać gdzie popadnie; starannie chronił także Yuushiego przed zakusami erotycznych kanałów telewizyjnych i tym podobnych atrakcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, nadszedł dzień, w którym maleńki Yuu-chanek musiał wylecieć spod opiekuńczych ramion taty – wprost do pierwszej klasy hyoteiskiej szkoły podstawowej. Zawsze czujny ojciec starannie sprawdził kadrę nauczycielską i stan uświadomienia rówieśników swojego syna – nim z ulgą pozwolił mu ruszyć na pierwsze zajęcia. Yuushi był zdolnym chłopcem – i z łatwością przystosował się do nowego towarzystwa oraz rozkładu zajęć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I zapewne jego życie dalej toczyłoby się spokojnym rytmem – gdyby nie pewne niefortunne popołudnie, które na wieki zmieniło los Oshitariego i terroryzowanych przez niego uczniów oraz nauczycieli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuu-chanek był chłopcem zdolnym, ale zapominalskim. Pewnego popołudnia, czarnowłosy młodzieniec wychodził już ze szkoły – gdy nagle przypomniał sobie, że zostawił w klasie muzyki swój zeszycik do nut. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari z westchnieniem wszedł z powrotem do budynku – po czym skierował się na ostatnie piętro; maleńki Yuu-chanek wspinał się dzielnie po wielkich stopniach, odważnie ignorując ból w wymęczonych po aktywnym dniu mięśniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłopczyk bohatersko doszedł do końca schodów – i na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech satysfakcji. Zachwycony swoją kondycją Yuushi w podskokach skierował się do sali muzyki – i zamarł, gdy do jego uszu dotarły niepokojące odgłosy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaintrygowany chłopczyk przed wejściem przezornie przystawił ucho do drzwi; Oshitari zamrugał, gdy nagle, usłyszał głośny stęk. Młodzieniec przeraził się – a co, jeśli ktoś jest chory i właśnie jęczy z bólu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze czujny Yuushi ostrożnie uchylił drzwi – i spojrzał wprost w oczy Sakakiego, nachylającego się bez spodni nad jakimś panem pod bardzo, bardzo dziwnym kątem i w bardzo, bardzo dziwnej pozycji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari zamrugał. „Czy tak się robi sztuczne oddychanie?”, chłopczyk zapytał z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami – i jego nauczyciel muzyki zamarł, robiąc się jednocześnie całkowicie czerwonym. Szczęka mężczyzny opadła, gdy młodzieniec beztrosko wparadował do klasy – i stanął na środku pomieszczenia, wpatrując się w scenę, jaka rozgrywała się przed nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi przekrzywił z ciekawością głowę, wbijając wzrok w Sakakiego – który najwyraźniej również był bardzo chory, przynajmniej wnioskując po krwistoczerwonym kolorze jego skóry. Nauczyciel zakaszlał znacząco, po czym szybko rozglądnął się po sali, jakby z desperacją szukając odpowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy pan przygotowuje się do kursu pierwszej pomocy?”, Oshitari zapytał z ekscytacją, niemal podskakując w miejscu, jakby napędzany z trudem ukrywanym zaciekawieniem. Sakaki stęknął, po czym wlepił wzrok w podłogę, następnie w szybę, po czym z trudem spojrzał w iskrzące się oczy młodzieńca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To... Rzekłbym, że… Jest to… Pewnego rodzaju metafora sztucznego oddychania”, Sakaki powiedział po długiej chwili wahania, wycierając rękawem pot, jaki pokrywał jego czoło – i Yuushi pokiwał głową, zaciekawiony. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłopczyk zerknął na drugiego mężczyznę, który od kilku chwil rozpaczliwie starał się zakryć rękoma swoją twarz. „Czyli on panu pompuje powietrze do płuc, tak?”, Oshitari zapytał z nieukrywaną ciekawością – i Sakaki tym razem postanowił zrobić się biały jak papier.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ręka profesora powędrowała do jego nieodłącznej, różowej apaszki – i poluzował ją, czując, że jeszcze chwila, i sam będzie potrzebował sztucznego oddychania. „… Nie. Nie. Tak naprawdę, to ee. D-dlaczego tu jesteś tak w ogóle”, nauczyciel zapytał drżącym głosem, usilnie starając się zachować resztki swojej godności (co przychodziło mu z trudem,  gdyż jedna z dolnych części jego ciała wciąż rozpaczliwie domagała się uwagi).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuu-chanek przekrzywił głowę. „Zapomniałem swojego zeszyciku do nut. To co pan w zasadzie tan naprawdę robi?”, Oshitari zapytał - po czym podszedł bliżej do stolika, nad którym nachylała się dwójka przerażonych mężczyzn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Partner nauczyciela zacharczał, gdy bystre oczy Yuu-chanka spoczęły na spoconej twarzy nieszczęśnika - sprawiając, że jego kochanek natychmiast wyrwał się z szoku. „My-- U-um, to może uczyliście się może już na biologii o takich. Um. Takich, ee, sytuacjach?”, Sakaki zapytał, po czym nerwowo poprawił swoją nieodłączną apaszkę, z trudem usiłując przybrać neutralny wyraz twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi pokręcił przecząco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyczerpany umysł Sakakiego wywiesił białą flagę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Uczyliśmy się o zwierzątkach, o higienie, i o nazwach części ciała!”, Oshitari oznajmił radośnie, rozwijając swoją wypowiedź.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„C-częściach ciała... Na przykład jakich?”, Sakaki zapytał, rozpaczliwie usiłując uchwycić się pierwszego lepszego, ale przynajmniej bliskiego sytuacji tematu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie, partner nauczyciela zacharczał coś niezrozumiałego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieporuszony tym Yuushi uśmiechnął się szeroko. „O rękach, i nogach, i o palcach, i o łapkach u zwierzątek, o ogonkach...”, chłopiec zaczął wymieniać radośnie, ignorując trzęsącego się na ławce, wyczerpanego nauczyciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oooch, i o mackach ośmiornicy!”, Oshitari wykrzyknął radośnie – i Sakaki pobladł jeszcze bardziej – tylko po to, by zmienić barwę skóry na purpurową, gdy młodzieniec błyskawicznie wyciągnął z kieszeni niewielki notatnik i zaczął pisać w nim zawzięcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Leżący pod Sakakim mężczyzna nagle zajęczał przeciągle – i Yuu-chan przeraził się. „Może pana brzuch boli? Przejadł się pan?”, Oshitari zapytał z troską ukrytą w głosie, natychmiast zapominając o swoich Pierwszych Nieświadomie Erotycznych Notatkach.. „A może za bardzo podrażnił pan gardło pałeczkami? Mój tata zawsze się krztusi się nimi przy śniadaniu, gdy mama coś nagle o swoich powieściach powie”, Yuushi zapytał z zaciekawieniem, nachylając się nad biednymi mężczyznami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Od rana nie trzymałem w rękach pałeczek!”, partner Sakakiego przysiągł,  po czym przyłożył ręce do uszu, usiłując zablokować napływ pytań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy Yuushiego otworzyły się szeroko. „Je pan widelcami?”, młodzieniec  zapytał z ciekawością – i cierpliwość Sakakiego wykończyła się. „Czy przypadkiem rodzicie nie czekają na ciebie w domu?”, nauczyciel zapytał błagalnie, wpatrując się z desperacją w bystre inaczej oczy małego Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Usta chłopca otworzyły się szeroko. „Rzeczywiście, tatuś czeka na mnie z kolacją!”, Yuushi wykrzyknął, przykładając małe ręce do policzków w niemej oznace dziecinnego przerażenia. „Więc może... Idź?”, nauczyciel wystękał, z godnością wyciągając dwa palce w jego symbolicznym geście pożegnania – na co Yuushi zasalutował grzecznie, po czym błyskawicznie porwał swój zeszyt z najbliższego stolika i w pośpiechu wypadł z klasy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sakaki podskoczył (co z kolei wywołało wyrwało z ust jego partnera nieprzyjemny dźwięk), gdy chwilę potem, głowa Oshitariego ponownie pojawiła się w drzwiach. „Obiecuję, że przemyślę wszystkie otrzymane dzisiaj informacje!”,  Yuu-chan przysiągł radośnie ku przerażeniu dwójki znajdujących się w klasie mężczyzn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach, stara, dobra Kamasutra”, powiedział kilka lat później Oshitari Yuushi, geniusz Hyotei i postrach niewinnych, poklepując radośnie okładkę opasłego, poplamionego tomu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzący obok młodzieńca Shishido wydał z siebie bliżej niezrozumiały odgłos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twarz Oshitariego wykrzywił promienny uśmiech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Shishido, Shishido, Shishido. Prawidłowa edukacja seksualna to &lt;i&gt;podstawa&lt;/i&gt;.”</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:17536</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/17536.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=17536"/>
    <title>[Nobuta] Bo przyjaciele są od tego...</title>
    <published>2009-11-21T15:28:32Z</published>
    <updated>2009-11-21T15:28:32Z</updated>
    <category term="nobuta"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">Srghhh to chyba fik z którego jestem najmniej zadowolona w tym roku, głównie dlatego, ze Nobutę widziałam dawno temu i nie mogłam poradzić sobie z klimatem xX Dlatego też sorta short i o naturze drabblowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Bo przyjaciele są od tego...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;PG &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 1017&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Warnings:&lt;/b&gt; None.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; very light AkiraShuji&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Shuji usiadł na brzegu starego dachu, ze splecionymi rękami i podbródkiem opartym na kolanach. Młodzieniec czuł nocny wiatr owiewający jego twarz - odświeżający i przynoszący ulgę jego zmęczonemu ciału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zasadzie, młodzieniec nie czuł się po prostu zmęczony - był całkowicie &lt;i&gt;padnięty.&lt;/i&gt; Wprowadzanie w życie projektu związanego z wypromowaniem Nobuty było wykańczające, a w dodatku, Shuji musiał dzisiaj zająć się dostarczeniem paczki z polecenia vice dyrektor liceum. Młody uczeń wiedział, że teoretycznie nie musi zajmować się fanaberiami swoich nauczycieli - w praktyce jednak, Shuji wolał nie ryzykować rozzłoszczenia nieco szalonej, choć sympatycznej kobiety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz jednak, młodzieniec miał wrażenie, że jego ręce odpadną zaraz od ciała. Kiedy pani dyrektor wspomniała o "maleńkiej paczuszce", Shuji wyobraził sobie - no cóż, że będzie mała i lekka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i o ile co do jej rozmiarów licealista nie miał zastrzeżeń, nie mógł tego samego powiedzieć o jej wadze. Kiedy Shuji zapytał - oddychając z trudem pod ciężarem opakowania - co znajdowało się w środku, dyrektorka jedynie uśmiechnęła się i powiedziała coś o ciekawości będącej pierwszym stopniem do piekła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dokładnie w tym samym momencie, coś w paczuszce zawarczało i podskoczyło - i Shuji zadecydował, że dla własnego zdrowia psychicznego woli nigdy nie poznać odpowiedzi. Chcąc nie chcąc, Kiritani – uginając się pod ciężarem paczki – z trudem wspiął się na swój rower, po czym ledwo unikając wpadnięcia na rozchichotane nastolatki, przejechał przez bramę budynku szkoły. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, szczęście Shujiego postanowiło najwyraźniej wrócić do domu na piechotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy młodzieniec w końcu dotarł ze szkoły do centrum miasta, zauważył, że zgubił małą notkę z adresem, pod który miał dostarczyć paczkę. Młodzieniec nie zdążył przeczytać, gdzie konkretnie powinien zostawić ciężkie opakowanie - był wystarczająco zajęty proszeniem zawartości pudełka o nie zjedzenie go żywcem, by zastanawiać się nad tożsamością adresata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wykończony pedałowaniem obciążonego pakunkiem roweru, młodzieniec nie miał siły na zastanowienie się nad swoją sytuacją – i stwierdził, że najlepszym pomysłem będzie poszukanie zagubionej notatki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku wykańczających godzinach spędzonych na poszukiwaniu karteczki, Shujiemu przypomniało się, że przecież może zapytać dyrektorkę o ponowne podanie mu adresu. Gdy jednak zziajany chłopiec dotarł z paczuszką z powrotem do szkoły, budynek był już opustoszały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec postanowił więc dowlec się do swojego domu - i odłożyć poszukiwania tajemniczego adresata do jutra. Postanowienie, niestety, nie uleczyło bólu, jaki promieniował z jego ciała po kilku godzinach noszenia ciężkiego opakowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec wciąż liczył jednak na spokojny wieczór...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Shuuuu~~ji-kun!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... o którym najwyraźniej mógł jedynie pomarzyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Shuuuji-kuuun, gdzie ty się podziewaaaaasz?", zapytał aż nazbyt znajomy głos i Kiritani obrócił się – ignorując ból w plecach - by spojrzeć w oczy machającego radośnie Akiry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shuji westchnął. "Mieliśmy dzisiaj odpocząć od promowania Nobuty", młodzieniec zauważył, spoglądając na zbliżającego się przyjaciela pytająco. Kusano miał w zwyczaju regularne dręczenie przyjaciela po godzinach – i Kiritani wolał przygotować się duchowo na nadchodzącą potyczkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akira kiwnął głową. "No mieliśmy. Ale słyszałem, że miałeś coś dostaaarczyć~~", licealista zauważył, po czym nachylił się nad drugim chłopcem i dotknął zaczepnie jego ramienia. "Skąd wiesz?", Shuji zapytał ze zdziwieniem wypisanym na twarzy; dyrektorka swój tajemniczy rozkaz wydała dopiero po zakończonych zajęciach - gdy większość uczniów od dawna była już w domach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiritani nie był jednak zaskoczony tym, że Kusano &lt;i&gt;wie&lt;/i&gt; o jego tajemniczej misji – a jedynie faktem, że młodzieniec nie zjawił się u jego boku wcześniej, by odpowiednio go podręczyć w trakcie wykonywania zadania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Licealista uśmiechnął się szeroko, po czym dziabnął rękę Shujiego szeroko rozpostartymi palcami. "Booo poprosiłem vice szefową o pomoc", Akira powiedział z uśmiechem, nie zaprzestając swoich ataków na ramię przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiritani przechylił pytająco głowę. "Co zrobiłeś?", Shuji zapytał z niedowierzaniem, wpatrując się pytająco w wyjątkowo zadowolonego z siebie towarzysza. Akira oderwał się od Kiritaniego, po czym ułożył palce obu dłoni w przypominający literę "V" znak zwycięstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No, poprosiłem o drobną przysługę”, Akira wyjaśnił ponownie, uśmiechając się od ucha do ucha; Shuji – wciąż nieprzyzwyczajony do zaskakujących wypowiedzi przyjaciela – uniósł pytająco brew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Słyszałem jak dziewczyny z klasy powiedziały, że ostatnio trochę przytyłeś", Akira powiedział, zwieszając teatralnie głowę i opuszczając ręce w dół w udawanym napadzie smutku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shuji spojrzał na przyjaciela z niedowierzaniem. "Przytyłem?", młodzieniec zapytał - po czym, gdy tylko słowa Akiry zarejestrowały się w pełni w jego umyśle, odrzucił na bok poły swojego mundurka i szybko zaczął macać swój brzuch w poszukiwaniu wałków tłuszczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kusano dziabnął nieoczekiwanie pierś przyjaciela – sprawiając, że ten podskoczył w górę. "Uch-acha, powiedziały, że odkąd poznałeś Nobutę, zrobiłeś się gruby w skórze. No i że też przy okazji mniej się kolegujesz i udzielasz czy coś", Akira powiedział po chwili namysłu, ponownie atakując dłonią mrugającego zawzięcie towarzysza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiritani zamrugał. "O czym ty mówi- Zaraz, miałeś na myśli &lt;i&gt;gruboskórny&lt;/i&gt;?", Shuji zapytał z niedowierzaniem, wpatrując się w najwyraźniej intensywnie przetwarzającego tą informację przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili, młodzieniec pstryknął palcami. "Acha, to to. No to postanowiłem, że zrobię taką samą akcję, jaką my  z Nobutą!", Akira powiedział z wyraźnym zadowoleniem, wyszczerzając zęby w stronę przyjaciela. "Co zrobisz?", drugi młodzieniec zapytał - który powoli i z coraz większym przerażeniem zaczynał tłumaczyć słowa towarzysza na bardziej zrozumiały dla normalnych ludzi język.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi licealista podskoczył w górę. "Shuji no produce~~! Shuji power, goo! Shuji kuracja sportowo-odchudzająca!", Akira wykrzyknął radośnie, wymachując rękoma przed oczami niezbyt zachwyconego odpowiedzią przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jaka znowu kuracja?”, Kiritani zapytał z przerażeniem, gdy Kusano radośnie pochwycił jego ramię w swoją rękę i zaczął nim intensywnie wymachiwać w parodii podnoszenia ciężarów.&lt;br /&gt;„No, jazda na rowerze pod obciążeniem, tak na początek!”, Akira wytłumaczył z zachwytem, wpatrując się w oczy przyjaciela – który zaczął przejawiać już pierwsze oznaki umysłowego oświecenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shuji powoli wycelował palec w pierś towarzysza. "Czyli, podsumowując, to całe... Dostarczanie paczki... Miało być formą... Treningu odchudzającego", Kiritani wymruczał powoli, na nowo czując palący ból w swoich wymęczonych wysiłkiem mięśniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kusano energicznie pokiwał głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wymyślonego przez ciebie”, Shuji dodał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akira przytaknął wesoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bez skonsultowania się ze mną.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kusano radośnie zamachał przed oczami towarzysza ułożonym z palców znakiem zwycięstwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ku zaskoczeniu Akiry, Shuji z zaskakującą siłą wyrwał się z jego uścisku – po czym wstał z dachu i spojrzał na przyjaciela z wysoka. Kusano zamrugał, gdy Kiritani szybkim ruchem ręki zakasał rękawki, odsłaniając pięści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Kiedy z tobą skończę, będziesz potrzebował własnej wersji &lt;i&gt;Akira no produce&lt;/i&gt; ze znacznie bardziej drastycznego powodu."</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:17359</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/17359.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=17359"/>
    <title>[Tenipuri] Zmiany</title>
    <published>2009-11-21T15:12:11Z</published>
    <updated>2009-11-21T15:12:37Z</updated>
    <category term="platinium pair"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">... Pisanie srs stuff jest HARD guys&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Zmiany&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;PG &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 867 (... wow, that's like, short. @_@)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Warnings:&lt;/b&gt; None.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; Platyna&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Universe:&lt;/b&gt; normal verse!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Well, enjoy? XD; Prompt platyna, bez cracku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Niou nie wierzył w istnienie rzeczy niemożliwych. Jako mistrz tenisowych sztuczek, uważał, że wszystko można osiągnąć dzięki pracy i ćwiczeniom; wiedział, że nawet zmiana niektórych cech charakteru, choć trudna, nie jest nieosiągalna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludzie się zmieniają. Nawet, jeśli nie zmienia ich otoczenie, kształtowaniem osobowości równie skutecznie zajmie się czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla Niou nie istniały sytuacje niemożliwe, ani też cele, które wszystkim wydawały się nieosiągalne. Życie dla Masaharu było jedną wielką niespodzianką - i był przekonany, że nic go nigdy nie zaskoczy.  Jednak, gdyby tydzień temu ktoś powiedział mu, że będzie całował się ze swoim najlepszym przyjacielem i tenisowym partnerem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż, pusty śmiech Masaharu byłby jego jedyną odpowiedzią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A mimo to, właśnie to robił - w chłodny, deszczowy dzień, z parasolką porzuconą gdzieś na pustym placu, uśmiechem na twarzy i rękoma splecionym wokół talii Yagyuu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na niektóre zmiany trzeba czekać rok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Innym wystarczy dać niecały tydzień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niou przeciągnął się leniwie na swojej szkolnej ławce; przerwy zawsze go nudziły - dziewczyny radośnie trajkoczące o najnowszych trendach w modzie skutecznie uniemożliwiały mu zaśnięcie, a jedyny chłopiec, z którym miał ochotę rozmawiać, zazwyczaj zajęty był przygotowywaniem się na kolejną lekcję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tą myśl, wzrok Masaharu automatycznie skierował się w stronę Yagyuu. Partner młodzieńca zapisywał coś w swoim zeszycie dwie ławki dalej- i zaspany Niou powoli przekręcił głowę, usiłując dojrzeć, czym może zajmować się jego partner.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masaharu zamrugał, gdy jego oczy spoczęły na rysunku przedstawiającym tenisowy kort; maleńka postać z rozczochranymi włosami stała na polu do gry, tuż obok znaków opisujących nową taktykę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niou mimowolnie uśmiechnął się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;II.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niou zatrzymał się po dwudziestym z kolei okrążeniu, jakie kazał mu biec rozzłoszczony na zachowanie chłopca Sanada. Masaharu oparł dłonie na kolanach, po czym schylił się, dysząc i krztusząc w próbie zaczerpnięcia oddechu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niou zamrugał, gdy w polu jego widzenia pojawiła się szczupła ręka, trzymająca w dłoni butelkę z mineralną wodą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masaharu z wdzięcznym kiwnięciem głowy odebrał napój z dłoni swojego partnera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;III.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niou leżał rozłożony na ziemi, z nogami kiwającymi się na lewo i prawo, kontroler od konsoli tkwił wygodnie w jego ręce: z głośnika telewizora dobiegł do jego uszu głośny okrzyk bólu, gdy jego bohater brutalnie odstrzelił łeb kołyszącego się wieśniaka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masaharu patrzył z satysfakcją, jak bezgłowy trup opada na ziemię - po czym zerknął kątem oka na usiłującego skupić się Hiroshiego, trzymającego w dłoni podręcznik do matematyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dlaczego nie pójdziesz do biblioteki, skoro chcesz się uczyć? Jest zaraz obok mojego domu", srebrnowłosy młodzieniec zapytał, starając się nie zdradzić swojego zainteresowania powodami przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yagyuu nie odpowiedział.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niou uśmiechnął się lekko, po czym bez słowa wrócił do gry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;IV.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niou zmarszczył brew, po czym nachylił się nad swoją książką, usiłując rozdzielić zlewające się przed jego oczami cyferki. Młodzieniec westchnął, po czym sięgnął po swój ołówek, zbliżył go do kartki, odsunął, popukał się nim po nosie - i w końcu wybazgrał wielką cyfrę "4", uśmiechając się z satysfakcją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zła odpowiedź", powiedział siedzący obok Hiroshi, spoglądając na książkę przyjaciela kątem oka. Masaharu zmarszczył brwi, po czym łypnął na polecenie zapisane w ćwiczeniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie podasz mi odpowiedzi, co?", Niou zapytał, wpatrując się w piszącego coś z zainteresowaniem Yagyuu; zgodnie z przewidywaniami, młodzieniec pokiwał potakująco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Spróbuj przejść do dzielenia dopiero w drugiej fazie zadania", Hiroshi doradził - i Masaharu wzdrygnął się na samą myśl o przeprowadzeniu większej ilości obliczeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;V.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasami do docenienia pomocy przyjaciół należy najpierw dojrzeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niou zajęło to dzień - a raczej jedną chwilę, w której z łatwością wyliczył znane sobie równanie na skomplikowanym teście z matematyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;VI.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masharu zaklął, gdy piłka Maruiego przeleciała koło jego stopy, po czym uderzyła w linię wyznaczającą koniec kortu. Jackal wydał z siebie długi okrzyk zachwytu, po czym ponaglił swojego partnera do zaserwowania po raz drugi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niou nie czuł się najlepiej; Sanada znów nakazał mu biec kilkanaście okrążeń - a zaraz potem, rozegrać mecz z drugą deblową parą Rikkai.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masaharu spojrzał kątem oka na swojego partnera; młodzieniec obserwował go uważnie od kilku minut - i teraz był niemal pewien, że Hiroshi celowo ułatwia przeciwnikom grę, by jak najszybciej zakończyć wycieńczającą rozgrywkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marui zaserwował - i Yagyuu spóźnił się o ułamek sekundy, pozwalając, by piłka uderzyła o boisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przegrali trzy do zera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wymęczony Masaharu po raz pierwszy w swoim życiu ucieszył się z porażki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;VII.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niou wyszedł z budynku szkoły - i westchnął, gdy spojrzał w niebo, zasłonięte czarnymi chmurami. Młodzieniec przeszedł ze schodów na opustoszały plac - trening tenisa znów się przedłużył, przeszło przez myśli Masaharu - po czym wzdrygnął się, gdy pojedyncza kropla deszczu wylądowała na czubku jego nosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili, z chmur spadły kolejne - mocząc srebrne włosy Niou i spływając strumieniami po jego twarzy. Masaharu podniósł głowę, spoglądając w niebo - i zamrugał, gdy widok przysłonił mu czarny materiał parasolki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niou bez słowa zwrócił się w stronę nowoprzybyłego Hiroshiego - i zręcznym ruchem ręki wytrącił mu z dłoni trzymany przedmiot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masaharu nachylił się nad przyjacielem, i pocałował go w usta - w chłodny, deszczowy dzień, z parasolką porzuconą gdzieś na pustym placu, uśmiechem na twarzy i rękoma splecionym wokół talii Yagyuu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem, zmiany mogą przynieść wielkie wydarzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znacznie częściej, kształtują je drobne, codziennie gesty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący na schodach młodzieniec westchnął przeciągle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym spadaniem", skomentował z uśmiechem wpatrujący się w chłopców Sanada.</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:17133</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/17133.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=17133"/>
    <title>[Tenipuri] Potyseja kosmiczna – Side-story</title>
    <published>2009-11-21T15:07:52Z</published>
    <updated>2009-11-21T15:07:52Z</updated>
    <category term="potyseja"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">Don't mind me, incoming ficspam! :Dd&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Um o ile pamiętam to chyba akcja toczy się przed wydarzeniami z Potysei, kilka dni po przyjęciu Gacka na stanowisko pilota XD Expect less crazy niż jest w Potysei, ze względu na krótszą formę? XD;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Potyseja kosmiczna – Side-story&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;PG &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 3876&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Warnings:&lt;/b&gt; Light crack.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; Zero.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Universe:&lt;/b&gt; ... Universe universe!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Side-story do Potysei, najlepiej smakuje po part II prawdopodobnie XD Prompt Azu... Higa, gay, piraci albo coś w ten deseń, nie pamiętam dokładnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewien wściekle fioletowy statek kosmiczny lawirował pomiędzy rojami meteorów – zgrabnie omijając wszystkie niebezpieczne przeszkody. Na jego boku złotą czcionką wymalowano dumnie brzmiącą nazwę Viking’s Horn, tuż obok czaszki i skrzyżowanych ze sobą piszczeli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W środku okrętu, na kapitańskim mostku, stał młody mężczyzna z niepokojąco wyglądającą fryzurką – i opalenizną, która wzbudziłaby zazdrość legendarnego rikkaiskiego Jackala.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I jak, moja wierna załogo?”, Kite zapytał, poprawiając swoje eleganckie okulary; jego drużyna – składająca się z dość oryginalnie wyglądających osobników – spojrzała na kapitana, po czym wymieniła znudzone spojrzenia. „Nie ma co robić. Nawet żarcia dobrego w lodówce już nie ma”, zauważył jeden z członków pirackiej bandy o imponującej tuszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To pewnie dlatego, że wyżarłeś wszystko dzisiaj rano, Tanishi”, siedzący obok młodzieniec w czapce zauważył, wpatrując się tęsknie w przewijające się za szybą meteory. „Możecie się nie kłócić? Ciężko tu się skupić na lataniu”,  jasnowłosy Hirakoba dorzucił swoje, puszczając na chwilę stery i przekazując kontrolę drugiemu pilotowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kite zakasłał znacząco, przerywając wszelkie dyskusje. „Nie martwcie się, na pewno wkrótce wpadniemy na jakiś statek wart obrabowania”, kapitan pocieszył, podchodząc bliżej do rozłożonego na swoim fotelu Rina. „Uważnie obserwuj wszystkie podejrzanie wyglądające obiekty”, Eishirou nakazał ostrym tonem, wskazując na mapę okolicznej przestrzeni kosmicznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hirakoba westchnął. „Tylko czubki zapuszczają się w tą okolicę, nie ma tutaj niczego poza wielkimi rojami meteorów”, pilot przypomniał, po czym wyłożył nogi na niezajętą przez przyciski część panelu kontrolnego statku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I my też nie musielibyśmy tu na tej pustyni głodować, gdyby policja planety Ginki nie zaczęła nas gonić!”, Tanishi krzyknął, klepiąc się po swoim brzuchu – i wbijając urażone spojrzenie w wywracającego oczami Rina. „Jak według ciebie miałem zobaczyć ich statek? Ginkowcy się absolutnie niczym nie wyróżniają”, pilot przypomniał, masując rękoma obolałą od dyskusji głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzący obok niego Yujirou nieoczekiwanie wstrzymał oddech. „Hej, spójrzcie, chyba nam się poszczęściło, jakieś barany też tu przyleciały”, Kai powiedział z uśmiechem – wskazując palcem na migocące w oddali światła innego statku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zamachnął się swoim ukochanym mopem, po czym z głuchym trzaskiem opuścił go na pokład Imperial Presence. „Mówiłem? Mówiłem?! Mówiłem, żeby idioty nie zatrudniać, to oczywiście niiikt mnie nie słuchał, to teraz macie!”, Ryou zawarczał, wyciągając palec w stronę krzywiącego się Gakuto. „Może na chwileczkę odwróciłem wzrok od mapy, wielka mi rzecz”, Mukahi burknął, po czym rozłożył ręce – i Shishido w odpowiedzi zacisnął mocno dłonie na rączce swojego mopa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ta cała sytuacja nie miałaby miejsca, gdyby Choutarou pilotował statkiem! To nieeeeee, uparliście się, żeby zatrudnić drugiego pilota!”, Ryou ryknął, tym razem obróciwszy się w stronę masującego skronie Atobe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi założył ręce na biodra. „Pilnowałbym uważnie swojego kursu, gdyby Yuushi nie odciągnął mnie od sterów, żeby pokazać mi tamten filmik!”, pilot wyrzucił z siebie, wskazując palcem na zadowolonego z siebie Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zagotował się. „A już w szczególności podkreślałem, żeby nie zatrudniać żadnych znajomych tego cholernego zboczeńca!”, Ryou wywarczał, tym razem skierowując swoją uwagę na mechanika, bawiącego się radośnie swoim laptopem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe podniósł wysoko ręce, nakazując drużynie zamilknięcie. „Wypadki zdarzają się przy pracy”, Keigo powiedział z westchnieniem, po czym położył rękę na ramieniu drżącego sprzątacza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi parsknął. „O, tak. Ktoś się w fabryce nie przyłoży, nie zauważy wybrakowanego produktu, a potem w trakcie gumka pęka i tak powstaje Shishido!”, Gakuto wyrzucił z siebie – i uskoczył za plecy Oshitariego, gdy rozszalały Ryou wyrwał się z uścisku Atobe i przypuścił na pilota atak przy pomocy swojego brudnego mopa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Uum, mogę przerwać?”, zapytał ktoś uprzejmym tonem – i oczy załogi zwróciły się w stronę siedzącego na fotelu pilota Choutarou. Srebrnowłosy młodzieniec wskazywał palcem na mapę kosmosu, wyświetloną ponad pulpitem; migocząca kropka, określająca obecną pozycję Imperial Presence, nie była jedynym pulsującym na ekranie punktem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe zamrugał, po czym szybko podszedł do szyby z widokiem wychodzącym na część kosmosu. „Inny statek?”, Keigo zapytał z wahaniem – i zamrugał, gdy jego oczy spoczęły na dumnym, fioletowym okręcie, jaki zbliżał się w ich stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapitan przyłożył rękę do serca. „Jaki on… Fioletowy”, Atobe wyszeptał, wpatrując się z zachwytem w potężny statek; jego oczy lśniły chciwym blaskiem, jaki zazwyczaj rezerwował jedynie na swoje regularne sesje zakupowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido obniżył swój mop, po czym przyczłapał w pobliże kapitana. „Rzeczywiście, odjechany model”, Ryou potwierdził, po czym zmrużył oczy, usiłując wypatrzeć markę tajemniczego statku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido podskoczył, gdy jego wzrok spoczął na czaszkowym rysunku, jaki zdobił bok statku. „Ludzie, to są piraci, kosmiczni piraci!”, sprzątacz ryknął, po czym rzucił się pędem w stronę mrugającego z zaskoczenia Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe natychmiast odwrócił się w stronę załogi. „On ma rację, mają piracką banderę!”, kapitan potwierdził – i drużyna Imperial Presence rzuciła się do swoich stanowisk. „Shishido, sprowadź Jirou i Hiyoshiego, niech zasiądą przy działach”, Keigo rozkazał; sprzątacz natychmiast zapomniał o swojej miotle - którą porzucił na środku kapitańskiego mostku - po czym rzucił się ile sił w nogach w stronę komnat sypialnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe stanął dumnie na środku pomieszczenia. „Piękny fioletowy statek czy nie, pokażemy im, kto jest górą!”, Keigo wykrzyknął z teatralną przesadą – i drużyna Imperial Presence kiwnęła z determinacją głowami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yujirou nachylił się nad pulpitem sterowniczym Viking’s Horn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiecie co, ten statek to raczej średnio imponująco wygląda”, młodzieniec skomentował, wskazując znacząco na obdarty lakier i oderwane elementy podniszczonego kadłubu pojazdu Atobe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kite wzruszył ramionami. „Biorąc pod uwagę sytuację, w jakiej się znaleźliśmy, raczej nie mamy możliwości wyboru celów”, kapitan zauważył z westchnieniem, przypatrując się jednocześnie z uwagą Imperial Presence. „Poza tym, ostatnim razem zaatakowaliśmy statek tej całej firmy Rokkaku, na najnowocześniejszy też nie wyglądał. Przypominał figurkę wystruganą z drewna...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tanishi gorąco pokiwał głową. „Właśnie, właśnie. Najważniejsze, żebyśmy mieli co jeść, o resztę będziemy martwić się później!”, pirat wykrzyknął, oblizując wargi i zacierając ręce na myśl o smakołykach, jakie mogła kryć kuchnia na Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No cóż, przynajmniej ten złom jest wystarczająco powolny, abyśmy mogli przypuścić szybki i sprawny atak”, Rin dorzucił, zgrabnie omijając kolejne roje meteorów, jakie pojawiały się na jego drodze do najnowszej ofiary. „Za jakąś minutę powinniśmy być gotowi do abordażu.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kite kiwnął z zadowoleniem głową. „Yujirou, będziesz jak zwykle obsługiwał naszą tajną broń”, kapitan rozkazał – i na twarzy wyznaczonego młodzieńca pojawił się szeroki uśmiech. „Ta jest, szefie!”, Kai wykrzyknął z uśmiechem – po czym rzucił się pędem w stronę jednego z bocznych wyjść z mostka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mamy jakiś plan, czy idziemy na żywioł?”, zapytał milczący do tej pory Hiroshi, wpatrując się z zaciekawieniem w zamyślonego kapitana. „Och, nie sądzę, żebyśmy napotkali na jakieś kłopoty. To zwykli łowcy nagród, sądząc po modelu statku, a nie rycerze Zrównoważonego, albo jakieś inne tatajstwo”, Kite zauważył trafnie – i reszta załogi pokiwała potakująco głowami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę potem, na twarzy Hirakoby pojawił się szeroki uśmiech. „Jesteśmy we właściwej odległości, możesz zaczynać, Yujirou”, Ren powiedział do postawionego na pulpicie mikrofonu, wpatrując się w znajdujący się całkiem blisko Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jasna sprawa”, odparł zachwycony Kai – i Kite mimowolnie uśmiechnął się na myśl o czekających go łupach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto zaklął szpetnie. „Ich statek jest strasznie szybki. Co to za model jest w ogóle? Na pewno lepszy niż ten złom z firmy Sakakiego”, Mukahi burknął, wskazując znacząco na swój pulpit sterowniczy – i Atobe wzdrygnął się, słysząc obrazę swojego pięknego statku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zajmij się trzymaniem dystansu, a nie komentowaniem”, Keigo polecił karcącym tonem, niemal marząc o tym, by Shishido był na miejscu i mógł zdzielić Gakuto mopem z jego kapitańskim błogosławieństwem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, zdyszany Ryou zjawił się na mostku. „Poszli w stronę działek”, sprzątacz wysapał z trudem, po czym oparł się o ścianę i pozwolił sobie na chwilę odpoczynku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zawył, gdy nieoczekiwanie, przerażający ryk uderzył go, niemal zwalając na ziemię. Podobny okrzyk zaskoczenia wydali z siebie pozostali członkowie załogi Imperial Presence; Gakuto przyłożył dłonie do uszu, ale przeraźliwy odgłos zdawał się jedynie wzmagać na sile.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez chwilę Ryou był niemal pewien, że zaraz ogłuchnie; młodzieniec opadł na kolana, po czym zwinął się w kłębek, porażony. Sprzątacz z trudem otworzył oczy, po czym rozglądnął się szybko po mostku, czując, że traci siły; pozostali łowcy nagród także opadli na ziemię – a przynajmniej ci, których Shishido zdołał zobaczyć, nim czarna mgła zasłoniła jego umysł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Yujirou uśmiechnął się szeroko. „Nie ma to jak broń dźwiękowa”, młodzieniec wyszeptał z zachwytem, gdy reszta załogi gratulowała mu kolejnej znakomicie przeprowadzonej akcji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Fakt, zainstalowanie tego całego „Rogu Wikinga” to był jeden z lepszych pomysłów szefa”, Tanishi potwierdził, zacierając chciwie ręce. „Tyle jedzenia udało nam się dzięki niemu podwędzić!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kite zakaszlał znacząco, usiłując skupić na sobie uwagę drużyny. „Panowie, powalenie przeciwnika to tylko połowa pracy. Nie zapominajcie, że musimy jeszcze złupić sam statek”, kapitan przypomniał, spoglądając karcąco na uśmiechającego się od ucha do ucha Keia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rin zaśmiał się. „Tyle, że ta cześć to banał. Każdy głupi może obrabować okręt, którego właściciele zemdleli – i nie wstaną przez następnych kilka godzin”, Hirakoba zauważył trafnie – po czym zahamował swój statek i rozpoczął zgrabne parkowanie Viking’s Hornu tuż obok zatrzymanego w miejscu Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kite poprawił swoje nieodłączne okulary. „Panowie – czas na nas”, kapitan oznajmił, po czym szybkim ruchem ręki podzielił oczekujących na rozkazy piratów. „Rin, Chinen, idziecie ze mną. Reszta za Kaiem szturmuje drugie wejście. Tanishi, bez podjadania po drodze”, Eishirou poinstruował – i dwie drużyny z uśmiechami na twarzach rozpoczęły szturm Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Część załogi pod dowództwem Yujirou przeszła przez wysuwany z Viking’s Horn korytarz wprost na pokład statku łowców nagród.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dlaczego nam zawsze dostaje się tyle wejście?”, Aragaki zapytał z niesmakiem, rozglądając się po mechanicznym zapleczu Imperial Presence; już samo przejście na pokład okrętu zarzucone było stertami dziwnie wyglądających fragmentów maszyn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący za młodzieńcem Shuranui wzdrygnął się. „Strasznie tu ciemno”, Tomoya zauważył z niezadowoleniem, usiłując wypatrzeć coś w nieprzeniknionym mroku, jaki wypełniał znajdujący się dalej korytarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pewnie zwarcie”, Yujirou powiedział, wzdychając ciężko – i wyjąwszy z kieszeni maleńką latarkę, włączył ją, skierowując promień światła na pomieszczenie przed sobą. Droga prowadząca od wyjścia rozgałęziała się na dwie strony, najwyraźniej rozdzielając część techniczną statku od innych komnat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wy na lewo, ja z Tanishim na prawo”, Kai rozkazał, po czym szybkim ruchem ręki wskazał na znajdujące się w pobliskiej wnęce, mechaniczne drzwi – najwyraźniej prowadzące do warsztatu. „Ale kiedy tam na pewno nie ma kuchni”, Kei zauważył z niesmakiem, masując jednocześnie swój obolały od głodu brzuch.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Przeżyjesz”, Yujirou powiedział wesoło, po czym lekkim kopniakiem popchnął grubasa na środek korytarza, nucąc przy tym coś skocznego. „Dobra, to my w drugą stronę”, Aragaki potwierdził rozkaz – a następnie skręcił w korytarz prowadzący najwyraźniej do pomieszczeń sypialnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kai tymczasem podszedł do drzwi warsztatu. „Pewnie trzeba będzie się włamywać”, Tanishi zauważył z westchnieniem, odpływając myślami do wypełnionego jedzeniem spichlerza Imperial Presence. Yujirou w odpowiedzi wzruszył ramionami – i wyciągnął rękę w stronę automatycznych wrót – które, ku jego zdziwieniu, natychmiast otworzyły się. „Ty patrz, ich mechanik nawet nie zamyka swojego warsztaciku”, Kai zauważył ze śmiechem, wskazując na rozwarte szeroko drzwi, niemal zapraszające intruzów do środka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co ty tam wiesz, może robi tu jakieś niebezpieczne rzeczy i wszyscy koledzy z załogi boją się wchodzić tak czy siak?”, Tanishi nastraszył, rechocząc donośnie z własnego dowcipu. Yujirou parsknął – na swoje nieszczęście nie nabierając się na żart kolegi – i w podskokach wszedł do warsztatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kai stanął jak wryty na progu pomieszczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Eeee”, pirat zdołał powiedzieć jedynie, gdy jego oczy spoczęły na ozdobach, jakimi mechanik przyozdobił każdy fragment swojego miejsca pracy. Wszystkie ściany oblepione były gigantycznymi plakatami – bynajmniej nie przedstawiającymi projektów użytecznych maszyn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O rany”, Tanishi wymruczał gdzieś za plecami skamieniałego z szoku Yujirou; to otrzeźwiło drugiego pirata – który z wahaniem wszedł do wnętrza pomieszczenia, rozglądając się uważnie. Z sufitu zwisały girlandy dziwnych, podłużnych urządzeń z wypustkami, jakich przeznaczenia młodzieńcy mogli się tylko domyślać. „Ktoś ma ee, ciekawe hobby”, Kai skomentował, wpatrując się z dziwną fascynacją w kolekcję erotycznych kostiumów, jakie leżały aktualnie rozłożone na jednym ze stołów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tanishi wzdrygnął się. „To miejsce przyprawia mnie o ciarki, weź się pospiesz”, pirat poprosił, rozglądając się w poszukiwaniu czegoś cennego; niestety, wszystko, na czym zawiesił oczy, przyprawiało go o raczej niezbyt przyjemne napady mdłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kei zamrugał, gdy zauważył niewielkie drzwi, usytuowane w głębi warsztatu. „Jak myślisz, co to? Skarbiec?”, Tanishi zapytał, wskazując pulchnym palcem na metalowe, wyglądające na odporne wrota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Weź mnie nie pytaj, sprawdź”, Yujirou polecił, przeglądając z zaciekawieniem stertę magazynów, jakie mechanik wyłożył na jedną z półek; większość z nich już po okładkach mogłaby zostać uznana za materiał podlegający karze kilku lat więzienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tanishi westchnął, po czym ruszył ospale w stronę tajemniczych wrót. Przed nimi ustawiono niewielki panel, najwyraźniej operujący drzwiami; po chwili namysłu i przeglądania napisów na konsoli, Kei odnalazł przycisk otwierający.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tanishi nacisnął go szybko - skrycie licząc na to, że we wnętrzu odnajdzie coś jadalnego, co Kai pozwoli mu schrupać w ramach drobnej przekąski. Drzwi otworzyły się powoli – i Kei stanął oko w oko ze sporawszych rozmiarów robotem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi pirat tymczasem wciąż radośnie przeglądał magazyny Yuushiego. „Ty, wiedziałeś, że szczury mogą się rozmnażać z szybkością-”, Kai zdążył powiedzieć jedynie – nim jego słowa utonęły we wrzasku, jaki wydał z siebie Tanishi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yujirou odwrócił głowę w stronę ryczącego kompana – i zamarł, gdy jego oczy spoczęły na wielkim, mechanicznym wężu, wijącym się przed skamieniałym Keiem. „Nie ruszaj się, to bydle pewnie wykrywa ruch! Większość normalnych mechaników tak programuje swoje pupilki”, Kai polecił szybko, odsuwając się powoli z dala od zasięgu dziwnego mechanizmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, potworna machina najwyraźniej nie została skonstruowana przez myślącego zwyczajnie technika – gdyż rzuciła się w stronę skamieniałego Tanishiego, celując w jego… Uda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yujirou wytrzeszczył oczy, gdy pysk węża dziabnął Keia w jego sporawszych rozmiarów tyłek. Młodzieniec zawył i spróbował wyrwać się bestii; niestety, ta zdążyła już opleść się wygodnie wokół jego nogi. W efekcie, pirat z głośnym okrzykiem przerażenia uderzył o pokład Imperial Presence – i natychmiast stracił przytomność. Znieruchomiały ze zdziwienia Kai błyskawicznie przyjął bojową pozycję, oczekując na atak mechanicznego potwora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten jednak – na &lt;i&gt;nieszczęście&lt;/i&gt; - nie nadszedł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęka Yujirou opadła, gdy potworna kreatura podniosła się ponad ciało Tanishiego, obejrzała go dokładnie – po czym szybkim ruchem pyska pochwyciła jego spodnie i ściągnęła je w dół. Kai opadł z przerażeniem na ziemię, gdy wężowy potwór zbliżył się do na wpół nagiego młodzieńca – a następnie obróciła go tak, by jego wielgachny tyłek celował w sufit.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy mechaniczny wąż wykonał swój kolejny ruch, Yujirou zażałował, że nie został pozbawiony przytomności jako pierwszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, druga część drużyny Kaia weszła do innego korytarza, zawierającego przejścia do sypialni załogi Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To co, zaczynamy od pierwszego lepszego pokoju, nie?”, Shiranui zapytał – i jego kompan wzruszył ramionami, najwyraźniej nieco znudzony przeszukiwaniem statku. Tomoya wywrócił oczami, wyminął swojego partnera, po czym podszedł do znajdujących się po lewej stronie wrót, które automatycznie otworzyły się z głuchym trzaskiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ufni tacy jacyś, nie? Nawet swoje pokoje zostawiają otwarte”, Aragaki zauważył z westchnieniem; pirat najwyraźniej liczył na odrobinę rozrywki w postaci przebijania się przez zabezpieczenia zamku. „Łatwiej dla nas”, Shiranui rzucił z uśmiechem – i wesołym krokiem wszedł do otwartej sypialni i rozglądnął się uważnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomieszczenie miało niewielkie rozmiary; na jego środku stało dość imponujące łóżko, nad którym ktoś powiesił duży obraz; obok stała biblioteczka i komfortowo wyglądający fotel.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na środku pokoju, tajemniczy właściciel zostawił dość duże, kartonowe pudło. „Jak myślisz, co jest w środku? Jakieś drogie bajery?”, Tomoya zasugerował, mrugając w stronę swojego znudzonego towarzysza. „A co, ty trzymasz swoje fanty w tekturowych opakowaniach?”, Aragaki zapytał z przekąsem – i jego kompan pokręcił z niedowierzaniem głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie umiesz się bawić”, Shiranui powiedział z westchnieniem, a następnie uklęknął przed pudłem i obejrzał go dokładnie. Karton był ozdobiony rysunkami bananów i logiem jakiejś kansaiskiej firmy, której pirat nie rozpoznawał; poza tym, młodzieniec nie dostrzegł jednak żadnych pułapek ani zabezpieczeń. „No to siup”, Tomoya wymruczał, po czym uniósł wieko kartonu w górę i zaglądnął do środka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aragaki zapiszczał, gdy – całkowicie nieoczekiwanie – Shiranui pobladł, po czym runął omdlały na ziemię. „B-broń gazowa?”, Kouichi zapytał z przerażeniem, wpatrując się w swojego całkowicie nieruchomego kompana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aragaki przez chwilę rozważał ucieczkę na zewnątrz pomieszczenia – ale jego poczucie honoru wzięło górę i postanowił najpierw wynieść z sypialni swojego towarzysza. Pirat podskoczył do omdlałego kompana i szybko opadł na kolana, po czym wyciągnął rękę w stronę szyi Tomoyi, pragnąc zbadać jego puls.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kouichi zapiszczał po raz drugi, gdy jego ręka dotknęła nie skóry, a mokrej, lepkiej mazi; dopiero wtedy pirat dostrzegł, że wokół Shiranuiego owinęło się coś długiego i różowego. Tknięty nagłym impulsem, Aragaki obrócił głowę w stronę pudła – i stanął oko w oko z małą, ciekawską macką noszącą na swoim śliskim pysku uroczy pieprzyk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nim Kouichi zdążył zareagować, niewinnie wyglądający tentakl wyskoczył z pudełka - i zaatakował szyję intruza. Pirat ryknął, po czym podjął próbę strzepania z siebie potwora – ale stworzonko okazało się zbyt silne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę potem, Aragaki runął na ziemię, nieprzytomny. Tkwiąca na jego szyi macka – po upewnieniu się, że pirat nie rusza się – zeszła z jego ciała, wypinając dumnie swoją wężową pierś. Do potworka szybko dołączyło drugie odważne stworzenie, piszczące coś wesoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwa wojownicze tentakle przybiły radośnie ogonami piątkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kite i jego dwaj towarzysze tymczasem wchodzili spacerkiem na mostek Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Te ataki robią się takie nudne”, Rin powiedział z westchnieniem, przeczesując leniwie swoje długie, piękne włosy; pirat rozglądnął się po pomieszczeniu – i jęknął, gdy Chinen zdzielił go łokciem po żebrach. „Mogłeś zostać na pokładzie Viking’s Horn, nikt nie kazał ci przychodzić”, młodzieniec zauważył, po czym szybko wyminął towarzysza i wbiegł na mostek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eishirou wywrócił oczami, gdy Chinen zahaczył nogą o leżący na ziemi kijek od mopa – i z głośnym hukiem opadł na ziemię. Urażony jego poprzednim komentarzem Hirakoba zaśmiał się radośnie, gdy Hiroshi zaklął szpetnie, czerwieniąc się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Potykanie się na mopie? Nie nazwałbym tego zachowaniem godnym dumnego pirata”, Kite skomentował z westchnieniem – i zamarł, gdy do jego uszu doszedł odgłos stukania o klawisze. Kapitan rozejrzał się po twarzach swoich towarzyszy; żaden z nich nie używał aktualnie przenośnych urządzeń, które mogłyby wydać podobne dźwięki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eishirou odbezpieczył trzymaną broń. „Kogoś nie powalił „Róg Wikinga”?”, Rin zapytał, zaskoczony; w jego historii napadów na statki, podobna sytuacja nigdy nie miała miejsca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hiroshi z trudem pozbierał się z ziemi. „Oszalałeś, to pewnie tylko jakiś automatycznie działający sprzęt”, Chinen zasugerował, rozglądając się uważnie po pokładzie; tuż obok niego, na ziemi, leżał młodzieniec w czapce - przy kapitańskim panelu znajdował się z kolei omdlały blondyn w jaskrawej, jedwabnej koszuli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwójka pilotów spała w najlepsze w swoich siedzeniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hiroshi już miał przygotować się do ciętego komentarza – ale słowa zamarły na jego ustach, gdy zobaczył siedzącego na swoim fotelu, piszącego coś zawzięcie mechanika. W tej samej chwili, zauważyła go również dwójka pozostałych piratów – i wszyscy troje wytrzeszczyli oczy, gdy Oshitari zaczął nucić coś wesołego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jakim cudem… Dlaczego nie leżysz na ziemi?!”, Chinen wykrzyknął, po czym wbił oskarżająco palec w nie zwracającego uwagi na otoczenie mechanika. „Czy to ukryta propozycja?”, Yuushi zaświergotał wesoło, nie odrywając spojrzenia od ekranu swojego nieodłącznego laptopa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kite zamrugał. „Dlaczego nie unieruchomiła cię moc „Rogu Wikinga”?”, kapitan zapytał, gdy komentarz Oshitariego pozbawił Hiroshiego zdolności mowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mechanik wciąż nie odrywał spojrzenia od ekranu laptopa. „Och, macie na myśli ten hałas? Niegrzeczni chłopcy, musiałem cały czas zwiększać głośność mojego ukochanego filmu, prawie zagłuszyliście jęki aktorów”, Oshitari zaświergotał wesoło, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chinen nie wytrzymał jako pierwszy. „Przestań nas ignorować, za kogo ty się uważasz”, pirat wysyczał – po czym wycelował swoją broń wprost w głowę piszącego coś zawzięcie Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec bez wahania wystrzelił ze swojego energetycznego pistoletu; w tej samej chwili, Yuushi wydał z siebie przeciągłe „oooooch” – i nachylił się nad swoim laptopem, oblizując wargi. Pocisk Chinena – zamiast trafić w głowę mechanika – odbił się od powierzchni znajdującego się za nim lustra Atobe, po czym uderzył w pierś Hiroshiego, rzucając nim o ścianę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rin otworzył szeroko usta, gdy pozbawiony przytomności pirat opadł bezwładnie na ziemię. „Myślisz, że taki z ciebie cwaniak?!”, Hirakoba ryknął, po czym rzucił się z pięściami w stronę najwyraźniej nieuzbrojonego Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari wydał z siebie przeciągłe westchnienie zachwytu – i wciąż siedząc na swoim obrotowym krześle, odbił się nogą od jednego z paneli kontrolnych. Rin jęknął, gdy rozpędzony fotel zderzył się z jego ciałem, posyłając go na pobliską konsolę z przyciskami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Uważaj, ostatnio naprawiałem tam małe spięcie!”, Yuushi wykrzyknął wesoło – i skrzywił się lekko, gdy Hirakoba wzdrygnął się i podskoczył kilka razy na panelu, najwyraźniej porażony prądem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kite z niedowierzaniem wbił wzrok w zsuwającego się na ziemię Rina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapitan Viking’s Horn błyskawicznie wyciągnął z kieszeni swój nadajnik. „Aragaki?! Potrzebuję wsparcia!”, Eishirou ryknął do słuchawki, nie spuszczając spojrzenia z obracającego się na swoim fotelu Oshitariego. Kite zadrżał, gdy powitała go głucha cisza – i pirat szybko wybrał z menu długość fali przypisanej Kaiowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęka kapitana opadła, gdy do jego uszu dotarł przeciągły krzyk Yujirou i niepokojący, chlupoczący odgłos dobiegający z oddali. „Ja chcę do domuuuuu”, Kai zapłakał z desperacją ukrytą w głosie – i trzymająca transmiter ręka Eishirou powoli opadła w dół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Poddajemy się”, Kite powiedział z dumą wciąż przecierającą się przez jego rozedrgany ton – i wyciągnął ręce w stronę mrugającego ze zdziwienia Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„… I tak to mniej więcej było, panie władzo!”, Oshitari zaświergotał, wpatrując się w przerażony wyraz twarzy oficera ginkowskiej policji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzący na fotelu obok Shishido ukrył twarz w dłoniach. „Nie wierzę, że ten świr nas  swoim świrostwem &lt;i&gt;uratował&lt;/i&gt;”, sprzątacz warknął, kręcąc z niedowierzaniem głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe rozpromienił się. „Sam jeden pokonał bandę kosmicznych piratów! Czyż nie jesteśmy wspaniali?”, kapitan zapytał z zachwytem, najwyraźniej nie dostrzegając drobnej nieścisłości w swojej wypowiedzi.&lt;br /&gt;„I nawet wyznaczyli za ich pojmanie sporą sumę pieniędzy!”, Keigo powiedział, wstając ze swojego miejsca w poczekalni posterunku międzygalaktycznej policji. „Za nagrodę, którą otrzymamy, będziemy mogli przemalować Imperial Presence na piękny fiolet! Taki sam, jaki mieli tamci piraci na swoim statku”, kapitan wykrzyknął radośnie, przykładając rękę do piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Odlicz od nagrody karę za nielegalne posiadanie kansaiskich macek”, Mukahi przypomniał z przekąsem – i aura szczęśliwości Atobe nieco opadła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głowa Shishido schyliła się jeszcze niżej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy część nagrody mogłaby może pójść na powiększenie mojej kolekcji?”, Oshitari zapytał radośnie, odsuwając się od intensywnie wycierającego pot oficera ginkowskiej policji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głowa Shishido niemal opadła na ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kite westchnął przeciągle, rozglądając się po chronionej polami siłowymi celi; nie po raz pierwszy, jego waleczna drużyna została uwięziona w jednym z kosmicznych więzień. Eishirou wiedział jednak, że nawet z najbardziej skomplikowanej pułapki istnieje droga wyjścia... A dzięki jego pomysłowości i determinacji, żadne mury nie były w stanie powstrzymać purpurowych piratów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jakieś pomysły, moja ukochana drużyno?”, kapitan zapytał z westchnieniem, spoglądając na przybite twarze swoich towarzyszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy to pole jest jednym z tych najnowszych? Chronionych elektrycznością?”, Aragaki zapytał z zainteresowaniem, wpatrując się w iskrzącą się barierę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Na to wygląda.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie do przebicia, co nie?”, Kai skomentował, oblizując wargi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Acha.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Każdy, kto jej dotknie, zostanie porażony, tak?”, Tanishi upewnił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dokładnie.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I chyba toto jest niemożliwe do rozbrojenia?”, zapytał Tomoya.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mhm.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I pewnie nawet najmniejsze, śliskie paskudztwo się nie prześlizgnie?”, Rin wymruczał z zainteresowaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zgadza się.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na twarzach piratów pojawiły się szerokie uśmiechy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chwalmy Konomiego, przynajmniej tutaj Oshitari Yuushi &lt;i&gt;nie może&lt;/i&gt; nas dorwać!”</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:16814</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/16814.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=16814"/>
    <title>[Tenipuri] Potyseja kosmiczna – Episode two: Atak KUIonów [1/2]</title>
    <published>2009-11-17T19:28:13Z</published>
    <updated>2009-11-17T20:13:57Z</updated>
    <category term="potyseja"/>
    <category term="crack"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">Dziękuję tajemniczemu Anonowi (który może się teraz ujawni? XD) za pogonienie do postowania |D;; I'm so lazy you guys, kopnijcie mnie od czasu do czasu, co.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co do tej części, I kind of like it, ale pisanie środkowego partu sucks lots, wolę III i I.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Also guys&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;you guys&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;to jest do promptu KAWA I WIEWIÓRKI&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wish I was kidding&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;W POPRZEDNIM ODCINKU&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakon Tezuki Zrównoważonego, nazwany tak na cześć słynnego poszukiwacza przygód, stoi na straży dobra i porządku we wszechświecie. Jego członkowie odważnie likwidują sekty i potwory, kierowani rozkazami Świętobliwego Echizena.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przynajmniej pozornie. Prawdziwe oblicze Zakonu odrywa grupa wynajętych przez Krzyżowców łowców nagród, którzy dowiadują się, że prawdziwym celem Zakonu jest dotarcie do Yukimury, syna Stwórcy Konomiego. Chroniony przez grupę potężnych Rikkai, Seiichi czeka na śmiałka, który pokona go i otrzyma możliwość spełnienia jednego życzenia. Zakon chce wykorzystać go, by stać się najważniejszą grupą działającą we Wszechświecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Yukimury śmiałków doprowadzić może jedynie artefakt, znany jako Kamień Sanady - który najpierw kieruje ich w miejsca pobytu pozostałych Rikkai. Tezuka Zrównoważony za życia zdołał uwolnić kilku z nich - a ich moce znajdują się teraz pod opieką Zakonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido, jeden z łowców nagród, dowiaduje się o planach Echizena - i przejmuje Kamień Sanady, wraz z przyjaciółmi wyruszając na poszukiwania członków Rikkai, by potem - z pomocą ich mocy - dotrzeć do Yukimury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łowcy nagród pokonują Fujiego, Takę, Oishiego i Momoshiro - ale pozostali członkowie Zakonu nie zamierzają poddać się łatwo... Podobnie jak gnani żądzą zemsty za zniszczenie upraw, myślący nieco inaczej członkowie Shitehouji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy pewni siebie członkowie Zakonu rzeczywiście zdołają pokonać ekscentrycznych łowców nagród? Czy Shitenhouji kiedyś znormalnieje Czy Oshitari zaspokoi swój popęd? Czy Shishido przestanie zrzędzić? Czy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SHISHIDO, I'M SO SORRY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Potyseja kosmiczna – Episode two: Atak KUIonów (1/2)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;PG &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 11 135 &lt;i&gt;cockin’ words gaiz&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Warnings:&lt;/b&gt; … Crack. Dosłownie i w przenośni. Plus massive nabijanie się z Tezuki i Seigaku i wszystkiego co jest w Pocie i ma dwie nogi.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; ... Kiiiinda InuKai-ish.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Universe:&lt;/b&gt; ... Universe universe!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Multichapterowiec :D! Part 2/3.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt; Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;… Niejaki Shishido Ryou przechadzał się po pokładzie Imperial Presence - podążając za lewitującym w powietrzu, różowym kamieniem. Skała była mała, okrągła i ozdobiona iskrzącymi się drobinami; śledzący ją sprzątacz miał dziwne wrażenie, że tajemniczy obiekt najpiękniej prezentowałby się w maleńkiej czapce z daszkiem – młodzieniec nie był jednak w stanie wytłumaczyć, skąd wzięły się jego tajemnicze przeczucia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zazwyczaj nie myślał wiele nad tematami natury filozoficznej – jego wolny czas zajmowało głównie sprzątanie i unikanie głównego technika Imperial Presence – jednak wydarzenia sprzed ostatnich kilku godzin zmieniły nieco jego nastawienie. Na chwilę obecną, młodzieniec był gotów uwierzyć we wszystko (może za wyjątkiem nawrócenia się Yuushiego), a już z pewnością nie dziwił go fakt, że lewitujący w powietrzu głaz jest przepustką do spełnienia marzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou nie mógł zadecydować, czy jego nowe poglądy były sprawką kontaktu z siłami wyższymi, czy też zasługą parogodzinnej, błogiej izolacji od Oshiatriego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido warknął, gdy kamień zniknął nieoczekiwanie za przejściem do jednego z pomieszczeń na Imperial Presence – i z niechęcią podążył jego śladem, niemal zderzając się ze stojącą obok progu półką. Głaz zdawał się mieć w sobie część natury Gakuto – wykonywał bowiem szalone podskoki, piruety i fikołki - przy okazji umiejętnie nakierowując ciało śledzącego go młodzieńca na wszystkie mijane przeszkody. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zazwyczaj nie interesował się zwyczajami przedmiotów nieożywionych – wyłączając jedynie roboty skonstruowane przez Oshitariego („przezorny nigdy rozdziewiczony”, jak mawiała babcia Shishido). Tajemnicza skała nie była jednak zwykłym polnym kamykiem; sprzątacz otrzymał ją z rąk kapitana Tachibany - i jedynie jej posiadacze mogli odnaleźć drogę prowadzącą do tajemniczych Rikkai. Były to potężnych istoty, kryjące w sobie niewyobrażalną moc - zapewne będące efektem ubocznym czasów, w których stwórca Konomi ostatecznie uznał, że przestrzeganie praw fizyki jest dla ludzi słabych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby poobijanemu sprzątaczowi pozostawiono prawo wyboru, najchętniej zamknąłby się w swojej przytulnej (bo pozbawionej obecności pewnych osobników) kuchni; niestety, kapitan statku kilka godzin temu zadecydował, że Shishido – jako bohater dnia – powinien mieć „przywilej i honor” pilnowania różowego kamienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla Ryou jedynym przywilejem związanym z głazem byłaby możliwość jego zderzenia z twarzą Oshitariego, czego – na szczęście - sprzątacz z racji obecności Choutarou nie wprowadził w życie. Wyrzucając z głowy wszystkie drastyczne rozwiązania, młodzieniec bez słowa podążył za wylatującą z mostku skałą – zostawiając promieniującego dumą Atobe daleko poza swoimi plecami. Mimo narzekań, po niecałej godzinie Shishido zadecydował, że pilnowanie głazu nie jest pracą najgorszą – rozsądny kamyczek zdawał się omijać bowiem wszystkie miejsca skażone zazwyczaj obecnością Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przynajmniej do czasu. Ryou zjeżył się, gdy różowa skała zatrzymała się w powietrzu, rozglądnęła, po czym ze świstem wpadła przez automatycznie otwierające się drzwi do pokoju Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Leci na zachód”, Ryou zawarczał przeciągle, podążając wzrokiem za lewitującym kamyczkiem; zawieszony na ramieniu sprzątacza odbiornik zatrzeszczał, przekazując informację na mostek. „Już zmieniam kurs, Shishido-san”, odparł głos w mikrofonie i pechowy młodzieniec zmrużył oczy, łypiąc w ciemność wypełniającą pokój Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili wewnętrznej walki z własnymi słabościami, Ryou nachylił głowę w stronę mikrofonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Choutarou, jeśli usłyszysz mój krzyk, nie ruszaj się ze swojego miejsca”, Shishido warknął, zbliżając się ostrożnie do otwartych drzwi. Chłopiec postawił stopę na progu i ostrożnie wyciągnął rękę w stronę ściany, usiłując odnaleźć przełącznik światła; Ryou miał jednocześnie szczerą nadzieję, że nie było to miejsce, przy którym Yuushi miał zwyczaj ćwiczyć swoje nowoodkryte, erotyczne pozycje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprzątacz niemal uśmiechnął się, gdy przez mikrofon dotarło do niego zmęczone westchnienie Ootoriego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Shishido-san, czy- czy ten kamyk przeleciał przez pokój pana Oshitariego?”, Choutarou bardziej stwierdził niż zapytał – głosem przepełnionym dobrze znaną sprzątaczowi troską. W tym samym momencie, Ryou z ulgą wymacał palcami przełącznik (nie trafiając wcześniej na żadne podejrzane wgłębienia) i pokój rozświetliło jasne światło lamp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„’Przeleciał’ brzmi jak najbardziej na miejscu”, Shishido warknął, rozglądając się ostrożnie po pomieszczeniu; wnętrze nie wyróżniało się niczym szczególnym - przypominało pozostałe komnaty na Imperial Presence (wyłączając gabinet Atobe o Shishi-kryptonimie Cholerny-Fioletowy-Apartament), ale sprzątacz znał okrutną prawdę o jego zawartości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie sprzątałem tutaj od czasów odkrycia tego… Tego pudełka pod jego łóżkiem”, Ryou wyznał cicho - wzdrygając się na samo wspomnienie opakowania, którego zawartość na wieki winna była pozostać tajemnicą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Um, to było wtedy… Gdy chciał się pan zwolnić po raz pierwszy, Shishido-san?”, Ootori zapytał ostrożnie i sprzątacz odpowiedział przeciągłym westchnieniem. „Nie, ta historia sięga czasów moich pierwszych egzorcyzmów”, Ryou przypomniał, krzywiąc się na samo wspomnienie dawnych lat; chłopiec pokręcił szybko głową, usiłując zmienić tor myślenia – po czym odważnie spojrzał w głąb pokoju Yuushiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprzątacz splótł ręce na piersi, rozglądając się uważnie w poszukiwaniu kamienia Sanady. Chłopiec rozsądnie zignorował zawieszony nad łóżkiem Oshitariego obraz (przedstawiający różową plątaninę czegoś, czego Ryou nie rozpoznawał, ale co z pewnością było swego rodzaju elokwentną metaforą) i zaczął uważnie wypatrywać śladów mistycznego głazu. Chłopiec skrzywił się, gdy jego wzrok napotkał wypchaną po brzegi biblioteczkę – na której stała dumnie wyeksponowana &lt;i&gt;Trylogia Bagna&lt;/i&gt; - i westchnął z ulgą, gdy zobaczył lewitującą tuż obok, różową skałę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Unoszącą się leniwie nad kartonowym pudłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brew Shishido zadrgała niebezpiecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Cholerny kamień nie zmienił cholernego kursu”, Ryou zawarczał do mikrofonu, łypiąc wrogo na całkowicie niewinne pudełko – noszące z dumą napis „Kansaiskie Banany – nadzwyczajnie skrzywione”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Odebrałem, Shishido-san”, Choutarou odparł uprzejmie i do uszu sprzątacza dotarł dźwięk rytmicznego uderzania o klawisze. Stukanie miało kojący efekt dla uszu biednego łowcy nagród; Ryou zamknął oczy, przenosząc zmęczony umysł w przyjemniejsze tereny – całkowicie nieprzypadkowo związane z osobą jednego z pilotów Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamyślony Shishido podskoczył, gdy pudło położone obok biblioteczki zadrżało gwałtownie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec błyskawicznie nawiązał połączenie z mostkiem, odsuwając się ze wstrętem od żółtego kartonu. „Choutarou, to pudło się rusza”, Ryou zameldował, wpatrując się z przerażeniem w stojącą teraz spokojnie pakę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pilot przełknął ślinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Może to jakiś szpieg, co?”, sprzątacz zapytał, nachylając się w stronę mikrofonu; chłopiec nie odrywał spojrzenia od pudła – które teraz zachowywało się tak, jak na grzeczny karton przystało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori zawahał się przed skomentowaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To na pewno nic niebezpiecznego, t-to znaczy, to na pewno nie żaden szpieg - u-um, to pokój pana Oshitariego, takie um właściwości przedmiotów nieożywionych są tu zapewne czymś całkowicie naturalnym?”, Choutarou pocieszył, starając się nadać swojej wypowiedzi pogodny ton.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zaklął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A już miałem nadzieję, że powiesz, że to jednak szpieg”, Shishido syknął, odsuwając się jeszcze dalej od kartonu i przywierając plecami do drzwi; jak na zawołanie, pudełko zaklekotało, odbijając się od wyłożonej wykładziną podłogi. „Jakieś sugestie?”, Ryou zawarczał, wpatrując się w pakę z obrzydzeniem wypisanym na zmęczonej twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori westchnął, zastanawiając się nad odpowiedzią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To może zapytam kapitana o radę?”, Choutarou zaproponował – i sprzątacz skrzywił się jeszcze bardziej; nim jednak Shishido zdołał skomentować pomysł pilota, odbiornik zatrzeszczał. Ryou zamrugał, gdy do jego uszu dotarł odgłos szybkich kroków, dobiegający z głośniczka – po którym dał się słyszeć przeciągły syk, a po nim zduszony protest Ootoriego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Choutarou? To co ja mam robić z tym pudłem?”, Shishido zapytał, wsłuchując się w dźwięki dobiegające z mostka statku; sprzątacz zamrugał, gdy z głośnika dobiegł go cichy rechot.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ja bym tam wolał sprawdzić… Dla dobra Imperial Presence, oczywiście”, odparł nieoczekiwanie kpiący głos – bez cienia wątpliwości należący do Gakuto. „Co zrobiłeś Choutarou?!”, Ryou zapytał, czując gotujący się w jego żyłach gniew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jestem, Shishido-san… I obawiam się, że Mukahi-san może mieć rację”, Ootori powiedział – jego głos był cichszy i dobiegał z większej odległości od mikrofonu, ale sprzątacz i tak mógł wyczuć ukryte w tonie wypowiedzi przeprosiny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zjeżył się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A jeśli to po prostu jedna z zabawek Oshitariego?”, Ryou zapytał z nieukrywanym wstrętem - mimowolnie wyobrażając sobie przepełniony wewnętrznym zadowoleniem, leniwy uśmiech drugiego pilota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wtedy będziesz miał szansę na zdobycie swoich pierwszych seksualnych doświadczeń”, Gakuto dorzucił wesoło – i sprzątacz usłyszał dobiegające gdzieś z oddali, oburzone „Mukahi-san!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nim Shishido zdołał wymyślić cięty komentarz, pudełko wydało z siebie przeciągły pisk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou wytrzeszczył oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Karton się odezwał. Brzmi jak ryczący noworodek”, Shishido zameldował ze wstrętem, tuląc się do najbliższej ściany; chłopiec niemal podskoczył, gdy pudło po raz kolejny zadrżało gwałtownie. „No to przynajmniej teraz wiesz, że to na pewno nie coś, co należy do Yuushiego”, Gakuto skomentował wesoło, najwyraźniej szczerze rozbawiony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No nie wiem, a jeśli on lubi bawić się w położną?”, Shishido warknął, ostrożnie oglądając pudełko z każdej strony – oczywiście wciąż zachowując bezpieczną odległość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto parsknął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zdziczałeś, zamiast przy porodzie, Yuushi woli asystować przy poczęciu”, Mukahi odparł kpiąco, nucąc coś wesołego pod nosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z twardą logiką nawet Shishido nie potrafił się kłócić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dobra, &lt;i&gt;sprawdzę&lt;/i&gt; to pudło”, Ryou zameldował odważnie - zastanawiając się przez chwilę nad podyktowaniem Choutarou swojego testamentu. Sprzątacz uznał jednak, że rozsądni ludzie &lt;i&gt;pewnych&lt;/i&gt; rzeczy nie powinni wyznawać w obecności Gakuto – i wziąwszy głęboki wdech, zaczął zbliżać się w stronę pudła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Karton milczy”, Shishido zameldował, nie odrywając wzroku od swojego celu; sprzątacz przełknął ślinę, gdy jego nogi zaniosły go pod biblioteczkę Yuushiego. Gdy Ryou stanął – ostrożnie – tuż obok wściekle żółtego pudła, lewitujący w pobliżu Kamień Sanady zatrzymał się w powietrzu, jakby obserwując zachowanie sprzątacza. Głaz podskoczył radośnie kilka razy i brew Shishido zadrgała niebezpiecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou nachylił głowę w stronę mikrofonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To coś mnie podgląda z jakąś chorą fascynacją”, Shishido warknął - zaszczycając jednocześnie lewitujący głaz karcącym spojrzeniem i zapominając chwilowo o podejrzanym pudle. „Może to jednak Kamień Oshitariego jest?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A widziałeś go przeglądającego pornografię? Albo wąchającego gacie kapitana? Nie? To nie zadawaj głupich pytań i wracaj do sprawdzania kartonu”, Gakuto poradził wesoło i Shishido mógł niemal &lt;i&gt;usłyszeć&lt;/i&gt; przerażony wyraz twarzy Ootoriego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zanotował w głowie potrzebę dosypania soli do cukiernicy Mukahiego - i odwrócił głowę od podskakującego radośnie kamyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido westchnął, po czym - z zachowaniem najwyższego poziomu ostrożności – uklęknął obok podejrzanego pudła. Sprzątacz zmrużył oczy, oczekując na ruch ze strony kartonowego przeciwnika – gdy atak jednak nie nadszedł, Ryou postanowił przejąć inicjatywę. Po chwili wahania, łowca nagród szybkim ruchem ręki poderwał do góry wieko paki – ozdobione wizerunkiem długiego banana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wzrok Shishido napotkał parę ozdobionych potężnymi brwiami oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Które sekundę potem zamrugały ze zdziwienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Człowiek!”, Ryou wykrzyknął - odskakując do tyłu i potykając się o Kamień Sanady – który najwyraźniej uznał za zabawne zaatakowanie go od tyłu (&lt;i&gt;”Zdecydowanie&lt;/i&gt; Kamień Oshitariego”, zdążył pomyśleć Shishido). Młodzieniec opadł na ziemię, zderzając się po drodze z biblioteczką Yuushiego; kilka książek spadło z wyższych półek, uderzając biednego sprzątacza w ramiona i głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odbiornik zatrzeszczał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Spokojnie, może to tylko dmuchana lala?”, Shishido zdołał usłyszeć jedynie; odpowiedź zamarła na jego ustach, gdy trzy potężne tomy &lt;i&gt;Trylogii Bagna&lt;/i&gt; zderzyły się z jego głową – i świat przed oczami Ryou zanurzył się w ciemności. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem - daleko, daleko od Imperial Presence - pewien czarnowłosy mężczyzna w okularach zmarszczył brwi, wpatrując się w swojego pomocnika. Lekko zdenerwowany chłopiec - z włosami ukrytymi starannie pod zieloną bandaną - stał właśnie przed nim z wielką tablicą w ręku i co kilka chwil przestępował z nogi na nogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie &lt;i&gt;kujony&lt;/i&gt;", starszy mężczyzna powiedział w końcu, wpatrując się w wypisany na metalu napis &lt;i&gt;Stacja badawcza kujonów&lt;/i&gt;. „Miało być KUI-onów. Stacja badawcza Kompanii UltraInteligentych", okularnik stwierdził, opierając podbródek o wolną rękę; w drugiej - ku przerażeniu pomocnika - trzymał coś, co wyglądało jak ekstrakt ze spalonego palnikiem żuka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porównanie było o tyle trafniejsze, że młodzieniec miał już &lt;i&gt;okazję&lt;/i&gt; zobaczyć wytwarzanie "robaczanej herbaty" - jak nazwał ją jego przełożony - i nie miał najmniejszej ochoty na ponowne stanie się królikiem doświadczalnym w procesie jej doskonalenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starszy naukowiec poprawił z westchnieniem okulary, po czym bez słowa wylał na metalową tabliczkę zawartość trzymanej fiolki; purpurowy płyn zabulgotał – i po chwili oczom asystenta ukazała się czysta stalowa karta, całkowicie pozbawiona napisów. &lt;i&gt;Fioletowe płyny, unikać&lt;/i&gt;, pomocnik zanotował w swoim umyśle, ostrożnie odbierając od okularnika teraz pusty szyld.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodszy mężczyzna niemal podskoczył, gdy do jego uszu dotarł odgłos zbliżających się szybko kroków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głowy dwójki naukowców odwróciły się w stronę drzwi prowadzących do laboratorium, gdy te otworzyły się nieoczekiwanie. Do pomieszczenia weszła trójka egzotycznie wyglądających osobników; jeden z nich – poruszający się z gracją, mimo zamkniętych oczu – podszedł do stojącego przy pulpicie naukowca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oddział Krzyżowca Fujiego poniósł klęskę”, mężczyzna oznajmił; ton jego głosu nie wskazywał ani na smutek, ani na radość – tajemnicza istota stwierdziła jedynie prosty fakt, bez przejawiania emocji. Jego dwaj towarzysze usadowili się wygodnie na jednym z pustych laboratoryjnych stołów; asystent naukowca przez chwilę wpatrywał się z fascynacją w srebrne włosy jednego z nich – nim głos starszego naukowca wyrwał go z zamyślenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jesteś pewien, Renji?”, chemik zapytał, marszcząc z niepokojem brwi – i westchnął, gdy członek Rikkai pokiwał pewnie głową. Naukowiec zmarszczył brwi; Renji – posiadający duchowe połączenie z Shusuke – wiedział o każdym posunięciu rycerza i nigdy nie mylił się, jeśli chodziło o składanie raportów dotyczących poczynań krzyżowca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Straciłeś z nim kontakt?”, chemik zapytał, zamyślając się głęboko; Fuji należał do elity Zakonu – pokonanie krzyżowca graniczyło w cudem – szczególnie teraz, gdy młodzieniec posiadał wspierającą go, duchową więź z Yanagim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie, wciąż jestem połączony z jego umysłem… Ale nie sądzę, by przytomny człowiek... mógł myśleć o robieniu &lt;i&gt;takich&lt;/i&gt; rzeczy z pomnikiem Tezuki Zrównoważonego”, Renji powiedział, opierając podbródek na ręce; członek Rikkai uniósł pytająco brew, gdy naukowiec wydał z siebie przeciągłe westchnienie ulgi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach, nie nie, spokojnie, to Fuji, już przerabialiśmy z nim podobną sytuację na żywo”, chemik powiedział, kiwając z uśmiechem głową; jego asystent wzdrygnął się, najwyraźniej przypominając sobie kilka nieprzyjemnych scen z przeszłości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Kiedy nazywali was Rycerzami Zrównoważonego, pewnie nie brali pod uwagę tego, że macie nierówno pod sufitem", skomentował jeden z siedzących na stoliku, tajemniczych młodzieńców; drapieżne oczy srebrnowłosego chłopca śledziły uważnie każdy ruch dwójki naukowców - i młody asystent wzdrygnął się mimowolnie na widok jego przypominających kocie źrenic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Renji zignorował komentarz towarzysza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To nie wszystko – nie wyczuwam już energii Kamienia Sanady blisko Fujiego. Zalecałbym wysłanie patrolu na Kansai”, Yanagi zasugerował, najwyraźniej nieprzekonany – i naukowiec po chwili wahania kiwnął głową. „Świętobliwy Echizen powinien wiedzieć o każdym posunięciu swoich elitarnych oddziałów, fakt”, chemik przyznał, po czym odwrócił się w stronę asystenta. „Kaidou, przypilnuj laboratorium”, krzyżowiec nakazał i młodszy stopniem rycerz zasalutował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oczywiście, Inui-senpai”, młodzieniec odpowiedział – i Sadaharu z uśmiechem kiwnął głową, po czym gestem zaprosił Renjiego do wyjścia przez drzwi. Choć Yanagi cały czas miał zamknięte oczy, jakimś cudem zrozumiał pokazywany mu znak; dwójka mężczyzn zgodnie wyszła przez automatycznie otwierające się wejście i Kaidou został w laboratorium sam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ja go tam jakoś tak… Nie lubię. Cały czas mam wrażenie, że chciałby mnie tymi swoimi napojami w kobietę przerobić… Albo coś”, srebrnowłosy młodzieniec – siedzący wygodnie na laboratoryjnym stoliku - wyrzucił z siebie, ze znudzeniem opierając głowę na rękach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Renji szanuje go”, towarzyszący mu okularnik zauważył, nachylając się delikatnie w stronę kompana. „Poza tym, będzie korzystać z moich mocy, dla własnego dobra powinieneś go jak najszybciej zaakceptować.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No niby taaaak… Ja też powinienem kogoś wybrać”, srebrnowłosy zauważył, zamyślając się; jego bystre, drapieżne oczy omiotły pomieszczenie – i spoczęły na sylwetce skamieniałego Kaidou. Członek Rikkai zamrugał – i po chwili wahania uśmiechnął się leniwie - taksując wzrokiem ciało młodego krzyżowca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kaoru niemal natychmiast pożałował, że pozbawiający przytomności ekstrakt z żuka nie skończył jednak w jego żołądku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido jęknął, uderzając workiem z lodem o swoją obolałą głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To było całkowicie nieprofesjonalne”, Atobe skomentował, zakładając ręce na biodra i posługując się swoim najlepszym, kapitańskim tonem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zawarczał coś niezrozumiałego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie dość, że rozsypałeś książki naszego mechanika, to jeszcze na kilka chwil straciłeś Kamień Sanady ze swoich oczu!”, kapitan powiedział z oburzeniem, całkowicie ignorując jęki obolałego Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Skąd mogłem wiedzieć, że to małe coś będzie się na statku ukrywać? Byłem w pokoju &lt;i&gt;Oshitariego&lt;/i&gt;, wiesz, co może cię kosztować tam chwila nieuwagi?!”, Ryou zawarczał, wskazując na siedzącego w kącie, rozedrganego chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie chciałem nikogo przestraszyć”, Horio powiedział przepraszająco, ściskając w dłoniach swój kubek ciepłej, zaparzonej przez Choutarou herbaty. „Nie wiedziałem, gdzie podziali się Krzyżowcy, szukałem ich wszędzie, i ja- ja- ja- Ja wszedłem do tego &lt;i&gt;pudła&lt;/i&gt; i-”, giermek wyszeptał, najwyraźniej przypominając sobie jakieś niemożliwe do opisania okropieństwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido nigdy wcześniej nie poczuł się z czyimś losem tak bardzo związany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nikt cię nie obwinia”, Ootori zapewnił łagodnym tonem, siadając obok przerażonego, drżącego Horio; stojący obok młodzieńca Gakuto parsknął, kładąc ręce na biodra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A jeśli to szpieg Zakonu Tezuki?”, Mukahi zapytał, rozglądając się po twarzach przyjaciół z załogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Giermek niemal natychmiast wydał z siebie zduszony okrzyk przerażenia. „S-szpieg? To niemożliwe, świętobliwy zakon jest niezdolny do popełnienia takiej niedorzeczności, Tezuka Zrównoważony nakazuje nam zawsze iść ścieżką prawdy i zwycięstwa i-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I tak powstał Chocapic. Serio, stary, możesz już odpuścić?”, Gakuto zapytał beznamiętnie, wpatrując się w niemal płaczącego już Horio. „Ale kiedy to prawda! I jeśli wydaje wam się, że wygracie ze Świętobliwym Echizenem, to bardzo się mylicie! On jest nieśmiertelny!”, chłopiec zapłakał do swojego kubka, wpatrując się we wzdychających ciężko członków Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak, jasne. Bajka dla dzieci”, Mukahi powiedział, wzruszając ramionami. „Nieprawda, wszyscy w Zakonie tak mówią! Nasz przywódca nie zmieniał się od kilku setek lat, zawsze był nim Świętobliwy Echizen!”, Horio wykrzyknął w przypływie desperacji, po czym wbił spojrzenie z powrotem w swoją herbatę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapitan zakasłał znacząco, zbierając uwagę drużyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pomijając sprawę ee, nieśmiertelności Echizena. Najwyraźniej Świętobliwy dzieli się swoimi planami tylko z najwyższymi Krzyżowcami”, Atobe zauważył, wpatrując się w zdenerwowanego giermka, którego Choutarou gładził właśnie uspokajająco po włosach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie widziałeś ostatnio niczego podejrzanego? Jacyś nowi goście w Zakonie?”, Shishido zapytał ze swojego kąta, usiłując usłyszeć własny głos ponad palącym bólem głowy; chłopcu w skupieniu się przeszkadzał też Kamień Sanady – teraz nie opuszczający go na krok i latający tylko po pokoju, w którym akurat przebywał sprzątacz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Horio zamyślił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„N-nie wiem czy powinienem…”, giermek powiedział powoli, rozglądając się po pokoju – i podskoczył,  gdy jego wzrok zwarł się z tym należącym do podejrzanie uśmiechniętego Oshitariego. „T-tak właściwie to akurat ostatnio Zakon odwiedziło kilku specjalnych gości”, Horio przyznał, nie odrywając spojrzenia od wyraźnie zachwyconego czymś Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Jakieś konkretne informacje?”, Atobe zapytał, wypinając dumnie pierś – i najwyraźniej wpadając w rolę głównego przesłuchującego; w odpowiedzi, giermek rycerzy Tezuki zamyślił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Był… Taki niewidomy mężczyzna… I jeden w okularach… Może to gościnny zjazd optyków? Przyjmował ich właśnie Krzyżowiec Inui…”, Horio powiedział ostrożnie, zastanawiając się nad  wszystkimi przekazywanymi informacjami. Po chwili chłopiec uderzył się w czoło, przypominając sobie coś jeszcze. „Och – i jeszcze był z nimi taki srebrnowłosy, dziko wyglądający młodzieniec.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi ożywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och, to pewnie sztukmistrz Niou wraz ze swoim partnerem, mistrzowie przemian wszelakich. Przekazują moc przybrania dowolnej postaci”, Oshitari wymruczał, opierając podbródek na wolnej dłoni; giermek wzruszył ramionami, wodząc wzrokiem od udającego dramatyczne zamyślenie Atobe do pesymistycznie nastawionego Ryou. „Yuushi, nie wiedziałem, że interesujesz się antycznymi legendami”, Gakuto powiedział, przemawiając do mechanika z odrobiną szacunku ukrytą w głosie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari machnął skromnie ręką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach, nie, nie. Po prostu ściągnąłem kiedyś film erotyczny z rolami wzorowanymi na legendzie o Rikkai i właśnie w nim Niou zamienił się w owczarka niemieckiego, po czym-”, Yuushi zaświergotał wesoło - i tylko dzięki wyćwiczonemu refleksowi Shishido zdołał przerwać młodzieńcowi, rycząc &lt;i&gt;„Tu są DZIECI!”&lt;/i&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; W tej samej chwili, Kamień Sanady wystartował – przelatując błyskawicznie do okna i zderzając się po drodze z i tak już obolałą głową Ryou. „Dolecieliśmy gdzieś?”, Atobe zapytał ze zdziwieniem, zaglądając przez szybę na rozgwieżdżony krajobraz odwiedzanej właśnie części kosmosu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jesteśmy przy niewielkiej planecie nie noszącej nazwy”, Mukahi poinformował, zaglądając na wyświetloną przy jego pulpicie mapę okolicy. „Zdaje się, że okoliczni mieszkańcy nazywają ją planetą diabła”, Hiyoshi poinformował, przeglądając bazę danych swojego komputera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe rozpromienił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czas na pozyskanie pierwszego sojusznika!”, Kiego wykrzyknął radośnie, unosząc w górę dłoń  - i w ostatniej chwili z westchnieniem przypominając sobie, że jego zraszacz iskierek jest zepsuty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe z niezadowoleniem odwrócił się w stronę załogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zostawcie Jirou, biedak wczoraj spał tylko osiemnaście godzin, musi tygodniową średnią wyrobić", kapitan oznajmił, po czym odwrócił się w stronę pochylonego nad komputerem mechanika. "Oshitari, pilnujesz statku, zasady te co zawsze - Akutagawa nietykalny, zawartość laptopa dozwolona", Keigo poinstruował - i zasalutowawszy wywracającemu oczami Shishido, gestem nakazał sprzątaczowi zejście ze statku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pechowy młodzieniec skrzywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak znam swoje szczęście, to ten Rikkaiowiec to będzie jakiś pierwotny przodek Oshitariego, który puszczał się z czym wlezie na tym swoim bagnie i rozpuścił zboczone zarazy na cały wszechświat”, Ryou wysyczał jadowicie, łypiąc na całkowicie ignorującego go Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe uśmiechnął się przymilnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Shishido, idziesz &lt;i&gt;przodem&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ku zaskoczeniu Sadaharu, Echizen – na swoje szczęście – zaufał całkowicie radzie Renjiego i wysłał jeden z pobliskich patroli w celu zabrania z Kansai pokonanych rycerzy. Kilka godzin i traum wysłanych zwiadowców później, Fuji wrócił do głównej bazy Zakonu – wściekły, upokorzony i napalony na spotkanie z jedną z figur Tezuki Zrównoważonego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wcześniej jednak, czekało go zdanie raportu niezbyt palącemu się do konwersacji Sadaharu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkaset lat świetlnych dalej, pewien niezadowolony z życia osobnik przystanął przy skalnym uskoku, wysypując z buta potok piasku. „Cholerny klimat”, Shishido warknął, odganiając ręką unoszący się nad nim Kamień Sanady; wszędzie dookoła młodzieńca rozpościerało się nieograniczone przez nic, suche morze pustyni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wolałbyś bagienka z mackami?”, Gakuto zapytał niewinnie, doganiając sprzątacza; tuż za nim maszerował Hiyoshi, Ootori i zasłaniający się parasolką Atobe. „Pospieszmy się, ten klimat nie wpływa dobrze na moją skórę”, kapitan wyrzucił z siebie, spoglądając wymownie na lewitujący w jednym miejscu Kamień Sanady. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, skała podskoczyła dwa razy – i zniknęła za najbliższą wydmą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido warknął swoją własną wersję pochwały i rzucił się pędem w stronę sterty piachu. „Tu jest jakieś wejście… Pewnie prowadzi gdzieś”, Ryou zameldował, gdy tylko wylądował po drugiej stronie wydmy. „Jak na to wpadłeś, Sherlocku?”, Gakuto zapytał ironicznie; chłopiec - ze względu na niski wzrost - niemal tonął w zapadających się, miękkich warstwach piachu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido bez słowa zniknął w przejściu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A więc… Kamień Sanady rzeczywiście dostał się w niepowołane ręce”, Inui powiedział drżącym głosem, wycierając pot z czoła; naukowiec spędził kilka ostatnich chwil na przesłuchiwaniu &lt;i&gt;nieco&lt;/i&gt; rozszalałego Fujiego – niemal doprowadzając swoich gości do całkowitego zwątpienia w „zrównoważenie” Zakonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sadaharu westchnął z ulgą, gdy drzwi za Shusuke zamknęły się; chemik odwrócił się w stronę zdębiałych członków Rikkai – i nieoczekiwanie, uśmiechnął się. „Cóż, tak. Wygląda na to, że czas na naszą kolej”, Inui zwrócił się do gości, klepiąc po plecach stojącego w pobliżu, zaskoczonego asystenta. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niou natychmiast wyrwał się z szoku wywołanego kontaktem z Fujim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To nie jest zabawa - jeśli skorzystacie z siły i przypuścicie atak swoimi oddziałami, Kamień Sanady może przepaść na wieki. On &lt;i&gt;nie jest&lt;/i&gt; niezniszczalny”, srebrnowłosy młodzieniec przypomniał, zwężając swoje oczy w szparki; siedzący obok niego Renji pokiwał głową, przyznając członkowi Rikkai rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inui uśmiechnął się jeszcze szerzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dlaczego mielibyśmy korzystać z siły? Moje wybitne zdolności planowania i analizy przeciwnika pozwolą mi - oraz mojemu asystentowi - na odzyskanie Kamienia bez zwracania na siebie uwagi Imperial Presence. „Po co uciekać się do brutalnej siły, skoro można zakraść się od tyłu”, jak głosi pewne kansaiskie przysłowie", Sadaharu oznajmił z wyraźnym zadowoleniem - i ku jeszcze większemu przerażeniu stojącego obok pomocnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Masaharu splótł ręce na piersi. „Jak zamierzacie ich namierzyć? Fuji nie jest z nimi, więc Renji nie może wykryć miejsca ich pobytu”, Niou przypomniał, wymieniając spojrzenia ze swoim partnerem; młodzieniec zaczynał już żałować, że wybrali dwójkę naukowców jako przedstawicieli swoich mocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sadaharu podniósł z dumą głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Spodziewałem się, że coś może pójść nie tak – więc wysłałem jednego z naszych giermków wraz z drużyną Fujiego. Każdego z nich w ramach rytuału inicjacji poję swoim specjalnym napojem”, Inui powiedział z błyskiem w oku, wskazując na nieprzyjemnie wyglądający baniak z cieczą, stojący w kącie laboratorium.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zapewniam, że nie chcecie znać dokładnego działania tego napoju – ale dzięki jego mocy mogę namierzyć dowolną osobę, która kiedykolwiek go wypiła i przeżyła”, Sadaharu zapewnił, zacierając radośnie ręce i wpatrując się z matczyną czułością w olbrzymią szklaną butlę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inui odwrócił się w stronę unoszącego z powątpiewaniem brew Niou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oczywiście, sama misja odzyskania kamienia… Nie obejdzie się bez udziału waszych cudownych umiejętności.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zmarszczył brwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Myślicie, że to to?”, Ryou zapytał - wskazując palcem na wielką, rzeźbioną ścianę, na którą drużyna natknęła się w trakcie marszu przez korytarze. Na jej powierzchni wykuto sceny przedstawiające potężne, ziejące ogniem kreatury – kłaniające się tajemniczej, mrocznej postaci, u której boku lewitował niewielki kamyk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To było pytanie? Czyżby intuicja cię zawodziła, Sherlocku?”, Gakuto zapytał z przekąsem, dziabiąc ścianę wyprostowanym palcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi jęknął, gdy lewitujący do tej pory Kamień Sanady przeleciał koło jego ucha – i z delikatnym &lt;i&gt;stuk puk&lt;/i&gt; uderzył o jedną z rzeźb. Niemal w tej samej chwili, cała grota zadrżała – i ściana odsunęła się, ukazując wnękę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W której najwyraźniej ktoś spał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe wyprostował się z dumą. „Oto i dokonujemy odkrycia na miarę wszechczasów!”, Keigo wyrecytował, spoglądając z zaciekawieniem na okrytą mrokiem, nieruchomą sylwetkę. „To to żyje?”, Gakuto zapytał, podchodząc bliżej postaci – i po chwili wahania, dziabnął ją kilkoma palcami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zero reakcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Może przeterminowany?”, Mukahi zapytał, zwracając się w kierunku reszty drużyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łowcy nagród wydali z siebie okrzyki przerażenia, gdy w chwilę potem, drapieżne oczy zabłysły w mroku; tylko szybki refleks Gakuto uratował go od pochwycenia przez demoniczną postać, która niemal natychmiast wyłoniła się z wnęki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Załoga odsunęła się zgodnie, wpatrując w jaśniejące w cieniach, kocie źrenice; tajemnicza postać zrobiła krok do przodu - i nabrawszy z głośnym świstem powietrza, rzuciła się w stronę oświetlonej przez szpary w stropie części groty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drużyna zamarła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To ma być ktoś z &lt;i&gt;Rikkai&lt;/i&gt;?”, Hiyoshi zapytał, przekrzywiając głowę i spoglądając na równie zaskoczonego Gakuto. „Może wybrakowany?”, Mukahi zagadnął, zwracając się do nieco zawiedzionego Atobe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnicza postać wyprostowała się i przeciągnęła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Siema, Akaya jestem. Nazywają mnie &lt;i&gt;diabłem z Rikkai&lt;/i&gt;”, demon powiedział z dumą, wypinając pierś i szczerząc zęby w śnieżnobiałym uśmiechu. Młodzieniec był chudy i dość niski – jego świecące w ciemności oczy zgasły wraz z wyjściem na światło, czyniąc go o wiele mniej przerażającym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido uniósł brew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie jesteś trochę tak jakby mało imponujący?”, Ryou zapytał – niemal natychmiast obrywając łokciem od zawsze czujnego Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akaya oburzył się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ja mało imponujący? Powinieneś wiedzieć, że jestem członkiem Rikkai najwyższej klasy – ten, może i jestem młody, ale moje umiejętności są nie do zastąpienia!”, chłopiec zaperzył się, tupnął nogą, po czym splótł ręce na piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Umiejętności?”, Mukahi zapytał, zainteresowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akaya ożywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Moje umiejętności są totalnie wyjątkowe. Nigdzie takich nie znajdziesz. Potrafię uczynić zdolności, z którymi dana osoba radzi sobie najlepiej, najwspanialszymi na świecie! Ale - mam pewne reguły!”, młodzieniec oznajmił, przekładając ręce na biodra i uśmiechając się z zadowoleniem wypisanym na twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Po pierwsze, pewnie będę wam służył wiernie i inne takie tam, skoro już macie z sobą ten Kamień Sanady – inaczej Sanada mnie znów pobije, albo coś gorszego – ale nie jestem waszym chłopcem na posyłki!”, Akaya oznajmił, zbliżając się w stronę Shishido – a następnie dzubiąc go w pierś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naturalny system obrony przed osobami innymi niż Choutarou sprawił, że Ryou automatycznie zjeżył się. „My na pewno go chcemy?”, sprzątacz warknął, zwracając się do Atobe, który z kolei wzruszył ramionami. „Każda pomoc się przyda. Poza tym, zatrudniłem Hiyoshiego wiedząc, że chce on przejąć władzę nad światem, taki demon to nic wielkiego?”, Keigo zaargumentował – i Wakashi skrzywił się automatycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kirihara nie zwrócił najmniejszej uwagi na dyskusję załogi Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Moje błogosławieństwo jest jednorazowe – i sam zamierzam wybrać sobie osobę, którą obdarzę swoimi wyjątkowymi zdolnościami!”, Akaya powiadomił, wyrzucając w górę ręce i ciesząc się z zainteresowania, jakim obdarzyli go członkowie załogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido przestąpił nerwowo z nogi na nogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie masz do siebie dołączonej jakiejś instrukcji obsługi, będzie szybciej?”, Ryou warknął, spoglądając przez ramię na wejście do groty; sprzątacz niemal podskoczył, gdy Akaya wydał z siebie oburzony syk, najwyraźniej skierowany w stronę jego skromnej osoby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapitan Imperial Presence zakaszlał znacząco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nasz drogi przynieś-podaj-pozamiataj ma niestety rację, jakkolwiek nieprzyjemnie jest mi to przyznać”, Atobe wyrecytował, kłaniając się z szacunkiem w stronę unoszącego brew członka Rikkai. „Chociaż twe przemówienie zawiera niezbadane prawdy kosmosu, poszukiwane przez tysiące, to jednakowoż-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak tak właśnie, możemy się już zbierać? Tak się składa, że parę przeciwników siedzi nam na ogonie”, Gakuto przerwał, splatając ręce na piersi i zerkając w stronę niezadowolonego z rozwoju zdarzeń Akayi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Członek Rikkai tupnął nogą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jestem duszą uwolnioną po milionach lat uwięzienia. Każdy scenariusz komiksu, filmu czy sztuki dałby mi możliwość zrobienia przemówienia!”, Akaya warknął, po czym wygiął wargi w podkówkę i ponownie buntowniczo splótł ręce na piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nasze życia są w niebezpieczeństwie, nie mamy na to czasu”, Choutarou wytłumaczył cierpliwie – na co diabeł z Rikkai parsknął jedynie. „Nie szkodzi, jedyne osoby, które mogą wam zaszkodzić, gdy jesteście &lt;i&gt;ze mną&lt;/i&gt;, to inni członkowie mojego klanu!”, Akaya wykrzyknął, wypinając dumnie pierś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No tak się jakoś składa, że Zakon Tezuki chyba ma ich trzech”, Gakuto zauważył z przekąsem, wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z Hiyoshim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akaya zamrugał ze zdziwienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tezuka? Ten nudziarz od dinozaurów? Mamy jakąś ich plagę czy jak, że mu zakon powołali?”, diabeł z Rikkai zapytał, wpatrując się w reakcje reszty załogi. „Znałeś go?”, Atobe zapytał, szczerze zaskoczony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akaya machnął ręką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie bezpośrednio, słyszałem do Maruiego, co to przywlekł się tu z Jackalem i postanowił mnie podręczyć – tuż po tym, jak Zrównoważony ich uwolnił”, diabeł z Rikkai mruknął, wykrzywiając z niechęcią wargi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Myślałem, że tylko osoby mające Kamień mogą cię odnaleźć”, Ryou zauważył trafnie, spoglądając z powątpiewaniem na Akayę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Diabeł pokręcił głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiesz, to jest raczej tak, że Kamień jest natchnięty osobowością Konomiego i tak jakby udziela jej osobom, które go posiadają. Jak jeszcze wszyscy byliśmy razem, to Sanada się nim opiekował – i tak często walił Jackala po twarzy, że trochę się tego konomiostwa na niego przeniosło”, Kirihara wytłumaczył, wzruszając ramionami. „Innymi słowy, mógłby nas też znaleźć ktoś równie świrnięty jak stwórca Konomi. Ale to raczej niemożliwe, nie? Z naszej wolnej szóstki tylko Jackal ma troszeczkę do niego blisko, chociaż wydaje się normalny”, diabeł wymruczał, machając zbywająco ręką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zamrugał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zaraz, czyli wolnych jest was teraz… Sześciu?”, Ryou zapytał – i Akaya po chwili namysłu kiwnął głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto rozpromienił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak zapytałem wcześniej Yuushiego o ten film erot- znaczy, dokumentalny, to mówił, że łącznie jest was ośmiu- przy czym Sanada zawsze tkwi przy Yukimurze”, Mukahi stwierdził, spoglądając pytająco w stronę demona – i Akaya przytaknął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czyli teraz Kamień wskaże nam miejsce pobytu mistrza z Rikkai!”, Shishido wykrzyknął, spoglądając z radością na zadowolonego z rozwoju wydarzeń Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akaya wywiesił sprzątaczowi język. „&lt;i&gt;Najpierw&lt;/i&gt; to wy wysłuchacie mojego przemówienia, trochę czasu miałem, to go sobie ułożyłem”, diabeł z Rikkai powiedział z dumą, przybierając dostojną pozę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou bez słowa zwiesił głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niewielki statek – noszący barwy Tezuki Zrównoważonego i ozdobiony jego pozbawioną wyrazu twarzą – wylądował na pustynnej planecie. Po chwili, drzwi do okrętu otworzyły się, ukazując dwójkę ubranych w stroje zakonu mężczyzn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden z nich – noszący bandanę – rozglądnął się nerwowo po otaczającej go pustyni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jesteś pewien, że to dobry pomysł, Inui-senpai?”, asystent zapytał, spoglądając na wyraźnie zadowolonego z rozwoju wydarzeń naukowca. „Oczywiście”, Sadaharu odparł pewnie, wyciągając z kieszeni niewielką lornetkę; po chwili spędzonej na zmianach ustawień przyrządu, przyłożył go do oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kaoru przełknął ślinę, gdy jego przełożony zaczął rozglądać się po okolicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Denerwujesz się połączeniem z Niou? Nie bój się, umiejętności Rikkai mają atest samego Konomiego”, Inui przypomniał – i po chwili wydał z siebie głośny okrzyk „mam was!”, gdy jego oczy spoczęły na ukrytym wśród wydm Imperial Presence. „Właśnie tego się boję”, Kaidou powiedział, przełykając głośno ślinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi naukowiec najwyraźniej nie podzielał obaw swojego asystenta. „Rury wentylacyjne mają połączenie z przejściem na zewnątrz, musimy przemknąć się w czasie, gdy będą otwierać drzwi… Kaidou, nie trzęś się. Potraktuj to jako jeden z moich eksperymentów”, Sadaharu polecił, chowając lornetkę do przypiętej do pasa torby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy to znaczy, że mam się zacząć chować?”, Kaoru zapytał z nadzieją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W odpowiedzi, Inui jedynie zaśmiał się złowieszczo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:16535</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/16535.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=16535"/>
    <title>[Tenipuri] Potyseja kosmiczna – Episode two: Atak KUIonów [2/2]</title>
    <published>2009-11-17T19:27:08Z</published>
    <updated>2009-11-17T20:13:33Z</updated>
    <category term="potyseja"/>
    <category term="crack"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Potyseja kosmiczna – Episode two: Atak KUIonów (2/2)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;PG &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 11 135 &lt;i&gt;cockin’ words gaiz&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Warnings:&lt;/b&gt; … Crack. Dosłownie i w przenośni. Plus massive nabijanie się z Tezuki i Seigaku i wszystkiego co jest w Pocie i ma dwie nogi.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; ... Kinda InuKai-ish.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Universe:&lt;/b&gt; ... Universe universe!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Multichapterowiec :D! Part 2/3.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Godzinę i parę barwnych przemówień później, Shishido postawił nogę na schodkach prowadzących na statek; gdzieś za nim wlekła się reszta drużyny, prowadząca ze sobą trajkocącego o swoich umiejętnościach Kiriharę. Pechowy młodzieniec, zajęty planowaniem jadłospisu - i wymyślaniem barwnych przezwisk dla Gakuto, Yuushiego oraz Akayi - nie zwracał uwagi na otoczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co w przypadku Shishido nie mogło skończyć się dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zderzył się z framugą drzwi, gdy tylko coś zachrobotało nieoczekiwanie tuż obok jego nóg; chłopiec ryknął z bólu – niemal spadając przy okazji ze schodów. "Mukahi znów wypuścił karaluchy?", Ryou warknął do siebie, rozglądając się uważnie po pustej przestrzeni dookoła swoich stóp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec jęknął, gdy znajomo wyglądający but zderzył się z jego kolanem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jedyny karaluch, jakiego w życiu wpuściłem na statek, to ty - gdy zapomniałeś kluczy", wyrzucił z siebie stojący za sprzątaczem, oburzony Gakuto. "Ja nie zapomniałem kluczy, to ty mi je podwędziłeś", Ryou odparł z wściekłością, chwytając się za obolałe kolano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi zatrzepotał rzęsami. "Ze skargami to do najbliższej świątyni Konomiego, nie ja cię podatnym na prześladowania stworzyłem", Gakuto odparł uprzejmie, nachylając się nad czerwonym ze złości sprzątaczem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido bez słowa wspiął się na pokład Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znajdujący się niedaleko Kaoru wciąż przejawiał &lt;i&gt;pewne&lt;/i&gt; oznaki zdenerwowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy to na pewno dobry pomysł?”, Kaidou zapytał po raz setny, wpatrując się z lekkim przerażeniem w ciemność rozpościerającą się przed jego oczami. „Oczywiście. Jesteśmy KUI-onami. Jesteśmy potężni. Musimy przeprowadzić ten atak”, Inui odparł – po czym bez słowa wskoczył w mrok przed sobą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Asystent naukowca przełknął ślinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chyba wolałem już tamtą grę w wytrzymałość z yakiniku”, Kaoru wyszeptał – po czym po chwili wahania, podążył za swoim mentorem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido – po wprowadzeniu Akayi do jednego z pomieszczeń na statku i wypiciu kilku filiżanek melisy - wolnym krokiem wszedł na mostek Imperial Presence. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Aww, nowiuteńki słodziutki pornuś”, Yuushi zaświergotał, kręcąc się z ekscytacji przed ekranem pokładowego komputera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido szybkim krokiem wyszedł z mostku Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy okazji zderzając się z usiłującym go wyminąć Gakuto; chłopcy zaklęli zgodnie w tym samym momencie, odsuwając się od siebie ze wstrętem. „Nie masz czegoś lepszego do roboty, niż kręcenie się po statku?”, Ryou warknął, rozmasowując ostrożnie obolałe ramię w miejscu, w którym uderzyło go czoło Mukahiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chciałem zrobić sobie przerwę w miłym towarzystwie, ale właśnie mi się przypomniało, że na pokładzie go nie ma”, Gakuto odciął się, splatając buntowniczo ręce na piersi – i wskazując głową na pokój, w którym Ryou usytuował Akayę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A co, coś nie tak?”, Shishido zapytał – choć miał niejasne przeczucie, że zna już odpowiedź („&lt;i&gt;Prawdziwy ze mnie Sherlock Holmes&lt;/i&gt;!”).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto kiwnął głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak – już nie wyrabiam, ten diabeł jest &lt;i&gt;piekielnie&lt;/i&gt; uparty”, Mukahi westchnął przeciągle, łypiąc kątem oka na zamknięte drzwi pobliskiego pokoju. „Ha ha ha, bardzo śmieszne, znów naoglądałeś się ‘The Davide Show’?”, Shishido warknął, rozmasowując powoli obolałe ramię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto parsknął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie mogę go oglądać, za każdym razem gdy leci, przełączasz na ten cholerny serial o rosomakach i owieczkach”, Mukahi przypomniał - łypiąc na czerwieniącego się delikatnie Ryou – który w tej samej chwili uznał, że z dwojga złego, lepszy diabeł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido warknął coś niezrozumiałego, po czym otworzył drzwi prowadzące do pokoju gościnnego; w normalnych warunkach, zapewne skrzywiłby się na widok zachwyconego Akayi – gdyby nie fakt, że utrzymywał ten wyraz twarzy już od dobrych kilku minut.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kirihara – całkowicie nieświadomy obecności nowych członków załogi – stał przed stertą prowizorycznie rozłożonych poduszek. „Ja chcę to”, Akaya wyszeptał z błyszczącymi oczami, wskazując palcem na śpiącego w kącie Jirou. „Tego nie możesz, susły są pod ochroną”, Gakuto powiedział z głębokim westchnieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zamrugał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„On tak od dobrych piętnastu minut”, Mukahi wytłumaczył, wzruszając ramionami – i wskazując leniwym machnięciem dłoni na zdruzgotanego kapitana Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Duma Atobe najwyraźniej przeżywała katusze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zapewniam, że moja osoba będzie bardziej odpowiednia do uzyskania błogosławieństwa Rikkai”, kapitan powtórzył po raz setny, wskazując na swój nienaganny strój i zadbaną fryzurę; Kirihara nawet nie zaszczycił go spojrzeniem – skupiając pełnię swojej uwagi na postaci Akutagawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keigo zakasłał znacząco. „Pochodzę z rodziny szlacheckiej z tradycjami, uważam, że w legendach moje imię będzie prezentować się najpiękniej”, Atobe powiedział, wypinając dumnie pierś – i zerkając na rozmarzonego Kiriharę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Diabeł z Rikkai powoli odwrócił głowę w stronę przemawiającego kapitana, po czym zmierzył go uważnym spojrzeniem. „Końcówki włosów ci się rozdwajają”, Kirihara powiedział poważnym tonem – i zdruzgotany Atobe złapał się za serce – po czym pognał w stronę najbliższego lustra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Załoga Imperial Presence spojrzała na diabła z podziwem – którego uwaga wróciła już do śpiącego Akutagawy. „A kim on w ogóle jest?”, Akaya zapytał, wpatrując się z bliskiej odległości w kosmyki otulające niemal dziecięcą twarz Jirou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„On jest postrzelony”, Gakuto wyjaśnił uprzejmie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jest naszym &lt;i&gt;strzelcem&lt;/i&gt;”, Atobe poprawił, spoglądając karcącym wzrokiem w stronę szczerzącego zęby Mukahiego – po czym z załamaną miną wrócił do przeglądania stanu swoich włosów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy Kirihary rozjaśniły się. „Pomyślcie tylko, z moim błogosławieństwem jego umiejętność strzelania stałaby się niepokonana”, Akaya zachęcił, zacierając ręce i zerkając niecierpliwie w stronę śpiącego Jirou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wakashi po chwili namysłu kiwnął głową. „Coś w tym jest, kapitan mógłby co najwyżej jaśniej iskierkować”, Hiyoshi skomentował – uzyskując pełne wyższości spojrzenie ze strony Atobe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido podrapał się po głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To w sumie nie jest głupie. Potrzebujemy kogoś o nieprzeciętnych umiejętnościach bojowych – a Jirou przecież i tak budzi się, gdy tylko jest jakaś akcja”, Ryou przypomniał, zerkając na twarze pozostałych członków załogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Choć ciężko mi to przechodzi przez gardło… No cóż, Shishido &lt;i&gt;ma&lt;/i&gt; rację”, Mukahi dodał – i Atobe z westchnieniem rezygnacji machnął ręką. „Skoro w umowie masz, że to ty wybierasz… To go sobie bierz”, Keigo powiedział dramatycznie, odrzucając na bok głowę i wzdychając przeciągle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachwycony Kirihara powstał z przysiadu, ukłonił się – po czym pstryknął palcami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Załoga wlepiła wzrok w zachwyconego z siebie diabła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I co, już?”, Mukahi zapytał po chwili spędzonej w ciszy – i Akaya energicznie pokiwał głową. „No cóż, jaki sztukmistrz, tak widowiskowe efekty”, Hiyoshi powiedział z westchnieniem – i Kirihara zjeżył się, urażony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To co, wypróbowujemy go?”, Atobe zaproponował – i gdy reszta załogi pokiwała głowami, zachwycona,  Keigo podszedł do śpiącego Akutagawy. „Jirou, wstawaj, mamy gości!”, kapitan wykrzyknął wprost do ucha śpiącego chłopca; Akutagawa powoli otworzył oczy, zamrugał – i z pomocą kapitana, przeszedł do pozycji siedzącej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tylko po to, by chwilę potem bez słowa opaść na poduszki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po komnacie rozniosło się głośne chrapanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jirou? Jirou! Wrogowie, wstawaj!”, kapitan wykrzyknął, potrząsając chłopcem energicznie; śpiący młodzieniec po chwili otworzył oczy – tylko po to, by sekundę potem je zamknąć. Zaskoczony Atobe wypróbował jeszcze kilka znanych sobie sposobów na obudzenie młodzieńca („Obiad!”, „Pali się!” i „Bierz go!”).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żaden nie przyniósł efektu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hiyoshi podskoczył w stronę skamieniałego Akayi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zaraz, mówiłeś, że twoja zdolność co robi?”, Wakashi zapytał, potrząsając nieco przerażonym Kiriharą – który przełknął głośno ślinę, spoglądając na resztę załogi. „No, bierze umiejętności, w których jesteś dobry, i uh, poprawia je tak, że jesteś w nich mister universe?”, Akaya powiedział – i ponownie zerknął w stronę skamieniałej drużyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Diabeł z Rikkai odskoczył na drugą stronę pomieszczenia. „Skąd miałem wiedzieć, że jego najwspanialszą umiejętnością jest też spanie, a nie tylko strzelanie?!”, Kirihara zapytał z lekkim przerażeniem w głosie, zasłaniając się rękoma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zawarczał głośno. „Wiedziałem. Cyrografy z diabłem, zawsze wychodzisz na nich poszkodowany!”, Shishido ryknął, wskazując oskarżająco palcem na lewitujący obok siebie Kamień Sanady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe – jak zrobiłby każdy rozsądny kapitan na jego miejscu – zaczął panikować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To koniec, koniec, dorwą nas, koniec naszej załogi, naszego życia i naszych marzeń o fioletowym statku!”, Keigo wykrzyknął, rzucając się w stronę całkowicie niewinnego Ryou; Atobe uwiesił się na jego ramieniu, szarpiąc chłopcem niczym szmacianą lalką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Whoa, spokojnie. Potrzebujemy po prostu czegoś, co utrzyma go w stanie rozbudzenia”, Hiyoshi zasugerował – i niemal natychmiast, drzwi do pokoju otworzyły się – ukazując nagle zainteresowanego rozwojem sytuacji Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciśnienie Ryou podskoczyło o kilka stopni. „Po moim trupie”, Shishido warknął - łypiąc wrogo w stronę nieco zawiedzionego Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto podniósł rękę w górę. „Proponuję najtańsze i najlepsze rozwiązanie - czyli pojenie go sprawdzoną, dobrą, czarną kawą”, Mukahi powiedział – i reszta drużyny spojrzała na niego z zainteresowaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomijając coraz bardziej roztrzęsionego Ryou. „Na ten przypadek przydałyby się jej gigantyczne ilości, a ja tego parzyć nie zamierzam”, Shishido oznajmił twardo, wyrywając się w końcu łkającemu cicho Atobe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na te słowa, Oshitari wyprostował się. „Mógłbym skonstruować maszynkę do kawy”, Yuushi zasugerował, spoglądając w stronę uspokajającego się powoli kapitana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Parzącą kawę zaspanym i parzącą &lt;i&gt;się&lt;/i&gt; z zaspanym?”, Mukahi zapytał, wyraźnie rozbawiony – i Choutarou automatycznie położył rękę na ramieniu wściekłego Ryou, powstrzymując go od szarży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To jest &lt;i&gt;genialny&lt;/i&gt; pomysł”, Atobe wyszeptał, zbliżając się w stronę zachwyconego uwagą Oshitariego; sprzątacz spojrzał z niedowierzaniem na kapitana, który poklepał z dumą ramię mechanika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keigo pokiwał głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Możesz wziąć Shishido do pomocy”, Atobe zaproponował miłosiernie – i twarz Mukahiego natychmiast rozpromieniła się. „To ja też idę!”, Gakuto wykrzyknął szybko – wpatrując się z wilczym uśmiechem w stronę zdruzgotanego Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dlaczego ja?!”, Shishido ryknął, wymachując rękami – mimo usilnych ponagleń o zachowanie spokoju ze strony zdesperowanego Choutarou. „Bo tylko ty umiesz na statku parzyć kawę”, Atobe zauważył – po czym nie zastanawiając się długo nad swoimi słowami, wypchnął Shishido przez drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka pomieszczeń dalej, mała krata wentylacyjna – umieszczona tuż nad umywalką – zadrżała, poruszona od wewnątrz. Kilka chwil później, po pomieszczeniu poniósł się syk kwasu przeżerającego się przez metal – i dźwięk stali uderzającej o kafelki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z otwartego przejścia wentylacyjnego wyłoniła się głowa małej, czarnej wiewiórki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Plan znasz, w pobliżu powinna być mała stacyjka kontroli elektryczności… Włamujemy się do niej i przejmujemy kontrolę nad drzwiami w statku”, zwierzątko zatrajkotało ludzkim głosem – zwracając się do swojego kompana o rudej sierści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„T-tak, Inui-senpai”, druga wiewiórka potwierdziła, rozglądając się ostrożnie po łazience.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sadaharu westchnął przeciągle. „Nie ‘Inui-senpai’- jesteśmy tutaj incognito. Posługuj się kryptonimami”, naukowiec przypomniał - opierając wyposażone w pazury palce o brzeg znajdującego się tuż pod szybem lustra. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak jest, Wie-wiórze”, Kaoru potwierdził, czując się jednocześnie bardzo, bardzo głupio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co w jego aktualnej formie było całkowicie zrozumiałe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Z silniejszym akcentem na &lt;i&gt;wie&lt;/i&gt;, Puszysta-kito”, Inui polecił, zeskakując z lustra na umywalkę, a z tej – na wyłożoną kafelkami podłogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kaoru westchnął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wciąż nie rozumiem, dlaczego właśnie Puszysta-kito”, ruda wiewiórka zatrajkotała, ześlizgując się po powierzchni lustra i zgrabnie lądując na wszystkich czterech łapkach. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inui uśmiechnął się złowieszczo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Postaram się, żebyś wkrótce zrozumiał.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido nigdy nie czuł się komfortowo w pomieszczeniach należących do Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A już w szczególności, gdy Yuushi przebywał w nich razem z nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To miejsce jest przerażające”, Ryou wyszeptał, wpatrując się w otaczające go sprzęty i przedmioty niewiadomego pochodzenia; nawet towarzyszący chłopcu Kamień Sanady zdawał się być znacznie mniej… Energiczny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący obok Gakuto zachichotał, kończąc podziwianie planów rozłożonych na jednym ze stolików. „Jesteśmy w warsztacie Yuushiego, czego się spodziewałeś”, Mukahi zapytał niewinnie - zerkając jednocześnie na spawającego coś z zachwytem Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mniejszej ilości walających się wszędzie seksualnych gadżetów”, Shishido odparł zgodnie z prawdą – usilnie starając się nie myśleć nad zastosowaniem przypominającej nocnik popielniczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Hej, Yuushi, dokąd prowadzą te drzwi?”, Gakuto zapytał, całkowicie ignorując zrzędzenie Ryou – i wskazując palcem na niewielkie wrota w głębi sali. „Magazynek. Zazwyczaj zamykam w nim roboty, które wychodzą mi zbyt energiczne i czekam, aż im bateria siądzie”, Oshitari zaświergotał – i Shishido poczuł, że robi mu się niedobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście dla chłopca, w tej samej chwili mechanik wyłączył spawacz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Gotowe!”, Yuushi zaświergotał wesoło, po czym zdjął gogle z twarzy i odłożył trzymany palnik; gdy iskry otaczające urządzenie opadły, oczom  towarzyszy Oshitariego ukazała się mała, niepozorna maszynka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypominająca &lt;i&gt;penis &lt;/i&gt;maszynka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"To na pewno będzie dobrze działać?", Ryou zapytał z wyraźnym powątpiewaniem, gdy urządzenie z głośnym &lt;i&gt;zgrzyt&lt;/i&gt; podskoczyło na blacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi wypiął dumnie pierś. "Oczywiście, że będzie działać, wmontowałem w niego silniczek z markowego wibratora", Oshitari wymruczał z zadowoleniem - po czym rzucił czułe spojrzenie w stronę własnoręcznie zbudowanej maszynki do kawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie ma to jak dobra kawka z mleczkiem", Gakuto skomentował niewinnie, kiwiąc się na czubkach swoich stóp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poziom zdenerwowania sprzątacza osiągnął maksimum. "Masz", Ryou warknął, wyciągając w stronę Yuushiego słoiczek z kawą; mechanik odebrał go od młodzieńca, po czym odwrócił się z niepokojącym wyrazem twarzy w stronę swojego dzieła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednocześnie, Shishido zaczął powoli wycofywać się w stronę wyjścia z warsztatu. "A degustacja?", Mukahi zapytał z wyraźnym zachwytem, wpatrując się w podpinającego słoiczek Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou bez słowa ruszył w stronę automatycznie otwierających się drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Metalowa płyta zasłaniająca przejście na korytarz nie ruszyła się jednak z miejsca. „To nie jest śmieszne”, Shishido warknął, zatrzymując się w pół kroku i wskazując palcem na zamknięte drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oczywiście że nie jest śmieszne, rzekłbym raczej, że dostojnie erotyczne”, Oshitari wymruczał, wciąż wpatrując się z czułością w swoje dzieło – które zaparzyło właśnie pierwszy kubek z kawą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zamrugał. „Zaraz, nie przestawiałeś niczego w tych drzwiach?”, pechowy młodzieniec zapytał – i Yuushi spojrzał na niego z zaskoczeniem, zapominając o świeżym naparze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Są zawsze podłączone do prądu. Nie zamykam ich nawet, gdy wypróbowuję swoje nowe wynalazki”, Oshitari powiedział zgodnie z prawdą – co z jakiegoś względu podniosło ciśnienie Shishido jeszcze bardziej – i powstawszy z krzesła, podszedł powoli do drzwi warsztatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi odłożył oglądany właśnie pejcz i zaglądnął z zaciekawieniem przez ramię przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zablokowane… Coś odcięło dopływ prądu”, mechanik stwierdził po chwili, wprowadzając coś do znajdującego się obok wyjścia, miniaturowego komputera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou podskoczył. „Zaraz, Choutarou jest gdzieś &lt;i&gt;tam&lt;/i&gt;, a ja jestem uwięziony &lt;i&gt;tu&lt;/i&gt;… Z wami?!”, Shishido wykrzyknął, wbijając oskarżycielsko palec w stronę Oshitariego i wzruszającego ramionami Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mechanik Imperial Presence westchnął przeciągle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mam ze sobą kartę dostępu, mogę przestawić je na awaryjne zasilanie, ale… To dziwne. System zabezpieczeń podaje, że żadne z drzwi na Imperial Presence nie działają tak, jak powinny”, Yuushi mruknął, odczytując wyświetlające się na ekranie dane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi i Shishido wymienili zaskoczone spojrzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Atobe i reszta wciąż znajduje się w pokoju gościnnym… Też jest zamknięty. Żeby przeprogramować ich drzwi, musiałbym uzyskać dostęp do znajdującej się obok nich konsoli”, Oshitari poinformował, odwracając się w stronę dwójki pozostałych łowców nagród.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zatupał nogą. „No to na co czekasz, otwieraj - kto wie, co Atobe może bez dostępu do swoich zraszaczy iskierek zrobić”, Shishido polecił – i Oshitari natychmiast przystąpił do pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wiewiórczym pysku Inuiego pojawił się uśmiech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To powinno unieruchomić ich w różnych pomieszczeniach na statku”, naukowiec powiedział, wpatrując się z dumą w stertę przegryzionych kabli, wypełniających skrzynkę zasilającą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co teraz, Wie-wiórze?”, Kaidou zapytał, gdy Inui zeskoczył na ziemię i podreptał w stronę czekającego na niego asystenta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Teraz zabieramy się za poszukiwania Kamienia Sanady, oczywiście. Będziemy włamywać się po do każdego pomieszczenia, likwidować znajdujących się w nich łowców nagród – aż dostaniemy do łapek nasz głaz. Zaczniemy od wejść na statek”, Sadaharu wytłumaczył, wskazując  pazurem na przejście na korytarz. „Nie mielibyśmy szans w walce z całą załogą, ale jeśli będziemy napotykać ich w małych grupkach… Cóż, czeka ich spotkanie ze stwórcą”, naukowiec mruknął, zacierając łapki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tylko żeby Konomi ich nagle nie przywrócił do gry, on lubi takie numery”, Kaidou mruknął – co zachwycony akcją Inui puścił mimo uszu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Gotowe”, Oshitari zaświergotał – i drzwi prowadzące z warsztatu na korytarz otworzyły się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido i Mukahi nie ruszyli się na krok – wlepiając oczy w wyjątkowo zadowolonego z siebie mechanika. „To było… Er, interesujące hasło do systemu”, Gakuto powiedział – i Yuushi uśmiechnął się wdzięcznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido otrząsnął się z szoku, gdy coś zwróciło jego uwagę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Słyszeliście to?', Ryou zapytał, gestem nakazując pozostałej dwójce łowców milczenie; po chwili, do uszu podróżników dotarł cichy dźwięk chrobotania. "Szczury?", Shishido zapytał szeptem, zwracając się do swoich kompanów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"O rany, mogłeś uprzedzić, że zapraszasz rodzinę", Gakuto powiedział jadowicie uprzejmym tonem - i sprzątacz z trudem powstrzymał się od przyłożenia mu pięścią w nos. "Jakie aktywne, może mają okres godowy?", Oshitari zasugerował tonem znawcy, wsłuchując się w tajemnicze dźwięki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie sądzę, by cokolwiek miało jeszcze odwagę przeprowadzać gody na statku skażonym twoją obecnością", Ryou wyrzucił z siebie, przykładając ucho do ściany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto splótł ręce na piersi. "Może te szkodniki przegryzły się przez jakieś kable i dlatego drzwi się zatrzasnęły?", Mukahi zapytał, zwracając się do rozmyślającego nad szczurzą anatomią Oshitariego. "To możliwe", Yuushi przytaknął, spoglądając na wyświetlacz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido natychmiast wyprostował się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"No to na co czekamy, trzeba to sprawdzić, żaden gryzoń Choutarou mi w jednym miejscu pętać nie będzie", Ryou warknął z determinacją, poprawiając bojowo swoją nieodłączną czapkę. "Aww, szczurzy bondage", Oshitari zaświergotał po przepuszczeniu wypowiedzi sprzątacza przez swój wewnętrzny, erotyczny translator.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doświadczony przez los Shishido bez słowa wyszedł z pokoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe kopnął drzwi prowadzące na zewnątrz pokoju gościnnego; stalowa płyta nawet nie drgnęła – w przeciwieństwie do nogi kapitana, którą przeszył ból.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keigo syknął, odskakując w tył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„My… Naprawdę jesteśmy uwięzieni?”, Choutarou zapytał z przerażeniem, wpatrując się w rozmasowującego stopę kapitana. Siedzący obok młodzieńca Hiyoshi westchnął, opierając głowę na ręce i zerkając w stronę błogo rozłożonego na ziemi Akayi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe natychmiast wyprostował się, zapominając o obolałej nodze. „Pamiętaj o mocy ukrytej w Jirou – mamy w swoich rękach broń ostateczną! Przy jego pomocy przebijemy się na korytarz”, Keigo wykrzyknął z dumą, gestem nakazując Ootoriemu przyprowadzenie chłopca do drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pilot przełknął ślinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kapitanie, melduję, że nasza broń ostateczna znajduje się aktualnie w stanie spoczynku”, Choutarou przypomniał, wskazując palcem na śpiącego w kącie chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe napuszył się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To na co czekacie, budzić!”, kapitan wykrzyknął – po czym przybrawszy bojową pozę, rozpoczął dyplomatyczne negocjacje z zamkniętymi drzwiami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou skrzywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dlaczego musimy się czołgać?”, chłopiec zapytał, zwracając się do pełznącego przed nim Gakuto. „Nie narzekaj – po prostu wyobraź sobie, że jesteś bagienną macką”, Oshitari poradził, wijąc się radośnie za czerwonowłosym pilotem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porada mechanika z jakiegoś powodu sprzątacza nie uspokoiła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak inaczej chcecie wywabić szczury, co?”, Mukahi zapytał, przemieszczając się powoli przez mroczny korytarz; sprzątacz wysilał wzrok, starając się dostrzec coś w pozbawionym oświetlenia korytarzu. „Jeśli chcesz na coś polować, musisz myśleć jak swoja ofiara – a gryzonie są raczej małe, więc tylko tak możemy zrównać się z nimi poziomem umysłu. Przeczytałem to w zapiskach Zrównoważonego, wydanie najnowsze”, Gakuto powiedział rzeczowo, czołgając się ochoczo w stronę światła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mam niejasne wrażenie, że coś pokręciłeś”, Shishido wysyczał wrogo, mrużąc oczy w mroku. „Dlaczego tu nie ma lamp?”, Ryou zapytał, zwracając się do czołgającego się za nim Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chciałem stworzyć klimat mrocznego zaułka… Wiesz, ile ciekawych rzeczy może się wydarzyć w takim miejscu?”, Oshitari wymruczał, przepełniony zachwytem dla własnej kreatywności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido nie miał więcej pytań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pssst, słyszycie? Coś  jest w przejściu na zewnątrz…”, Mukahi wysyczał, wskazując ręką na jedno z wyjść z Imperial Presence; ktoś zapalił światło w drugim, wychodzącym z korytarza warsztatu pomieszczenia. „Faktycznie… I te drzwi nie powinny być otwarte”, Oshitari wyszeptał – przypełzając w pobliże reszty łowców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Otwarte? One też miały awarię?”, Shishido zapytał – i Yuushi pokręcił przecząco głową. „Nie, te były zamknięte wcześniej… Nie zdążyłem jeszcze tego przejścia wywietrzyć po naszej… Zielnej przygodzie na Kansai”, Oshitari wytłumaczył, wzruszając ramionami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zjeżył się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oszalałeś, nie wywietrzyłeś jeszcze statku? Wystawiasz nas na jakieś zatrucie?! Do twoich obowiązków należy-”, Shishido zaczął, ale Yuushi przerwał mu cichym śmiechem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Żeby tak niewielka ilość oparów miała na ciebie efekt, musiałbyś być jednym z rycerzy Tezuki. Do tego o bardzo małych rozmiarach... Nie większych od gryzonia”, Oshitari usprawiedliwił się, wzdychając protekcjonalnie. „Przejście miałem zamiar wywietrzyć tylko dlatego, że dym każdego rodzaju łatwo podrażnia błony śluzowe i może spowodować pieczenie w gardle – a jak wiesz, &lt;i&gt;gardło&lt;/i&gt; akurat jest-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drużyna zamarła, gdy ktoś - lub coś - w przejściu wydało z siebie donośny okrzyk; dźwięk poniósł się echem przez korytarz, sprawiając, że trójka awanturników wzdrygnęła się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi przełknął ślinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Yuushi, powiedz, że to po prostu jeden z twoich bardzo głośnych robotów”, Gakuto poprosił błagalnie, zerkając w stronę wyjścia ze statku. „Nawet tak nie sugeruj, żaden zboczony robot samopas po jednym pokładzie z Choutarou łaził nie będzie”, Shishido warknął – po czym zaczął pełznąć w stronę źródła hałasu, poprawiwszy uprzednio bojowo swoją czapkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mam asekurować twoje tyły?”, Yuushi zaświergotał niewinnie za poruszającym się do przodu chłopcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido natychmiast przyspieszył. „W przyszłym wcieleniu zajmę się czymś spokojniejszym i normalnym. Jak sport”, Ryou obiecał sobie - mordując Oshitariego mentalnie kijem do baseballa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka pomieszczeń dalej, Atobe dreptał nerwowo w kółko. „Jakieś postępy w budzeniu Jirou?”, kapitan zapytał, zwracając się w stronę reszty zamkniętej drużyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hiyoshi zwiesił głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zakładając, że jego chrapanie i ziewanie nie są bronią dźwiękową, to raczej… Kiepsko”, Wakashi poinformował - po czym z zupełnym brakiem wiary w powodzenie planu kapitana, pacnął Jirou poduszką. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kaoru oparł się łapką o ścianę, cudem unikając przewrócenia się; Inui miał mniej szczęścia – i po kilku zatoczeniach się w lewo i w prawo, wylądował futrzastym brzuchem na zimnej podłodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sadaharu podniósł wysoko głowę w przypływie uniesienia; jego oczy były rozbiegane, a pyszczek otwarty. „Ja czuję… Czuję, że powinniśmy robić w życiu coś innego, że to nie jest nasze przeznaczenie”, wiewiórka zatrajkotała, wbijając zamglony wzrok w swojego asystenta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat przed oczami Kaidou zawirował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Powinniśmy uciekać z tego pomieszczenia, Inui-sen-sen-senpai. Tu nie ma Kamienia. Za to... Za to te opary...”, młodzieniec wyszeptał, otulając pyszczek swoją kitą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inui nie dosłyszał jego słów; uniósł się wysoko na swoich futrzastych nogach, wdychając unoszące się w pomieszczeniu resztki kansaiskiego dymu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, zza na wpół zamkniętych drzwi do wyjścia łypnęło oko pewnego sprzątacza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Widzę… Rakietę”, Sadaharu wyszeptał, unosząc łapki ponad owłosioną twarz; jego zamglone oczy wypełniły się mgłą i Kaidou – jak zahipnotyzowany – nie mógł oderwać od nich wzroku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Rakietę… Kosmiczną?”, Kaoru zapytał, z fascynacją wpatrując się w swojego przełożonego – który zdołał już powstać z ziemi i wpatrywał się teraz prosto w sufit.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pełznący na zewnątrz Shishido nachylił się bliżej otwartych drzwi, zaciekawiony – i syknął, gdy Yuushi bezceremonialnie oparł się o jego plecy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie nie, taką… Taką… Nie-kosmiczną rakietę ręczną”, Inui wyjaśnił, najwyraźniej nie mogąc znaleźć właściwego słowa na określenie tajemniczego przedmiotu ze swojej wizji.&lt;br /&gt;„Nie-kosmiczną rakietę ręczną?”, Kaoru powtórzył, urzeczony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wibrator?”, Yuushi zasugerował zza framugi drzwi na głos - i oczy dwójki krzyżowców zwróciły się w stronę wejścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czoło Shishido automatycznie powędrowało na spotkanie z ziemią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No i to tyle, jeśli chodzi o skradanie się!”, Mukahi wykrzyknął – z zaskakującym entuzjazmem – i jednym susem podskoczył z ziemi, stając w przejściu. Gakuto spojrzał w głąb pomieszczenia, zamrugał – po czym z przerażeniem odwrócił się w stronę Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„G-g-g-gadające wiewiórki!”, Mukahi ryknął – wskazując palcem na jakiś punkt we wnętrzu przejścia. „Aw, podły los. Myślałem, że jak już przyhalucynujesz, to przynajmniej zobaczysz macki”, Yuushi wymruczał z westchnieniem; mechanik i sprzątacz, w przeciwieństwie do pilota, nie widzieli dokładnie środka pomieszczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido odwrócił się z oburzeniem w stronę rozczarowanego Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mówiłeś, że na ludzi spoza Zakonu to nie działa! A on najwyraźniej ma jakieś halucynacje!” , Ryou warknął, wymachując pięściami i wskazując na sparaliżowanego ze strachu Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, siedzący w przejściu Kaidou był nie mniej przerażony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Inui-senpai, wrogowie, musimy- Musimy- Musimy wrócić do naszej normalnej postaci!”, Kaoru wykrzyknął, potrząsając energicznie swoim przełożonym – którego oczy wciąż zakryte były za zasłoną mgły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jestem &lt;i&gt;Wie-wiórem,&lt;/i&gt; Puszysta-kito! Sam wiem najlepiej, co mam robić!”, Sadaharu wykrzyknął – po czym z głośnym &lt;i&gt;poof!&lt;/i&gt; zmienił się w swoją ludzką postać – noszącą dumne barwy Zakonu Tezuki Zrównoważonego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący w przejściu Mukahi pobladł jeszcze bardziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inui zamrugał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mam nieprzyjemne wrażenie, że przed chwilą zbliżyłem się duchowo z Shitenhouji”, Sadaharu mruknął, poprawiając swoje przekrzywione okulary – i stojący za nim Kaidou z przeciągłym świstem wypuścił z siebie powietrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy ktoś powiedział coś o zbliżeniach?”, Oshitari zaświergotał zza framugi drzwi – i oczy dwójki krzyżowców natychmiast zwróciły się w stronę przejścia – natrafiając na wybałuszającego oczy Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka pomieszczeń dalej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„… Jakieś postępy?!”, Atobe wykrzyknął z desperacją w głosie, zwracając się do bardzo bladego Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori uśmiechnął się słabo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Er, przeniósł głowę z pudła z narzędziami na skrzynkę z amunicją, więc można zaryzykować stwierdzenie, że wchodzi w bojowy nastrój…?”, młodzieniec zaoferował, zerkając nerwowo na chrapiącego w najlepsze Jirou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy Gakuto rozszerzyły się do rozmiaru piłek tenisowych. „Atak! Zrównoważeni na pokładzie!”, Mukahi ryknął, odwracając się w stronę wciąż leżących na ziemi kompanów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido obrócił się w stronę Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No widzisz, teraz krzyżowców widzi! Jak Atobe się dowie o tym twoim zaniedbaniu, to przez tydzień nie wyjdziesz z warsztatu!”, Ryou ryknął – i skulił się w sobie, gdy Gakuto zanurkował na ziemię, uchylając się od pocisku wystrzelonego z głębi przejścia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou jęknął, gdy nabój uderzył o sąsiednią ścianę, zostawiając w niej wgięcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To nie jest halucynacja, oni się zmienili w wiewiórki!”, Gakuto ryknął, podrywając się z podłogi i rzucając w stronę warsztatu. „Jak to, &lt;i&gt;wiewiórki?!&lt;/i&gt;”, Ryou krzyknął za uciekającym rozpaczliwie Mukahim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi spojrzał na skamieniałego Shishido. „Niou… No tak, mają Niou i Hiroshiego, mistrzów przemian!”, Oshitari wykrzyknął, podrywając się z ziemi – i pechowy sprzątacz, chcąc nie chcąc, przypomniał sobie opowieść mechanika o umiejętnościach Rikkai.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou wstrzymał oddech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kamień Sanady! Jest w warsztacie, szybko!”, Shishido ryknął, zrywając się na równe nogi – dzięki czemu zdołał uniknąć trafienia z broni plazmowej, jaką wyciągnął wybiegający z przejścia Inui.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou jęknął, wpatrując się w wypaloną w podłodze dziurę po pocisku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jakim cudem oni mogli się przemienić i zmienić z powrotem i wciąż mieć na sobie strój i ekwipunek?!”, Shishido ryknął, rzucając się w stronę drzwi do warsztatu – i Oshitari kilkoma szybkimi poleceniami z klawiatury zablokował przejście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou opadł na podłogę, oddychając szybko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niezły patent, fakt”, Mukahi przyznał, opierając się z trudem o stolik i wpatrując z ulgą w zamknięte drzwi. „Wolałbym, żeby tego patentu nie mieli”, Shishido warknął – i niemal podskoczył, gdy stęskniony Kamień Sanady radośnie wleciał w jego ramiona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No właśnie, pomyślcie, jaki efektowny byłby to sposób na striptiz”, Oshitari zaświergotał, a kąciki jego ust podniosły się delikatnie – i Mukahi spojrzał na przyjaciela z niedowierzaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uśmiech zszedł z twarzy Yuushiego, gdy plazmowy pocisk wystrzelony przez Inuiego rozgrzał zamknięte drzwi do czerwoności. Oshitari błyskawicznie odsunął się od topniejących powoli wrót – i serce Shishido zamarło, gdy zobaczył poważną minę mechanika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;i&gt;Juice plasma&lt;/i&gt;. Nie wytrzymają długo”, Yuushi stwierdził bez cienia wahania – i odwrócił się w stronę warsztatu, rozglądając za czymkolwiek, co mogłoby służyć za broń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na wargach Oshitariego pojawił się uśmiech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mam plan.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W nieco innej części statku…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„ &lt;i&gt;Jakieś postępy&lt;/i&gt;?”, Atobe zapytał z rezygnacją, wpatrując się w nieustępliwe drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori uśmiechnął się słabo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ech, dla pocieszenia mogę stwierdzić, że mogło być gorzej – pomyślcie, zamiast budzenia Jirou moglibyśmy zajmować się hamowaniem popędu pana Oshitariego", Choutarou pocieszył, usiłując rozwiać ponurą atmosferę ogólnego przygnębienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wakashi westchnął.&lt;br /&gt;	&lt;br /&gt;„W tej wersji to raczej &lt;i&gt;on&lt;/i&gt; zajmowałby się &lt;i&gt;nami&lt;/i&gt;”, Hiyoshi poprawił, dziabiąc uparcie Jirou trzymanym pantoflem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inui szybkim kopniakiem pokonał na wpół przeżarte przez plazmę drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tsk, nie czuję się najlepiej”, Sadaharu mruknął, rozglądając się po warsztacie za śladami trójki uciekinierów. Pomieszczenie było puste – pomijając stertę różnorodnych gadżetów, nad których zastosowaniem naukowiec wolał się nie zastanawiać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To nic dziwnego, I- &lt;i&gt;Wie-wiórze&lt;/i&gt;, przed chwilą miałeś nawet majaki”, Kaoru pocieszył, wchodząc za swoim przełożonym w głąb warsztatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Te małe wiewiórcze ciała są takie nieodporne. Wciąż nie mogę uwierzyć, że mogłem wpaść w tym wcieleniu pod wpływ ziół Shitenhouji”, Inui wymruczał, wyszukując wzrokiem ukrytych łowców nagród; Sadaharu wziął potężny wdech powietrza – i zakaszlał, zaciskając dłonie mocniej na swojej plazmowej broni. „W gardle wciąż mnie drapie”, naukowiec poskarżył się - zręcznie unikając zderzenia ze sznurkiem kolekcjonerskich wibratorów uwieszonych u sufitu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jeszcze tylko chwilę, Wie-wiórze. Tu ich chyba nie ma… A tam jest jakieś przejście”, Kaoru zauważył, wskazując palcem na otwarty magazyn Yuushiego. Sadaharu kiwnął głową – i ruszył w stronę małego pomieszczenia, mijając po drodze kolekcję dwuznacznych kansaiskich pudeł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inui rozglądnął się po małym składziku – i nie dostrzegł nic podejrzanego: wszystkie ściany obwieszone były plakatami o erotycznej naturze, a na podłodze walały się kawałki dziwnie wyglądających robotów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naukowiec zamrugał, gdy jego wzrok napotkał czerwony, wymalowany w miniaturowe peniski kubek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inui wyczuł słaby, ale kuszący zapach świeżo zaparzonej kawy. „Ach, nie ma to jak szczęście bohaterów”, Sadaharu wymruczał, biorąc kubek do ręki – i powąchał jego zawartość, ciesząc się rozkosznym aromatem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To może być pułapka”, Kaidou zauważył, wpatrując się z troską w przełożonego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inui zaśmiał się krótko. „Jestem chemikiem, nie nabieram się na proste sztuczki”, Sadaharu przypomniał – i wyjął z kieszeni niewielką fiolkę. „Wykrywacz trucizn”, naukowiec wytłumaczył, po czym wlał jej zawartość do wnętrza kubka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Płyn nie zmienił zabarwienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadowolony Inui bez chwili wahania wypił zawartość naczynia; jego asystent przez cały czas wpatrywał się z niepokojem w pijącego szybko przełożonego. „Smaczna, aczkolwiek niezbyt wyszukana”, Sadaharu skomentował, oblizując wargi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kaidou westchnął z ulgą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Teraz powinniśmy… ”, Inui powiedział – i natychmiast chwycił się za część swojego kombinezonu okrywającą pierś; Kaoru wpatrywał się z przerażeniem, jak jego przełożony zatacza się - i upuszcza trzymany karabin plazmowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Teraz!”, Ryou ryknął, wyskakując zza sterty pudełek &lt;i&gt;Nadzwyczajnie skrzywionych kansaiskich bananów&lt;/i&gt;; młodzieniec rzucił się do przodu i zręcznym ruchem ręki porwał leżącą na ziemi broń. Kaidou zareagował natychmiast – i szybko wycelował w znieruchomiałego na ziemi Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zręczny kopniak od uwieszonego na lampie Gakuto posłał go wprost na leżącego Sadaharu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari wyskoczył zza swojej kolekcji erotycznych kostiumów, po czym rzucił się w stronę wrót małego pomieszczenia. „Szybko”, Yuushi polecił – i dwójka łowców nagród przeskoczyła przez próg magazynu – dokładnie w chwili, w której Oshitari wydał polecenie zatrzaśnięcia się drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido podskoczył, gdy z wnętrza komnaty dotarł do niego odgłos uderzenia czegoś ciężkiego o twardy metal.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I-i-i-inui-senpai?”, zapytał przerażony głos po drugiej stronie zamkniętych drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie Inui, tylko &lt;i&gt;Wie-wiór&lt;/i&gt; - który teraz wytłumaczy ci pochodzenie imienia Puszystej-&lt;i&gt;heh&lt;/i&gt;-kity”, powiedział drugi głos – a ton wypowiedzi sprawił, że włosy na karku Ryou zjeżyły się automatycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido łypnął pytająco na zdębiałego Mukahiego – który z kolei spojrzał w stronę wielce zadowolonego z siebie mechanika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„… Um, Yuushi?”, Gakuto zapytał po chwili wahania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari rozpromienił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach, to. Jirou miał się ożywić, prawda? Pomyślałem sobie, że maleńka kapka mojego afrodyzjaku domowej roboty mu w kawie nie zaszkodzi”, Yuushi powiedział z dumą, szczerząc białe zęby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido natychmiast przeszedł na dietę herbacianą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niou zaczerwienił się aż po sam czubek nosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och wow, nie wiedziałem, że okularnicy mogą dać takiego czadu”, Masaharu wyszeptał, wpatrując się w wizje podesłaną mu przez duchowe połączenie z Kaidou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzący obok Yagyuu założył nogę na nogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Powinniśmy… Powinniśmy to kiedyś wypróbować”, Niou powiedział, przełykając ślinę – i zakrywając rękoma jedną z tych części swojego ciała, która w tej chwili bardzo chciała przemawiać za niego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiejący go aż za dobrze Hiroshi szybko pokiwał głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jakieś postępy?”, Atobe zawył, opierając się o drzwi prowadzące na korytarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wakashi westchnął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiecie co, Oshitari może i by zostawił nas z bólem pewnych części ciała, ale przynajmniej otworzyłby te przeklęte drzwi”, Hiyoshi zauważył, wskazując palcem na chrapiącego w najlepsze Jirou. Keigo wzdrygnął się automatycznie – ale po chwili z bolesnym wyrazem twarzy kiwnął potakująco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, siedzący w kącie Kirihara najwyraźniej nie przejmował się sytuacją. „Dlaczego po prostu nie poczekacie, aż ktoś wam z zewnątrz otworzy?”, Akaya zapytał, wachlując się leniwie ręką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe zamrugał. „Genialny pomysł”, kapitan wyszeptał, wpatrując się z podziwem w udającego skromność Kiriharę -  i Wakashi z cierpką miną rzucił trzymanym kapciem-nieskutecznym-budzikiem o najbliższą ścianę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sugestia Akayi wcale nie poprawiła humoru reszty załogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ciekawe, co robi Shishido-san…”, Choutarou westchnął, opierając głowę na rękach i zanurzając się w ponurych rozmyślaniach. „Masz na myśli... W chwil, gdy jest sam na sam z Oshitarim i Mukahim?”, Wakashi zapytał retorycznie – i Ootori natychmiast skulił się ze strachu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, zamknięte drzwi zatrzeszczały, zapiszczały – po czym otworzyły się, ukazując uwięzionym łowcom nagród trzy znajome twarze. Stojący w przejściu Yuushi uśmiechnął się szeroko – i pomachał wesoło zdębiałym, uwięzionym poszukiwaczom przygód.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oshitari! Zbawco!”, Atobe wykrzyknął, wyciągając ręce w stronę wyjątkowo zadowolonego z siebie mechanika. „Zbawco? Chyba narodów o niskim przyroście naturalnym”, Gakuto skomentował z zawadiackim uśmiechem - jednocześnie gestem pokazując gotującemu się ze złości, stojącemu za nim sprzątaczowi, co myśli o jego opinii na temat swoich komentarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Shishido-san!”, Ootori wykrzyknął, uśmiechając się wdzięcznie – i Ryou machnął ręką, usiłując ukryć automatycznie zaróżawiające się policzki. „Gdzie wyście tak długo byli?”, Hiyoshi zapytał, wpatrując się w twarze nowoprzybyłych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido skrzywił się boleśnie – ku zaskoczeniu wszystkich zgromadzonych, wraz z drżącym lekko Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedynie Oshitari wciąż zachowywał świetny humor. „Och, wiem, że to zabrzmi absurdalnie, ale walczyliśmy z wiewiórkami i pokonaliśmy je za pomocą kawy”, Yuushi oznajmił radośnie, szczerząc śnieżnobiałe zęby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęki uprzednio uwięzionych podróżników opadły wolno na ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi uśmiechnął się złośliwie. „I was to dziwi? Nie wiem, jak wam, ale mi to brzmi po prostu jak kolejna stuknięta przypowieść z biblii Konomiego.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, kilka kabin dalej, w małym składziku, coś z całej siły uderzyło o zablokowane drzwi; po chwili o pomieszczeniu poniósł się głośny okrzyk bólu – i odgłos upadania czegoś ciężkiego na ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obolały od próby wyważenia drzwi Horio ze łzami w oczach usiadł na podłodze, po czym wbił spojrzenie w zamknięte, żelazne wrota prowadzące na korytarz statku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dlaczego wszyscy, &lt;i&gt;wszędzie&lt;/i&gt;, zawsze o mnie zapominają?!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wiele, wiele lat świetlnych dalej, drzwi potężnej, uświęconej katedry otworzyły się z hukiem. Odgłos kroków poniósł się po komnacie, do której prowadziły, odbijając się echem od ścian; siedzący na tronie chłopiec podniósł powoli głowę, wpatrując się w ciemność wypełniającą długi korytarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu, przed oczami młodzieńca pojawiła się sylwetka niemłodej już kobiety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Świętobliwy Echizenie”, Ryuuzaki pozdrowiła, kłaniając się lekko; Ryouma pokiwał głową, po czym leniwym ruchem ręki pstryknął palcami. Jedna z dwóch stojących w kącie sali dziewczyn podskoczyła, po czym szybkim krokiem skierowała się w stronę niewielkiego stolika. Ryuuzaki kiwnęła głową w stronę wnuczki - która odwzajemniła uśmiech babci, po czym podniosła z blatu elegancką tacę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starsza kobieta odwróciła się z powrotem w stronę Echizena.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Świętobliwy krzyżowcu – uśmiech stwórcy odwrócił się od nas; oddział Fujiego został pokonany, a drużyna Inuiego wzięta do niewoli”, Ryuuzaki zameldowała, schylając z pokorą głowę – i nie zdziwiła się, gdy Echizen jedynie zaśmiał się lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starsza kobieta westchnęła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To nie wszystko. Nasza akcja z przechwyceniem nowych członków Rikkai – Maruiego i Jackala – również zakończyła się klęską”, informatorka powiedziała, starając się nie napotkać wzroku Echizena.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krzyżowiec uniósł pytająco brew. „&lt;i&gt;Why&lt;/i&gt;? Zostaliście pokonani?”, Ryouma zapytał, opierając głowę na ręce; w odpowiedzi, Ryuuzaki przecząco pokręciła głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„W ogóle ich nie zastaliśmy w punkcie wskazanym przez Renjiego. Na miejscu znaleźliśmy jedynie tajemniczą informację wyrytą w skale”, informatorka wyjaśniła, odważnie spotykając wzrokiem spojrzenie Świętobliwego Echizena. „Brzmiała ‘ZW, szukamy potrzasków’ – i jeszcze nie udało nam się jej rozszyfrować.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W odpowiedzi, Ryouma westchnął jedynie kpiąco, nakazując wnuczce Ryuuzaki podejście do tronu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie szkodzi, od sytuacji podbramkowych w każdej historii jestem ja. Odwracanie sytuacji na naszą korzyść, te sprawy”, Ryouma powiedział - odbierając kielich z tacy, którą przyniosła jedna ze służących; chłopiec spojrzał z zachwytem na wypełniający czarę, fioletowy, gazowany płyn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryuuzak pokłoniła się z czcią, gdy Świętobliwy Echizen wypił pierwszy łyk z kielicha, po czym uniósł go wysoko ponad swoją głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;i&gt;Oh yes.&lt;/i&gt; Przyszykujcie moją świętobliwą golarkę. Jak mi ta Ponta święta, przysięgam, że jako pierwszy dotrę do Yukimury - i Atobe zrobi się &lt;i&gt;łyso.&lt;/i&gt;”</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:16250</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/16250.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=16250"/>
    <title>[Hetalia] Złe dobrego początki / Przez żołądek do serca</title>
    <published>2009-10-17T14:48:19Z</published>
    <updated>2009-10-17T14:50:55Z</updated>
    <category term="ukxusa"/>
    <category term="hetalia"/>
    <category term="germanyxitaly"/>
    <content type="html">Tadaaa, Hetalia! Dla Koharuś i Darkiś~~&amp;lt;3&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ficspam, Part VI and VII! I to na tyle w tej chwili, muszę wyskoczyć po książkę do Empiku :/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Przez żołądek do serca&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt; G!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 433 or something &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt; uuu cute?&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; GerIta&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Italia gotuje dla Ludwiga!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Niemiec zwiesił głowę, wpatrując się z niepokojem w kręcącego się przy kuchni Italię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie jestem pewien, czy to dobry pomysł...", Ludwik zasugerował, przełykając głośno ślinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Południowy kraj odwrócił się w stronę Niemca - a jego uśmiech zdawał się roznosić iskierki radości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokonany Ludwik zwiesił głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zobaczysz, że nie ma to jak dobra pasta!", Feliciano niemal wyśpiewał, krzątając się z entuzjazmem po kuchni - i wrzucając do garnka z sosem wszystko, co trafiło mu w ręce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludwik zaczął rozważać rezerwację płukania żołądka w najbliższym szpitalu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Hmm-hmm-hm-hm, paaastaa!", Italia wymruczał radośnie, wymachując trzymaną, drewnianą łyżką na wszystkie strony - i ochlapując przy okazji część munduru Niemca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Italio, wyrwałeś mnie ze szkolenia żołnierzy, chyba powinienem już wracać...", Ludwik zaproponował nieśmiało, spoglądając na mniejszy kraj z ukosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Już kończę, już już!", Feliciano zachichotał, dorzucając do bulgocącego na ogniu rondla garść trzymanych przypraw. Ludwik przełknął ślinę, gdy chłopiec wyłowił z drugiego garnka stertę długiego makaronu, który następnie ułożył na przygotowanym wcześniej talerzu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żołądek Niemca podskoczył, gdy Italia radośnie polał danie dużą porcją ziemistego sosu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Feliciano tanecznym krokiem odbił się od kuchenki - i nucąc coś wesołego, dobił do stolika drugiego kraju. "Bon Apetit, jakby to powiedział pan Francja!", Italia wymruczał ze śmiechem, stawiając parujący talerz pod nosem Ludwika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapach potrawy przypomniał Niemcowi o lekcjach rozbrajania bomb gazowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Feliciano uśmiechnął się szeroko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludwik bez słowa podniósł widelec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Naprawdę się starałem, wiesz", Italia powiedział radośnie, wpatrując się z zachwytem w swoje kulinarne dzieło. Niemiec kiwnął głową, po czym z wachaniem owinął odrobinę makaronu wokół swojego widelca - i szybkim ruchem ręki włożył go do ust.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby Ludwik miał ochotę posłużyć się w tym momencie łagodnie brzmiącą pochwałą, zapewne powiedziałby, że bukiet smaku potrawy nie ustępował w niczym klasą jego zapachowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, żołądek Niemca pozwolił mu tylko na wydanie przypominającego żężenie odgłosu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"I jak, i jak?", Italia zapytał z zachwytem wypisanym w oczach, nachylając się nad Ludwikiem; drugi mężczyzna wypijał właśnie duszkiem podaną mu do obiadu szklankę wody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemiec powoli odstawił naczynie na przykryty serwetą stół. "Było... Było...", Ludwik zaczął powoli, wpatrując się z niesmakiem w talerz pełen niemal niejadalnej potrawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tak, tak?", Feliciano zapytał, nachylając się nad drugim krajem - i muskając włosami szyję przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"... było bardzo smaczne", Niemiec dokończył, przeklinając się mentalnie za miękkie serce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Uwaai!", Italia wykrzyknął radośnie, po czym rzucił się na szyję zaskoczonemu Ludwikowi - który niemal automatycznie zaczerwienił się - i to bynajmniej nie z powodu ostrości potrawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemiec westchnął, poklepując zachwycony kraj po plecach; mężczyzna był teraz całkowicie przekonany, że ludzie twierdzący, iż przez żołądek można trafić do serca, z pewnością nie znali Itali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludwik uśmiechnął się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Mniejsza konkurencja dla mnie.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Złe dobrego początki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt; PG-13&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 1300 or sth&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt; … idk!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; UKxUSA&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Ameryka i Anglia, Artur seme! Also, ending editnełam today cobyk uwzględniał ostatnie lolowe wydarzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid2"&gt;&lt;/a&gt;Siedzący na łóżku Anglia schylił głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nachylający się nad nim Ameryka uśmiechnął się radośnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"To cudowne, że znaleźliśmy się już w &lt;i&gt;tym&lt;/i&gt; punkcie naszego związku", Alfred powiedział z dumą, szczerząc swoje białe zęby w stronę kręcącego się niespokojnie partnera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anglia splótł ręce na piersi. "Nie rozumiem, dlaczego musisz robić z tego taki cyrk", wyspiarski kraj wybąkał, omijając spojrzeniem wysyłającego fale radości Amerykę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"To wielka chwila. Powinniśmy się nią cieszyć!", Alfred zaargumentował, po czym mrugnął łobuzersko w stronę siedzącego sztywno Artura. Ameryka z namaszczeniem wyciągnął rękę w stronę swojej twarzy, delikatnie pochwycił swoje okulary - i z czcią odłożył je na nocną szafkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Co ty wyrabiasz?", Anglia zapytał z niedowierzaniem, po czym wzdrygnął się, gdy niedowidzący kraj zbliżył swoją twarz tak, że prawie stykali się nosami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"To chyba oczywiste, dbam o to, by nasz pierwszy raz był wyjątkowy! Chcę, abyś zapamiętał każdy mój ruch", Ameryka powiedział z namaszczeniem, po czym szturchnął Artura zalotnie swoim ramieniem. "Właśnie &lt;i&gt;dlatego&lt;/i&gt; uważam, że powinieneś przestać", Anglia wybąkał, gdy Ameryka niemal zderzył się z jego czołem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodsze państwo zamrugało zalotnie w stronę swojego partnera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyspiarski kraj spojrzał na Alfreda z wielkim napisem "mam wątpliwości" wypisanym na twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieporuszony tym Ameryka trajkotał dalej. "No wiesz, bądź co bądź, nasz pierwszy raz powinien być wyjątkowy", młodzieniec powiedział z zachwytem, mrużąc oczy i wpatrując się w czerwieniącego się coraz bardziej Anglię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"W to, że będzie wyjątkowy akurat nie wątpię", Artur skomentował, zrezygnowany - i wywrócił oczami, gdy nieporuszony komentarzem Alfred zaczął cicho wymieniać kolejne etapy swojego ułożonego uprzednio Planu Romantycznego Wieczoru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ameryka wziął głęboki wdech. "Wiesz, specjalnie na tą okazję obejrzałem kilka filmów wyprodukowanych u mnie. Takich no, romantycznych", kraj zatrajktował - ku coraz większemu przerażeniu swojego partnera. "Zastanawiałem się, czy nie powinienem czasem wygłosić teraz jakiejś romantycznej przemowy o naszej wielkiej miłości...", Ameryka wymruczał - po czym spojrzał pytająco na odsuwającego się coraz dalej Anglię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"No, powiedz, czy nie chciałbyś czegoś konkretnego? Podziel się tym, co siedzi ci w głowie...", Alfred powiedział, starając się brzmiąc tak kusząco, jak tylko pozwalały na to jego struny głosowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Aktualnie jestem w stanie myśleć jedynie o tym, jakim cudem mogłeś zamienić nasze piękne, angielskie tradycje miłosne na ten wasz zamorski kicz", wyspiarski kraj burknął, po czym spojrzał wyzywająco na wciąż zachwyconego swoimi romantycznymi planami Amerykę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście dla siebie, niedowidzący kraj nie zauważył wyrazu twarzy swojego partnera. "No chyba nie chciałbyś, żebyśmy skończyli jak Romeo i Julia? Poza tym, ja też wypracowałem u siebie pewne wyższe wartości", Ameryka przypomniał, po czym przysunął się do siedzącego na drugim krańcu łóżka Anglii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wiesz, ja tak na przykład uważam, że każdy związek powinno się budować na szczerości i takich tam. Dlatego myślę, że powinniśmy dzielić się ze sobą swoimi przemyśleniami. I fantazjami!", młody kraj powiedział radośnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Artur zamrugał. "Fantazjami? Jeśli zamierzasz wciągnąć w to mojego drogiego jednorożca...", Anglia zaczął groźnie - i zamilknął, gdy jego partner wyrzucił w bok obie ręce - i przysunął się bliżej swojego skamieniałego partnera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alfred zakaszlał znacząco. "Bo widzisz... Ja mam taki tak jakby fetysz... Lubię, gdy kontrolujesz sytuację", Ameryka wyznał, unosząc brwi i wysyłając nimi znaczące sygnały&lt;br /&gt;w stronę coraz bardziej skamieniałego Anglii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"O nie. Mnie w takie zboczeństwa nie mieszaj", Artur ostrzegł, wyciągając oskarżająco palec w stronę swojego partnera - który jedynie zaśmiał się szczerze. "Nie, nie. Miałem po prostu na myśli, że mógłbyś być, no wiesz. Na górze", Ameryka wymruczał, znacząco dziubiąc palcem pierś coraz bardziej skołowanego Anglii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lampka w głowie wyspiarskiego kraju zapaliła się w końcu - i twarz Artura przybrała barwę delikatnego różu. "To nie jest dobry pomysł", Anglia powiedział z przerażeniem, kręcąc przecząco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alfred machnął ręką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jesteś moim tak jakby byłym opiekunem, nie uważasz, że to powinno ułatwić ci zadanie? Taka totalna kontrolka z twojej strony kiedyś była!", Ameryka wykrzyknął radośnie, poklepując po plecach czerwieniącego się coraz bardziej Artura.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie interesuje mnie to, co wymyślacie tam u siebie za oceanem, ale w normalnych warunkach nasze pokrewieństwo całą sytuację powinno utrudniać!", Anglia wykrzyknął, po czym splótł ręce na piersi i odwrócił głowę w stronę ściany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ameryka przybliżył się do swojego partnera i objął go zamaszystym ruchem ręki. Artur - nie lubiący bliskiego kontaktu z zarówno z ludźmi, jak i innymi krajami - zamachał rozpaczliwie rękami, starając się uwolnić z uścisku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alfred wyszczerzył zęby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Aw, no nie bądź taki. Skoro nie dajesz mi się przytulić, jak mamy przejść do co bardziej konkretniejszych rzeczy?", Ameryka zapytał radośnie – całkowicie ignorując zdesperowane ruchy odsuwającego się rozpaczliwie partnera. „Konkretnych”, starszy kraj zacytował – wpatrując się z niedowierzaniem w szczerzącego zęby przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uśmiech Ameryki poszerzył się. „No konkretnych, konkretnych. Wiesz, myślę, że powinniśmy prowadzić &lt;i&gt;w życie&lt;/i&gt; pewne moje &lt;i&gt;twarde postanowienia&lt;/i&gt;!”, Alfred powiedział, po czym znacząco zamrugał w stronę teraz całkowicie znieruchomiałego Artura.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili Anglia zrozumiał, dlaczego pewne kraje tak bardzo chcą się uwolnić spod wpływu innych państw. „Rozumiesz?”, Ameryka powtórzył z zawadiackim uśmiechem - przyprawiając partnera o atak migreny godny królowej Elżbiety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biedne państwo z trudem utrzymało równowagę, atakowane radosnymi uściskami ze strony Alfreda. "Głowa mnie boli", Artur wyznał - i ramię jego przyjaciela natychmiast opadło w dół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jak to boli?", Ameryka zapytał głośno, wpatrując się w mrużącego powieki partnera. Anglia spojrzał na młodszy kraj pytająco - i zamrugał, gdy w oczach Alfreda dostrzegł iskrzące się łzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Czy to oznacza koniec?", Ameryka zapytał rozpaczliwie, po czym chwycił partnera oburącz za poły koszuli. Starszy kraj - skołowany - wpatrywał się z przerażeniem w zrozpaczonego przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zawsze, gdy kobieta mówi, że boli ją głowa, tak naprawdę po prostu nie chce- Nie chce przejść do pogłębiania swojego związku!", Alfred powiedział, po czym wypuścił partnera z żelaznego uścisku - i zanurzył głowę w dłoniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anglia westchnął przeciągle. "Czy ja ci wyglądam na kobietę?", Artur zapytał - po czym szturchnął młodszy kraj, wyrywając go z rozpaczliwej medytacji nad stanem swojego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alfred rzucił szybkie, zamglone spojrzenie w stronę przyjaciela. "No cóż, kobieta zapewne bardziej dbałaby o stan swoich brwi...", Ameryka powiedział po chwili zastanowienia - i natychmiast zamilknął, gdy napotkał posyłający sztylety wzrok swojego partnera. "Myślę, że powinniśmy odłożyć, eee, pogłębianie naszego związku do jutra", Anglia powiedział, rozmasowując ręką swoje obolałe czoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ale próbujemy zacząć już czwarty raz w tym tygodniu!", Ameryka wykrzyknął - sprawiając, że wyspiarski kraj skrzywił się, porażony piskliwością jego głosu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tak. A mamy dzisiaj &lt;i&gt;czwartek.&lt;/i&gt; Czy to nie daje ci pewnej wskazówki?", Anglia zapytał - i Alfred zamrugał, po czym spojrzał na swojego partnera pytająco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Artur znacząco wskazał na swoją pierś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ameryka przekrzywił pytająco głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Gadaj mniej, dobieraj się do mnie więcej. Mówi ci to coś?", zrezygnowany Artur zapytał, szybko oblewając się czerwonym rumieńcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ameryka zamknął usta, otworzył je, znów zamknął, zastanowił się, znów je otworzył - po czym uśmiechnął się szeroko. "Czy to może był przykład waszego legendarnego angielskiego humoru?", Alfred zapytał radośnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ręka Anglii automatycznie zacisnęła się w pięść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzący na wyłożonym skórą fotelu mężczyzna skrzywił się, gdy do jego uszu dotarł niepokojący dźwięk dochodzący zza zamkniętych, tajnych drzwi, wychodzących z jego gabinetu - i prowadzących do sypialni pewnej znamienitej osobistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzący przed nim staruszek z Norwegii przekręcił pytająco głowę, gdy zza osłaniającej przejście biblioteczki dały się słyszeć przypominające walkę odgłosy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Przepraszam na chwilę, sprawa wagi państwowej", pierwszy z mężczyzn powiedział z westchnieniem - po czym śledzony uważnym spojrzeniem swojego gościa, postanowił udać się na małą pogawędkę z pewnymi dwoma aż nazbyt znanymi mu krajami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka minut później, dwójka mężczyzn siedziała z powrotem na swoich miejscach - i pierwszy z nich uśmiechnął się przepraszająco. "Jest mi niezmiernie przykro, że musiał pan być tego świadkiem", polityk powiedział, wycierając spocone czoło chusteczką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Norweg uśmiechnął się szeroko. "Myślę, że to był wspaniały pokaz pańskich umiejętności dyplomatycznych. Taki, który zasługuje na specjalne wyróżnienie. Zażegnanie konfliktu pomiędzy Wielką Brytanią a USA - to jest coś", staruszek powiedział, po czym mrugnął znacząco w stronę swojego rozmówcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszy z mężczyzn przekrzywił pytająco głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Norweg uśmiechnął się jedynie w stronę dwójki urażonych, siedzących w kącie - ale pogodzonych - krajów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2009 - Barack Obama otrzymuje pokojową nagrodę Nobla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;~~&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I THINK THIS EXPLAINS OBAMA'S &lt;i&gt;WHAT?&lt;/i&gt; NOBLE PRIZE QUITE NICELY&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:16117</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/16117.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=16117"/>
    <title>[Kuroshitsuji] Poranny rytuał</title>
    <published>2009-10-17T14:11:52Z</published>
    <updated>2009-10-17T14:11:52Z</updated>
    <category term="sebaciel"/>
    <category term="kuroshitsuji"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">Tenipuri combobreaker! To dla Xellci chyba było? XD; &amp;lt;3&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Well, ficspam, part V! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Poranny rytuał&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt; PG&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 1 100 or something &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt; … idk!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; SebastianxCiel&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Sebcio i Ciel i herbatka!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Każdy dzień Sebastiana  - lokaja rezydencji Phantomhive – rozpoczynał się od małego, porannego rytuału. Wierny sługa rodziny wstawał najwcześniej ze wszystkich, przygotowywał herbatę – i zabierał ją do komnaty młodego panicza. Sebastian nigdy nie pukał – pozwalał, by sama natura obudziła jego pana wraz z chwilą, w której rozwierał chroniące go przed słońcem zasłony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W końcu nadszedł jednak dzień, który zaburzył ten tradycyjny rytuał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tamtego poranka, lokaj jak zwykle zjawił się w pokoju młodego panicza, po czym szybkim ruchem ręki odsłonił zasłony; do pokoju wpadły promienie słońca – i Ciel zmrużył oczy, chroniąc je przed palącym światłem. „Dzień dobry, mój lordzie”, Sebastian pozdrowił z uśmiechem; przełożony demona kiwnął jedynie głową, usadawiając się wygodnie na swoim łóżku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lokaj natychmiast zjawił się u boku swego pana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Poranna herbata, klasyczna earl grey", Sebastian powiedział, biorąc do ręki czajniczek ułożony na niewielkim wózku. Diabeł zręcznym ruchem ręki napełnił elegancką filiżankę – i po chwili, parujący napój znalazł się w dłoniach Ciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młody panicz pozwolił sobie na chwilę zadumania nad aromatem herbaty. „Czy coś jest nie tak, mój lordzie?”, Sebastian zapytał z delikatnym uśmiechem, wpatrując w wyraz twarzy swojego przełożonego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciel skrzywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ta herbata jest… Zbyt pospolita. Zbyt prostacka. Zbyt normalna”, młody panicz powiedział z przekąsem, oddając filiżankę do rąk zaskoczonego lokaja. „Nigdy przedtem nie narzekałeś…”, Sebastian zaczął ostrożnie – ale chłopiec uciszył go szybkim ruchem dłoni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiem, jaka była moja poprzednia opinia. Teraz jest już nieaktualna”, młodzieniec poinstruował – i lokaj zgodnie z oczekiwaniami chłopca ukłonił się lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Panicz oparł głowę na otwartej dłoni. „Chcę, abyś zaserwował mi najlepszą herbatę mojego życia”, Ciel zażądał, spoglądając krytycznym wzrokiem na odstawioną na wózek filiżankę. „Najlepszą herbatę twojego życia?”, Sebastian zapytał, mrugając z zaskoczeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jesteś tu, by wypełniać polecenia, a nie powtarzać moje słowa”, chłopiec przypomniał, splatając ręce na piersi i wpatrując się karcącym wzrokiem w swojego lokaja. „Chcę, abyś zaserwował mi herbatę… Taką, której nie zapomnę do końca życia.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sebastian westchnął jedynie – i wyciągnął zegarek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Powinienem uporać się z tym problemem przed śniadaniem.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sebastian z trudem przekręcił klucz w zamku prowadzącym do jednego ze spichlerzy rezydencji – po czym otworzył drzwi i wszedł do środka, rozglądając się po zakurzonym pomieszczeniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Gdzieś tutaj położyłem podarek od lorda Attenborough”, lokaj powiedział, zamyślając się; jego demoniczna, perfekcyjna pamięć podpowiadała mu, że zostawił puzderko z prezentem na środkowym stole – tam go jednak nie odnalazł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zapewne ktoś z pozostałych służących musiał go przestawić”, Sebastian powiedział z westchnieniem, po czym zabrał się za żmudne przeszukiwanie  ustawionych przy ścianie kredensów. Kilka minut później, sprytny lokaj trzymał już w ręku pudełko opieczętowane herbem rodu Attenborough – w którego wnętrzu spoczywała aromatyczna mieszanka herbaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sebastian uśmiechnął się lekko, gdy Ciel zamknął oczy, oceniając smak wypitego przed chwilą łyka herbaty. Po chwili, chłopiec skrzywił się znacząco. „Ten napar jest zbyt mocny”, panicz powiedział twardo, odkładając filiżankę z powrotem na wózek przywleczony przez Sebastiana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lokaj uśmiechnął się delikatnie. „A więc jakie są twoje preferencje smakowe, mój lordzie? Gorycz? Słodycz? Delikatna, orientalna ostrość?”, demon wymienił, usiłując pomóc swojemu panu w wyborze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciel splótł ręce na piersi. „Interesuje mnie rzadkość. Niezwykłość. Interesuje mnie przeżycie smaku, a nie sam smak!”, panicz orzekł, po czym z westchnieniem machnął ręką w stronę swojego lokaja, odprawiając go.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sebastian ukłonił się, po czym z gracją wywiózł wózek z sypialni młodego lorda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Śniadanie będzie mieć opóźnienie&lt;/i&gt;, demon zauważył z westchnieniem, spoglądając na wyjęty z kieszeni zegarek. Sebastian spacerował właśnie drogą prowadząca do najbardziej ekskluzywnej herbaciarni w całym Londynie – gdzie miał nadzieję odnaleźć interesującą go mieszankę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzwonek zawieszony u progu sklepu zadzwonił, gdy demoniczny sługa otworzył drzwi – i uśmiechnięta kobieta w starszym wieku powitała go uprzejmym pozdrowieniem. „Szukam czegoś niepospolitego, co mogłoby zaspokoić potrzeby najbardziej wybrednego konesera naparów”, Sebastian powiedział, rozglądając się z ciekawością po wypełnionych mieszkankami półkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starowinka zastanowiła się, po czym pokiwała głową. „Dostaliśmy niedawno dostawę cudownej, afrykańskiej herbaty , którą odkryto w okolicy niedawno założonej kolonii”, kobieta poleciła – i usatysfakcjonowany Sebastian po chwili namysłu zamówił kilka słoiczków aromatycznych listków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciel z kwaśną miną odłożył trzymaną filiżankę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ta herbata jest zbyt słodka”, chłopiec powiedział władczym tonem w stronę zaskoczonego Sebastiana; demon ukłonił się, po czym nalał odrobinę napoju z czajniczka do zapasowej filiżanki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lokaj wziął łyk herbaty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Balans smaków jest idealny, mój lordzie. Delikatna gorycz listków skutecznie zgasza słodki smak”, Sebastian odważył się skomentować – i jego przełożony zastukał trzymaną w ręce laską. „Ośmielasz się kwestionować moją opinię?”, Ciel zapytał z wyrzutem w głosie, uważnie obserwując reakcję demona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Diabeł skłonił się nisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Postaram się znaleźć coś odpowiadającego twojemu wyrafinowanemu zmysłowi smaku”, Sebastian przysiągł – po czym ukłoniwszy się, wolnym krokiem wyszedł z gabinetu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Największym problemem w kontaktach z ludźmi jest ich ciągła zmienność. Żyją tak krótko, tak wielu rzeczy chcą spróbować…&lt;/i&gt;, Sebastian pomyślał, zwinnie wspinając się po skalnych półkach, wiodących na szczyt niewysokiej góry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Andyjskie powietrze orzeźwiło demona – nie czuł się tak rześko od czasu pobytu w jednym z zamarzniętych piekieł – i czuł, że jego humor poprawia się stopniowo. Chwilę potem, lokaj dotarł na szczyt góry – i rozejrzał się. „Dzień dobry”, Sebastian pozdrowił z uśmiechem, zerkając na najwyraźniej zaskoczoną jego zjawieniem się kozicę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwierzę wpatrywało się w nucącego coś wesoło demona; diabeł – z koszykiem w ręku – podszedł do gąszczu dzikich krzaczków o soczyście zielonej barwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lokaj z uśmiechem rozpoczął zbieranie herbacianych listków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciel skrzywił się, gdy tylko jego wargi dotknęły rąbka filiżanki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ta herbata jest zbyt gorzka!”, młody panicz oznajmił, po czym spojrzał na Sebastiana – którego brew tym razem drgnęła niebezpiecznie. „Z całym szacunkiem, mój lordzie, ale to najszlachetniejsza herbata, rosnąca dziko w niedostępnych ostępach-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciel uderzył dłonią w biurko, za którym zasiadał. „Nie obchodzi mnie, gdzie zdobyłeś te liście. Ważne, że ta herbata nie jest tym, czego chcę spróbować!”, młodzieniec wykrzyknął, po czym westchnął przeciągle, najwyraźniej znudzony ciągłymi porażkami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sebastian powoli nachylił się nad swoim panem. „Rozumiem. Pozostaje mi więc tylko jedno wyjście”, demon powiedział – a jego usta natychmiast wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciel uniósł pytająco brew – i jęknął, gdy Sebastian szybkim ruchem ręki zrzucił go z fotela wprost na zawalone papierami biurko. Filiżanka wypadła z ręki chłopca, rozlewając herbatę na dokumenty – po czym spadła na ziemię i rozbiła się na kawałki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„S-Sebastian, co-”, Ciel wykrzyknął, usiłując wyrwać z uścisku lokaja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Demon oparł plecy swojego pana o chłodny blat biurka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Właśnie serwuję ci najlepszą herbatę twojego życia”, Sebastian wyszeptał do ucha chłopca – i Ciel wstrzymał oddech, usiłując stłumić wyrywające się z jego gardła jęki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Demoniczny lokaj uśmiechnął się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Skoro &lt;i&gt;rodzaj&lt;/i&gt; herbaty nic nie zmienia, to może chociaż zmiana sposobu jej podania okaże się… Sukcesem.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tym sposobem, Ciel postanowił na stałe zmienić swój poranny rytuał – gdy tylko odkrył, że są sposoby, by poranek z herbatą mógł skutecznie obudzić go i bez podawania samej herbaty.</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:15828</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/15828.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=15828"/>
    <title>[Tenipuri] Szkoła miłości / Cena</title>
    <published>2009-10-17T13:57:11Z</published>
    <updated>2009-10-17T14:43:14Z</updated>
    <category term="silver pair"/>
    <category term="tenipuri"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">HI GUYS THIS IS MY NEW YUUSHI ICON HOW DO YOU RIKE IT&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ummm te dwa są Darkiś &amp;lt;3 &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;o right- SHISHIDO I'M SO SORRY&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ficspam part III and IV I guess! Part III is loong, nie Potyseja-long jednakowoż XD&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Szkoła miłości&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt; PG-13 for well &lt;i&gt;Yuushi&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 6 900. Whooops. :D;;; &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt; light crack! &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; … tak w zasadzie to rzekłabym że Oshitari!AbusexEVERYONE&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Walentynki-cianowe potraktowałam bardzo er, cianowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Shishido-san… Shishido-san, zakochałem się!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ręka Ryou zatrzymała się nad kartką papieru; pojedyncza kropla tuszu – młodzieniec nie zauważył nawet, że nabrał go zbyt dużo – uderzyła o biały arkusz. Chłopiec skrzywił się lekko – patrząc, jak czarna łza atramentu spływa po papierze, zostawiając za sobą ciemną smugę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou westchnął przeciągle i z frustracją odrzucił kartkę na bok. Jego ręka powędrowała do leżącej obok słoiczka z tuszem teczki; w próbie jej otwarcia chłopiec zahaczył jednak paznokciem o trzymającą ją w zamknięciu gumkę i ta wystrzeliła ze świstem z jego dłoni, rozsypując białe arkusze na zakurzoną podłogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zaklął siarczyście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co jest”, Shishido usłyszał kilka centymetrów nad swoim uchem – i obrócił się automatycznie, stając oko w oko z nachylającym się nad nim Mukahim. „Nie twoja sprawa”, Ryou odwarknął, zabierając się za zbieranie rozsypanych kartek. Gakuto podniósł pytająco brew – ale gdy jego towarzysz nie uraczył go rozwinięciem swojej wypowiedzi, tenisista westchnął z rezygnacją i w podskokach wrócił do wycinania serduszek. Włosy na karku Ryou zjeżyły się, gdy po raz kolejny usłyszał odgłos przecinania się nożyczek przez świetlistą, pomarszczoną – i niemiłosiernie różową - folię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou uważał się za człowieka tolerancyjnego. Lubił tradycje, ale zazwyczaj nie miał nic przeciwko zagranicznym uroczystościom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zazwyczaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Granica jego „zazwyczaj” kończyła się w momencie, w którym Atobe przychodził na miesiąc przed losowym świętem xyz, po czym ogłaszał, że „ten oto wspaniały ja wpadł na nowy, genialny pomysł” – który, oczywiście, nie podlegał dyskusji – i przechodził do wtajemniczania drużyny w sekrety swojego misternie ułożonego planu. Zamysł numer #35 – o ile Shishido nie pomylił się w rachunkach – dotyczył &lt;i&gt;Walentynek.&lt;/i&gt; Książę Hyotei namówił komitet uczniowski – zapewne uprzednio terroryzując go swoją świetlistą aurą boskości – na przygotowanie, jak sam to ujął, „specjalnego programu”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou był święcie przekonany, że tamtego dnia przewodniczący szkoły nie wiedział jeszcze, jak bardzo „specjalny” ów program miał być; gdyby posiadał jakiekolwiek pojęcie o tym, co uroiło się w głowie Atobe, zapewne od dawna zajęty byłby załatwianiem transferu do jednej z zagranicznych szkół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpewniej znajdującej się gdzieś w okolicy Grenlandii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Masz wypisywać plakaty, a nie bawić się w robienie kulek z papieru”, Gakuto stwierdził monotonnym głosem, zerkając na miażdżącego kartkę Ryou; Shishido łypnął na Mukahiego, mrucząc coś niezrozumiałego pod nosem i z hukiem położył nowy, czysty arkusz na stolik przed sobą. Młodzieniec zamaszystym ruchem zanurzył pędzelek w tuszu i pewnym pociągnięciem ręki nakreślił kilka kresek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido wiedział, co było źródłem &lt;i&gt;jednej&lt;/i&gt; z jego obecnych udręk. Zrodzenie się genialnego pomysłu Atobe nie było powiązane tylko i wyłącznie z przestrzenią pomiędzy uszami kapitana Hyotei - którą w chwili obecnej Ryou nie był w stanie nazwać „mózgiem”. Wszystko zaczęło się pewnego pięknego, słonecznego popołudnia od pozornie całkowicie niewinnego tematu: czy chłopcy wręczający prezenty &lt;i&gt;chłopcom&lt;/i&gt; powinni robić to w Walentynki, czy w następujący w miesiąc po nich Biały Dzień?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na nieszczęście dla pewnych co bardziej wrażliwych osobników, pytanie zadał niejaki Oshitari Yuushi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następująca po nim rozmowa (którą pechowy młodzieniec usilnie starał się blokować w swoim umyśle) zakończyła się donośnym rechotem Gakuto i odkryciem nowego odcienia czerwieni, jaki mogą przyjąć policzki Shishido. Atobe był wniebowzięty, Oshitari tryumfował, Mukahi zyskał nowy sposób na dręczenie niewinnych osób postronnych, a Ryou…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou &lt;i&gt;znów&lt;/i&gt; zaczął martwić się o zdrowie, umysł i uszy Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido wzdrygnął się, przypominając sobie o kolejnym ze swoim problemów – uwzględniającym Ootoriego i jego tajemniczą miłość, o której istnieniu pechowy młodzieniec dowiedział się przy śniadaniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Oczywiście&lt;/i&gt;, Ryou bardzo cieszył się ze szczęścia przyjaciela. Choutarou znalazł sobie kogoś - kogoś wyjątkowego. Z kim – całkiem możliwe – spędzi resztę swojego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido nie był zazdrosny. Wcale a wcale. A już na pewno nie był zazdrosny &lt;i&gt;o Ootoriego&lt;/i&gt;. Co najwyżej żałował, że będzie spędzał z nim mniej wolnego czasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou z głośnym hukiem trzasnął nową kartką o blat biurka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy to jakiś &lt;i&gt;żart&lt;/i&gt;?”, zapytał przerażony student, stojący przed tablicą ogłoszeń - na której wielkimi literami, &lt;i&gt;pismem Shishido&lt;/i&gt;, wypisano zarządzenie dotyczące obchodów tegorocznych Walentynek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący bok chłopca Ryou nie miał nawet siły na potwierdzenie prawdziwości informacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zaraz, co?!”, wykrzyknęła głośna dziewczyna w przykrótkiej spódniczce, przepychając się w stronę olbrzymiego plakatu. Shishido wzdrygnął się, gdy uczennica zdzieliła go łokciem – i bezceremonialnie przystąpiła do odczytywania zawartości ogłoszenia. „&lt;i&gt;Miłość pięknym uczuciem jest…&lt;/i&gt; Bla bla… &lt;i&gt;Nie powinna widzieć barier płci, które zacierają się wraz z-&lt;/i&gt;.. Bla bla… &lt;i&gt;Dlatego w tegoroczny dzień Walentynek, wszyscy uczniowie powinni zjawić się w szkole w stroju odpowiadającym… Im przeciwnej płci?!”&lt;/i&gt;, dziewczyna wydarła się, spoglądając z niedowierzaniem na otaczających ją studentów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przez grupkę przeszedł pomruk niezadowolenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziewczyna przyłożyła rękę do piersi, oburzona. „To jest… To jest zniewaga, to jest naruszenie naszej godności osobistej!”, uczennica wykrzyknęła, zyskując kilka zgodnych kiwnięć głową od zgromadzonego tłumu. „Właśnie, właśnie – i dlaczego wszyscy?! Ja to proponuje zbojkotować, przecież nie mogą nas ukarać za nieprzestrzeganie jakichś durnych zasad! Kto jest z nami?!”, zapytała inna dziewczyna – najwyraźniej koleżanka tej pierwszej – i przez tłum przeszedł zgodny pomruk; zbiorowisko uczniów na korytarzu od razu wpadło w lepszy nastrój – i dwie studentki wymieniły zachwycone spojrzenia, ciesząc się z otaczającej je uwagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza z dziewczyn wystąpiła na środek tłumu, który uprzejmie rozsunął się na boki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nikt nie może nam nakazać przebierania się w jakieś męskie szmaty”, uczennica powiedziała, splatając ręce na piersi i unosząc wysoko głowę. „W ogóle, co to za &lt;i&gt;palant&lt;/i&gt; sobie ubzdurał taką akcję?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oshitari Yuushi”, Shishido grobowym tonem pospieszył z odpowiedzią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grupa zamarła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Przypomniało mi się, że miałam dzisiaj pozmywać”, powiedziała głośna dziewczyna w przykrótkiej spódniczce, posyłając szybkie spojrzenie w stronę swojej koleżanki. „Uch-och, a ja miałam odebrać brata z przedszkola”, natychmiast zauważyła jej znajoma – i nie tracąc czasu, uczennice w pośpiechu pognały korytarzem w kierunku szatni; za buntowniczkami szybko pospieszyła reszta – teraz przerażonego – tłumu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niecałe pół minuty później, Shishido został sam przed tablicą ogłoszeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou westchnął przeciągle - wpatrując się w stertę własnoręcznie napisanych plakatów, które miał rozwiesić w szkole.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pewnego dnia wszystkie święta pójdą wam w pięty”, Shishido wywarczał przez zaciśnięte zęby, podnosząc z podłogi zwoje afiszy. „Gdy tylko zostanę prezydentem i ustanowię &lt;i&gt;Narodowy Dzień Polowania na Zboczeńców.&lt;/i&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nastroje w szkole – zamiast zamienić się w romantyczne – stały się raczej ponure. Dwie buntowniczki z pierwszego dnia najwyraźniej postarały się, by każda biedna dusza przyjęła do wiadomości, że nieprzestrzeganie nowoustanowionych, walentynkowych zasad będzie równoznaczne ze starciem z Oshitarim Yuushim - szkolnym rycerzem od spraw miłosnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponura sława tenisowego geniusza Hyotei zrobiła resztę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Coś tak cicho w szkole, co nie?”, Gakuto skomentował przy śniadaniu - łypiąc w stronę rozszarpowującego torebkę ze śniadaniem Shishido. Ryou taktycznie powstrzymał się od komentarza – zatapiając zęby w swojej bułce z serem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy Mukahiego zwęziły się w szparki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A co ty tak w ogóle nie przy Ootorim siedzisz?”, młodzieniec zapytał, zerkając na coraz bardziej zdenerwowanego Ryou. „Nie widziałem nigdzie zasady mówiącej, że każde śniadanie mam zjadać z Choutarou”, Shishido odgryzł się, zapominając na chwile o swojej bułce i skupiając pełnię uwagi na chichoczącym Mukahim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co nie zmienia faktu, że zawsze z nim siedzisz”, Gakuto zauważył, otwierając swoje pudełko ze śniadaniem; Ryou skrzywił się znacząco, wpatrując w stertę przysmaków, jakie zawierało bento chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Choutarou powiedział, że musi załatwić kilka spraw”, Shishido warknął, wracając do swojej bułki – która teraz, w zestawieniu ze śniadaniem Mukahiego, wydawała się o wiele mniej smaczna. „Huh”, skomentował Gakuto, &lt;i&gt;powoli&lt;/i&gt; zanurzając pałeczki w stercie kawałków soczystego, pieczonego kurczaka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brew Ryou zadrgała, gdy Mukahi wydał z siebie zadowolony pomruk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pycha”, Gakuto skomentował, oblizując się – i uśmiechając chytrze, gdy jego wzrok spoczął na trzymającym bułkę Shishido. „Jaka szkoda, że Ootori nie przyniósł ci dziś swojego wspaniałeeeego, własnoręcznie zrobionego śniadanka”, Mukahi niemal wyśpiewał – patrząc z udawanym smutkiem na zastępcze jedzenie, jakie Ryou zmuszony był kupić w szkolnym sklepiku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A może mógłbyś znaleźć jakiś staw i się w nim utopić?”, Shishido zawarczał, odsuwając na drugą stronę ławki, jaką zajmował wraz z Gakuto na szkolnym placu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czerwonowłosy chłopiec parsknął jedynie, po czym z wyraźnym zadowoleniem wypisanym na twarzy zabrał się za pochłanianie zawartości swojego pudełka śniadaniowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zadecydował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Dzień Narodowego Polowania na Zboczeńców, Mukahi będzie jego pierwszą ofiarą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zdecydowanie &lt;i&gt;musiał&lt;/i&gt; się przesłyszeć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy ktoś ma jakieś komentarze?”, Atobe zapytał z olbrzymim uśmiechem zadowolenia wymalowanym na twarzy – który Shishido miał ochotę zedrzeć z ust kapitana, najchętniej przy użyciu pięści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou podniósł wysoko rękę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„U-um, czy to naprawdę konieczne?”, Ootori zapytał, rozglądając się po twarzach zgromadzonej drużyny tenisowej; wszyscy – za wyjątkiem kapitana, zachwyconego Oshitariego i łypiącego na Ryou Gakuto – wyglądali na przybitych i zrezygnowanych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe rozpromienił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oczywiście, że to konieczne. Jesteśmy bohaterami szkoły. Jesteśmy &lt;i&gt;szkolną reprezentacją tenisową&lt;/i&gt;. Jesteśmy wzorem”, Keigo powiedział, wypinając dumnie pierś – i Shishido mógł &lt;i&gt;przysiąc&lt;/i&gt;, że dostrzegł iskierki unoszące się nad głową zachwyconego kapitana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ale to chyba jeszcze nie powód, żeby przebierać się w stroje księżniczek?”, Hiyoshi zapytał z poziomu stołu, na którym właśnie wyłożył swoją głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zjeżył się, gdy Oshitari zakaszlał znacząco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ależ &lt;i&gt;oczywiście&lt;/i&gt;, że to konieczne. Księżniczki od wieków były symbolem piękna, szczęścia i wyidealizowanych miłosnych uczuć”, Yuushi wymruczał, poprawiając nonszalancko okulary. „Poza tym, pomyślcie tylko – będziemy niczym bohaterki średniowiecznych romansów!”, Oshitari zaświergotał, wzdychając przeciągle i przykładając rękę do piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido natychmiast się ożywił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Może mógłbyś zostać księżniczką angielską? Te to dopiero często gilotynowali”, Ryou wysyczał – co zanurzony we własnym świecie Oshitari tradycyjnie zignorował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe podniósł władczo dłoń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oczywiście, wszystkie stroje księżniczek przygotuję ja wraz z ulubioną projektantką matki, o nic nie musicie się martwić”, Keigo powiedział – po czym skinął głową w stronę Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero wtedy Shishido dostrzegł trzymane przez młodzieńca koperty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ja i Oshitari zdecydowaliśmy, jakie role bajkowych księżniczek przyjmiecie. Wszystkie informacje zapisaliśmy dla was, żebyście mogli lepiej wczuć się w swoje role – Oshitari, rozdaj koperty”, Atobe rozkazał i Yuushi z zadowoleniem wypisanym na twarzy wstał ze swojego krzesła w klubowej sali obrad.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido spojrzał na Keigo z niedowierzaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bajkowe? &lt;i&gt;Role&lt;/i&gt;?!”, Ryou wykrzyknął, wpatrując się – osłupiały – w wypiętą pierś dumnego z siebie Atobe. Kapitan klubu schylił głowę, udając fałszywą skromność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och, tak. Ja i Oshitari stwierdziliśmy, że powinniśmy nadać waszym postaciom pewien rodzaj… Charakteru. Dlatego właśnie bajkowe księżniczki. A co do ról… Nie wspominałem, że przygotowujemy małe przedstawienie?”, Keigo zapytał niewinnie – i głowa Gakuto automatycznie przekręciła się w stronę całkowicie skamieniałego Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To będą wspaniałe walentynki”, Yuushi zaświergotał tuż nad uchem Shishido, podrywając go z oszołomienia; oczy pechowego młodzieńca powędrowały do koperty, jaka właśnie wylądowała na blacie przed nim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przerażony Ryou spojrzał w stronę reszty członków drużyny; nikt – nawet zachwycony przerażeniem Shishido Gakuto – nie ośmielił się otworzyć tajemniczej wiadomości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pechowy młodzieniec przełknął ślinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Narodowy Dzień Polowania na Zboczeńców i Atobe&lt;/i&gt;, Shishido poprawił się w myślach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou skrzywił się - wpatrując w kopertę, jaką trzymał właśnie w wyprostowanej ręce. Siedzący obok niego Gakuto westchnął; w chwili obecnej, nawet on nie był w stanie czerpać przyjemności z cierpienia, przez jakie przechodził Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co znaczyło, że sytuacja była wyjątkowo poważna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chyba powinniśmy to otworzyć”, Gakuto powiedział, łypiąc w stronę koperty trzymanej przez Shishido; wzrok pechowego młodzieńca powędrował z kolei do wiadomości Mukahiego. „Ty zacznij”, Ryou powiedział, usiłując przegonić strach, jaki krył się w jego głosie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czerwonowłosy młodzieniec szybko pokręcił przecząco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zagrajmy w kamień-nożyce-papier”, Gakuto zaproponował – i Shishido, po chwili wahania, przytaknął. Dwójka chłopców zwróciła się w swoją stronę – i wymieniwszy przepełnione nienawiścią spojrzenia, szybkim ruchem zmienili ułożenie dłoni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou skrzywił się, gdy jego nożyce natrafiły na kamień; Mukahi wyszczerzył zęby – gestem nakazując Shishido otwarcie jego koperty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pechowy młodzieniec skrzywił się, po czym szybkim ruchem oderwał misterną, lakową pieczęć, jaka chroniła przesyłkę. Z jej wnętrza, Ryou wyciągnął dwie złożone kartki papieru – i przełknąwszy ślinę, otworzył pierwszą z nich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy Shishido urosły do rozmiaru piłek tenisowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„K-K-K-Księżniczka &lt;i&gt;na ziarnku grochu&lt;/i&gt;?”, Ryou wyjąkał – i Gakuto zawył, wyrywając młodzieńcowi jego wiadomość, wydrukowaną przy użyciu eleganckiej czcionki. Shishido zjeżył się – i rzucił w stronę Mukahiego, usiłując wyrwać mu ukradziony arkusz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na próżno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;i&gt;Rola: Księżniczka na ziarnku grochu&lt;/i&gt;”, Gakuto odczytał, trzęsąc się ze śmiechu; Ryou warknął coś niezrozumiałego, usiłując zdzielić chłopca otwartą dłonią. „&lt;i&gt;Powód: Bo tak uparcie odmawia przeżycia swojego pierwszego razu, że zaczynam podejrzewać u niego występowanie syndromu szczególnej delikatności-&lt;/i&gt; O ja nie mogę!”, Mukahi niemal wykrzyczał, zataczając się ze śmiechu na ławce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czerwony niczym burak Shishido wykorzystał całkowicie rozstrojony stan umysłu młodzieńca, by odzyskać swoją kartkę – którą teraz tulił asekuracyjnie do piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Przestań, w tym nie ma nic zabawnego!”, Ryou ryknął, usiłując sprowadzić swoje policzki do ich naturalnego stanu i odcienia; Mukahi z trudem powrócił do pozycji siedzącej, wycierając łzy, jakie pojawiły się w kącikach jego oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Śmiej się, śmiej. Ciekaw jestem, co &lt;i&gt;tobie&lt;/i&gt; się dostało”, Shishido warknął – i Gakuto zamarł, a z jego twarzy zniknął uśmiech. Chłopiec spojrzał w stronę trzymanej koperty, a potem zwrócił spojrzenie w stronę Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido bezlitośnie kiwnął głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi westchnął, po czym szybkim ruchem ręki rozerwał pieczęć, dobierając się do zawartości przesyłki. Chłopiec szybko przyciągnął kartki do siebie, chroniąc je przed wzrokiem zainteresowanego Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Królewna… Śnieżka!”, Mukahi powiedział, uradowany; Ryou zamrugał, wpatrując się w zachwyconego i przepełnionego ulgą młodzieńca – którego mina zrzedła, gdy doszedł do linijki, w której Oshitari zanotował swój powód.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido natychmiast wyrwał chłopcu trzymany przez niego arkusz, poganiany żądzą zemsty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;i&gt;Powód: Bo swoim wzrostem będzie pasował do krasnoludków&lt;/i&gt;- HA!”, Ryou ryknął tryumfująco - wskazując oskarżycielsko wyciągniętym palcem na nieco urażonego Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi najeżył się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Lepszy mój wzrost, niż twój wrażliwy tyłek”, Gakuto odciął się - wyrywając swoją wiadomość i wczytując się dokładnie w wymienione w niej instrukcje. Shishido – pozbawiony argumentów – mógł jedynie zrobić to samo i z westchnieniem wrócił do przeglądania zawartości własnej koperty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili, Mukahi przerwał martwą ciszę, jaka zaległa między dwójką chłopców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ty, a gdzie ci zwiał znów Ootori? Ciekaw jestem, co mu się dostało”, Gakuto zapytał, wpatrując się w reakcję Ryou; palce wyższego chłopca niemal automatycznie zacisnęły się na rogach wiadomości, mnąc je lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Powiedział, że ma coś do załatwienia”, Shishido burknął, odwracając wzrok; Mukahi uniósł brew, ale taktownie powstrzymał się od ciętego komentarza. „Pokłóciliście się?”, Gakuto zapytał, zapominając na chwilę o trzymanej wiadomości; Ryou wzruszył ramionami, wzdychając lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Choutarou ma wielu znajomych, musi mieć dla wszystkich czas”, Shishido przypomniał – czując lekkie ukłucie w piersi, gdy tylko słowa te opuściły jego usta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi uśmiechnął się diabolicznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Jak tylko dowie się, &lt;i&gt;dlaczego&lt;/i&gt; odgrywasz rolę księżniczki na ziarnku grochu, będzie chciał mieć o jednego znajomego mniej”, Gakuto powiedział niewinnie, nachylając się w stronę Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pięść Shishido automatycznie nakierowała się na twarz chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego samego dnia, Ryou – natychmiast po powrocie do domu – wrócił do pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi. Po chwili wahania, tenisista przekręcił klucz znajdujący się w zamku – i pognał w stronę jednej z półek. Dłonie Shishido porwały stojącą na szafce świnkę-skarbonkę, a następnie szybko nią potrząsnęły; tenisista zaklął, gdy zauważył, że była zupełnie pusta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przerażony Ryou szybko rzucił się w stronę leżącej w kącie pokoju sterty ubrań – i po chwili przekopywania się przez brudne skarpetki, w jego rękach pojawił się niewielki, skórzany obiekt. Ryou westchnął, gdy jego drżące dłonie otworzył portfel; zmysły młodzieńca niemal natychmiast zarejestrowały dziwny, zalegający zapach stęchlizny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Równie dobrze mógłbym założyć w nim hodowlę grzybów… Może za coś mógłbym go Hiyoshiemu opchnąć?”, Shishido wymruczał do siebie, wpatrując się w nienaruszoną od kilku tygodni stertę drobniaków; pechowy tenisista szybkim ruchem dłoni wygrzebał wszystkie pieniądze - które z głośnym &lt;i&gt;bling&lt;/i&gt; wylądowały na wyłożonej panelami podłodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zabrał się za przeliczanie monet, marszcząc brwi i krzywiąc się przy każdej pomyłce; gdy skończył, wydał z siebie długie, przepełnione ulgą westchnienie. „Powinno starczyć”, Shishido wymruczał, ostrożnie zbierając wszystkie drobniaki i wrzucając je z powrotem do zakurzonego wnętrza portfela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tenisista niemal podskoczył, gdy ktoś nieoczekiwanie zapukał do drzwi jego pokoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ryou-chan? Dlaczego się zamknąłeś? Czy Oshitari-san znów powiedział ci coś gorszącego?”, zapytał zmartwiony, przepełniony troską głos matki młodzieńca – i Shishido niemal się roześmiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie, mamo, tym razem tylko postanowił zamienić całą szkołę w piekło”, Ryou zameldował głośnym wrzaskiem – który najwyraźniej dotarł do uszu jego rodzica, gdyż stojąca za drzwiami kobieta wydała z siebie westchnienie ulgi. „To dobrze, już myślałam, że powiedział ci coś nieładnego na osobności!”, matka Shishido zawołała wesoło, chichocząc przy tym radośnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou skrzywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z każdą mijającą chwilą, transfer na Grenlandię wydawał mu się coraz bardziej kuszący.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Powiedz mi, że to nie dzieje się naprawdę”, Shishido poprosił błagalnie, wpatrując się w grupę lokai sprowadzonych z rezydencji Atobe; każdy z nich trzymał w ręku manekin – przystrojony w warstwy jedwabiu, aksamitu i koronki, które najwyraźniej miały tworzyć balowe suknie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto wyszczerzył zęby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zielony kolor sukni-grochówki będzie cudownie pasował do barwy twojej rakietki”, Mukahi wymruczał przymilnie, przywołując na twarz jadowicie uprzejmy uśmiech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący obok Atobe natychmiast się rozpromienił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Prawda? One są takie &lt;i&gt;cudowne&lt;/i&gt;”, Keigo powiedział z dumą - jednocześnie umiejętnie kontrolując sygnałami pracę swoich lokai; dzięki jego wrodzonym umiejętnościom iście królewskiego dowodzenia, wszystkie suknie po chwili w nienaruszonym stanie trafiły do tenisowej szatni reprezentacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z której chwilę potem wyłonił się rozpromieniony Yuushi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„One wszystkie są takie… Wielowarstwowe”, Oshitari skomentował, wpatrując się z czułością we wnętrze szatni; brew Shishido zadrgała, gdy młodzieniec z zadowoleniem westchnął przeciągle. „I pomyślcie, średniowieczni kochankowie wiedzieli, jak szybko zdjąć takie perełki – jednocześnie unikając wygaszenia swoich żądz w międzyczasie!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący obok drżącego Ryou Mukahi wyszczerzył zęby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och, to takie pasjonujące”, zgodził się Gakuto. „Ta informacja wniosła wiele niezaprzeczalnie cennych wartości do mojego życia”, Shishido wycedził, tupiąc nerwowo nogą w jednym miejscu; młodzieniec zerknął szybko w stronę Atobe – najwyraźniej zbyt rozanielonego, by skupić się na poprowadzeniu treningu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Uch, czy my dzisiaj zamierzamy coś zrobić?”, pechowy tenisista zapytał z powątpiewaniem – jednocześnie starannie ignorując każde słowo monologu, jaki właśnie prowadził ze sobą Oshitari. „Nie sądzę”, Gakuto odpowiedział, wskazując palcem na mruczącego coś do siebie Atobe. „Kapitan mówił, że chce popracować nad swoją królewską rolą.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na przypomnienie o aktorskiej części Walentynek, Ryou niemal natychmiast skrzywił się; po przeglądnięciu scenariusza krótkiej scenki, jaką drużyna miała wystawić, był niemal pewien, że wszyscy zrobią z siebie pośmiewisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może poza grającym śpiącą królewnę Jirou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To jak dzisiaj sobie granie odpuszczamy, to ja będę się zmywał”, Shishido poinformował, zwracając się do zahipnotyzowanego swoimi myślami Keigo; gdy kapitan nie odpowiedział, pechowy młodzieniec westchnął – po czym bez słowa podniósł swój plecak z ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A tobie co się tak spieszy?”, Mukahi zapytał, nie odwracając wzroku od rozanielonego Yuushiego - rozpracowującego właśnie techniki szybkiego zdejmowania sukienek z manekinów. „Muszę coś kupić po drodze”, Shishido burknął, różowiąc się lekko; Gakuto uniósł brew i zachichotał krótko – ale powstrzymał się od złośliwego komentarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwila dobroci dla ludzi, wersja Mukahi, nigdy nie trwała długo – i przezorny Ryou na wszelki wypadek rzucił się sprintem w stronę wyjścia ze stadionu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tydzień później nadeszła chwila prawdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zdajecie sobie sprawę z tego, że to będzie totalna katastrofa?”, Shishido wycedził - szarpiąc się z kokardą, jaką Atobe wplótł mu przed minutą do zdobiącej jego głowę peruki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto parsknął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To &lt;i&gt;już&lt;/i&gt; jest katastrofa – żałuj, że nie widziałeś, jak miny mają uczniowie paradujący w mundurkach i sukienkach swoich sióstr”, Mukahi rzucił spomiędzy zdobiących jego ramiona, olbrzymich kokard; chłopiec przypominał wyrośniętą, purpurową lalkę – najpewniej należącą do sadystycznej krawcowej o duszy niespełnionej artystki. „Ale spoko, zamierzam  Atobe paroma poprawkami do scenariusza wkurzyć, może zrobi się ciekawiej...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou skrzywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co tam uczniowie, co tam scenariusz, Oshitari wciągnął w to &lt;i&gt;nauczycieli&lt;/i&gt; - czy ty widzialeś dzisiaj Sakakiego? Wygladąda jakby się skrzyżował ze swoją babcią”, Shishido warknął, starając się unikać spoglądania w perfidnie ustawione obok siebie lustro; wzrok chłopca powędrował w stronę Mukahiego – i pechowy tenisista wzdrygnął się, dostrzegając jego szeroki uśmiech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A propos Yuushiego… Słyszałem, że wprowadził kilka autorskich poprawek do scenariusza Atobe… Bez informowania kapitana. Wiedziałeś?”, Gakuto zapytał przesłodzonym głosem, przykładając dłoń do piersi i mrugając długimi rzęsami. „Podejrzewam, że gdybym o tym wiedział, nie siedziałbym teraz tu z tobą, tylko próbował gada zamknąć w najbliższym składziku”,  Shishido odwarknął, zaciskając dłonie na połach sukienki.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Nim Mukahi zdołał odpowiedzieć, nieoczekiwanie, dwie wielkie, silikonowe kule musnęły jego  plecy. „Cześć Yuushi”, Gakuto pozdrowił, nie odwracając się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Włosy na peruce Shishido zjeżyły się, gdy Oshitari wszedł w obręb jego wzroku; sukienka młodzieńca – a raczej jej &lt;i&gt;resztki&lt;/i&gt; - zwisały z kształtnego ciała, odsłaniając całkiem sporo jasnej, zadbanej skóry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To będą wspaniałe Walentynki”, Yuushi wymruczał, usadawiając się na krześle tuż obok pechowego tenisisty; oczy Ryou rozszerzyły się, gdy wielki, sztuczny biust młodzieńca zasłonił mu widok na połowę przebieralni. „Kostium  pasuje do ciebie”, Gakuto pochwalił niewinnie, tłumiąc napad śmiechu gwałtownym atakiem kaszlu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari pomachał skromnie dłonią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Atobe prezentuje się jeszcze lepiej w roli Pięknej z „Pięknej i Bestii”, Yuushi zaświergotał, wzdychając i przykładając rękę do wypukłej piersi; w międzyczasie, Ryou zdołał odsunąć się na bezpieczną, pozbawioną sztucznych biustów odległość. „Myślałem, że to ty będziesz Bestią”, chłopiec skomentował jadowicie, wpatrując się z nienawiścią w wachlującego się leniwie Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Yuushi westchnął przeciągle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach, nie - uznałem, że rola wyśnionej, romantycznej damy będzie dla mnie lepsza – a któż byłby lepszym odzwierciedleniem marzeń od stworzonej w umyśle Don Kichota Dulcynei?”, Oshitari zaświergotał wesoło, odchylając się na swoim krzesełku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zjeżył się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie przypominam sobie, żeby ta panna paradowała do połowy goła”, Ryou zauważył, spoglądając krytycznym wzrokiem na poszarpaną sukienkę Yuushiego. „To metafora ciężkiej pracy na polu, jaką w rzeczywistości parała się Dulcynea”, Oshitari wytłumaczył cierpliwie, starannie poprawiając po raz ostatni swój i tak perfekcyjnie wymodelowany dekolt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zapewne wymyśliłby jakiś trafny komentarz – gdyby nie przeszkodziło mu nagłe wejście dumnego z siebie Atobe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wchodzimy za pięć minut, swoją kolejność scenek znacie. Fragment Jirou sobie odpuszczamy, nie mogę go dobudzić, zrobimy z niego element dekoracji”, Keigo poinstruował władczym tonem – i szeleszcząc swoją bogato zdobioną suknią, wyszedł w stronę sceny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Może też mógłbym robić za dekorację? Spanie pełni ważną część mojej legendy!”, Shishido zdążył jeszcze wykrzyknąć z nadzieją za oddalającym się kapitanem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pechowy tenisista jak zwykle nie otrzymał odpowiedzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe był w swoim żywiole.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Panie i panowie, szanowne grono nauczycielskie”, kapitan wykrzyknął, rozwierając szeroko ręce i wpatrując się w przerażone twarze zebranych, upokorzonych noszonymi strojami uczniów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zgromadzeni za zasłoną aktorzy czuli się nie lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nauczyciele to nie „panowie i panie”?”, Hiyoshi zapytał z przekąsem stojącego obok niego Gakuto, który wzruszył ramionami. „A od kiedy to szkolna pielęgniarka zasługuje na tytuł &lt;i&gt;pani&lt;/i&gt;?”, Shishido wywarczał z drugiego końca poczekalni, tupiąc zawzięcie nogą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No tak, z ciebie faktycznie lepsza &lt;i&gt;pani&lt;/i&gt; jest”, Mukahi skomentował, uśmiechając się złośliwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nim Shishido zdążył odpowiedzieć („Ja przynajmniej nie mam naturalnie babskich włosów!”), do przebieralni wbiegł zdyszany, wachlujący się ręką Ootori. „Choutarou?”, Ryou zapytał, wpatrując się z wybitnie &lt;i&gt;przyjacielską&lt;/i&gt; troską w każdy szczegół jego barwnego, koronkowego stroju. „Musiałem coś… Przygotować”, młodzieniec wybąkał, grzebiąc w połach swojej sukni w poszukiwaniu scenariusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wow, kogo grasz?”, Gakuto zapytał z delikatnym zachwytem ukrytym w głosie, wodząc oczyma za ciągnącym się za chłopcem warkoczem. „Roszpunkę”, Ootori wysapał, wyprostowując się, poprawiając fałdy sukni i przeglądając na szybko swoją kartkę z rolą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zamrugał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„ Dlaczego? Masz chyba najkrótsze włosy z nas wszystkich?”, Ryou zapytał - wpatrując się w czerwieniącego się delikatnie Ootoriego. Zmiana koloru twarzy chłopca była dla Gakuto sygnałem do działania; chłopiec wystrzelił do przodu, wyrywając kartkę trzymaną przez Choutarou - i szybko wyszukał interesującą go linijkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och wow &lt;i&gt;Yuushi&lt;/i&gt;”, Mukahi wyszeptał z niejakim podziwem, z trudem powstrzymując się od wybuchu śmiechu. Zamiast tego, chłopiec przybrał najbardziej poważny wyraz twarzy, na jaki go było stać – i z gracją obrócił się w stronę usiłującego nadążyć za rozwojem sytuacji Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach, Shishido - jesteś niczym wieża, która więzi Roszpunkę, by chronić ją przed zakusami napalonych mężczyzn!”, Mukahi wyrecytował z patosem, wyciągając wolną rękę w stronę gotującego się ze złości, pechowego tenisisty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakończenie przemówienia Atobe na szczęście uchroniło Ryou przed wyrokiem sądowym w sprawie o brutalne pobicie; kapitan zamaszystym szarpnięciem odsłonił kurtynę, wpatrując się z dumą w przebranych za kobiety tenisistów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Panowie – o pardon, &lt;i&gt;panie&lt;/i&gt; - zaczynamy”, Atobe oznajmił, mrugając w stronę zgromadzonej drużyny. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou niemal zapłakał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dlaczego moja księżniczka nie popełnia w scenariuszu samobójstwa?”, Shishido wysapał, zaciskając rękę w pięść i łypiąc na zachwyconego Oshitariego. „Bo Yuushi wolał akcje z groszkiem wżynającym ci się w ciało?”, Gakuto zapytał niewinnie – z gracją rzucając się w stronę relatywnie bezpiecznej sceny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trel nagranych na taśmę, śpiewających ptaszków wypełnił salę gimnastyczną – akompaniując chrapiącemu w dekoracji tła Jirou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jakąż klątwą okrutną jest piękną i uzdolnioną bycie!”, Atobe wykrzyknął dramatycznie, wchodząc na scenę w swojej złotej, ozdobionej cekinami sukni. Zachwycony Keigo najwyraźniej uznał wzdrygnięcie się tłumu jako znak jego „duchowego poruszenia się” – gdyż podbiegł w podskokach na środek podwyższenia, wymachując rękoma i posyłając całusy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący w tle grzyb poruszył się – i po chwili okazało się, że jego kapelusz był tak naprawdę parasolką – trzymaną przez niezbyt zachwyconego swoją rolą Hiyoshiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy lepiej zakochaną być, skoro miłość nieszczęście przynosi, czy lepiej na starość samotnie w pleśń, kurz i grzyb się przeistoczyć?’, Wakashi wyrecytował monotonnie – i widzowie bez trudu odcyfrowali, za jaką opcją opowiadał się tenisista.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę potem, tłum wzdrygnął się i wtulił w oparcia krzeseł; jedynie stojąca z tyłu kobieta w białym fartuchu podniosła wysoko aparat, gdy na scenę wbiegł – a raczej wtoczył się, biorąc pod uwagę rozmiary biustu – zachwycony Oshitari. Podobnie jak Atobe, młodzieniec był w swoim żywiole – tyle, że jego &lt;i&gt;żywioł&lt;/i&gt; najwyraźniej nosił pewne rozmiary kilkanaście razy większe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Miłość? Czy samotność? Czy dziewictwo mnie czeka?”, Yuushi zapytał dramatycznie, wyciągając rękę w stronę tłumu i trzepocząc przedłużonym rzęsami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rechocząca na głos pielęgniarka z aparatem najwyraźniej uznała tą wypowiedź za niezły dowcip. „Hrrrrzzzzzz”, dorzucił swoje Jirou, gdy zachwycony Atobe podstawił mu swój mikrofon pod nos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po śpiącym młodzieńcu, kolej przyszła na wmaszerowującego na scenę Shishido. „Cóż zrobić, skoro miłość tak często ze śmiercią się miesza?”, Ryou wyrecytował z zaskakującym widownię przekonaniem – wpatrując się jednocześnie znacząco w promieniującego zachwytem Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyskakując zza Shishido, na scenę wpadł zdyszany Ootori.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Miłość taka piękna, pobudza i rozbudza w nas tak wiele – a dziś uraczymy was jej historią, nasi drodzy przyjaciele”, Choutarou powiedział cicho, wbijając wzrok w deski sceny – i nikt z widowni nie miał już wątpliwości co do tego, &lt;i&gt;kto&lt;/i&gt; napisał scenariusz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie księżniczki – za wyjątkiem grzybowej panny granej przez Hiyoshiego – zeszły ze sceny. Wakashi z godnym siebie ożywieniem dowlókł się posępnie do przywleczonej na podwyższenie pufy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dawno dawno temu żyła niespotykanie piękna królewna”, Hiyoshi wycedził, przybierając na twarz sztywny uśmiech; jak na zawołanie, na scenie pojawił się szczerzący białe zęby Atobe. Młodzieniec stanął na samym środku podwyższenia, z każdym krokiem kołysząc powabnie biodrami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niestety, z jakiegoś bliżej nieznanego jej powodu, królewna była samotna”, Wakashi wyrecytował - najwyraźniej z trudem powstrzymując się od dodania do swojej wypowiedzi owego tajemniczego &lt;i&gt;powodu&lt;/i&gt;. „Ach, samotność, ach!”, Atobe westchnął w odpowiedzi, przyciskając dramatycznie rękę do czoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Część osób na widowni zaczęła już proces ześlizgiwania się z krzeseł na podłogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Postanowiła więc znaleźć sobie drugą połowę”, Hiyoshi wycedził, wpatrując się w połyskującego cekinami na lewo i prawo Keigo. Kapitan najwyraźniej postanowił wykorzystać wszystkie przywileje noszenia sukienki – i do naturalnej umiejętności iskierkowania dorzucił kostiumowe wsparcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;‘Tak więc udała się na poszukiwania – i w jednym z zamków, które odwiedzała, natknęła się na niezwykły widok”, Wakashi powiedział, kontynuując swoją narrację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym czasie, na scenę wmaszerował krzywiący się Shishido – i przed oczami zdębiałego tłumu rzucił się twarzą na deski podwyższenia. Chłopiec zderzył się z podłogą z głośnym trzaskiem, który poniósł się echem po sali gimnastycznej i zbulwersował wszystkich nauczycieli – poza szkolną pielęgniarką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kimże tyś jest?”, Atobe zapytał dramatycznie, przyciskając rękę do piersi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z gardła Shishido wyrwał się charczący dźwięk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jam księżniczka śpiąca na ziarnku grochu i jest mi niewygodnie”, Ryou wysyczał wprost w deski sceny, opryskując ją śliną; w odpowiedzi, kapitan Hyotei złożył dramatycznie ręce, przyjmując teatralną pozę mdlejącej niewiasty. „No i na księcia czekam”, Shishido dodał,  powstrzymując się od rytmicznego uderzania głową o zachęcająco twarde deski.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Chodźmyż więc miłości wspólnymi siłami szukać!”, Keigo niemal wyśpiewał – i chcąc nie chcąc, Ryou z trudem dźwignął się z ziemi, dołączając do stojącego w bezruchu kapitana. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I tak, poszukujących zrobiły się dwie”, Wakashi wydyszał, zaciskając palce na rączce swojej parasolki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe z zachwytem kiwnął głową, namawiając chłopca do kontynuowania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I szły sobie i szły i wpadły na zatrute jabłko w księżniczce”, Hiyoshi wymruczał, zerkając na coraz bardziej przerażony tłum – który wpatrywał się teraz w skaczącego po scenie Gakuto. Młodzieniec – jak na śmiertelnie porażoną trucizną niewiastę – prezentował się całkiem zdrowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keigo zjeżył się, subtelnymi – według niego – gestami nakazując Mukahiemu prawidłowe odgrywanie roli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy zamaszyste ruchy rąk nie wystarczyły, Atobe zakaszlał znacząco. „Jakże to możliwe, że po zjedzeniu jabłka zatrutego tak energiczną pozostajesz?”, kapitan zapytał, tonem sugerując Gakuto, że czekają go dodatkowe treningi za skompromitowanie scenariusza. „Zarąbisty metabolizm”, Mukahi wytłumaczył, szczerząc zęby w stronę zdębiałej publiczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach, to pewnie to oczekiwanie na księcia tak cię uzdrowiło?”, Keigo zasugerował twardym tonem, krzywiąc się w stronę zachwyconego przedstawieniem Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Na co mi książę, krasnalowy harem mam, poręczniejszy”, Mukahi oznajmił – i pewna część Shishido zaczęła chłopca niemal podziwiać. „Ale i tak chcesz swojego księcia, prawda?”, Atobe wysyczał, trzęsąc się ze złości; w odpowiedzi, Gakuto wzruszył ramionami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Im więcej, tym lepiej!”, Mukahi zawył, uśmiechając się w stronę widowni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wakashi – po uprzednim &lt;i&gt;subtelnym&lt;/i&gt; kopniaku ze strony Atobe – postanowił kontynuować narrację. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Eee tak. No i poszli we troje. Znaczy, we trzy. I wpadły na wieżę, pod którą stała księżniczka”, Hiyoshi powiedział, wpatrując się we wchodzącego na scenę Choutarou – z trudem unikającego potykania się o własny warkocz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach witaj, o długowłosa”, Atobe wyrecytował, wachlując się nonszalancko jedną z dłoni – i popychając do przodu znieruchomiałego Ryou. „Dlaczegóż w wieży swej nie siedzisz?”, Shishido zapytał – starając się spoglądać na wszystko, co nie było śliczną, uroczą, koronkową suknią Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori odkaszlał delikatnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bo na księcia swego czekam”, Choutarou odparł, jąkając się delikatnie i przełykając ślinę co dwa wyrazy. „Czy nie bezpieczniej byłoby w wieży?”, Gakuto zapytał niewinnie – wpatrując się z ukosa w krzywiącego się Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe zjeżył się – i Ryou zdał sobie sprawę z tego, że tej linijki najwyraźniej również nie ma w scenariuszu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou spojrzał na gestykulującego zawzięcie Keigo – i na wzruszającego ramionami Hiyoshiego, najwyraźniej szukając pomocy. „U-um, ułatwiam mu pracę”, Ootori wydukał w końcu, wpatrując się w reakcję publiczności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta na szczęście była zbyt skamieniała, by pokusić się o jakiś odzew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I tak grupka księżniczek powiększona o jeszcze jedną z nich… Znaczy, synek królów… Ten, córek królów, ruszyła dalej”, Wakashi wyrzucił z siebie szybko, zerkając kątem oka na wzdychającego z wdzięcznością Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tłum na sali grupowo wstrzymał oddech; za kurtyną pozostał jeden aktor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale za to jaki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szły i szły i do wioski doszły”, Hiyoshi wyszeptał, kręcąc się na swojej grzybowej pufie – i Shishido mimowolnie przysunął się bliżej Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę potem, na scenę weszły piersi wraz z podążającym za nimi Oshitarim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach!”, Yuushi wykrzyknął z przesadzonym dramatyzmem – wychylając się w stronę widzów tak, by każdy mógł podziwiać jego olbrzymi dekolt. Kilka co bardziej pruderyjnych nauczycielek wstrzymał oddech – a szkolna pielęgniarka zachichotała jedynie, pstrykając radośnie fotki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili terroryzowania publiczności swoimi piersiami, Oshitari zwrócił się w stronę reszty księżniczek.„Och, hi. Co robicie?”, Yuushi zaszczebiotał - najwyraźniej usiłując przekształcić swój głos w bardziej dziewczęcy („teraz to ja już na pewno się nie ożenię, Choutarou”).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe podskoczył w stronę Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szukamy, księciów naszych szukamy!”, Keigo oznajmił dramatycznie, przykładając rękę do czoła i odchylając się w tył; w odpowiedzi, Yuushi wypiął się jeszcze bardziej do przodu („taka poza jest nieosiągalna dla człowieka, mówiłem ci, że to mutant, Choutarou!”) i zatrzepotał rzęsami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Po cóż szukać, skoro mamy &lt;i&gt;siebie&lt;/i&gt;!”, Oshitari wykrzyknął, rzucając się w stronę mrugającego ze zdziwienia Atobe i lądując swoim biustem na piersiach Keigo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po minie kapitana Shishido stwierdził, że tej linijki najwyraźniej również nie było w scenariuszu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oshitari!”,  Atobe zawył, usiłując odsunąć się od rozochoconego tenisowego geniusza; niestety dla co bardziej wrażliwych widzów, bezskutecznie. „Nauczyłem się je ściągać w mniej niż minutę!”, Yuushi powiadomił, dobierając się do pończochy Keigo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szczęka Ryou opadła, gdy Oshitari radośnie ścisnął po drodze sztuczny biust kapitana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Każdy z nas powinien oddychać pełną piersią seksualnej wolności!”, Yuushi wykrzyknął w przypływie uniesienia – lądując przy okazji ręką na jeden z tylnych części ciała Atobe. Keigo jęknął, usiłując odepchnąć tenisowego geniusza na odpowiednią odległość – i uśmiechając się jednocześnie przepraszająco w stronę przerażonego zgromadzenia nauczycieli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O tak, ty to masz czym oddychać”, Gakuto skomentował, wyjąc z uciechy na widok skamieniałej twarzy blednącego Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„K-kurtyna!”, Choutarou wykrzyknął w momencie, gdy Oshitari uznał za stosowne sięgnięcie wolną ręką w stronę swojego dekoltu – powiększając go znacząco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miłosierny członek komitetu pomagającego najwyraźniej dosłyszał błagalne zawołanie – gdyż czerwona płachta materiału natychmiast opadła na scenę – ukrywając wszystkie księżniczki poza grzybową narratorką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hiyoshi spojrzał z przerażeniem na wbijający w niego wzrok, przerażony tłum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To ten, eee, morał. Yyym, ten”, Hiyoshi wydukał z trudem, przełykając ślinę i splatając palce na rączce parasolki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Improwizacji jego scenariusz niestety nie przewidywał. „To może ten, er. Eee”, Wakashi wydukał inteligentnie, zerkając w stronę kurtyny; najwyraźniej jednak, nikt nie zamierzał śpieszyć mu na pomoc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hiyoshi z odwagą odwrócił się z powrotem w stronę widowni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Eeee… No to bądźmy tolerancyjni.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy tylko kurtyna opadła na scenę, Atobe pognał pędem w stronę przebieralni - a Shishido zjeżył się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A nie &lt;i&gt;mówiłem&lt;/i&gt;, że to będzie katastrofa?!”, Ryou warknął, wymachując wściekle rękoma; stojący za chłopcem Gakuto wzruszył ramionami. „Nikt nie protestował i nie gwizdał”, Mukahi zauważył, wpatrując się z zachwytem w komiczne reakcje drugiego chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bo wszyscy się bali &lt;i&gt;Oshitariego&lt;/i&gt;. Poza tym, nikomu się też specjalnie nie chciało klaskać!”, Shishido wykrzyknął, opluwając mniejszego tenisistę śliną. „Szkolnej pielęgniarce chyba się podobało”, Mukahi odparł z wyraźnym rozbawieniem, zasłaniając się rękoma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zapewne ciągnąłby swoją listę skarg dalej – gdyby gwałtowny ruch po jego prawej stronie nie przykuł jego uwagi. „Choutarou?”, Shishido zapytał, wpatrując się ze zdziwieniem w chmurę jasnych włosów, znikającą za przejściem prowadzącym na korytarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou odwrócił się na pięcie w stronę powstrzymującego się od śmiechu Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I widzisz, nawet Choutarou ma teraz traumę!”, Shishido ryknął, wskazując palcem na drzwi, przez które zbiegł Ootori. Ryou rzucił ostatnie wściekłe spojrzenie w stronę rozanielonego Yuushiego, po czym – pokazawszy gestem Mukahiemu, co o nim myśli – rzucił się pędem za biednym Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkanaście potknięć o fałdy swojej sukni później, Shishido zdołał dotrzeć do metalowych drzwi, za którymi najwyraźniej ukrył się Ootori. „Choutarou?”, Ryou zapytał, przełykając ślinę; młodzieniec nacisnął klamkę, wciąż wołając swojego biednego, przechodzącego przez traumę przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido otworzył drzwi na oścież – i zamrugał kilka razy, starając się rozproszyć neonowe barwy, jakie zawirowały przed jego oczami. Żaden z kolorów nie zniknął jednak – i w umyśle Ryou zanotowała się informacja, że wyszedł właśnie na dach szkoły - przyozdobiony setką baloników o radioaktywnym zabarwieniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido z wahaniem postawił kolejny krok – tylko po to, by zobaczyć ustawiony w kącie stolik i parę krzeseł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Parę udekorowanych koronką krzeseł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Które przy okazji wspaniale komplementowały suknię stojącego obok, przerażonego Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z gardła oślepionego barwami Ryou mimowolnie wyrwał się rzężący dźwięk – i Ootori podskoczył, zdając sobie sprawę z obecności przyjaciela. Srebrnowłosy młodzieniec otworzył usta, po czym je zamknął – najwyraźniej niezdolny do wypowiedzenia składnego komentarza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co Ryou bynajmniej nie zaskoczyło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ja… Ja przepraszam, Shishido-san!”, Choutarou wykrzyknął, składając ręce i przyciskając je do piersi; Ryou zamrugał - wodząc wzrokiem od przerażonej twarzy przyjaciela do ustawionego w kącie dachu stolika. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwójka tenisistów stała przez chwilę w ciszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co to jest?”, Shishido zapytał w końcu - wskazując palcem na wściekle różową płachtę przykrywającą blat i ułożone na niej talerze oraz świece.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori wyglądał tak, jakby miał się zaraz rozpłakać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bo ja ostatnio stchórzyłem… I pan Oshitari zapytał co się stało… I ja byłem tak roztrzęsiony, Shishido-san, i ja powiedziałem wszystko- Ja wiem, że nie powinienem, ale-!”, Choutarou wyjąkał z trudem, skubiąc nerwowo kokardę zdobiącą dumnie jego pierś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zamrugał; pechowy tenisista zrozumiał tylko niewielką część – a mianowicie: wymienienie przez Ootoriego nazwiska „Oshitari” znaczyło, że stało się coś złego. „Czekaj – ale o co chodzi?”, Ryou zapytał, spoglądając na przyjaciela z ukosa – i wciąż wskazując palcem na stojący w kącie, dwuosobowy stolik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To pan Oshitari, to nie ja - on powiedział, że tak trzeba, ja &lt;i&gt;nie chciałem&lt;/i&gt;, ale to pan &lt;i&gt;Oshitari&lt;/i&gt;, jak miałem się sprzeciwić!”, Choutarou wykrzyknął; młodzieniec szybko zauważył, że podniósł głos – i jego i tak czerwone policzki przybrały jeszcze ciemniejszy odcień karmazynu. „Bo ja ostatnio powiedziałem… Ale nie o kogo chodzi…”, Choutarou wyjąkał - wpatrując się w coraz większe zakłopotanie wypisane na twarzy Ryou; srebrnowłosy młodzieniec nabrał głęboki wdech – po czym wyrzucił go z siebie, niezdolny do wypowiedzenia słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido przekrzywił głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Choutarou, ty nic nie piłeś, prawda?”, Ryou zapytał ostrożnie, pociągając nosem w celu wykrycia zapachu alkoholu – i Ootori cofnął się w tył, przerażony. „To nie tak, Shishido-san, ja tylko-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou nigdy nie dowiedział się, co „tylko” – a przynajmniej nie od bezpośredniego źródła; młodzieniec podskoczył, gdy aż nazbyt znajomy głos westchnął za jego plecami – przy akompaniamencie trzaskających drzwi. „Witam moją drogą, nowoogłoszoną parę!”, Yuushi zaświergotał, podchodząc w stronę Shishido i przerażonego Choutarou; tenisowy geniusz Hyotei podskoczył do skamieniałych chłopców – i przyciągnął ich do siebie w ojcowskim geście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz za nim, zza drzwi prowadzących na dach wyskoczył wyposażony w trąbkę Mukahi; Gakuto z całej siły dmuchnął w instrument – uzyskując w efekcie miażdżący uszy pisk. Oczy Shishido rozszerzyły się, gdy dostrzegł wchodzącego za chłopcem Hiyoshiego – trzymającego z kwaśną miną coś, co przypominało akordeon po przejściach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nowoogłoszoną… Parę?”, Ryou zapytał, wpatrując się tępo w oślepiająco biały uśmiech Oshitariego; w odpowiedzi. tenisowy geniusz Hyotei westchnął przeciągle, przyciskając twarze obu chłopców do swojej wypukłej piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No tak. Czy to nie poetyckie, że wasza miłość rozkwita właśnie w tak cudowny, piękny dzień?”, Yuushi zapytał wesoło, poklepując energicznie ramie Shishido. Ryou spojrzał pytająco w stronę Ootoriego, który z kolei wbił wzrok w swoje buty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari tryumfował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Spędziliśmy nad tą dekoracją i scenariuszem kilka ostatnich popołudni!”, Yuushi zaświergotał, wzdychając przeciągle co kilka wyrazów – i coraz energiczniej poklepując obolałe już ramię Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, wszystkie wskazówki w głowie Ryou z głośnym &lt;i&gt;klik!&lt;/i&gt; wskoczyły na właściwe miejsca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pechowy młodzieniec obrócił się w stronę zaróżowionego ze wstydu Ootoriego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Choutarou, ty wtedy… Miałeś na myśli &lt;i&gt;mnie&lt;/i&gt;?”, Ryou wyjąkał, wskazując palcem na swoją pierś i mrugając zawzięcie. Ootori – po chwili spędzonej na zamianie swoich różowych policzków na całkowicie czerwone – powoli kiwnął głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pechowy tenisista otworzył usta - i zamilkł, najwyraźniej rozważając coś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę później, Shishido odwrócił się w stronę tenisowego geniusza Hyotei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oshitari, a ty wiesz, że jak go ostatnio widziałem, to kapitan miał problem ze zdjęciem swojej sukienki?”, Ryou zapytał niewinnie, uśmiechając się uprzejmie; oczy stojącego obok Choutarou rozszerzyły się, a  Mukahi z wrażenia zdołał wydobyć z trąbki czysty dźwięk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi natychmiast rozpromienił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak? Aw, biedny, trzeba mu pomóc”, Oshitari zaświergotał z wyraźnym zadowoleniem – i nim Shishido zdołał przytaknąć, chłopiec rzucił się w stronę przerażonego Hiyoshiego. „Przynieś jakąś kamerę, takie rzeczy powinno się ku pamięci potomnych nagrywać”, Yuushi polecił, wzdychając z rozmarzeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto zamrugał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jakich potomnych? Że niby od naszej drużyny? &lt;i&gt;Jak&lt;/i&gt;?”,  Mukahi zapytał z powątpiewaniem – i krzyknął coś niezrozumiałego, gdy zachwycony geniusz Hyotei szybkim ruchem ręki popchnął go w stronę drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka chwil później, Shishido i Choutarou zostali sami na dachu szkoły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „To było… Okrutne”, Ootori zauważył, spoglądając z troską w stronę zamkniętych drzwi, za którymi zniknął Oshitari.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou wzruszył ramionami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niech uznają to za zaczątek przyszłego Narodowego Dnia Polowania Na Zboczeńców i Atobe”, Shishido ogłosił, szczerząc zęby z zadowoleniem wypisanym na twarzy; Choutarou przekrzywił pytająco głowę, mimowolnie uśmiechając się delikatnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Długa historia”, pechowy młodzieniec oznajmił, machając zbywająco ręką; po chwili, tenisista przypomniał sobie, że ma na głowie większy problem, niż tłumaczenie przyjacielowi praw rządzących się jego umysłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tenisista zakaszlał znacząco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chyba… Chyba powinniśmy porozmawiać, Choutarou”, Ryou oznajmił z pełną powagą – i gdy Choutarou kiwnął głową, chłopiec zaczerpnął głęboki wdech. „To, ten... Ty wtedy, ten”, Shishido powiedział powoli - kopiąc w przerwie nieistniejący kamyk, jaki najwyraźniej znajdował się przed chwilą obok jego stóp.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori odwrócił głowę, po czym przestąpił z nogi na nogę. „Umm, um, acha, to znaczy. Tak”, Choutarou wyjąkał, kiwając energicznie głową. Shishido wydał z siebie głośne „och” – i radość zaczęła rosnąć w jego piersi jak nadmuchiwany balonik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wypełniony gazem rozweselającym, na dodatek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę potem, pechowy tenisista przypomniał sobie, że też powinien coś powiedzieć; młodzieniec podniósł szybko głowę, wpatrując się w wyczekujący wyraz twarzy przyjaciela, a następnie wlepiając oczy w jedną z kokardek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Fajnie - yy, to znaczy, ja też. Nie że ja fajnie, ja też do tego poprzedniego”, Ryou powiedział szybko, odrywając wzrok od sukienki i spoglądając na nieco przerażonego Choutarou. „Naprawdę?”, Ootori zapytał, zaciskając palce na rąbku swojej sukienki i mnąc go zawzięcie w przypływie ulgi. „Totalnie”, Shishido potwierdził, kiwając zawzięcie głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę potem, między tenisistami zapadła cisza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou przez kilka sekund walczył ze swoim umysłem, usiłując wymyślić jakąś odpowiednią do sytuacji wypowiedź; niestety, wszystko, co przychodziło mu do głowy, miało albo kształt owieczek, albo serduszek – ewentualnie postać Choutarou. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pechowy tenisista otworzył usta - po czym nieoczekiwanie uderzył otwartą ręką w czoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O, racja, przypomniałem sobie”, Ryou wykrzyknął nerwowo, grzebiąc w połach swojej sukni; po chwili, w dłoni młodzieńca pojawiło się niewielkie pudełeczko, niedbale przewiązane wstążką. „To… Dla mnie?”, Ootori zapytał, wpatrując się w wyciągniętą w jego stronę rękę tenisowego partnera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No weź”, Shishido burknął, różowiąc się lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou ostrożnym ruchem dłoni przyjął podarunek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou splótł ręce na piersi, wpatrując się w oglądającego opakowanie Ootoriego. Shishido zazwyczaj pakował prezenty dla przyjaciela niestarannie i z użyciem pierwszego lepszego papieru, jaki znalazł – ale tym razem, mama tenisisty przyłapała go na obwiązywaniu podarku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co skończyło się długim wykładem i wycieczką do marketu celem kupienia paskudnie różowej – albo „niezwykle subtelnie różanej”, zdaniem rodzicielki – folii. Dzięki temu, teraz w rękach Choutarou tkwiła dziewczęca, błyszcząca paczuszka – której jedynym plusem dla Shishido było na chwilę obecną to, że pasowała do sukienki chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou odwrócił wzrok, gdy ręce Ootoriego zacisnęły się na rozpakowanym prezencie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Myślałem, że będziesz mógł pójść tam z ukochan- Znaczy, ja wtedy nie wiedziałem, że to- Znaczy…”, Shishido wydukał, drapiąc się pod peruką – i ostatecznie rujnując jednocześnie swoją fryzurę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou uśmiechnął się promienne. „Zawsze chciałem to zobaczyć, Shishido-san!”, Ootori powiedział z zachwytem – ściskając w rękach bilety do filharmonii, datowane na dzisiejszy wieczór.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou wypuścił ze świstem  powietrze; młodzieniec nie zdawał sobie nawet sprawy z tego, że wstrzymywał oddech. „Cieszę się”, Shishido powiedział, kiwając głową i szczerząc zęby; widać było, że przyjaciel chłopca był szczerze zachwycony prezentem i pechowy tenisista poczuł się dumny ze swego wyboru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou spojrzał na kręcącego się nerwowo Ryou. „Idziemy, Shishido-san?”, Ootori zapytał, wymachując znacząco trzymanymi biletami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Taaa… Jak Atobe skończy z Oshitarim, to nasz tenisowy geniusz będzie musiał całość dekoracji sam posprzątać – chyba tyle tu po nas”, pechowy młodzieniec oznajmił, rozglądając się po oprószonym konfetti dachu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori zaśmiał się lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Poza tym”, Shishido zaczął, spoglądając w stronę Choutarou, „Chyba na całego obchodzimy twoje urodziny po raz ostatni, to trzeba to uczcić, nie?”, Ryou zapytał, starając się ukryć przebijającą się przez jego głos radość i dumę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori przekrzywił pytająco głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido wyszczerzył zęby, oferując ramię swojej ubranej w sukienkę „partnerce”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„W końcu za rok razem huczniej będziemy obchodzić to drugie dzisiejsze święto.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Cena&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;G&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; ~200&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt; Bittersweet?&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; Silver&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Mała zmiana nastroju idk. Prompt: you will see.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid2"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;"... i tak jakoś... Nie mogłem mu powiedzieć", Choutarou powiedział z westchnieniem, przyciągając kolana do piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słuchacz chłopca przekrzywił głowę na bok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie wiem nawet, dlaczego. Bardzo chciałem to zrobić. Naprawdę", Ootori przyznał, różowiąc się lekko i odwracając wzrok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Towarzyszący mu młodzieniec taktownie nie skomentował, pozwalając Choutarou na kontynuowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"To dlatego, że... Że to Shishido-san. Nie chciałbym czegoś przypadkiem zniszczyć. To znaczy, tego, co jest między nami", tenisista wymruczał, zastanawiając się nad doborem odpowiednich słów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou wziął głęboki wdech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"To zabawne, zawsze wydawało mi się, że gdy jestem przy nim, mam wszystko - ale gdyby go zabrakło, chyba nie zostałoby mi nic. Nie byłbym w stanie grać już w tenisa. Szkoła stałaby się nie do wytrzymania, starych przyjaciół trochę zaniedbałem", młodzieniec wymienił, po czym przełknął głośno ślinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"On jest dla mnie bardzo ważny. Najważniejszy. Zawsze spędzam z nim tyle czasu, że mam wrażenie, że nie mam nikogo poza nim, wiesz?", Ootori wyznał - i siedzący obok chłopiec opuścił głowę, jakby unikając spojrzenia kompana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tenisista westchnął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Cieszę się przynajmniej, że mam kogoś, kto mnie zawsze wysłucha i nie będzie zadawał krępujących pytań", Choutarou powiedział z ironicznym uśmiechem, zwracając głowę w stronę towarzysza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śpiący przy chłopcu Jirou zachrapał donośnie.</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:15384</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/15384.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=15384"/>
    <title>[Tenipuri] Przyjaźń od pierwszego wejrzenia</title>
    <published>2009-10-17T13:40:23Z</published>
    <updated>2009-10-17T13:40:23Z</updated>
    <category term="silver pair"/>
    <category term="tenipuri"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">Ficspam, part II: for Darkiś &amp;lt;3!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Um lubisz cute więc zrobiłam Ci cute /o/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Przyjaźń od pierwszego wejrzenia&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt; G? oO&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 2558&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt; cute! &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; light SP&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Ten od Darkiś z obrazkiem idk 19? XD;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Młody Shishido Ryou nienawidził wielu rzeczy - a że dopiero dane było mu spotkanie osobnika znanego pod imieniem i nazwiskiem Oshitari Yuushi, czołowe miejsce na jego liście Rzeczy Złych na chwilę obecną zajmowała szkoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hyotei Gakuen - bo taką nazwę nosiło gimnazjum, do którego miał uczęszczać – było dla Shishido jednym wielkim zbiorowiskiem snobów poprzetykanym kilkoma geniuszami. Ryou nie zaliczał się ani do pierwszych, ani do drugich - upodobał sobie jednak historię i geografię Japonii i radził sobie z nimi całkiem nieźle - co ostatecznie zapewniło mu miejsce w elitarnej szkole.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rodzice Shishido byli z niego dumni, brat chłopca uznał go za kujona, a rodzinny pies – najwyraźniej w celu wyrażenia swej radości – obsikał szkolny mundurek Ryou. Młody uczeń wcale się nie zdziwił – jako życiowy pesymista, spodziewał się znacznie większych kłopotów, uwzględniających między innymi kilka trzęsień ziemi i atak fali Tsunami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewne problemy oczywiście nadeszły – i to już wraz z dniem pierwszego kwietnia. Dziwny ciąg pechowych wydarzeń – zaczynający się od niedziałającego budzika i spóźnienia  na autobus – sprawił, że zdyszany Shishido zjawił się przy szkolnej bramie na minutę przed rozpoczęciem akademii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, cudowny-inaczej dzień z życiorysu tenisisty dopiero się rozpoczął. Pechowy młodzieniec spędził kilka chwil na zaczerpnięciu oddechu – co z kolei doprowadziło do raczej nieprzyjemnego spotkania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Kogo ja widzę", powiedział kpiący głos należący do pozycji numer dwa na oficjalnej liście Rzeczy Złych Ryou; właściciel głosu - niski, czerwonowłosy chłopiec - stał przy jednym z drzewek znajdujących się na podwórzu, uśmiechając się drętwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mukahi", Shishido warknął, zaciskając rękę na kamiennym murze otaczającym Hyotei – oficjalnie wpisując datę „pierwszy kwiecień” do swojego autorskiego wykazu okropieństw.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Oficjalna pozycja numer dwa&lt;/i&gt; mieszkała tuż obok jednego z tokijskich kortów, na którym miał zwyczaj trenować także i Ryou. Gakuto był znany okolicznym graczom jako świetny zawodnik – i złośliwy dręczyciel. Od czasu poznania się, młodzieńcy nie raz i nie dwa wdawali się w ogniste sprzeczki związane z kolejnością korzystania z tenisowego pola.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido nawet w najgorszych snach nie wyobrażał sobie jednak, że będzie musiał użerać się ze złośliwym chłopcem także i w szkole.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto wyszczerzył zęby. „Nie uwierzysz, przydzielili nas w tym roku do jednej klasy”, Mukahi powiedział słodko – i Shishido niemal udławił się własną śliną. „&lt;i&gt;Co zrobili&lt;/i&gt;?!”, Ryou wywarczał, rzucając się pędem w stronę postawionej na placu tablicy ogłoszeń; oczy chłopca wędrowały przez chwilę po liście przyjętych, szukając nazwiska rywala.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłopiec jęknął, gdy zobaczył swoje imię wypisane tuż obok kanji składających się na „Gakuto”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi podszedł do przyszłego kolegi z klasy, ziewając leniwie. „Czyż to nie cudowne zrządzenie losu”, Gakuto wymruczał, wpatrując się z satysfakcją w zaciskającą się pięść Shishido. „Tylu uczniów, a my trafiliśmy właśnie na siebie”, Mukahi dorzucił, zerkając z fascynacją na swoje paznokcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jakim cudem cię przyjęli?”, Ryou zapytał, z trudem powstrzymując się od zaatakowania mniejszego chłopca – w normalnych warunkach zapewne by to zrobił, ale dziś nie miał akurat ochoty na spędzenie swojego pierwszego dnia nauki w szkole po godzinach. „Się ma znajomości”, Gakuto wytłumaczył ze sprytnym uśmieszkiem, wodząc wzrokiem po liście nazwisk; młodzieniec skrzywił się, gdy dostrzegł, że interesujące go imię znajduje się w innym zestawieniu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szkoda tylko, że Yuushi trafił do innej klasy”, chłopiec skomentował, wpatrując się w wywieszoną listę nazwisk. „’Yuushi’?”, Ryou zapytał, szukając wzrokiem kanji pasujących do tajemniczego imienia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Znajomy. Ma niezwykłą i skomplikowaną osobowość”, Gakuto wyjawił – i Shishido uniósł brew, gdy chłopiec uśmiechnął się upiornie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou niemal podskoczył, gdy po placu poniósł się dźwięk szkolnego dzwonka. „Spóźnimy się na akademię otwierającą rok”, Shishido syknął, rzucając się pędem w stronę sali gimnastycznej; Mukahi wzruszył jedynie ramionami, po czym spacerkiem poszedł śladami biegnącego Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Szkolne akademie rozpoczynające rok&lt;/i&gt; znajdowały się bardzo wysoko na liście Rzeczy Złych Shishido – zaraz pomiędzy &lt;i&gt;wykładami ojca&lt;/i&gt; a &lt;i&gt;szkolnymi akademiami kończącym rok&lt;/i&gt;. Dobrą pozycję zyskały głównie ze względu na ich boleśnie wysoką zawartość czystego, skondensowanego przynudzania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzisiejsza akademia nie należała do wyjątków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou oparł głowę na ręce, wpatrując się zamglonym wzrokiem w sylwetkę przemawiającego dyrektora; nauczyciel nie miał w sobie ani krzty siły przekonywania – a jego mowa w większej części składała się z wielu niezrozumiałych słów. Shishido po chwili zrezygnował z zastanawiania się, co wyraz „pejoratywny” mógłby znaczyć – i spojrzał w stronę zgromadzonych nauczycieli. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tuż obok pocącego się staruszka stał młodszy mężczyzna o kiepskim guście, którego szyję zdobiła wściekle różowa apaszka. Po jego lewej stronie z kolei przycupnęłą zanudzona rudowłosa kobieta w fartuchu – trzymająca wielki tom jakiejś literatury-wątpliwie-pięknej. Tuż za nimi zgromadzili się inni nauczyciele – w-fista, chemik…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wzrok znudzonego Shishido powędrował dalej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Olbrzymia sala gimnastyczna była wypełniona po brzegi; w pomieszczeniu zebrali się wszyscy uczniowie szkoły – licealiści, gimnazjaliści oraz uczniowie podstawówki. Większość nosiła podobnie skrojone mundurki – na których dumnie prezentowała się misternie zaprojektowana tarcza Hyotei. Shishido nie dostrzegł żadnej znajomej twarzy – pomijając „wredną gębę cholernego Mukahiego” – i westchnął, gdy zauważył, że ten rozmawia w najlepsze z kimś siedzącym na przedzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zmrużył oczy, gdy jego wzrok spoczął na towarzyszu Gakuto; długie, czarne włosy spływały swobodnie do ramion młodzieńca - a gdy ten odwrócił głowę, Shishido dostrzegł parę okularów usadowioną na zgrabnym nosie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z nieznanego sobie bliżej powodu, Ryou nabrał przemożnej ochoty przywalenia tajemniczemu chłopcu przy użyciu swojego plecaka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„… Trzymajmy się więc zasad i nie dawajmy się uwieść… Znaczy, zwieść”, dyrektor zakończył swoje przemówienie, zerkając w stronę – najwyraźniej – Gakuto i wycierając spocone czoło chusteczką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido miał &lt;i&gt;złe&lt;/i&gt; przeczucia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz po zakończeniu godzinnego przemówienia dyrektora („trwało o 59 minut za długo”, warknął przy wychodzeniu Shishido) Ryou bohatersko zignorował zaczepki Mukahiego – i rozkopując żwir, jakim wyłożono plac Hyotei, ruszył w stronę przystanku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tradycyjnie, Shishido spóźnił się na ostatni autobus jadący w stronę domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przeklinając barwnie wszystkie zła tego świata (głównie te z jego listy), Ryou ruszył wolnym krokiem w kierunku swojej dzielnicy. Optymista mógłby zapewne stwierdzić, że chłopcu przynajmniej towarzyszyła piękna pogoda – wiatr niósł ze sobą świeże płatki kwiatu wiśni, a słońce oświetlało wesoło jego drogę. Niestety, Shishido do optymistów nie należał – i tak, spędził pół trasy na zastanawianiu się, kiedy zacznie padać deszcz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co było bezpośrednim powodem, dla którego Ryou nie zauważył ułożonego na parkowej drodze kamienia. Noga tenisisty zderzyła się czołowo z głazem – wyrywając z gardła młodzieńca głośny okrzyk bólu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zaklął barwnie, skacząc dookoła kamienia i ściskając obolałą stopę; pechowy tenisista natychmiast rozglądnął się w poszukiwaniu lubiącego podobne numery Gakuto – nie znalazł jednak w otoczeniu nikogo o znajomej twarzy. Chłopiec skrzywił się, po czym zakasawszy rękawy, podniósł głaz i rzucił go na trawnik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zauważając przy okazji, że nie był w parku sam – co zapewne nie zdziwiłoby go, gdyby jednym z siedzących na ławce osób nie był zmartwiony, ubrany w mundurek Hyotei chłopiec. Ryou przez chwilę wpatrywał się w ucznia; był wysoki, szczupły - i najwyraźniej przygnębiony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido odwrócił się, skrzywił, spojrzał w stronę chłopca, odwrócił raz jeszcze – po czym z westchnieniem rezygnacji podreptał w kierunku ławki. Ryou stanął obok zagubionego we własnych myślach młodzieńca; bujna burza krótkich, srebrnych włosów zdobiła jego głowę, skutecznie ukrywając wyraz twarzy ucznia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tenisista skrzywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czegoś taki przybity?”, Shishido burknął, splatając ręce na piersi; niemal natychmiast, głowa samotnego chłopca poderwała się z jego piersi – i oczy Ryou napotkały parę brązowych tęczówek. „O-och, um ja… Przepraszam?”, chłopiec powiedział, mrugając zawzięcie – i Shishido zaczerwienił się, zdając sobie sprawę z sensu wypowiedzianych właśnie słów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie to miałem na myśli!”, Ryou burknął, rozglądając się po opustoszałym placu – i omijając spojrzenie srebrnowłosego chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy siedzący uczeń nie wykazał oznak obrażenia się, Shishido westchnął, szukając odpowiednich słów. „Ten, ja- Przechodziłem i- Ja pomyślałem- Ech, czy stało się coś złego?’, młodzieniec wydukał w końcu, krzywiąc się na sam dźwięk swojego rozedrganego głosu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Srebrnowłosy chłopiec spojrzał na wybitnie niezadowolonego z siebie Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„N-nie, w zasadzie to nie stało się nic złego”, młodzieniec powiedział, a jego dłoń powędrowała do szyi; choć ton głosu ucznia nie wskazywał ani na smutek, ani na złość, Shishido nie dał się przekonać – i splótł ręce na piersi, nie ruszając się z miejsca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wyglądałeś na przybitego, no to podszedłem”, Ryou wytłumaczył, skanując spojrzeniem rysy twarzy srebrnowłosego chłopca. Tenisista był pewien, że nie spotkał go nigdy przedtem – co nie było dużym zaskoczeniem; chłopiec nie znał nikogo, kto - poza Mukahim - uczęszczał do Hyotei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi młodzieniec uśmiechnął się słabo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och, rozumiem. Dziękuję za troskę, proszę pana”, chłopiec odpowiedział, schylając głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido niemal podskoczył. „”&lt;i&gt;Pan&lt;/i&gt;”? Czy ja ci wyglądam na staruszka?”, Ryou warknął, krzywiąc się; chłopiec opadł na ławkę obok srebrnowłosego ucznia, usiłując wyglądać groźnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Towarzysz tenisisty uśmiechnął się przepraszająco. „Jestem młodszy od pana - a kultura nakazuje zwracać się do osób starszych wiekiem z należnym im szacunkiem”, chłopiec zauważył, przyciągając nogi do piersi i opierając na nich głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zamrugał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Skąd wiesz, że jestem od ciebie starszy?”, tenisista zapytał; z różnicy wzrostu między sobą a wysokim chłopcem, Ryou wywnioskował, że jest on jednym z drugorocznych uczniów gimnazjum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Widziałem pana dzisiaj na uroczystości otwierającej rok szkolny”, srebrnowłosy młodzieniec wytłumaczył, uśmiechając się lekko. „Jestem Ootori Choutarou, za rok będę pierwszorocznym gimnazjalistą.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zamrugał. „Ooch. Tego się nie spodziewałem”, chłopiec wyznał szczerze, spoglądając na długie nogi i ręce towarzysza; młodzieniec był - jak na swój wiek - bardzo wysoki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili milczenia, tenisista zauważył swoją kolejną pomyłkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och, sorry, zapomniałem się przedstawić- Shishido Ryou, pierwszoroczny”, młodzieniec powiedział, odwracając wzrok; w obecności srebrnowłosego chłopca, Ryou w dziwny sposób czuł się bardziej świadomy popełnionych błędów. „Miło mi pana poznać… Shishido-san”, Choutarou powiedział z uśmiechem – szczerym i ciepłym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou mimowolnie zaczerwienił się lekko – po czym zakasłał, usiłując ukryć zdenerwowanie. „To ten… Co tak tu siedzisz bez sensu?”, Shishido zapytał, nim zdołał ugryźć się w język; na szczęście, Ootori nie obraził się – a jedynie zaśmiał lekko, kręcąc z uśmiechem głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak jakoś… Smutno mi. To mój ostatni rok w klasie podstawowej”, Choutarou westchnął, spoglądając w stronę siedzącego na ławce towarzysza. „Mam tu wielu przyjaciół – i część z nich wybrała gimnazja znajdujące się poza miastem - albo po prostu inne od Hyotei”, młodzieniec wytłumaczył, ukrywając twarz w przyciągniętych do piersi nogach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zamrugał; nigdy wcześniej nie zastanawiał się nad znajomymi, których poznał we wcześniejszych latach swojej edukacji – a rozstanie z nimi uznawał za coś całkowicie naturalnego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou zaśmiał się smutno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiem, pewnie myśli pan, że to dziwne. Może jestem po prostu zbyt wrażliwy”, Ootori skomentował, uśmiechając się w stronę Shishido – który niemal natychmiast pokręcił przecząco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wcale tak nie uważam”, Ryou burknął, odwracając wzrok; srebrnowłosy młodzieniec wydał z siebie delikatne, przepełnione ulgą westchnienie. „Naprawdę? Zawsze słyszałem od ludzi, że jestem zbyt wrażliwy… Albo zbyt uprzejmy… Dziękuję, Shishido-san”, Choutarou powiedział ciepło, uśmiechając się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou wymruczał coś niezrozumiałego pod nosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czasami zastanawiam się, czy nie prościej byłoby nie przejmować się tak bardzo poznanymi ludźmi… Łatwiej powiedzieć niż zrobić, heh”, Ootori powiedział cicho, rozglądając się po opustoszałym parku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido parsknął. „Bzdury gadasz, jak się przejmował nie będziesz, to się z nikim dobrze nie zapoznasz. A z upierdliwcami zapoznasz się i tak i tak, więc co za różnica”, Ryou zauważył - wracając myślami do pewnego czerwonowłosego młodzieńca i krzywiąc się znacząco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Choutarou zaśmiał się szczerze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Skoro pan tak twierdzi, Shishido-san, jestem skłonny w to uwierzyć”, Ootori powiedział,  szczerząc się wesoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou z trudem oderwał wzrok od twarzy roześmianego chłopca. „Ale słodzisz”, Shishido burknął, splatając ręce na piersi i udając, że nie zależy mu na opinii chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo wcale a wcale mu nie zależało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Najwyraźniej taka już moja natura”, Choutarou powiedział z westchnieniem, choć z jego twarzy nie zniknął delikatny uśmiech. Ryou spojrzał na chłopca – i parsknął, zyskując  uwagę towarzysza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No właśnie, i po co chcesz się zmieniać, tak jest… Dobrze”, Shishido burknął, wlepiając wzrok w swoje buty; choć nie widział twarzy drugiego ucznia, był pewien, że jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej. „Pan jest taki miły, Shishido-san”, Ootori wyszeptał z podziwem – i Ryou niemal podskoczył. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„N-n-nie jestem!”, chłopiec wykrzyknął, oblewając się rumieńcem – i jego towarzysz zaśmiał się, najwyraźniej rozbawiony gwałtowną reakcją. „To nic złego, dawka optymizmu zawsze się przydaje”, Choutarou skomentował wesoło, opuszczając nogi na ziemię; młodzieniec uśmiechał się – po jego depresji nie było już śladu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czuję się znacznie lepiej”, Ootori wyznał, spoglądając w bezchmurne niebo; wzrok Shishido również powędrował w stronę nieboskłonu – i dwójka uczniów Hyotei siedziała przez chwilę w przyjemnej ciszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spokój zdawał się trwać przez dłuższą chwilę – i zaskoczony Ryou niemal podskoczył, gdy Choutarou westchnął lekko. „Muszę już iść, rodzina na mnie czeka”, Ootori wytłumaczył, sięgając po leżącą na ławce torbę; Shishido poczuł dziwne ukłucie w piersi, ale kiwnął jedynie głową, zyskując szeroki uśmiech od swojego towarzysza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dziękuję za rozmowę”, Choutarou powiedział uprzejmie, otrzepując spodnie z brudu, jaki zgromadził się wcześniej na ławce, a teraz przeniósł na jego ubranie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zagryzł wargę, zastanawiając się nad czymś. „Idziesz w stronę stacji?”, Ryou zapytał najbardziej neutralnym tonem, na jaki było go stać – i ku jego zaskoczeniu, Choutarou pokiwał głową. „To możemy iść razem”, Shishido oznajmił głosem, który nie wskazywał, że mu zależało, bo &lt;i&gt;oczywiście&lt;/i&gt; mu nie zależało na wspólnym powrocie, i do tego -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Będzie mi bardzo miło, Shishido-san”, Ootori odpowiedział radośnie, przyciskając torbę do piersi i uśmiechając się szeroko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, Ryou &lt;i&gt;wcale a wcale&lt;/i&gt; nie wyrzucił daty „pierwszego kwietnia” ze swojej Oficjalnej Listy Rzeczy Złych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka chwil potem, gdy chłopcy wyszli z parku, deszcz rzeczywiście zaczął padać – ale ku swojemu zaskoczeniu, Ryou nie zapomniał zabrać z domu małego, składanego parasola. Młodzieniec spędził kilka chwil na jego otwieraniu – niemal uderzając się w głowę wygiętymi drutami – ale ostatecznie zdołał zmusić go do działania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido – sam nie wiedząc czemu – zaśmiał się, gdy Choutarou wyciągnął ze swojej torby identyczny parasol. Ootori wyszczerzył zęby, gdy dostrzegł  reklamowe logo firmy produkującej rakietki, wymalowane na parasolce Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłopcy rozmawiali ze sobą przez znaczną część drogi, ożywieni – okazało się, że obaj grywają w tenisa, i chcieliby dostać się do reprezentacji Hyotei; obaj lubili muzykę i podobne filmy i seriale. Młodzieńcy zdążyli przedyskutować ostatnie mecze, jakie rozgrywały się na światowych kortach, i techniki sławnych graczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido poskarżył się nawet na Mukahiego, który „jest zły, okrutny i wredny” - co Choutarou uznał za bardzo zabawne; co dziwne, pechowy młodzieniec nie miał nawet ochoty obrażać się na srebrnowłosego chłopca za jego opinię…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co oczywiście nie miało związku z naturalnym urokiem i wdziękiem młodzieńca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zamrugał, gdy Ootori nieoczekiwanie zatrzymał się i zwrócił w stronę towarzysza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mój dom jest w tamtą stronę… Dziękuję za wszystko, Shishido-san”, Choutarou powiedział, kłaniając się lekko; Ryou niemal podskoczył, mnąc nerwowo trzymaną rączkę torby. „Eee, ja tam nic nie zrobiłem”, Shishido powiedział szybko, zerkając w przeciwną stronę – i spoglądając na towarzysza ponownie, gdy ten zaśmiał się ciepło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Naprawdę dziękuję”, Ootori wyznał szczerze, odwracając się w kierunku swojego domu; Ryou mógł przysiąc, że dostrzegł lekki rumieniec na twarzy drugiego młodzieńca - tuż przed tym, gdy ten obrócił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Teraz… Teraz cieszę się, że za rok pójdę do gimnazjum. Bo pan tam będzie, Shishido-san”, Choutarou wyrzucił z siebie szybko – i rzucił się pędem w dół drogi. Ryou zamarł; niepokojące ciepło rozlało się przyjemnie po jego ciele, nie pozwalając mu na ruszenie się z miejsca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido wpatrywał się przez chwilę w biegnącego ulicą chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Może jednak… Może jednak powinienem stworzyć listę Rzeczy Dobrych&lt;/i&gt;, pomyślał z uśmiechem czerwieniący się Ryou.</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:15189</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/15189.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=15189"/>
    <title>[Tenipuri] Wrogość od pierwszego wejrzenia</title>
    <published>2009-10-17T13:28:26Z</published>
    <updated>2009-10-17T13:28:26Z</updated>
    <category term="tenipuri"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">'sup guys, decided to unlazy while my net is working properly! |D;;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;zapowiedziany ficspam nadchodzi!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Um zacznijmy od Shishido being grumpy and tsundere&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;For Fiendieeee &amp;lt;3&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Wrogość od pierwszego wejrzenia&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt; G? oO&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 2548&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt; light crack! &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; Gakuto!Abuse → Shishido!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Tamten prompt Sal z obrazkiem, chyba 20? XD;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Młody Shishido Ryou uwielbiał słoneczne poranki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powodów było kilka - przede wszystkim, "słoneczne poranki" automatycznie wykluczały opad "cholernego deszczu" i "powalonego śniegu"; a jeśli &lt;i&gt;coś&lt;/i&gt; nie zawierało &lt;i&gt;czegoś&lt;/i&gt;, co znajdowało się na liście Rzeczy Złych Shishido, owo &lt;i&gt;coś&lt;/i&gt; musiało być dobre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie osoby, przedmioty i zjawiska nie spełniające wyżej wymienionych warunków Ryou omijał (albo przynajmniej zaszczycał swoim warknięciem) i zapewne żyłby w ciszy i spokoju - gdyby okrutny los nie zesłał na jego drogę pewnego czerwonowłosego osobnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido poznał go pewnego słonecznego poranka - gdy z rakietką w ręku i torbą na ramieniu ruszył w stronę kortów tenisowych. Jako życiowy pesymista, Ryou nienawidził wielu rzeczy - ale gra w tenisa z pewnością się do nich nie zaliczała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec miał więc tego dnia doskonały humor - i zapewne nuciłby coś wesołego po drodze, gdyby nie nosił dumnego, nie-zezwalającego na nucenie imienia &lt;i&gt;Shishido Ryou&lt;/i&gt;. Doskonały nastrój chłopca utrzymał się aż do momentu, gdy młodzieniec wkroczył na teren kortów - i dostrzegł, że wszystkie boiska do gry były zajęte.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wargi Shishido automatycznie wygięły się w podkówkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłopiec rozejrzał się po polu do gry jeszcze raz, warknął, po czym z rezygnacją ruszył w stronę pobliskiego składziku - przy którego ścianie miał zwyczaj trenować odbicia. Zamyślony, a raczej przeklinający mentalnie swój los Shishido podskoczył, gdy tenisowa piłka przeleciała mu tuż koło nosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"O, sorry, tak mi przykro", powiedział głos, któremu &lt;i&gt;na pewno nie było przykro&lt;/i&gt; i Ryou natychmiast przyjął postawę obronną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zamrugał, gdy jego wzrok spoczął na niewielkim, podrzucającym piłkę chłopcu. "No co?", młodzieniec zapytał kpiąco, chwytając piłeczkę i splatając ręce na piersi. "Uważaj co wyrabiasz", Ryou warknął, spoglądając z wyższością na nieco niższego od siebie tenisistę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czerwonowłosy chłopiec wygiął wargi w kpiącym uśmiechu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Rzeczywiście, twoje pojawienie się powinienem przewidzieć w swoich snach i telepatycznie skierować piłkę gdzie indziej", młodziutki tenisista zadrwił, opierając ręce na biodrach. "Chociaż wiesz, nawet, gdybym wiedział, że się zjawisz, to i tak zaserwowałbym w identyczny sposób - tyle że wtedy bym cię &lt;i&gt;trafił&lt;/i&gt;", czerwonowłosy chłopiec poinformował, wystawiając język.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zjeżył się. "Szukasz kłopotów?", Ryou zapytał głośno, zrzucając torbę z ramienia na ziemię i zaciskając ręce w pięści; chłopiec wyglądał bardziej uroczo, niż groźnie, czego sam oczywiście nie zauważał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi tenisista parsknął. "Nie biję się z długowłosymi niewiastami", czerwonowłosy młodzieniec oznajmił słodko - wpatrując się w wilczym uśmiechem w coraz bardziej czerwieniącego się ze złości Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Moja fryzura jest jak najbardziej męska - za to twoje włosy przypominają mi o mojej babci po trwałej ondulacji!", Shishido ryknął - komponując najbardziej obraźliwy komentarz, jaki przeszedł mu do głowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czerwonowłosy chłopiec zarechotał głośno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oburzony brakiem szacunku dla swojego wymyślnego przezwiska, Ryou otworzył szeroko usta - tylko po to, by je zamknąć, gdy nadlatująca piłka tenisowa zdzieliła go w tył głowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido spojrzał ze złością w stronę zaskoczonego towarzysza. "Weźcie się przyciszcie", ryknął męski głos, dochodzący ze strony kortów tenisowych; Ryou natychmiast odwrócił się na pięcie - i dostrzegł dwójkę starszych graczy, stojących na polu do gry.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nic złego nie robiliśmy", czerwonowłosy młodzieniec odkrzyknął, zbliżając się do rozmasowującego obolałą głowę Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyzna - najwyraźniej ten, który zaatakował Ryou - parsknął, splatając ręce na piersi. "To nie jest miejsce dla małych, słodkich dzieciaków takich jak wy", tenisista pouczył, wymieniając kpiące spojrzenie ze swoim przeciwnikiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido natychmiast zapomniał o bólu głowy. "S-słodkich dzieciaków?!", Ryou wyrzyknął z oburzeniem, po raz drugi tego samego dnia zaciskając ręce w pięści i przybierając bojową pozycję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odpowiedź chłopca rozbawiła mężczyzn. "Aww, popatrz, małe bobo się czerwieni ze złości", jeden z nich zadrwił - i obaj tenisiści wybuchnęli śmiechem, podtrzymując się na swoich rakietkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zjeżył się. "Jak ja wam zaraz-!", Ryou ryknął, rzucając się w stronę kortu; dwójka mężczyzn zaczęła śmiać się jeszcze głośniej, najwyraźniej nie uznając go za zagrożenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec wydał z siebie zaskoczony jęk, gdy coś zatrzymało go w drodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zwariowałeś?", wysyczał czerwonowłosy chłopak, trzymając Shishido asekuracyjnie za ramiona i uniemożliwiając mu atak na dwójkę graczy. "Oni nas obrażają!", Ryou warknął w odpowiedzi, wymachując rękoma i starając się wyrwać drugiemu tenisiście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwójka mężczyzn na korcie wydała z siebie przeciągłe gwizdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ty patrz, parka. Tylko który to panna, bo coś ciężko odróżnić?", zapytał jeden z nich - i czerwonowłosy młodzieniec automatycznie odskoczył od przerażonego Shishido. "Teraz przegieliście, żądam satysfakcji!", Ryou ryknął, wskazując palcem na wciąż rechoczących z uciechy mężczyzn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czerwonowłosy towarzysz chłopca nie zaprotestował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyźni na korcie uśmiechnęli się porozumiewawczo. "Gramy w czwórkę?", jeden z nich zapytał, automatycznie kierując się w stronę części pola zajmowanej przez jego przyjaciela; Ryou skrzywił się - i odwrócił w stronę czerwonowłosego młodzieńca, który kiwnął jedynie głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mukahi Gakuto", chłopiec przedstawił się, poprawiając uchwyt na swojej rakietce. "Shishido Ryou", jego towarzysz odparł - bez słowa otwierając swoją torbę z ekwipunkiem sportowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto łypnął w stronę omawiających taktykę przeciwników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ty w ogóle umiesz grać?", Mukahi zapytał z powątpiewaniem, taksując wzrokiem sylwetkę długowłosego tenisisty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou zjeżył się. "Oczywiście, że umiem grać, inaczej bym się w to nie pakował -bardziej martwią mnie twoje &lt;i&gt;wątpliwe&lt;/i&gt; umiejętności", Shishido warknął, sprawdzając w międzyczasie uchwyt rakietki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto parsknął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"O przepraszam najmocniej, zapomniałem, że twoje umiejętności telepatii potrafią wyczuć moje uzdolnienia", Mukahi zadrwił, ustawiając się w drugiej linii; Ryou zamrugał, gdy czerwonowłosy młodzieniec zaczął skakać, obserwując zachowanie szykujących się do gry przeciwników. "Nie dość że menda, to jeszcze z ADHD", Ryou mruknął do siebie, ustawiając się za Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To zwróciło uwagę dwójki mężczyzn. "Awww, popatrz, bobo-team jest gotowy", jeden z nich zadrwił przesadnie słodkim głosem - i Shishido skrzywił się, po czym przybrał pozę, którą uznał za najodpowiedniejszą do rozgrywania wielkiego starcia o swój honor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachowanie chłopca rozbawiło jego przeciwników jeszcze bardziej. "Bobo-team może zacząć", mężczyzna powiedział z uśmiechem do swojego towarzysza - który zarechotał i rzucił trzymaną piłkę w stronę Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou bez słowa złapał ją i skierował się poza obręb pola, aby zaserwować. "Tylko wiesz, piłeczka musi przejść przez siateczkę", jeden z mężczyzn pouczył, uśmiechając się w stronę swojego towarzysza. "Zmieciemy ich", Gakuto rzucił w stronę Shishido - który kiwnął jedynie głową i zaserwował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwójka mężczyzn zbladła nieco, gdy piłka wypuszczona przez Ryou bezbłędnie uderza w kort o centymetr przed linią wyznaczającą koniec boiska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto wystawił dwójce przeciwników swój język. "Heh, udało ci się, głupi zawsze ma szczęście", jeden z mężczyzn zakpił, nakazując Ryou ponowne zaserwowanie piłeczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido jedynie uśmiechnął się z wyższością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"No i to by było na tyle", Gakuto skomentował, wpatrując się w powoli dreptających w stronę szatni, pokonanych tenisistów. „Chociaż wiesz, nie podobają mi się ich miny. Wyglądali, jakby chcieli nam w trakcie meczu przyłożyć.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Sami zaczęli", Shishido przypomniał, rozprostowując obolałe od gry plecy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi przybrał na twarz upiorny uśmiech. "A czy ja mówię, że ryczę nad ich przegraną? Powinni &lt;i&gt;cierpieć&lt;/i&gt;", Gakuto wymruczał z zachwytem, oblizując wargi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido skrzywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jesteś nienormalny", Ryou zauważył, wkładając swoją rakietkę do poręcznej torby i zamykając ją na zamek; Mukahi zmrużył z zachwytem oczy, gdy jego towarzysz spróbował podnieść swój bagaż – i niemal wylądował twarzą na ziemi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co jest?”, Shishido warknął, otwierając torbę – i spoglądając wprost na swoją rakietkę wyłożoną tuż obok sporawszej wielkości kamienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi zagwizdał coś niewinnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ty… Ty mała paskudo!”, Shishido ryknął, rzucając się w stronę Gakuto – który jedynie zręcznie odskoczył w tył, szczerząc zęby. Ryou zamachnął się na czerwonowłosego chłopca; niestety, zręczność Mukahiego skutecznie uchroniła go przed ciosem  - i pechowy tenisista przewrócił się na ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Awww, ale nad celnością w boju to bobo musi jeszcze popracować”, czerwonowłosy chłopiec zadrwił, wpatrując się w podnoszącego się z kurzu kompana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokonany Shishido buntowniczo splótł ręce na piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ofiara jest sama sobie winna, jeśli będąc pośród wrogów, nie uważa na swoje tyły”, Mukahi wyrecytował, pokazując Ryou język. „Czytujesz książki z cytatami inteligentnymi inaczej, wow, podziwiam”, Shishido zakpił, otrzepując spodnie z pyłu i kurzu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To akurat był cytat z wypowiedzi znajomego, tyle że on inaczej interpretuje tyły”, Gakuto objaśnił, kołysząc się na piętach swoich butów; Ryou uniósł pytająco brew – i czerwonowłosy młodzieniec zachichotał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Obawiam się, że twoje wrażliwe uszęta nie wytrzymają kontaktu z bardziej rozwiniętą odpowiedzią”, Mukahi wytłumaczył, uśmiechając się kpiąco w stronę pechowego tenisisty – który właśnie szarpał się z zamkiem swojej torby. „Kiedy ty to zrobiłeś?”,  Ryou zapytał z niedowierzaniem, usiłując jednocześnie usunąć głaz bez naruszania farby na swojej rakietce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och, wcześniej, gdy kłóciłeś się z tymi wapniakami”, Gakuto powiedział z niejaką dumą, wypinając pierś do przodu i szczerząc zęby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido odrzucił wyjęty przed chwilą głaz na ziemię. „Mam dość tenisa na dziś, idę do domu”, Ryou warknął, zwracając się do Mukahiego; w odpowiedzi, czerwonowłosy chłopiec uśmiechnął się złośliwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A w którą stronę idziesz?”, Gakuto zapytał przymilnym głosem, trzepocząc zalotnie rzęsami – i Shishido skrzywił się. „Nie twoja sprawa”, pechowy tenisista warknął – po czym, zarzuciwszy torbę na ramię, ruszył w stronę wyjścia z kortów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zęby Ryou zadzwoniły ze złości, gdy chłopiec wyszedł na chodnik – i usłyszał za sobą szelest liści. Młodzieniec obrócił się na pięcie i rozglądnął uważnie; Shishido niemal natychmiast dostrzegł głowę Gakuto, chowającą się za rosnącymi przy ulicy krzakami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pechowy tenisista marszowym krokiem podszedł do kępy roślin – po czym z całą siłą dostępną w wątłym ciele, wymierzył zaroślom potężnego kopniaka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zawył, gdy jego noga zderzyła się z ukrytym w liściach kamieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzący tuż za głazem Mukahi zachichotał – i Ryou zagotował się ze złości. „Dlaczego mnie śledzisz, zboczeńcu?!”, pechowy tenisista ryknął, wyciągając oskarżająco palec w stronę drugiego gracza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto wzruszył ramionami. „Jesteś strasznie śmieszny, kiedy się wkurzasz”, młodzieniec odpowiedział niewinnie z wilczym uśmiechem wymalowanym na twarzy; w odpowiedzi, Ryou napuszył się, wymruczał coś, warknął – po czym buntowniczo splótł ręce na piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Masz mnie zostawić w świętym spokoju”, Shishido wymruczał – po czym obrócił się na pięcie (chłopiec jęknął, gdy obolała noga dała o  sobie znać) i marszowym krokiem wrócił na chodnik. Chwilę potem, Gakuto zamrugał, gdy Ryou nieoczekiwanie rzucił się sprintem w stronę zakrętu – nie zapominając o wywieszeniu Mukahiemu języka tuż przed schowaniem się za rogiem budynku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czerwonowłosy młodzieniec parsknął, chichocząc cicho do siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozpędzony i zachwycony swoim pomysłem na ucieczkę Shishido jęknął – gdy tylko jego twarz zderzyła się z czymś twardym i szerokim. Torba Ryou z impetem uderzyła w płytki - a zaraz po niej z ziemią powitał się tyłek spadającego chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido skamieniał, gdy od jego uszu dotarł znajomy głos. „Ty popatrz, bobo wciąż jest zaczepne”, mruknął wysoki mężczyzna, którego Ryou poznał niedawno na korcie; z jego miny młodzieniec wywnioskował, że nie jest zbyt  zadowolony z przypadkowego zderzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Najpierw oszukujesz w tenisa, a teraz jeszcze się stawiasz?”,  jego towarzysz zapytał, odrzucając swoją torbę na bok; gracz następnie zabrał się za rozciąganie mięśni rąk – i Ryou przełknął ślinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wygraliśmy całkowicie uczciwie”, Shishido powiedział powoli, wpatrując się ze strachem w najwyraźniej przygotowującego się do bitki mężczyznę. Młodzieniec rozglądnął się uważnie po okolicy; w pobliżu nie było nikogo, prócz dwójki tenisistów i jego samego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jesteśmy mistrzami tenisa w swoim rodzinnym mieście - &lt;i&gt;musiałeś&lt;/i&gt; oszukiwać, bobo”, tenisista powiedział z pewnością ukrytą w głosie – i Ryou przełknął ślinę, zastanawiając się nad sposobem na ucieczkę. „Ja i Mukahi jesteśmy po prostu lepsi”, młodzieniec powiedział pewnie – i wzdrygnął się, gdy zobaczył, że brwi  mężczyzn opadły w dół, nadając im groźny wygląd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou przełknął ślinę. „Nawet nie próbujcie, nie będę się bał zeznawać na posterunku policji”, młodzieniec ostrzegł, wpatrując się w reakcję dwójki tenisistów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyźni zaśmiali się głośno. „Nie szkodzi – i tak jesteśmy tylko przejazdem przez miasto”, jeden z nich wyznał – po czym podszedł do Shishido i chwycił go za przód koszulki. „Oi, daj spokój, nie będziesz chyba bobasowi z pięści przywalał?”, pierwszy z mężczyzn zapytał – ale ton jego głosu nie wskazywał bynajmniej, że ma cos przeciwko atakowi na biednego Shishido. Drugi tenisista roześmiał się – i ku zaskoczeniu młodzieńca, opuścił ręce w dół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou wylądował z powrotem na zakurzonej ulicy. „Rzeczywiście, chyba mam lepszy pomysł, bardziej odpowiedni do jego przestępstwa. Co powiesz na kilka klapsów rakietką?”, mężczyzna powiedział – po czym szybkim ruchem sięgnął po rączki swojej torby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tenisista jęknął, gdy ciężar bagażu zachwiał jego równowagą – i napastnik zatoczył się o kilka kroków w tył, po czym uderzył plecami o ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dopiero wtedy Shishido zauważył klęczącego za tenisistą Gakuto. „Hej, ten małpowaty oszust też tu jest!”, drugi mężczyzna zauważył bystrze – po czym z uśmiechem zamachnął się w stronę czerwnonowłosego chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy tenisisty otwarły się szeroko, gdy jego związane tenisówki zaplątały się jedna o drugą; Mukahi zgrabnie odskoczył – i z zaśmiał się z satysfakcją, gdy agresor z głuchym dudnieniem uderzył o płytki chodnika. Pierwszy z mężczyzn jęknął, podnosząc ostrożnie głowę z twardej powierzchni – i skołowany Ryou zadrżał, gdy dotarło do niego, że przewaga wywalczona przez Gakuto zaraz odejdzie w niepamięć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi jedynie zaśmiał się szyderczo, po czym wziął głęboki wdech. „Tatooooo, ci panowie nas zaczepiają!”, młodzieniec ryknął ile sił w płucach – i dwójka leżących na ziemi napastników wymieniła szybkie, przerażone spojrzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Cholera, zaraz wszyscy się tu zlecą!”, tenisista ze splątanymi sznurówkami zauważył, usiłując pozbierać się z chodnika; towarzysz agresora zaklął, po czym rzucił się w stronę swojej torby – w ostatniej chwili przypominając sobie, że wciąż znajduje się w niej ciężki kamień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obolały mężczyzna ryknął cos niezrozumiałego – po czym pognał w stronę wyjścia z ulicy, zapominając całkowicie o swoim tenisowym ekwipunku. „Poczekaj na mnie!”, ryknął jego kompan, z trudem podnosząc się z ziemi; Gakuto zarechotał, gdy mężczyzna zaczął skakać w stronę towarzysza z tenisówkami wciąż związanymi w jeden wielki supeł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili, dwójka młodych tenisistów została sama na pustej ulicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido spojrzał na Mukahiego z niedowierzaniem. „Kompania ratowania długowłosych bab, oddział  Gakuto melduje się na rozkaz”, chłopiec powiedział w stronę leżącego na ziemi młodzieńca, rechocząc przy tym wesoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou natychmiast zerwał się na równe nogi. „Nie jestem babą, perukarzu!”, Shishido ryknął; Mukahi zatkał palcami uszy, uśmiechając się złośliwie w stronę plującego śliną towarzysza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ręce Ryou opadły bezsilnie. „Dałbym sobie radę sam!”, młodzieniec krzyknął, splatając ręce na piersi. „Pokonałbyś ich mocą telepatii?”, czerwonowłosy tenisista zapytał zaczepnie, pokazując język gotującemu się ze złości Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdenerwowany chłopiec wziął dwa głębokie wdechy - po czym doliczywszy do dziesięciu, obrócił się tyłem do chichoczącego szaleńczo Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido dostrzegł pozostawioną przez napastników torbę. „Huh, chyba czegoś w pośpiechu zapomnieli”, Ryou zauważył bystrze – po czym upewniwszy się, że mężczyzn nie ma już w polu widzenia, powoli podszedł do porzuconego bagażu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec uśmiechnął się mściwie, gdy jego oczy spoczęły na naszywce zawierającej imię i nazwisko jednego z tenisistów. „Lepiej doniosę na nich, kto wie, do czego mogą się posunąć”, Shishido powiedział – po czym obrócił się w stronę podnoszącego z niedowierzaniem brew Gakuto „Rany, ale z ciebie grzeczny chłopczyk”, Mukahi zadrwił, wywracając oczami – i Ryou skrzywił się. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Każdy powinien postępować zgodnie z prawem”, Shishido powiedział pewnie, po czym wystawił Gakuto język. „Na ciebie też powinienem donieść. Jesteś niebezpieczny dla otoczenia”, pechowy tenisista oznajmił, wpatrując się w Mukahiego z obrzydzeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie uważasz, że to lepsze od bycia babą i ściągania na siebie kłopotów?”, Gakuto zapytał niewinnie, wpatrując się w reakcję swojego towarzysza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi uśmiechnął się szeroko, gdy Shishido podniósł dumnie głowę i obrócił się na pięcie – po czym szybko sięgnął po swoją leżącą na ziemi torbę. Pechowy tenisista wydał z siebie przeciągły okrzyk, gdy bagaż nawet nie drgnął – ale za to z łatwością ściągnął rozpędzonego młodzieńca na zakurzoną ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłopiec zagotował się ze złości, gdy Gakuto zawył radośnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Chcę, żebyś wiedział, że cię &lt;i&gt;nienawidzę&lt;/i&gt;", Ryou warknął – schylając się, by wyciągnąć ukryty w swojej torbie kamień.</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:15004</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/15004.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=15004"/>
    <title>[Vassalord] Wsparcie rodzinne + Pomyłka w komunikacji</title>
    <published>2009-09-17T08:59:55Z</published>
    <updated>2009-09-17T09:00:47Z</updated>
    <category term="vassalord"/>
    <category term="rayflocherry"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">FFFFFFFFFF sorry guys zrobiłam sobie maraton MGS2 + MGS3 I er zapomniałam o reszcie świata /o/;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sorry za nie-odpowiadanie na comments etc &amp;gt;&amp;gt;;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Wsparcie rodzinne&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;R for some sexy things&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 4657 (fff jak się pisało shortfics guys? ;;)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt; … Uuum hot.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; Charles/Rayflo&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Fic Vassalord fic ever /o/ Also spróbowałam nieco innego stylu niż zwykle, I think it's more action-packed or something.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Słońce zachodziło leniwie nad tętniącym życiem miastem – urzędnicy zamykali swoje stanowiska, kasjerki przeliczały dzienny utarg; ludzie powoli udawali się na spoczynek – bądź wychodzili na miasto w poszukiwaniu rozrywki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektóre istoty dopiero budziły się do życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo zamruczał coś niezrozumiałego, wtulając się do swojej poduszki – która w jego śnie &lt;i&gt;wcale&lt;/i&gt; nie była poduszką – i rozgrzebując nogami satynową pościel. Wampir skrzywił się, gdy coś ostrego dziabnęło go w pierś, a następnie w szyję; wraz z każdym kolejnym ukłuciem, cudowne marzenie, jakie wykreował, powoli wypływało z jego umysłu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo przeciągnął się leniwie, po czym ziewnął, a następnie otworzył oczy – i niemal spadł z łóżka, gdy jego wzrok natrafił na aż nazbyt znajomo wyglądającą twarz. „Rayfelle?”, wampir zapytał z niedowierzaniem, wlepiając spojrzenie w sylwetkę swojej siostry-bliźniaczki; kobieta miała na sobie obcisłą, czarną sukienkę – który zazwyczaj rezerwowała tylko na najbardziej wystawne okazje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie, jestem ostateczną manifestacją twojej zakichanej próżności, która postanowiła, że potrzebujesz odrobiny seksu z samym sobą”, dziewczyna rzuciła ironicznie – po czym zgrabnie wymierzonym kopniakiem zrzuciła brata z łóżka. Rayfelle wyciągnęła z biustonosza paczkę papierosów, wyłowiła jednego  – a następnie zapaliła go, wpatrując się z uśmiechem w zbierającego się z podłogi mężczyznę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Zastanawiało cię kiedyś, dlaczego nikt nie lubi rodzinnych spotkań?”, Rayflo zapytał, rozmasowując obolałą głowę – i wpatrując się z wyrzutem w twarz swojej siostry. „Nie – ale za to wiem, co zmieni &lt;i&gt;twoje&lt;/i&gt; nastawienie do &lt;i&gt;moich&lt;/i&gt; odwiedzin”, Rayfelle obiecała zagadkowo, po czym usadowiła się wygodnie na satynowej pościeli rozłożonej na łóżku brata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wampirzyca wygięła się lubieżnie. „Mam nowy trop”, dziewczyna powiedziała z uśmiechem zadowolenia wypisanym na twarzy – i wyjęła z biustonosza pomięty kawałek papieru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles zamrugał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak pani Rayfelle zdobyła tą informację?”, android zapytał, wpatrując się w trzymaną kartkę; na niej, zgrabnym, kobiecym pismem zanotowano adres jednej z fabryk znajdujących się na obrzeżach miasta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący przy oknie wampir uśmiechnął się szeroko. „Aww, Cherry, nie wiedziałem, że lubisz pikantne opowieści”, Rayflo wymruczał najbardziej zalotnym tonem, na jaki było go stać – i Charles skrzywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dobrze, inaczej. Czy pani Rayfelle jest pewna, że ta cała… Opowieść… Jest prawdziwa? Nie wydaje się zbyt prawdopodobna”, android zasugerował, odkładając kartkę na bok i sięgając po swoją walizkę na laptopa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Rayfelle nigdy nie jest niczego pewna. &lt;i&gt;Kobiety&lt;/i&gt;”, Rayflo powiedział z westchnieniem, po czym leniwie spojrzał na nocną panoramę miasta rozpościerającą się za oknem. „Ale nie mamy żadnego innego tropu, ani też nic ciekawego do roboty, więc-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;i&gt;Ty&lt;/i&gt; nie masz niczego ciekawego do roboty, Mistrzu”, Charles przypomniał, stukając znacząco o bok leżącego na jego kolanach laptopa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Aww Cherry, nie zachowuj się tak chłodno wobec mnie, powinienem być twoim priorytetem”, Rayflo wymruczał, przymykając leniwie oczy. „Poza tym, będziemy mieli okazję na spędzenie razem odrobiny czasu, to jak dwie pieczenie na jednym ogniu!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles z westchnieniem poprawił okulary. „Proponuję przejść do faktów. Co wiemy?”, android zapytał, zerkając z uśmiechem na nieco urażoną minę swojego mistrza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo obrócił się w stronę swojego podopiecznego. „Rayfelle twierdzi, że w fabryce przetrzymywana jest osoba, która może coś wiedzieć o interesującej nas sprawie”, wampir powiedział, po czym podszedł do Charlesa i ujął jego policzek w swoją rękę, odwracając wzrok androida od monitora komputera. „Tyle, że zakład jest bardzo dobrze strzeżony – i będziemy musieli posłużyć się sprytem, a nie siłą, żeby dostać się do środka.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodszy wampir delikatnie odsunął od siebie dłoń swojego mistrza. „Ton twojego głosu sugeruje, że masz jakiś plan”, Charles zauważył, wpatrując się w poszerzający się uśmiech drugiego mężczyzny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo zalotnie położył rękę na biodro. „W zasadzie, to tak. Zamierzam skorzystać z twoich umiejętności bojowych – i moich zdolności aktorskich”, wampir oznajmił, puszczając oko w stronę swojego podopiecznego. „Widzisz, Rayfelle wykorzystała kilka znajomości i załatwiła mi legitymację dziennikarską, a potem umówiła na mały wywiad”, Rayflo wytłumaczył, podchodząc do stojącej w kącie pokoju szafy. Mężczyzna otworzył ją szeroko – i wbił wzrok w kilkanaście zawieszonych w niej garniturów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak ma to nam pomóc?”, Charles zapytał – i pokręcił z niedowierzaniem głową, gdy jego mistrz zaczął przekopywać się radośnie przez stertę swoich ubrań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och, to bardzo proste. Ja przyjeżdżam na wywiad, właściciele fabryki przenoszą część swoich strażników do pilnowania mnie i szefa wydziału, a ty masz pole do popisu”, Rayflo wytłumaczył – i wyciągnął z szafy jaskrawy, purpurowy garnitur; wampir wskazał znacząco na ubranie, po czym rzucił pytające spojrzenie w stronę Charlesa - który pokręcił szybko głową. „A co miałbym zrobić po odnalezieniu tego… Świadka czegoś?”, android zapytał z powątpiewaniem, wpatrując się w rozrzucającego ubrania mistrza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Rayfelle będzie ukrywać się w pobliskim magazynie poza obrębem fabryki, przyprowadzisz go do niej”, wampir wytłumaczył cierpliwie – po czym wyłonił się z wnętrza mebla. „A może ten?”, Rayflo zapytał – wskazując zamaszystym ruchem ręki na wyciągnięty z szafy, ozdobiony cekinami garnitur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles nie mógł powstrzymać się od westchnięcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mistrzu, mamy starać się nie zwracać na siebie uwagi otoczenia”, android mruknął z rezygnacją, przykładając rękę do czoła i wpatrując się w przeszukującego zawartość szafy kompana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Byłoby prościej, gdybyś pomógł mi wybierać! To, że mamy do czynienia z misją szpiegowską nie znaczy, że mam zapomnieć o ładnym wyglądzie”, Rayflo przypomniał, obracając się w stronę towarzysza i celując w niego wyciągniętym palcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles przerwał wpisywanie danych do jednego z otwartych dokumentów, by spojrzeć z niedowierzaniem na starszego wampira.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mistrzu, ja nie mam pojęcia, co powinieneś włożyć na siebie, żeby wyglądać… Jak najładniej?”, android wyznał z westchnieniem; o ile towarzystwo drugiego mężczyzny uznawał za coś przyjemnego, o tyle jego komentarze miały na nim jeden z dwóch efektów: albo denerwujący, albo bardzo – i niepokojąco – podniecający.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dyskusje dotyczące mody &lt;i&gt;zazwyczaj&lt;/i&gt; zaliczały się do tego pierwszego gatunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ale ja o to nie pytam, chodzi mi jedynie o jutrzejszą misję. Wiem, co wyglądałoby na mnie najlepiej”, Rayflo wymruczał, mrużąc oczy i spoglądając na powracającego do pisania towarzysza. „Tak?”, Charles zapytał mimochodem – nie tyle dbając o odpowiedź, co uprzejmie starając się podtrzymać konwersację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak. &lt;i&gt;Ty~&lt;/i&gt;”, Rayflo wymruczał drapieżnie, przyciskając pierś do drzwi szafy i oblizując wargi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zazwyczaj&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mistrzu!”, Charles wykrzyknął, oburzony – i nawet bez spoglądania w lustro stojące w pokoju wiedział, że jego twarz straciła naturalną bladość na rzecz delikatnego odcienia karmazynu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo zaśmiał się przeciągle - po czym wyciągnąwszy z szafy elegancką koszulę i parę spodni, zabrał się za powolne ściąganie noszonego właśnie stroju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles z trudem zdołał przykleić wzrok z powrotem do monitora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia, trójka wampirów rozpoczęła przygotowania do akcji. Rayflo z szerokim uśmiechem pożegnał się z siostrą i swoim podopiecznym („Nie dasz mi całusa na pożegnanie? Awww, Cherry!”) i pognał na spotkanie z dyrektorem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwójka pozostałych szpiegów skierowała się z kolei w stronę magazynu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayfelle westchnęła, taszcząc za sobą pokaźnych rozmiarów walizkę; podążający za nią Charles przekręcił głowę, wpatrując się w wampirzycę z niepokojem. „Może poniosę?”, android zaproponował – i wzdrygnął się, gdy kobieta potężnym kopniakiem wyważyła drzwi prowadzące do magazynu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy ja ci wyglądam na niewiastę w potrzebie? Pomijając potrzeby natury erotycznej”, Rayfelle zapytała zadziornie – i Charles szybko pokręcił przecząco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wampirzyca bez słowa wtaszczyła walizkę do opuszczonego magazynu, nucąc przy tym coś wesołego. Towarzyszący jej android rozglądał się uważnie w poszukiwaniu ewentualnych przeciwników – i westchnął z ulgą, gdy nie wykrył żadnych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayfelle w międzyczasie zdołała rozpakować przyniesiony sprzęt. „Ten nadajnik pozwoli mi skontaktować się z moim bratem, albo z tobą, jak już będziesz w środku”, wampirzyca wyjaśniła, układając na boku stertę pustych pudeł, na których szczycie następnie ustawiła niewielkich rozmiarów odbiornik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles uklęknął z zaciekawieniem obok dziwnie wyglądającego pudła z przełącznikami – i jęknął, gdy Rayfelle z całej siły wbiła coś w jego ramię. „Nadajnik. Nachylasz się do niego i mówisz”, wampirzyca wyjaśniła, ignorując syk bólu, jaki wyrwał się z gardła jej towarzysza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie, Rayfelle skupiła swoją uwagę na tajemniczym pudle; kobieta pokręciła kilkoma gałkami, najwyraźniej dostosowując długość fal do nadajników – i serce Charlesa podskoczyło w jego piersi, gdy z głośnika dobiegł go głos mistrza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Po mojej stronie wszystko w porządku, idę na spotkanie”, Rayflo wymruczał, najwyraźniej zadowolony z roli, jaką przyszło mu odgrywać. Rayfelle mruknęła coś niezrozumiałego, po czym zabrała się za ustawianie połączenia z drugim wampirem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mistrzu, tylko nie rób niczego głupiego”, Charles wyszeptał cicho – chociaż miał niejasne przeczucie, że równie dobrze mógłby kierować swoje słowa do głuchej na porady ściany. „Ja i problemy? Pfff”, Rayflo skomentował – i jego siostra parsknęła śmiechem, po czym sięgnęła w stronę swojego biustonosza, wyjmując paczkę papierosów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles westchnął przeciągle. „Mistrzu, dobrze wiesz, że w trakcie tej misji jesteś zdany tylko na siebie”, android przypomniał, wymieniając spojrzenie z najwyraźniej bardzo rozbawioną, zapalającą papierosa Rayfelle. "Aww, miałem nadzieję, że w wypadku kłopotów przyszedłbyś mnie uratować", Rayflo wymruczał; sługa wampira zakasłał - licząc na to, że dźwięk ten zagłuszy słowa jego mistrza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; "A niby to od kiedy on jest twoim rycerzem, księżniczko?", Rayfelle zapytała, nachylając się w stronę odbiornika - i przy okazji chuchając kłębem dymu wprost w twarz czerwieniącego się Charlesa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Rycerz, hmmm? Awww, ja tak chcę! Co ty na to, Cherry?", Rayflo wykrzyknął ochoczo - i białowłosy sługa wampira mógłby przysiąc, że &lt;i&gt;usłyszał&lt;/i&gt; uśmiech rozlewający się na twarzy jego mistrza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nim Charles zdołał odpowiedzieć, starszy wampir wydał z siebie przeciągłe westchnienie. „Zbliżam się w stronę fabryki, jacyś ochroniarze zbliżają się do mnie”, Rayflo zameldował – i siostra mężczyzny szybko przerwała połączenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wampirzyca spojrzała w stronę swojego kompana. „No to idziesz”, Rayfelle powiedziała - po czym radośnie klepnęła androida w tyłek w ramach przyjacielskiego pożegnania. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles szybkim skokiem pokonał ochraniający fabrykę mur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Teraz uważaj”, Rayfelle ostrzegła przez nadajnik, szeleszcząc czymś – prawdopodobnie notatkami – i mrucząc coś do siebie. „Z tego, co udało mi się zrozumieć pomiędzy jękami tamtego byłego ochroniarza - wiesz którego - podwórze jest nieźle strzeżone”, wampirzyca poinformowała i Charles mimowolnie skrzywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Przyjąłem”, android potwierdził – i szybko schował się za stertą pudeł po wątpliwie legalnych częściach do maszyn, które porzucono na placu. „Okolica wygląda na opuszczoną”, mężczyzna powiadomił, rozglądając się uważnie; fabryka składała się z dwóch budynków, zbudowanych blisko siebie - nie mających jednak bezpośredniego przejścia między sobą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayfelle westchnęła. „Dobra. Teraz musisz dotrzeć do piwnic. To nie powinno być trudne, biorąc pod uwagę, że mój brat odciągnął część strażników”, wampirzyca wymruczała – i Charles wychyli się zza kartonów, rozglądając uważnie w poszukiwaniu przeciwników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Android nie dostrzegł niczego podejrzanego – poza niewielką kamerą, jaka filmowała okolice tylnego wejścia do fabryki; wampir przez chwilę obserwował jej działanie – i upewniwszy się, że zdoła dotrzeć do ściany bez bycia zauważonym, szybkim susem ruszył przed siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyzna podbiegł do drzwi i przylgnął do nich; jego ciało znajdowało się teraz tuż pod monitorującym podwórze urządzeniem – w punkcie, którego kamera nie była w stanie uchwycić.„Jestem przy tylnym wejściu”, Charles zameldował – i Rayfelle zagwizdała z podziwem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nieźle. Teraz już tylko musisz wyczaić, jak się włamać do środka”, wampirzyca wymruczała – i android zamrugał ze zdziwienia, oczekując na jakieś wskazówki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żadne jednak nie nadeszły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kobiety”, mężczyzna wyszeptał, po czym uważnie przyjrzał się pancernym drzwiom. Były niewielkie, przypominały standardowe modele, jakie montuje się w domach – tyle, że te wykonano z odpornego na ciosy metalu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles na próbę zaatakował drzwi uderzeniem ramienia; niestety, atak sprawił jedynie, że rękę mężczyzny przeszył nieprzyjemny ból. Android westchnął, po czym sięgnął do jednej z kieszeni swojego stroju – i wyciągnął z niej wytrych o niewielkich rozmiarach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tooo… Jak często sypiasz z moim bratem?”, Rayfelle zapytała nieoczekiwanie – i Charles wzdrygnął się automatycznie. „Nie sypiam z pani bratem”, android wyznał zgodnie z prawdą; w odpowiedzi, siostra wampira parsknęła śmiechem, po czym zachichotała. „Nabierasz mnie”, kobieta wymruczała, na co rozmawiający z nią mężczyzna westchnął jedynie, po czym bez słowa zabrał się za otwieranie drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles włożył drucik do dziurki od klucza, po czym kilka razy na próbę pogmerał nim w zamku. Upewniwszy się, że ma do czynienia ze standardowym zamknięciem, android ostrożnie przekręcił wytrych w próbie oszukania zabezpieczeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stalowy drucik złamał się na pół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Aw, no przyznaj się, gdybym ja była na waszym miejscu, narażała życie codziennie tam i siam, to uprawiałabym radosny seksik codziennie”, Rayfelle zatrajkotała wesoło – i  android wzdrygnął się po raz drugi; tym razem jednak, nie z powodu nieprzyzwoitego doboru słów wampirzycy. „Znaczy wiesz, w zasadzie, to ja tak dokładnie robię. Z seksem znaczy. Tee-hee!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles westchnął, po czym z rezygnacją położył rękę na klamce – która, ku jego zaskoczeniu, drgnęła – i z niedowierzaniem otworzył drzwi do wnętrza fabryki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Android szybko połączył się z oczekującą na odzew Rayfelle. „Drzwi były otwarte”, Charles zameldował, rozglądając się z niepokojem po korytarzu, do którego prowadziło przejście z podwórza. „To dziwne”, kobieta przyznała, po czym zamilkła, najwyraźniej rozważając coś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles przełknął ślinę. „Co u mistrza?”, wampir zapytał z wahaniem ukrytym w głosie – i ku jego uldze, Rayfelle parsknęła śmiechem. „Nic nowego. Gadają o jakichś pokojowych zastosowaniach broni, wiesz, takie różne kity jakie się dziennikarzom wciska”, kobieta wytłumaczyła pomiędzy kolejnymi wdechami papierosowego dymu. „Spokojny już? To wróćmy do tematu twojego wątpliwego dziewictwa…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles westchnął przeciągle. „Pani postanowiła wziąć udział w tej misji, aby podręczyć mnie na osobności, czyż nie?”, android zapytał – choć miał wrażenie, że zna odpowiedź.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bystryś”, Rayfelle skomentowała, chichocząc do siebie. „Ale wiesz, zastanów się nad tym, totalnie pasujecie do siebie. Mogłabym nawet spróbować załatwić wam jakąś romantyczną atmosferkę… Wiesz w jakim celu”, wampirzyca zaproponowała, najwyraźniej czerpiąc z rozmowy jakąś niezrozumiałą dla byłego kapłana przyjemność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Android wywrócił oczami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To… Dobrze. W takim razie wchodzę”, Charles zameldował – po czym ignorując westchnienia towarzyszki, przeszedł przez drzwi do środka potężnego budynku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo uśmiechnął się słodko w stronę przygrubego dyrektora fabryki. „Rozumiem. I tym sposobem, możemy dojść do porozumienia z siłami na Bliskim Wschodzie… Fascynujące”, wampir powiedział z przekonaniem, notując wszystkie słowa wypowiedziane przez naczelnika przy pomocy pożyczonego od Charlesa laptopa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dyrektor pokiwał głową – po czym gestem nakazał dziennikarzowi zatrzymanie się na chwilę z pytaniami, gdy jeden z jego ochroniarzy podszedł blisko – i wyszeptał mu coś do ucha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na twarzy grubasa pojawił się szeroki uśmiech; Rayflo przechylił pytająco głowę, robiąc teatralny pokaz z nagłego przypływu zainteresowania omawianym tematem. „Czyżbym miał szczęście i wydarzyło się coś niezwykłego?”, ‘dziennikarz’ zapytał, uśmiechając się uprzejmie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och, to nic wielkiego. Zdaje się, że mały karaluch wszedł tam, gdzie go nie spraszali”, naczelnik powiedział, wpatrując się w reakcję Rayflo; wampir nie dał po sobie jednak poznać, że słowa dyrektora mają dla niego jakieś głębsze znaczenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak? Brzmi interesująco. Czy mógłbym prosić o drobne szczegóły?”, ‘dziennikarz’ zapytał uprzejmie, po czym wystukał coś na klawiaturze laptopa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naczelnik zaśmiał się rubasznie. „Och, myślę, że czas na porzucenie tych… Gierek, panie &lt;i&gt;wampirze&lt;/i&gt;. Pańska skóra jest wiele warta na czarnym rynku, a jak pan wie, czas to pieniądz… I takie tam”, mężczyzna powiedział – i czujny Rayflo natychmiast podskoczył ze swojego krzesła, unikając dzięki temu ciosu od jednego z ochroniarzy, który zaszedł go od tyłu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tsk, wiedziałam, że coś jest nie tak!”, Rayfelle wykrzyknęła w momencie, gdy jej brat uwiesił się na zwisającym w sali konferencyjnej żyrandolu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Raczej się nie dowiem, co mnie wydało? Byłem zbyt sexy jak na zwykłego człowieka?”, wampir zapytał z uśmiechem, spoglądając z góry na zaskoczonego dyrektora – którego chwilę potem otoczyło kilkoro z jego wiernych ochroniarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo zwinnie zeskoczył z żyrandola, gdy wycelowano w niego kilka pistoletów i karabinków; seria pocisków uderzyła w szklane fasetki chroniące żarówki – i dyrektor upadł na ziemię, chroniąc się przed deszczem odłamków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieprzenikniona ciemność zapadła w pokoju, gdy ostatnie z ramion żyrandola rozprysło się pod gradem pocisków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ray, Charles jest już w środku budynku”, Rayfelle poinformowała – sprawiając, że jej brat skrzywił się. „To go odwołaj!”, wampir wykrzyknął – po czym jednym zwinnym susem doskoczył do stojącego najbliżej ochroniarza; w ciemności, krwiopijca radził sobie znacznie lepiej od zwykłych ludzi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potężny kopniak Raya rzucił strażnika na drzwi, które wyrwały się z zawiasów i uderzyły o przeciwną ścianę. „Au revoir!”, wampir wykrzyknął z uśmiechem – i rzuciwszy ostatnie spojrzenie na drżącego na podłodze dyrektora, jednym susem wypadł z pomieszczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles niemal podskoczył, gdy Rayfelle zaklęła donośnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wracaj, chyba daliśmy się wpędzić w pułapkę”, wampirzyca rozkazała – i serce androida podskoczyło w jego piersi; mężczyzna oparł rękę o najbliższą ścianę, po czym wziął głęboki wdech. „Co z Mistrzem?”, Charles zapytał szybko, całkowicie zapominając o własnym bezpieczeństwie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayfelle westchnęła. „Mój brat nie da się zabić zwykłym śmiertelnikom”, wampirzyca pocieszyła. „Ale nie gwarantuję, że będzie z nim wszystko w porządku, gdy dowie się, że zginąłeś w akcji – więc rusz z łaski swojej swój piękny tyłek w stronę drzwi, co?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles mimowolnie zaśmiał się – po czym odwrócił się i pognał w stronę wyjścia z fabryki. Wampir nie zdołał posunąć się zbyt daleko w swoich poszukiwaniach tajemniczego informatora – dzięki czemu już po paru sekundach znajdował się przy drzwiach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ręka androida spoczęła na klamce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drzwi nawet nie drgnęły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayfelle zamrugała z zaskoczenia, gdy Charles zaklął nieoczekiwanie. „Chyba jestem uwięziony”, wampir przyznał z niechęcią, po czym oparł czoło o zimną powierzchnię metalowych drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ray, jak tam?”, Rayfelle zapytała, przełączając się na nadajnik brata; antyczny wampir nie odpowiedział od razu – pozwalając sobie najpierw na wyminięcie kilku strzałów, jakie skierowano w jego stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bywało lepiej”, Rayflo przyznał z niechęcią, po czym rzucił się pędem w dół korytarza, w jakim aktualnie się znajdował. Mężczyzna zgrabnie odskoczył, gdy z jednych z drzwi po drodze wyskoczył przydzielony do tego stanowiska ochroniarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strażnik zawył, gdy wampir wyminął go, a następnie zdzielił łokciem w żebra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayfelle zawahała się. „Ray, obawiam się, że twój pupilek jest zamknięty we wnętrzu fabryki”, kobieta powiedziała z westchnieniem; jej brat zatrzymał się w biegu, w ostatniej chwili uchylając przed strumieniem pocisków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Cherry umie sobie radzić z takimi sytuacjami lepiej ode mnie”, Rayflo wykrzyknął, po czym celnie wymierzonym kopniakiem wyważył znajdujące się na jego drodze drzwi. Zimne powietrze orzeźwiło wampira, gdy wyszedł na niewielki taras – i Ray rozglądnął się szybko po okolicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy krwiopijcy rozbłysły. „Bingo. Rayfelle, możesz wysłać po mnie helikopter?”, wampir zapytał, wpatrując się w lądowisko dla śmigłowców, znajdujące się na dachu drugiej części budynku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayfelle parsknęła. „Mam ci załatwić helikopter o tej porze, w parę minut?”, kobieta zapytała z niedowierzaniem – i jej brat wyszczerzył kły. „Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć, siostrzyczko”, krwiopijca powiedział przymilnie – po czym jednym szybkim susem przeskoczył na znajdujący się w pobliżu taras, prowadzący do drugiej części budynku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No nie wiem, nie miałam jeszcze swojej części zabawy w czasie tej akcji. Nie zdążyłam nawet zapytać Charlesa, który z was wali którego”, Rayfelle wymruczała zadziornie – i jej brat mógł niemal &lt;i&gt;wyczuć&lt;/i&gt; zapach ciekawości, jaki wypływał strumieniami z tonu głosu kobiety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo uśmiechnął się. „Nie przypominam sobie, żebym wypytywał cię o każdy nowy romans”, wampir powiedział, choć jego głos nie zawierał w sobie urazy; krwiopijca nie czekał na komentarz ze strony siostry – i błyskawicznie przeskoczył na znajdującą się obok tarasu rynnę, po której wspiął się na balkon piętro wyżej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bo wtedy musiałbyś wypytywać mnie codziennie”, Rayfelle powiedziała kuszącym tonem – i jej brat zaśmiał się na głos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Charles, gdzie jesteś?”, wampirzyca zapytała, wracając do połączenia z androidem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krwiopijca zatrzymał się – i przyłożył wargi do nadajnika. „Na drugim piętrze. Drzwi nie chciały się otworzyć, więc postanowiłem wspiąć się wyżej i poszukać jakiegoś okna bez pancernych krat”, wampir wyjaśnił, po czym rozglądnął się po okolicy. „Nie jestem pewien, gdzie jestem dokładnie… Prawdopodobnie na zachodzie.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayfelle wydała z siebie westchnienie ulgi. „Świetnie. Posłuchaj, Ray jest na piętrze wyżej, wszedł do budynku. Razem skierujecie się na dach”, wampirzyca objaśniła szybko, niemal potykając się o własne słowa. „Dlaczego na dach?”, Charles zapytał – i nim zdołał dodać coś jeszcze, kobieta przerwała mu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tam będzie czekał helikopter. Na szczycie tej części fabryki jest miejsce przeznaczone na lądowisko śmigłowców. Muszę kończyć, ktoś wdarł się do magazynu”, wampirzyca powiedziała szybko – i androida powitał głuchy trzask wyważanych drzwi. „Tylko pamiętaj o naszej rozmowie, może dzisiejsza porażka da ci do myślenia!”, kobieta rzuciła na pożegnanie – i szybko zerwała połączenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles westchnął przeciągle, a następnie złożył ręce; po chwili modlitwy o szczęśliwy powrót Rayfelle do domu, wrócił do rzeczywistości . „Trzecie piętro…”, android wyszeptał, rozglądając się dookoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy wampira niemal natychmiast natrafiły na zardzewiałą klatkę schodową. Mężczyzna – upewniwszy się, że nikt go nie śledzi – rzucił się w stronę stopni, cały czas wypatrując przeciwników. Kiedy nie dostrzegł żadnych, zaczął wspinać się po schodach – i szybko dotarł na trzecie piętro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy tylko android postawił stopę na drewnianych panelach, jakimi wyłożono podłogę, wybuchnął chaos. Pierwsze pociski wystrzeliły w niego ze strony ochroniarzy, który obstawili część schodów prowadzącą na czwarte piętro; Charles z łatwością wyminął wszystkie z nich, po czym zanurkował za ustawioną w korytarzu szafę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejni strażnicy zaatakowali go gradem naboi, ale solidna komoda na papiery pochłonęła większość z nich; te, które nie trafiły, wbiły się w sąsiednią ścianę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy stały strumień pocisków ustał, Charles odważył się na wychylenie zza mebla – i skrzywił się, gdy zauważył kilkoro osłoniętych metalowymi tarczami strażników, którzy szli w jego stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Android wyciągnął z kieszeni swoją niezawodną linkę – po czym szybkim i wprawnym ruchem ręki wyrzucił ją za siebie, zapętlając znajdującego się najbliżej ochroniarza. Charles pociągnął do siebie końce ostrego sznura; wampir skrzywił się, gdy do jego uszu dotarł nieprzyjemny dźwięk ocierania się linki o powierzchnię metalowej tarczy – po którym po korytarzu rozniósł się ryk bólu ranionego strażnika. Ostra powierzchnia sznura przecięła się przez skórę i mięśnie ochroniarza – który po chwili runął na ziemię, martwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokaz zdolności Charlesa nie zahamował pochodu pozostałych strażników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Android szybkim ruchem ręki przyciągnął do siebie automatycznie zwijającą się linkę – nim jednak zdołał wymierzyć ją w kolejnego przeciwnika, po korytarzu poniosły się jęki stacjonujących na klatce schodowej żołnierzy. „Czekałeś?”, zapytał znajomo brzmiący głos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mistrzu!”, Charles wykrzyknął, nie mogąc powstrzymać radości, jaka przekradła się do jego głosu. Android – teraz nie obawiający się zalania gradem pocisków – wyskoczył zza szafy, po czym rzucił się na najbliższego strażnika; zaskoczony mężczyzna zachwiał się, gdy wampir wskoczył na powierzchnię jego ochronnej tarczy, chwytając za wytopione w niej zęby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles szybkim ruchem ręki wyciągnął trzymany w bucie sztylet – który wbił w szyję szykującego się do strzału ochroniarza. Jego kompan – wyposażony w toporek, najprawdopodobniej stanowiący dawniej część zabezpieczeń przeciwpożarowych – rzucił się na androida.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles zwinnie wyminął cios, po czym zanurzył sztylet w plecach pochylonego żołnierza, celując w kręgosłup; ostrze z nieprzyjemnym chrzęstem przekroiło się przez kość – i strażnik padł na ziemię, martwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo zeskoczył zgrabnie ze schodów na korytarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles uśmiechnął się delikatnie na jego widok. „Wyglądasz... Okropnie w tym stroju, mistrzu", android skomentował, wskazując na poszarpany w trakcie walki garnitur i źle dobrane do całości buty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo w teatralnym geście przyłożył rękę do czoła. "Mości rycerzu, popracuj nad komplementami!", wampir skomentował, upadając na ziemię w łatwej do przejrzenia pantomimie omdlenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Android zarumienił się lekko. „Mogę ci powiedzieć, Mistrzu, że masz... Zgrabne nogi - pod warunkiem, że dzięki nim uda ci się stąd &lt;i&gt;uciec&lt;/i&gt;", Charles wyrzucił z siebie na bezdechu - i szybkim susem rzucił się do przejścia prowadzącego na klatkę schodową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo zamrugał. "Aww, Cherry!", wampir wykrzyknął radośnie, gdy słowa jego sługi z głośnym &lt;i&gt;klik!&lt;/i&gt; zarejestrowały się w jego umyśle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles dwoma szybkimi uderzeniami o drzwi otworzył drogę na płaski dach fabryki. Android i podążający za nim wampir wbiegli na lądowisko śmigłowców – i Rayflo wydał z siebie przeciągły okrzyk zachwytu, gdy jego oczy spoczęły na podstawionym helikopterze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Trochę wam to zajęło”, Rayfelle wykrzyknęła, wychylając się z kabiny pilota; obecność kobiety zaskoczyła zarówno Charlesa, jak i jej brata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wampirzyca puściła do nich oko. „Nie mogłam szybko załatwić helikoptera, więc postanowiłam porwać jednego z tych należących do fabryki. Chyba na nas nie doniosą”, Rayfelle powiedziała żartobliwie – po czym szybkim ruchem ręki wskazała na tylne siedzenie śmigłowca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwójka wampirów kiwnęła głowami, a następnie rzuciła się biegiem w stronę helikoptera. Rayfelle włączyła silnik pojazdu – i potężne śmigła zaczęły się poruszać, rozwiewając długie włosy wspinającego się na pokład Rayflo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy dwójka mężczyzn usiadła wygodnie na tylnym siedzeniu i zamknęła drzwi, wampirzyca puściła do nich oko z przedniego siedzenia – po czym naciśnięciem guzika obniżyła wysuwającą się z sufitu przesłonę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dźwiękoszczelna, wypróbowywałam kiedyś”, Rayfelle powiedziała niewinnie – po czym posłała całusa w stronę mrugającego zawzięcie Charlesa. Dopiero, gdy czarna przesłona oddzieliła siedzenie pilota od pasażerskich, sens słów kobiety dotarł do androida – który zaczerwienił się po czubki swoich uszu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ech, ta moja siostra”, Rayflo powiedział niewinnie, rozsiadając się na swojej części siedzenia. Charles spojrzał na swojego mistrza kątem oka – po czym zanurzył dłoń w jego długich, rozwianych przez helikopter włosach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starszy wampir spojrzał na niego pytająco; nie zaprotestował jednak, gdy druga ręka androida pochwyciła przód górnej części jego garnituru – rozszarpanego w trakcie skoków i przez ciosy przeciwników – i szybkim ruchem zdjęła go z ciała zmęczonego wampira.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tak... Jest dużo lepiej", Charles wyszeptał, czując już ciepło napływające do jego policzków; jego mistrz zamrugał, wpatrując się przez chwilę w trzymającą marynarkę rękę swojego sługi. Wampir uśmiechnął się - małym, niemal melancholijnym uśmiechem - i zamknął oczy, najwyraźniej ciesząc się ulotną chwilą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po paru sekundach ciszy, Rayflo pozwolił sobie na przeciągłe westchnienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Aww, nie znasz się, ładnemu we wszystkim ładnie", starszy wampir oznajmił, udając urażoną dumę – i jednocześnie nachylając się w stronę przeczesującej jego włosy ręki. „Zmęczony?”, Rayflo zapytał sennie – i android po chwili pokiwał głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadowolony, leniwy uśmiech rozlał się po twarzy starszego wampira.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wiesz… Pokonałeś smoka, mości rycerzu, czas na nagrodę od księżniczki", Rayflo wymruczał wesoło, opierając się o stalową ścianę helikoptera; powierzchnia metalu była zimna - w momencie kontaktu, wampir zadrżał lekko, a z jego ust wyrwało się urwane westchnienie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles oblizał wargi - czując, że jego pragnienie krwi rozpaczliwie domaga się zaspokojenia. "Myślałem, że zwyczajowo rycerze ratują z opresji &lt;i&gt;dziewice&lt;/i&gt;", android skomentował i Rayflo - z teatralną przesadą - dramatycznie wstrzymał oddech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Aw, takich komentarzy się damie swojego serca nie udziela!", starszy wampir wyrzucił z siebie wesoło – i pozwolił Charlesowi na zanurzenie kłów w swojej szyi. „Poza tym, &lt;i&gt;ktoś&lt;/i&gt; z naszej dwójki jest dziewicą, powinno się liczyć”, Rayflo mruknął leniwie, rozkoszując się dotykiem szorstkiego języka androida na swojej skórze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starszy wampir zamrugał, gdy poczuł wilgoć na swoim policzku – nie mającą wiele związku z wylewającą się z jego szyi krwią. "Aww, nie bądź taki, dzielni rycerze nie płaczą", Rayflo wyszeptał, zanurzając rękę we włosach swojego sługi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles podniósł głowę z oparcia, jakiego udzielała mu szyja jego mistrza, po czym spojrzał w oczy towarzysza. „Któraś z naszych misji może nie skończyć się szczęśliwie”, android wyszeptał – po czym, ku zaskoczeniu Rayflo, delikatnie nachylił się nad jego wargami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy  starszego wampira spojrzały w czarne źrenice Charlesa, jakby szukając odpowiedzi; wampir odsunął się delikatnie od swojego podopiecznego, testując jego reakcję. „Nie chcę mieć żadnych wyrzutów sumienia, jeśli pewnego dnia… Coś…”, android wyszeptał – i Rayflo otworzył usta, pragnąc coś powiedzieć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wargi Charlesa skutecznie go uciszyły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy starszego wampira rozszerzyły się, a jedna z jego rąk zacisnęła automatycznie na koszuli androida; po chwili wahania, starszy wampir zamknął oczy i oddał pocałunek - po czym rozwarł szerzej wargi, pozwalając językowi Charlesa na wsunięcie się do jego ust.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo wziął głęboki wdech, gdy biodra androida dotknęły jego własnych – i natychmiast odsunął twarz swojego podopiecznego na stosowną odległość. „Zdajesz sobie sprawę z tego, że po tym… Metaforę rycerza i dziewicy będziemy musieli sobie odpuścić?”, starszy wampir zapytał z powagą, wpatrując w zaróżowione policzki drugiego krwiopijcy i rozkoszując się widokiem jego czerwonych od pocałunku warg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Już od dawna powinniśmy… Dać sobie z nią spokój”, Charles wyszeptał, po czym nachylił się nad szyją swojego mistrza – i zlizał z niej resztę krwi szybkim pociągnięciem języka. Rayflo westchnął, gdy biodra jego podopiecznego dotknęły znów jego własnych; jęknął, gdy android otarł się o niego, burząc krew w jego żyłach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Za tak długie wahanie się powinieneś dostać karę”, starszy wampir powiedział z trudem, wpatrując się z fascynacją w rozpinającego guziki jego koszuli Charlesa. Podniecony android przez kilka chwil walczył uparcie z zapięciami – po czym poddał się i szybkim ruchem ręki rozdarł przód bluzki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Na przykład jaką?”, Charles zapytał, a następnie zjechał gorącym językiem od szyi swojego mistrza do piersi, chwytając po drodze jeden z jego sutków i pieszcząc go długimi pociągnięciami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Na… Na przykład, po- powinieneś pozwolić mi pogryźć cię w paru miejscach”, Rayflo zaproponował, spoglądając znacząco w dół ciała swojego partnera – i android jęknął, gdy ręce mężczyzny zachęciły go do szybszego ruszania biodrami. „Myślę, że… Że na takie warunki mogę się zgodzić”, Charles wymruczał, po czym oplótł nogi wokół bioder starszego wampira, wyrywając z jego gardła głośny okrzyk zachwytu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Język androida zjechał po piersi Rayflo, minął okolicę jego żeber i zaczął tańczyć na brzuchu mistrza, zahaczył o jego pępek, po czym wrócił do góry. Charles delikatnie zagryzł szyję starszego wampira, rozkoszując się smakiem jego krwi  - słodkim i rozpalającym zmysły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo wydał z siebie przeciągły, głośny jęk, gdy jego partner szybkim ruchem bioder przycisnął go do siedzenia helikoptera. Krwiopijca zacisnął ręce na tyłku androida, przyciskając go mocniej do siebie, a następnie -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo zamarł, gdy do jego uszu dotarł znajomo brzmiący chichot; kochankowie spojrzeli na siebie pytająco, mrugając zawzięcie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeden z głównych elektronicznych obwodów Charlesa niemal przepalił się, gdy do jego uszu dotarł lubieżny głos Rayfelle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Żartowałam z tą dźwiękoszczelnością.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Pomyłka w komunikacji&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;soft R for some sexy things&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 222&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt; … Uuum hot.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; Charles/Rayflo&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Sobie przetłumaczyłam prompta na pl żeby żart wyszedł /o/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid2"&gt;&lt;/a&gt;Charles spojrzał z przerażeniem na zachwyconą twarz swojego mistrza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ach, ach, um, ja wtedy...", android zaczął - słowa zamarły jednak na jego ustach, gdy Rayflo oblizał wargi, po czym pochwycił jeden z sutków partnera w swoje zęby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Charles zamknął oczy, a jego skóra zapłonęła ognistą czerwienią - i mężczyzna całą siłą woli spróbował wyciszyć mlaszczące dźwięki, jakie docierały do jego uszu. "Obiecałeś", starszy wampir przypomniał, zjeżdżając językiem coraz niżej i niżej po nagiej piersi swojego podopiecznego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tak, ale wtedy myślałem...", Charles powiedział, po czym jęknął - a następnie przyłożył rękę do twarzy, usiłując stłumić okrzyki rozkoszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Myślałem... Kiedy powiedziałeś, że pogryziesz mnie w kilku miejscach...", android powiedział z trudem, walcząc ze spazmami, jakie rzucały jego ciałem. Rayflo uśmiechnął się zadziornie - po czym wolno zaczął ściągać w dół spodnie swojego partnera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Myślałem... Że pogryziesz mnie w kilku miejscach na moim ciele...", Charles wyszeptał, walcząc ze swoim zdrowym rozsądkiem o kontrolę nad hormonami.  "A nie..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dłonie jego mistrza przeszły do bawienia się włosami partnera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"A nie... Że pogryziesz mnie w kilku miejscach &lt;i&gt;w mieście&lt;/i&gt;!", android wysyczał do ucha Rayflo - modląc się, by nikt z widzów na sali kinowej, w której siedzieli, nie postanowił odwrócić się przypadkowo w stronę ostatniego, zajętego przez nich rzędu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rayflo zachichotał radośnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Cherrie, narzekania to ty zostaw na moment, w którym zabierzemy się za to w &lt;i&gt;centrum handlowym.&lt;/i&gt;"</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:14668</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/14668.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=14668"/>
    <title>[Challenge] /o/</title>
    <published>2009-09-10T15:35:56Z</published>
    <updated>2009-09-10T15:37:01Z</updated>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">Hi guys, just in case you are wondering: wszystkie fiki z mojego challenge 2009 są napisane i gotowe do postnięcia - w zasadzie są od niedzieli, ale er byłam zbyt zagrana żeby napisać tego posta /o/; Obiecuję grzecznie postować fika albo dwa co wieczór albo w dzień |D;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;So yeah. Some fun facts:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* wszystkie fiki z tegorocznego challenge mają łącznie jakieś &amp;gt; 63 000 słów /o/ Nie chce mi się atm podliczać dokładnie, ale na pewno więcej niż 63 /o/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Najdłuższy fik to III część Potysei, &amp;gt; 12 000 słów /o/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Najdłuższy multichapter (i jedyny) który z tego challenge powstał to Potyseja, trzy chaptery, łącznie ponad 32 tys. słów /o/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Ostatni fik powstał na ponad 25 dni przed deadline - którym był ostatni dzień moich wakacji przedstudyjnych /o/&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Najwięcej promptów dostałam od Fiendie i Darky!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Najwięcej promptów dostałam z PoTa!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Nic mi więcej nie przychodzi do głowy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Wracam podziwiać awesomely shaped male asses z Metal Gear Solid 2! /logs off</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:14497</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/14497.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=14497"/>
    <title>[Tenipuri] Poemat o miłości w skale wyrytej</title>
    <published>2009-09-05T18:33:35Z</published>
    <updated>2009-09-05T18:33:35Z</updated>
    <category term="sanayuki"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">YUKIMURAAAAAAAAAAAAAA&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Poemat o miłości w skale wyrytej&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;PG-13 &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 2940 &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt; … Uuum stoney crack?&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; SanaYuki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Sanada strikes back /o/ Prompt: SanaYuki poezja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Sanada Genichirou był człowiekiem całkowicie oddanym tradycji. Już jako maleńki chłopiec z zapałem ćwiczył swoje umiejętności związane z jakże &lt;i&gt;tradycyjnymi&lt;/i&gt; japońskimi stylami walki; jako bystry nastolatek, pomylił równie &lt;i&gt;tradycyjny&lt;/i&gt; wachlarz ze sportową rakietą – co z kolei przyczyniło się do jego zainteresowania tenisem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, „tradycje” miały to do siebie, że nie zawsze pozostawały aktualne z wartościami reprezentowanymi przez podążające z duchem czasu społeczeństwo – a już w szczególności, jeśli sięgały one czasów epoki kamienia łupanego. Oddawanie czci rodzinnym głazom, przykładowo, nie zawsze uchodziło za coś wciąż akceptowanego w społeczeństwie – na co wystarczającym dowodem były miny przechodniów obserwujących Tradycyjne Rodowe Wyprowadzanie Wszechmocnego Kamienia Na Spacer - których Sanada Genichirou oczywiście błogo nie zauważał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście, nawet najbardziej uwstecznione mózgi musiały kiedyś zaakceptować przychodzące z czasem zmiany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze przebłyski świadomości przebiły się przez twardą niczym opoka tarczę umysłu młodzieńca siedemnastego lutego roku pańskiego dwutysięcznego siódmego (datę tą tenisista pamiętał tak dokładnie, jakby została wyryta w kamieniu) w czasie jego jakże tradycyjnych medytacji nad rodzinnym głazem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Przebłysk” miał postać mocarnej pięści jego Szacownego Ojca, która zderzyła się ze szczęką młodszego Sanady - posyłając go wprost na drewnianą ścianę treningowego dojo. Starszy członek rodu – nim Genichirou zdążył zażałować, że nie zderzył się po drodze z błogosławiącym wszechmocnym głazem – stanął przed synem, przygotowując się do przemowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dziecię moje, martwisz ojca swego”, Sanada senior powiedział z westchnieniem - rozprostowując obolałą po zderzeniu z twarzą syna dłoń; Genichirou wstrzymał oddech, zaniepokojony. „Szanowny Ojcze, ja kamień swój szanowałem”, młodszy mężczyzna zapewnił – posyłając szybkie skinienie głowy w stronę wyłożonego na jedwabnej poduszce głazu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starszy Sanada westchnął przeciągle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Twe postępy w praktykowaniu tradycji cieszą mnie, ale powinieneś pamiętać… Także i powiększanie szlachetnego rodu ważnym jest zajęciem”, Szanowny Ojciec stwierdził twardo, splatając ręce (w tradycyjnym stylu) na piersi. Genichirou zmrużył oczy – a gdy kamienne tryby w jego umyśle obróciły się, kiwnął potakująco głową. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szanowny Ojciec spojrzał z czułością na rodzinny głaz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I przyjdzie kiedyś czas, w którym przed tym oto kamieniem z piękną żoną staniesz”, starszy Sanada powiedział ze wzruszeniem, a w kącikach jego oczu zakręciła się pojedyncza łza. Genichirou – dotychczas siedzący na ziemi po powalającym ciosie rodziciela – wstał z przysiadu, po czym ukłonił się (w tradycyjny sposób) i spojrzał twardo w oczy ojca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Znam już osobę, która kiedyś stanie przed naszym Wszechmocnym Kamieniem”, młodzieniec zapewnił, wyprostowując się z dumą; na tą wiadomość, oczy jego rodziciela zabłysły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nadzieję mam, iż za zaloty zabrałeś się już?”, Szanowny Ojciec zapytał – i podniósł rękę, gdy Genichirou otworzył usta, pragnąc przemówić. „Nie musisz zdradzać szczegółów, młodość swoje prawa ma”, starszy Sanada powiedział, uśmiechając się ciepło w stronę syna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec pokręcił przecząco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie mam przed tobą sekretów, Szanowny Ojcze. Zaloty rozpocząłem już”, Genichirou zapewnił; w odpowiedzi, ojciec młodzieńca kiwnął głową, a na jego twarzy odmalowała się ulga. „Zostawiam więc wszystko w rękach twoich… I siłach Wszechmocnego Kamienia”, starszy Sanada powiedział – po czym podszedł do leżącego na poduszce głazu i ucałował go z czułością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Genichirou schylił z szacunkiem głowę; wiedział, że głaz błogosławił także i jego - gdyż wszystko, co wyznał ojcu, było prawdą - a tą skała (tradycyjnie) uznawała za największą wartość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba wam jednak wiedzieć, że młodszy Sanada &lt;i&gt;pewnych&lt;/i&gt; przemilczeń za kłamstwo nie uznawał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po Tradycyjnej Rodzinnej Modlitwie Nad Głazem (wersja dwuosobowa), młodszy Sanada został sam – przepełniony twardym niczym kamień postanowieniem: zdobędzie żonę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fakt, że obiekt miłosnych zainteresowań tenisisty technicznie tytułu jego „żony” nosić nie mógł, Genichirou uznawał za przeszkodę pomniejszą. Młodzieńcowi trzeba było jednak przyznać, że miał na głowie znacznie większy problem - bo o ile prawdą było, że Sanada „zabrał się za zaloty”, to jednak ich wynik nie bez powodu postanowił miłosiernie zataić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tenisista usiłował zdobyć serce swojego obiektu westchnień w sposób, który uznał za najbardziej tradycyjny – i, jego skromnym zdaniem, najefektywniejszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, zew godowy podpadał bardziej pod kategorię „metoda przestarzała” niż „metoda tradycyjna” - chociaż sam Genichirou przyczyn porażki dopatrywał się raczej w braku kreatywności ze swojej strony; nawet w jego umyśle, okrzyk „Yukimuraaaaa!”, brzmiał nieco zbyt… Mało oryginalnie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety – nieważne, jak usilnie tenisista wysilał swoje szare (niczym głazy) komórki, nie mógł wymyślić dobrego sposobu na zdobycie serca kapitana Rikkai. I w ten oto sposób, Sanada oddał się kolejnej medytacji nad rodzinnym głazem – tym razem prosząc go o natchnienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po bezowocnej godzinie modlitwy Genichirou stwierdził jednak, że nawet cudowny kamień do pustej głowy wielu pomysłów nie wrzuci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanada postanowił więc zasięgnąć opinii osób lepiej zorientowanych w nowoczesnej sztuce zdobywania serc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„… I to byłoby na tyle”, Sanada powiedział, zakończywszy swoją opowieść; młodzieniec spojrzał twardo w stronę zaproszonych słuchaczy – i zamrugał ze zdziwienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jackal znacząco pobladł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marui podrapał się po głowie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Żona, jasne. Ale na kobietach to ja się tak jakby słabo znam”, Bunta powiedział ostrożnie, łypiąc na siedzącego przed nim Sanadę zza swojego olbrzymiego, lodowego pucharka. „Nie szkodzi”, Sanada zapewnił - taksując krytycznym spojrzeniem drżącego Jackala.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marui westchnął, po czym wepchnął olbrzymią łyżkę do czeluści swojego pucharka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak mam rozumieć, masz kandydatkę na żonę. I chcesz ją zalotnąć”, Bunta upewnił się i Sanada po krótkiej chwili wahania kiwnął głową. Marui wymienił znaczące spojrzenie ze swoim partnerem, po czym z powagą wypisaną na twarzy przesunął czarkę z lodami na bok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Genichirou uniósł brew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nas do tego nie mieszaj, my żadnej pannie życia uprzykrzać nie będziemy”, Bunta powiedział twardo, szykując się do powstania z krzesła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uderzająca w stolik pięść Sanady utrzymała go na miejscu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Z tego, co ja rozumiem, to panny lubią dyskoteki”, Marui powiedział szybko, przyciągając protekcjonalnie swój pucharek z lodami do piersi; w odpowiedzi, Genichirou skrzywił się. „Wolałbym coś bardziej tradycyjnego”, Sanada wyznał – i Bunta, grając na zwłokę, łapczywie zabrał się za opróżnianie pucharka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Genichirou zaczął na pokaz rozciągać mięśnie swojej prawej dłoni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To może, um, karaoke- Zaraz, nie, wszystko, tylko nie karaoke… Eeee to może, um, zakupy?, czerwonowłosy młodzieniec zaproponował szybko, uderzając jednocześnie nogą stopę milczącego Jackala; czarnoskóry tenisista wyrwał się z zamyślenia, blednąc nieco bardziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanada rozpromienił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Znakomity pomysł. I tak miałem rozglądnąć się za nowym kompletem tradycyjnych japońskich szachów. Widziałem taki rzeźbiony w kamieniu”, Genichirou powiedział z wyraźnym zadowoleniem – i dwójka towarzyszących mu tenisistów wymieniła znaczące spojrzenia. „To nie jest dobry pomysł”, Jackal stwierdził odważnie - jednocześnie asekuracyjnie odsuwając swoje krzesło z dala od stolika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A macie jakiś lepszy pomysł?”, Sanada zapytał groźnie, łypiąc na wtulonego w swój pucharek, drżącego Maruiego. „Na mnie nie patrz, ja o kobietach wiem tylko tyle, że monstrują”, Bunta wykrzyknął, przysuwając się bliżej swojego partnera. „&lt;i&gt;Menstruują&lt;/i&gt;”, Jackal poprawił – i zniecierpliwiony Genichirou uderzył pięścią w stolik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To może popytaj jutro dziewczyn w szkole, one na pewno coś wiedzą”, Kuwahara powiedział szybko, kiwając zachęcająco głową. „My mamy jakieś dziewczyny w szkole?”, Marui zapytał, szczerze zaskoczony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanada zignorował Buntę, skupiając się na poprawianiu swojej czapki. „Dobry pomysł”, Genichirou pochwalił – i dwójka pozostałych tenisistów wydała z siebie zgodne westchnienie ulgi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Vice kapitan Rikkai zamyślił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kobiety rozpoznaje się po kroju kimona, tak?”, tenisista zapytał - spoglądając w stronę wybielającego się coraz bardziej Kuwahary. „A nie czasem po wybrzuszeniach?”, Bunta zapytał – i pokonany Jackal zanurzył twarz w dłoniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilkunastu ciężkich minutach tłumaczeń, Sanada postanowił wprowadzić poradę dwójki graczy w życie – i następnego dnia po szkole, zatrzymał na korytarzu kilka wracających do domu osób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze dwie zaczepione przez Genichirou osoby uciekły natychmiast w momencie usłyszenia imienia „Yukimura” połączonego ze słowem „zaloty”; trzy następne przed ucieczką uprzejmie się pożegnały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z bliżej nieznanego Sanadzie powodu, kilkoro następnych przechodniów uczyniło to samo; spacerująca po korytarzu szkolna pielęgniarka z kolei zapytała, czy przypadkiem nie zderzył się znowu czołowo ze swoim rodzinnym głazem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od trzech następnych osób, Sanada dowiedział się, że może robić wszystko, co nie uwzględnia pytania rodu &lt;i&gt;Oshitarich&lt;/i&gt; o radę; każda z nich po wypowiedzeniu ostrzeżenia wykonała szybki znak krzyża przed swoją piersią, trzęsąc się nerwowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A trzeba wam wiedzieć, że Genichirou nie lubił zachodnich zwyczajów - aczkolwiek miał pewien szacunek do chrześcijan za ich Piotra i jego kościół na skale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili zastanowienia, Sanada uznał jednak, że jego tradycyjna postawa życiowa wymaga od niego sprzeciwu – którym, w rozumieniu młodzieńca, powinno być zinterpretowanie porady na opak.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak, poprawiwszy swoją czapkę (czego dokonać musiał, gdyż kąt pomiędzy daszkiem a czołem młodzieńca przestał być prosty), tenisista skierował się w stronę niesławnej rezydencji rodu Oshitarich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Pewne&lt;/i&gt; osoby należące do bardziej purytańskich kręgów, zapytane o opinię na temat Oshitariego Yuushiego, zapewne zdołałyby zmieścić się w dziesięciu słowach - z których większa połowa byłaby niecenzuralna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanada – na swoje nieszczęście – nie spotkał się z żadną z nich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach, pierwsza miłość”, Oshitari wymruczał, uśmiechając się znacząco; Genichirou  - usadowiony w altanie na zewnątrz rezydencji, po przeciwnej stronie młodzieńca – kiwnął potakująco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mam problemy z nowoczesnymi metodami zalotów”, Sanada wyznał, schylając głowę; młodzieniec westchnął, walcząc z dumą dla dobra swojego przyszłego związku z Yukimurą. „Nie rozumiem współczesnej młodzieży. Kiedyś to były czasy... Nie trzeba było wiele starać się o drugą połowę, i zrękowiny były…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari pokiwał ochoczo głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Rozumiem, rozumiem… I znalazły się nawet osoby gotowe polecić moją osobę do udzielania rad… Ach”, Yuushi westchnął z wyraźnym zadowoleniem, odchylając się na swoim krześle; myśli młodzieńca najwyraźniej - &lt;i&gt;tradycyjnie&lt;/i&gt; - podążały nieco innym torem niż te ukryte w głowach zwykłych śmiertelników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak. Były. A mógłbym je już dostać? Rady, znaczy”, Sanada zapytał, zniecierpliwiony; w odpowiedzi, Oshitari wydał z siebie przeciągłe westchnienie, a następnie zachichotał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Genichirou przypomniał się film dokumentalny o zwyczajach godowych hien.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oczywiście, oczywiście… Chwila analizy dla eksperta”, Yuushi powiedział, zamaszystym ruchem ręki poprawiając okulary usadowione na swoim nosie; po chwili medytacji, Oshitari przekręcił głowę na bok, oceniając siedzącego przed nim sztywno Sanadę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Genichirou zmarszczył brwi, gdy tenisowy geniusz Hyotei pokręcił ze smutkiem głową. „Z twarzą taką jak twoja sugerowałbym metodę listową”, Yuushi powiedział w końcu, wzdychając przeciągle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanada zamyślił się, po czym kiwnął głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Listy, tak. Tradycyjne. Podoba mi się”, Genichirou stwierdził z zadowoleniem, gratulując sobie wyboru nauczyciela. Oshitari rozpromienił się - i Sanada zmrużył oczy, gdy czarnowłosy młodzieniec nachylił się w jego stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiesz, jak mówią – „pióro jest potężniejsze od miecza”, co jest oczywiście prawdą, gdyż słowa mają olbrzymią moc… No chyba że „miecz” traktujemy metaforycznie”, tenisista Hyotei wymruczał, wodząc wzrokiem za skołowaną miną kołyszącego się na boki Sanady. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściciel wszechmocnego kamienia uniósł brew, gdy Oshitari przybrał na twarz leniwy, rozmarzony uśmiech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oczywiście, słowa należy dobierać z klasą. Seksualne odniesienia w twoim przypadku proponuję zostawić na późniejsze… Znacznie późniejsze terminy”, Yuushi doradził, ściszając tajemniczo głos; Genichirou – po dłużej chwili wahania - pokręcił głową, zagubiony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Seksualne odniesienia do czego?”, Sanada zapytał - i tenisista z Hyotei zamrugał. „Do seksu?”, Oshitari zaoferował - spoglądając na swojego ucznia z troską, jaką zazwyczaj rezerwował jedynie dla przerażonego lekcjami Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Genichirou po chwili wahania wydał z siebie głośne „och” i pokiwał stanowczo głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi zaskakująco szybko odzyskał równowagę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak, więc… Proponuję układanie wierszy. Pamiętam, gdy po raz pierwszy wysłałem fragment swojej poezji mojej drugiej połówce. Wyglądał, jakby miał się rozpłakać ze szczęścia”, młodzieniec wymruczał, zanurzając się we wspomnieniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kamienne tryby w głowie Sanady przekręciły się z trudem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Rozumiem. Haiku?”, Genichirou zapytał – i Oshitari natychmiast wyrwał się z krainy marzeń. „Miałem raczej na myśli coś bardziej romantycznego. &lt;i&gt;Na górze róże, na dole fiołki&lt;/i&gt; - te sprawy”, Yuushi poprawił – wpatrując się z rosnącymi wątpliwościami w coraz bardziej skołowany wyraz twarzy Sanady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili medytacji, Genichirou powoli kiwnął głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Myślę, że uda mi się to dostosować do moich standardów”, tenisista z Rikkai stwierdził pewnie, splatając ręce na piersi; w odpowiedzi, Oshitari wzdrygnął się. „Mam nadzieję, że jednak ci się nie powiedzie”, Yuushi skomentował szczerze – co Sanada zignorował, zajęty powtarzaniem początku wymienionego przez geniusza Hyotei wierszyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Genichirou wydał z siebie krótki pomruk – po czym, ku zaskoczeniu Oshiariego, wstał z krzesła. „Jeśli przypadkiem się podnieciłeś, toaleta jest pierwsza w holu po prawej”, geniusz  Hyotei wymruczał uprzejmie – i dla dobra własnego poczucia estetyki, odwrócił kulturalnie  głowę w powyżejpasowe tereny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi zamrugał, gdy Sanada marszowym krokiem wyszedł z altany – po czym skierował się w stronę ścieżki prowadzącej do wyjścia z terenu rezydencji. „Wychodzę, dzięki za wszystko”, Sanada zadudnił, wciąż powtarzając szeptem fragmenty poezji swojego romantycznego nauczyciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi wstrzymał oddech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A porady intymne?”, Oshitari zapytał z niedowierzaniem, wpatrując się w znikające za krzewami plecy idącego tenisisty; Genichirou nie zareagował, najwyraźniej zatopiony we własnych myślach. Geniusz Hyotei wstał – tylko po to, by dostrzec czubek czapki wychodzącego z ogrodu mężczyzny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi opadł bezsilnie na krzesło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A jego rodzinny kamień mógł mieć tyle wspaniałych zastosowań”, Oshitari wyszeptał z rozczarowaniem, wzdychając ciężko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natychmiast po powrocie do domu, Sanada postanowił zabrać się za rozwijanie swoich poetyckich umiejętności. Niestety, żadna z rodzinnych książek – które skupiały się głównie na opiece nad kamieniami – nie dostarczyła mu pożądanych wskazówek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili namysłu, Genichirou stwierdził, że jego wielka miłość sama poprowadzi pióro – i z determinacją zasiadł do tworzenia swojej pierwszej romantycznej poezji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura Seiichi, znany jako syn boga i najlepszy z nastoletnich tenisistów, przeżył w swoim życiu wiele ekstremalnie absurdalnych momentów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świeża dostawa dzisiejszej poczty przebijała je wszystkie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec westchnął, opierając głowę na szpitalnej poduszce – po czym rozprostował trzymaną w ręce, anonimową kartkę, wpatrując się w wybazgrane na niej litery.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;"Na górze kamyki,&lt;br /&gt;Na dole głazy,&lt;br /&gt;A my się kochamy&lt;br /&gt;Jak dwa grotołazy!”&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tenisista powoli złożył trzymany arkusz – mając jednocześnie niejasne przeczucie, że odgadł tożsamość tajemniczego nadawcy - co zapewnie nie byłoby wielkim wyzwaniem dla większości mieszkańców Tokio. Seiichi westchnął, opierając głowę na ręce – i zastanawiając się nad tym, co tak bardzo intrygowało go w osobie Genichirou, że jego wiersz uznał za dość… Uroczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dudniący odgłos kroków, jaki poniósł się echem przez szpitalny korytarz, wyrwał młodzieńca z zamyślenia. „Yukimuraaa?”, zakrzyknął męski głos dochodzący zza drzwi prowadzących do pokoju Seiichiego – i kapitan Rikkai ze słabym westchnieniem powiedział słowo „proszę”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili oczom hospitalizowanego młodzieńca ukazała się potężna sylwetka Sanady – trzymająca w rękach bukiet nieco przywiędłych kwiatów. Genichirou kiwnął głową w stronę leżącego na łóżku kapitana i bez słowa wepchnął wiązankę do pustego flakonu stojącego na stoliku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanada wolnym krokiem podszedł do Yukimury, po czym przyciągnął bliżej jedno z krzeseł i opadł na nie z głuchym trzaskiem. „Witaj”, Genichirou pozdrowił, po czym splótł ręce na piersi – najwyraźniej oczekując na jakąś reakcję ze strony swojego kapitana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy ta nie nadeszła, Sanada zamyślił się głęboko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och”, Genichirou powiedział po dłużej chwili milczenia. „Zapomniałem się podpisać.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura &lt;i&gt;niemal&lt;/i&gt; się roześmiał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanada wziął głęboki wdech, rumieniąc się niemal niezauważalnie. „Napisałem wiersz. Dla ciebie. I wysłałem. Normalnie nie tworzę poezji, więc rozumiem, że trudno odgadnąć ci było tożsamość nadawcy”, Genichirou zadudnił, naciągając czapkę na oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seiichi przyłożył rękę do twarzy, tłumiąc śmiech. „Och, tak. Twoja poezja jest, um. Bardzo twórcza i oryginalna”, młodzieniec skomentował - walcząc z chichotem, jaki chciał wyrwać się z jego piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanada kiwnął głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A więc dostałeś list. Czy to znaczy, że część „zaloty” mamy już za sobą?”, Genichirou zadudnił pytająco, nachylając się w stronę mrugającego ze zdziwienia Seiichiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Myślę, że um, „zaloty” to akurat cały świat ma już za sobą”, Yukimura powiedział powoli, wpatrując się w całkowicie poważnego Sanadę. „To dobrze”, Genichirou stwierdził po minucie namysłu z wyraźnym zadowoleniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kolejnej dłuższej chwili zastanowienia, Sanada westchnął krótko, po czym sięgnął w stronę swojej czapki i zamaszystym ruchem ręki ściągnął ją z głowy. „Yukimuroooo”, Genichirou wykrzyknął z całkowitą powagą (jego kamienna twarz uczyniła to łatwym zadaniem) i Seiichi wzdrygnął się mimowolnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanada opadł ciężko na jedno kolano i otworzył usta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura zamrugał, gdy Genichirou zamarł w tej pozycji, nie ruszając się nawet o centymetr; młodzieniec nigdy przedtem tak bardzo nie upodobnił się do nieruchomego głazu. Seiichi był niemal pewien, że minęła przeszło minuta od momentu skamienienia Sanady do dania przez mężczyznę pierwszego znaku życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili, brwi klęczącego młodzieńca zmarszczyły się, rozpraszając kamienną iluzję. „Nie zapytałem Oshitariego o tą część zalotów”, Genichirou zauważył, drapiąc się palcem wskazującym po nosie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura mimowolnie zaczął zastanawiać się, w jak bardzo opłakanym stanie jest dowodzona aktualnie przez mężczyznę drużyna tenisowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sanada odchrząknął, po czym otworzył usta. „Chcę, żebyś wiedział… Jesteś jak głaz… Nie, zaraz, nie wolno porównywać mi nic do Świętego Kamienia…”, Genichirou zadudnił, zastanawiając się nad właściwymi słowami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapitan Rikkai przyłożył rękę do ust, starając się nie myśleć nad ewentualną reakcją patrolującej korytarze pielęgniarki. Sanada otworzył usta, zamknął je, westchnął, po czym powoli wstał z ziemi. „Przyjdę jutro”, Genichirou obiecał, szybkim ruchem ręki zakładając czapkę i kłaniając się lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seiichi podniósł delikatnie rękę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiesz, nie musisz…”, Yukimura zaczął, z desperacją usiłując zachować powagę – ale nim zdołał skomentować zachowanie swojego vice kapitana, tenisista równym, marszowym krokiem podszedł do drzwi. „Zdrowiej”, Sanada rzucił na pożegnanie – po czym niemal zderzając się po drodze z niską framugą, wyszedł na korytarz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W chwilę potem, po pokoju poniósł się słaby śmiech kapitana Rikkai; młodzieniec oparł się o poduszki, na próżno usiłując utrzymać powagę. Tenisista uspokoił się dopiero po kilku minutach – czując się znacznie weselej – i &lt;i&gt;zdrowiej&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Terapia śmiechem rzeczywiście działa cuda”, Seiichi powiedział do siebie, masując obolałe gardło – i zastanawiając się nad nie-do-końca-wypowiedzianą-propozycją Genichirou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podjęcie decyzji przyszło chłopcu zaskakująco łatwo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura powoli wyciągnął kartkę z wierszem Sanady, po czym odwrócił ją na drugą stronę; młodzieniec sięgnął po leżące na stoliku pióro i przez chwilę wpatrywał się w biały arkusz. Kapitan Rikkai zmarszczył brwi; chory chłopiec nie miał większych problemów z odcyfrowaniem kamiennych przekazów Sanady – ale &lt;i&gt;napisanie&lt;/i&gt; czegoś całkowicie zrozumiałego dla Genichirou graniczyło z cudem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka minut później – i parę odrzuconych pomysłów dalej - młodzieniec trzymał już w ręku gotową odpowiedź. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;”Na górze granity,&lt;br /&gt;Na dole marmury&lt;br /&gt;A Ty od dziś jesteś&lt;br /&gt;Mężem Yukimury&lt;/i&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Seiichi z westchnieniem spojrzał na gotowe dzieło, zastanawiając się, czy rzeczywiście powinien je wysłać. Młodzieniec poświęcił kilka chwil na rozważenie wszystkich za i przeciw; najbardziej dręczyła go myśl, że jakże &lt;i&gt;tradycyjny&lt;/i&gt; ród Sanady z pewnością będzie oczekiwał od Genichirou dziedzica – którego Yukimura, oczywiście, nie był w stanie mu dać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tenisista po chwili zamrugał – i zaśmiał się na głos.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec bez wahania nacisnął przycisk wzywający pielęgniarkę. „Chciałbym wysłać jeden list”, Seiichi powiedział do mikrofonu, po czym wciąż śmiejąc się, opadł na szpitalne poduszki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yukimura z uśmiechem wbił spojrzenie w bukiet więdnących kwiatów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapitan Rikkai był więcej niż pewien, że z podejściem Genichirou, ród Sanady i bez jego udziału miałby problemy z uzyskaniem potomka.</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:14299</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/14299.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=14299"/>
    <title>[Air Gear] Wolna chata</title>
    <published>2009-09-05T14:04:57Z</published>
    <updated>2009-09-05T14:04:57Z</updated>
    <category term="air gear"/>
    <category term="ikkiaki"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">I'm not rly satisfied with this one ;o; Dawno nie czytałam AG fak. Well one AG fic comes XD&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Wolna chata&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;PG&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 1743&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt;  … Cute?&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; IkkiAki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Hurhur! Fic ma miejsce zaraz po tym, jak Akito wbił się do domu Ikkiego. Ikki tradycyjnie in massive denial. Prompt: (5) IkkiAki fluff &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Głośna muzyka zatrzęsła domem, gdy pewnego słonecznego poranka jego właścicielki - siostry Nayamano - zniknęły za rogiem ulicy, wyposażone w torebki i plan nowootwartego centrum handlowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Wolna chata.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ikki radośnie odskoczył od okna, przez które obserwował znikające dziewczyny - po czym z radosnym okrzykiem rzucił się w stronę swojej szafy. Młodzieniec wygrzebał pierwszy lepszy strój, jaki wpadł mu w ręce, a następnie zamknął oczy, gdy wieża wylosowała jego ulubiony utwór; Minami wyrzucił ramiona w górę, kołysząc się w takt muzyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Itsuki zawsze uważał się za człowieka wyjątkowego - i taki tytuł otrzymałby zapewne od każdego  znajomego płci męskiej, któremu przyznałby się, że lubi babskie zakupy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W rzeczywistości, Ikki ich nie lubił: on je &lt;i&gt;uwielbiał.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Kilka godzin świętego spokoju bez dziewczyn. Oh yeah!&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brak kobiet w domu oznaczał brak ograniczeń, brak zakazów, wolny telewizor, dostęp do lodówki, błogą samotność -&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ikki! Ikki!", wykrzyknęło nieoczekiwanie coś bardzo skocznego tuż obok biodra czarnowłosego chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- a przynajmniej tak było do niedawna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ikki śmiki batoniki.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Czego chcesz, nie mam czasu", Minami powiedział z westchnieniem - wpatrując się z niechęcią w jaskrawie pomarańczowy kombinezon osoby, która postanowiła naruszyć jego prywatność. "Pójdziemy gdzieś dzisiaj razem?", Akito zatrajkotał wesoło - splatając jednocześnie swoje wszędzie-pchające-się dłonie wokół talii Ikkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Tylko jeśli będę mógł na miejscu cię porzucić.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie mam czasu, umówiłem się dzisiaj z Kazu", czarnowłosy młodzieniec skłamał, potrząsając lekko nogą i odsuwając mniejszego chłopca na stosowną odległość. Ikki chciał spędzić cały dzień w domu, z dala od zmartwień - a jego jedynym towarzyszem miała być miska popcornu i stos pożyczonych od Onigiriego, pirackich płyt DVD.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, Minami całkowicie zapomniał o obecności pewnego niszczącego te plany czynnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy Akito wypełniły się łzami. "Zdradzasz mnie z Kazu?", młodzieniec zapytał z bólem ukrytym w głosie - i Ikki wzdrygnął się. "Nie gadaj bzdur, na rolki się umówiłem", Minami burknął, splatając ręce na piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W odpowiedzi, Akito uśmiechnął się szeroko. "Więc przyznajesz, że nigdy, przeeenigdy byś mnie nie zdradził?", mniejszy chłopiec zapytał, nachylając się nad Itsukim i machając rękami jego w stronę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Och, nie bój się, z żadnym -facetem- na pewno cię nie zdradzę.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Powiedzmy", Ikki burknął - po czym zabrawszy ze stolika stos płyt DVD, skierował się w stronę drzwi - tylko po to, by natknąć się na pewnego znajomo wyglądającego chłopca, wciąż torującego mu drogę. "Suń się", Minami warknął, kładąc wolną rękę na biodro i nachylając się nad żywą przeszkodą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co Akito uznał za odpowiedni sygnał do splecenia swoich rąk dookoła szyi Ikkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Oszalałeś? Puszczaj!", Itsuki wykrzyknął - rozsypując przy okazji swoje filmy w próbie uwolnienia się z żelaznego objęcia mniejszego chłopca. "Czy oni cię sterydami karmili?", Minami zapytał, bezskutecznie usiłując wyrwać się z potężnego uścisku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy Akito zabłysły. "Znieś mnie na dół. Jak księżniczkę", młodzieniec poprosił, przybierając na twarz swój najlepszy uśmiech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;W twoich snach.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Weź puszczaj", Itsuki warknął, silnym szarpnięciem uwalniając się w końcu z żelaznego uścisku - i posyłając biednego Akito na zawaloną płytami ziemię. "Zamierzam iść oglądać filmy - i ty mi w tym nie przeszkodzisz", Ikki powiedział, rozmasowując obolałą szyję; młodzieniec wywrócił oczami, gdy po twarzy drugiego chłopca popłynęły olbrzymie łzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minami odwrócił głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akito błagalnie szarpnął go za nogawkę spodni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Idź się pobawić gdzieś”, Ikki mruknął, wyrywając nogę z uścisku chłopca i spoglądając z westchnieniem na rozsypane po podłodze płyty. Młodzieniec uklęknął, ignorując błagalne spojrzenie klęczącego obok Akito – i zaczął zbieranie krążków z filmami. „Nie mam przyjaciół, z którymi mógłbym się bawić”, młodzieniec przypomniał smutnym głosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minami spojrzał na chłopca z ukosa. "Dobra, możesz oglądać ze mną, ale siedzisz na drugim końcu kanapy", Itsuki ostrzegł, splatając ręce na piersi i wpatrując w reakcję towarzysza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zachwycony Akito podskoczył radośnie w górę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zabiję Onigiriego&lt;/i&gt;, Minami pomyślał, wkładając piątą z kolei płytę do swojego odtwarzacza DVD. Urządzenie zaszumiało, zawarczało – i w końcu wczytało krążek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Itsuki spojrzał z niedowierzaniem na ekran telewizora. „Nie wiedziałem, że lubisz takie filmy", Akito powiedział z uśmiechem - wpatrując się tęsknie w kolana Ikkiego z drugiego końca kanapy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brew Minamiego drgnęła groźnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zamknij się", Itsuki wywarczał - wpatrując się z niedowierzaniem w menu &lt;i&gt;Titanica&lt;/i&gt;; wszystkie płyty, jakie młodzieniec przeglądnął do tej pory, zawierały albo łzawe dramaty, albo cukierkowe romanse – zamiast oczekiwanych, dynamicznych filmów akcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co najwyraźniej pewnym osobom nie przeszkadzało. "Włączamy? Nie widziałem tego jeszcze!", młodszy chłopiec wykrzyknął radośnie, zupełnie ignorując słowa Minamiego i wskazując palcem na ekran telewizora.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nawet o tym nie myśl”, Itsuki ostrzegł, rzucając się na stertę pozostałych płyt; podobnie jak wszystkie poprzednie, żadna nie miała ani etykiety, ani żadnego napisu określającego rodzaj zawieranego filmu. „Ale słyszałem, że to bardzo ciekawe jest”, Akito powiedział błagalnie, przysuwając się bliżej czarnowłosego chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minami rzucił trzymanymi płytami o stół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"W życiu, takie filmy mnie usypiają", Ikki mruknął, wzdychając ciężko; po chwili namysłu, młodzieniec podjął decyzję. Akito zamrugał, gdy Minami zerwał się z kanapy – rozsypując przy okazji odrobinę trzymanego na kolanach popcornu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mniejszy chłopiec spojrzał na Itsukiego błagalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem, bez rezultatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wiesz co. Chyba jednak wpadnę do Kazu. Po drodze będę mógł zabić Onigiriego", Minami powiedział, zbierając wszystkie płyty ze stołu i wrzucając je do porwanej z ziemi reklamówki. „Zostawię ci tego całego „Titanica”, możesz sobie sam obejrzeć”, Ikki mruknął łaskawie, po czym z obrzydzeniem wypisanym na twarzy rzucił ostatnie spojrzenie na spakowaną stertę krążków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie chcę sam… Mogę iść z tobą?", Akito zapytał radośnie - wpatrując się w maszerującego w stronę drzwi Ikkiego. "Nie w tym wcieleniu i nie w następnym – chyba, że będziesz miał biust", Itsuki powiedział krótko, zarzucając kurtkę na ramiona i szarpiąc się przez chwilę z jej zamkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akito spojrzał na towarzysza błagalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minami zignorował smutek wypisany na twarzy chłopca - i sięgnął po klamkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drzwi nawet nie drgnęły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mówiłem, żeby nie zamykały", Ikki mruknął, wyławiając z kieszeni kółko z kluczami; chłopiec przerzucił je kilka razy w poszukiwaniu tego właściwego. Itsuki zmarszczył brwi - po czym przeglądnął trzymany zestaw jeszcze raz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec pobladł lekko. "Nie mówcie, że znów go zgubiłem, Ringo mnie zabije", Ikki wyszeptał słabo, opierając się z westchnieniem o drzwi. "Coś nie tak?", Akito zapytał, wpatrując się ze smutkiem w przerażoną minę Minamiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ikki wolnym krokiem podszedł do kanapy. "Tak, jestem uziemiony", młodzieniec powiedział z westchnieniem, opadając na poduszki. "To chyba źle, lubisz latać", Akito skomentował - i Minami ukrył twarz w dłoniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mniejszy chłopiec przysunął się bliżej Ikkiego. "To może coś pooglądamy, skoro nigdzie się nie wybierasz?", młodzieniec zaproponował, siadając obok zdenerwowanego Minamiego. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie mam nic oprócz tego stosu romantycznego dziadostwa, sorry, ale nie", Itsuki warknął, splatając ręce na piersi. "Ładnie proszę?", Akito zapytał, przysuwając się jeszcze bliżej Ikkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kiedy mówię nie, mam na myśli &lt;i&gt;nie&lt;/i&gt;”, młodzieniec warknął, odsuwając drugiego chłopca na stosowną odległość. „Ale ja naprawdę bardzo chcę”, Akito powiedział błagalnie, wpatrując się z determinacją w kamienną twarz Itsukiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minami westchnął przeciągle. "Jeden film, przynajmniej usnę i nie będę musiał na ciebie bez przerwy patrzeć", Ikki mruknął, sięgając po pilota od DVD.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akito radośnie przeskoczył na swój koniec kanapy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;W normalnych warunkach zawsze zasypiam&lt;/i&gt;, Ikki pomyślał z przerażeniem, wpatrując się w scenę wyświetlaną na ekranie telewizora. "Jakie to romantyczne", Akito zapiszczał, spoglądając ze szklącymi się oczami w sylwetkę Leonarda DiCaprio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Minami szybko pokręcił przecząco głową. "Wcale nie jest", Ikki burknął - z nieznanego sobie powodu czerwieniąc się lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Itsuki odwrócił szybko wzrok, gdy para głównych bohaterów stanęła razem na dziobie statku. "Też tak bym chciał", Akito powiedział błagalnie, zerkając w stronę krzywiącego się Ikkiego. "Nie ze mną", Minami burknął, starając się skupić całą swoją uwagę na biuście głównej bohaterki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akito zatrzepotał rzęsami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mogę się przytulić?”, chłopiec zapytał niewinnie, wlepiając roziskrzone spojrzenie w ramię towarzysza. „Tylko jeśli bardzo chcesz przechodzić już do następnego wcielenia”, Ikki burknął, starając się nie patrzeć na szklące się oczy drugiego chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co z każdą mijającą minutą przychodziło mu z większym trudem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Proooooszę”, Akito zawołał błagalnie, wyciągając ręce w stronę wtulającego się w swój kąt kanapy Ikkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oglądaj swój film”, Minami warknął, przełykając nerwowo ślinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zamorduję Onigiriego, a potem wywieszę jego flaki za oknem”, Itsuki wymruczał, pociągając nieznacznie nosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedzący w połowie kanapy Akito wytarł oczy kawałkiem rękawa. „Wzruszyłem się”, chłopiec wyszeptał, krztusząc się na własnych łzach. „Idiota”, Minami powiedział, odwracając wzrok od ekranu - i ukradkiem wycierając mokry policzek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akito zerknął w stronę zasłaniającego się rękami towarzysza. „Ty też się wzruszyłeś!”, młodzieniec zauważył ze szczerym zdziwieniem ukrytym w głosie. „Wcale nie”, Ikki burknął, splatając ręce na piersi i odwracając wzrok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akito uśmiechnął się szeroko. „Ty jesteś przybity, i ja jestem przybity – czas na przytulanie!”, chłopiec wykrzyknął wesoło – i rzucił się na pierś Itsukiego, obejmując go mocno. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starszy młodzieniec jęknął z zaskoczenia, natychmiast przyjmując postawę obronną. „Ow! Zjeżdżaj!”, Minami krzyknął, wyrywając się. „Tylko na chwilkę”, Akito poprosił – i Ikki pociągnął nosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Onigiri się nie pozbiera, jeśli – a, do diabła z tym wszystkim.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pięć minut”, Minami zastrzegł głośno, omijając spojrzenie wtulającego się w jego pierś chłopca. „Pięć minut!”, Akito potwierdził – i Ikki westchnął, a jego wzrok powędrował do elektronicznego zegara wyświetlanego na odtwarzaczu DVD.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Dziewczyny wrócą za… Cztery godziny? Cholera…&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ech… Jeszcze jeden?”,  Itsuki zapytał, nie dowierzając własnym słowom – i wskazał na reklamówkę pełną płyt pożyczonych od Onigiriego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Yep!”, Akito powiedział radośnie – po czy rzucił się na stertę dysków, rozgrzebując ją na wszystkie strony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka godzin później, klucz zatrzeszczał w zamku wejściowych drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dobra, nadeszła chwila prawdy”, Mikan wyszeptała, wchodząc na palcach do domu; tuż za nią podążały jej siostry, również starające się o zachowanie ciszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Różowowłosa dziewczyna podeszła w stronę kanapy – i niemal podskoczyła z radości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"No proszę", Mikan powiedziała z zadowoleniem, kładąc ręce na biodrach i szczerząc się wesoło. "To było aż nazbyt proste", Shiraume skomentowała, ściskając swoją lalkę - i wpatrując się w chrapiącego Akito, leżącego aktualnie na kolanach śpiącego Ikkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Co by znaczyło, że wygrałam zakład", Mikan powiedziała wesoło, wyciągając rękę w stronę wzdychającej z niezadowoleniem Ringo. "Przypadek. I sama nie wiem, dlaczego mi to robisz", dziewczyna stwierdziła z wyrzutem, wręczając siostrze zwitek pieniędzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Aw, proszę cię. Dwójka facetów zamkniętych &lt;i&gt;przypadkowo&lt;/i&gt; w jednym domu ze stosem podmienionych płyt dvd, jak mogłam tego nie wypróbować", Mikan zapytała z uśmiechem, mrugając zawadiacko w stronę Ringo. „Wciąż uważam, że to nie było fair względem Ikkiego”, czerwonowłosa dziewczyna powiedziała, wpatrując się w sylwetkę swojego przybranego brata. „Zabranie mu klucza praktycznie podpada pod kradzież…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Rany, ale z ciebie nudziarz”, Mikan skomentowała, wzruszając ramionami. „Poza tym, nie zrobiłyśmy mu nic złego. Drobne swaty jeszcze nikomu nie zaszkodziły.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Potraktuj to jako eksperyment. Ja lubię eksperymenty”, Shiraume powiedziała monotonnym głosem, klękając obok kanapy i wbijając wzrok w chrapiącego Akito.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mikan spojrzała krótko na leżących razem chłopców - i zwróciła się z powrotem w stronę swoich sióstr.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dobra. To co sądzicie o zachowaniu dwójki facetów w zamkniętych w małym pokoju z telewizorem i stosem gejowskich filmów pornograficznych?"</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:14037</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/14037.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=14037"/>
    <title>[Hetalia] Źródło inspiracji / Złe pomysły</title>
    <published>2009-09-02T16:42:15Z</published>
    <updated>2009-09-02T16:42:15Z</updated>
    <category term="hetalia"/>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">Okay zaczniemy od czegoś mało crackowego :Dd Also pewne prompty drabblnę bo er trzy potyseje maja po ~10 k i jeden fik ma 7k sry guys&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Źródło inspiracji&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;PG-13 &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 2485 &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt;  …. Cute?&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; hinted GermanyxItaly&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt;Let’s start with something quite normal /o/ Prompt: germanyxitaly, something with incorrect use of flags &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Pewnego słonecznego dnia 1986 roku, Ludwik po raz pierwszy zaczął podejrzewać się o zapędy masochistyczne. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście - napad wątpliwości Niemca nad stanem własnej psychiki nie był w żaden sposób powiązany z nagłym zainteresowaniem skórzanymi biczami i tym podobnymi akcesoriami. Masochizm zdawał się być po prostu jedynym logicznym wytłumaczeniem powodu, dla którego ktoś o zdrowym umyśle mógł zaprosić Italię i Japonię na kilka dni do swojej letniej rezydencji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zasadzie, „zaproszenie” było zbyt dużym słowem – Ludwik nie miał wielu opcji w chwili, gdy południowy kraj stanął na progu jego domu z walizkami, ciągnąc za sobą biednego, dalekowschodniego kompana. Italia radośnie oznajmił, że „zabrał się wraz z kilkoma handlowcami” na międzynarodowe targi odbywające się w okolicy, spotkał Japonię – po czym radośnie stwierdziwszy, że nie mają gdzie spać, postanowił szturmem zdobyć dwie sypialnie gościnne w domu swojego niemieckiego przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już popołudniem następnego dnia – po stercie spaghetti, jaka została wmuszona w niego w czasie obiadu – Ludwik stwierdził, że przysłowie nazywające przyjaciół największymi wrogami niosło w sobie aż nazbyt wiele życiowych prawd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Godzinę później, Niemiec zabarykadował się w swoim gabinecie – korzystając z tego, że Italia udał się w odwiedziny do Węgier i Austrii – i z ulgą zasiadł za biurkiem, rozkładając przed sobą kilka wymagających wypełnienia dokumentów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludwik liczył przynajmniej na godzinę ciszy i spokoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dostał jej niecałe pół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczne pióro Niemca zatrzymało się nad kartką papieru w chwili, gdy do jego uszu dotarł głośny szum wiatru, poruszający liśćmi znajdującymi się za oknem; chwilę potem, coś stuknęło głośno tuż za plecami Ludwika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mężczyzna natychmiast poderwał się z krzesła; czujne zmysły żołnierza zeskanowały każdy kąt gabinetu w poszukiwaniu ukrytego przeciwnika. Niestety – nawet bojowe umiejętności Ludwika bledły najwyraźniej w starciu ze zdolnościami mistrza poddawania się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Hejhejhejhejhejhej hee~~ej!", Ludwik usłyszał w chwili, gdy coś lekkiego i skocznego wpadło na jego plecy i szybkim ruchem dłoni zasłoniło mu widok na gabinet. Niemiec jęknął - siła impetu sprawiła, że trzymane przez niego pióro spadło na biurko - zapewne plamiąc przy okazji część z jego dokumentów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co tajemniczy agresor najwyraźniej postanowił radośnie zignorować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Hej hej hej hej, zgadnij kim jestem!”, znajomy głos zatrajkotał po raz drugi - i Ludwik z trudem powstrzymał się od zmiany statusu napastnika z &lt;i&gt;jestem&lt;/i&gt; na &lt;i&gt;byłem&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemiec wiedział jednak, że wszelkie akty przemocy skierowane na &lt;i&gt;tą konkretną&lt;/i&gt; osobę zazwyczaj kończyły się nie tylko fiaskiem, ale i konsekwencjami w postaci werbalnych napaści ze strony jej starszego brata. Jakby tego było mało, nie do końca tajemniczy agresor – po uprzednim uświadomieniu mu jego błędów – miał zwyczaj samodzielnie przygotowywać obiad w ramach przeprosin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, żołądek Ludwika tolerował jedynie bardzo ograniczone ilości makaronu – co sprowadzało go do punktu wyjścia i konieczności tolerowania zachowania mniejszego kraju. Jego wewnętrznie ustalony pakt o nieagresji nie miał - &lt;i&gt;oczywiście&lt;/i&gt; - najmniejszego związku z urokiem, jaki roztaczał wokół siebie nie do końca wrogi napastnik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przynajmniej tak twierdziła ta część Ludwika, która pragnęła zachować równowagę jego umysłu - którą co drugie posunięcie ze strony mniejszego kraju znacznie osłabiało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Poznajesz, poznajesz, prawda?”, tajemniczy agresor zapytał po raz drugi tuż obok ucha Niemca – oddech chłopca przypadkowo zatańczył na skórze jego szyi - i jasnowłosy mężczyzna westchnął przeciągle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zagadka nie była trudna - w końcu niewiele osób mogło pochwalić się skalą głosu uwzględniającą podobny poziom piskliwości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dzień dobry, Italio", Ludwik pozdrowił, zastanawiając się już nad… Sposobem… Na wyproszenie sojusznika bez konieczności wdawania się w kolejne niepokojące dyskusje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I sprowadzające niestrawność degustacje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Awww, jak ty mnie dobrze znasz!”, Italia powiedział z zachwytem, cofając dłonie i radośnie podskakując przed biurko swojego sojusznika; Niemiec zamknął powieki i pokręcił z niedowierzaniem głową, czując zbliżający się atak bólu głowy. Po chwili spędzonej na uspokajającej medytacji – zakłócanej nieco przez wesołą melodię nuconą przez południowca – Ludwik odważył się na otwarcie powiek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Italio, co ty tu robi- Co ty masz na sobie?!”, Niemiec wyrzucił z siebie - przerywając poprzedni tok myślenia wraz z momentem, gdy jego oczy spoczęły na sylwetce sojusznika. Ludwik zamknął powieki, zamrugał, po czym otworzył je ponownie – co nie pomogło jednak w rozwianiu widoku, jaki rozpościerał się właśnie przed jego oczami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Italia zachichotał z zachwytem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wracam do tradycji, a to – to jest strój wzorowany na dziadku Rzymie!”, młodzieniec oznajmił radośnie, wyrzucając w górę ręce. Jego niemiecki przyjaciel zamrugał, wpatrując się z niedowierzaniem w zachwyconego chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To ma być… Toga?”, Ludwik zapytał, przytrzymując się krawędzi biurka. W odpowiedzi, sojusznik mężczyzny uśmiechnął się szeroko, wydając z siebie głośne „he-heee!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drżąca ręka Niemca powędrowała do jego czoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Powiedz mi, że przypadkiem dorobiłem się na starość daltonizmu i że to nie jest &lt;i&gt;moja flaga&lt;/i&gt;”, Ludwik wyrzucił z siebie jednym tchem, wskazując na czarno-czerwono-żółtą płachtę zarzuconą niedbale na ciało Italii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Brunet zamyślił się głęboko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co to jest daltonizm?”, południowy kraj zapytał – i Ludwik wiedział już, że swoje spokojne popołudnie mógł równie dobrze uznać za skończone. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasnowłosy mężczyzna westchnął głęboko.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;„Czy to ma jakieś… Konkretne wytłumaczenie, czy jak zwykle postanowiłeś z zasady pozaprzeczać kilku prawom logiki?”, Niemiec zapytał - wpatrując się z niepokojem w zsuwający się z ramienia sojusznika fragment materiału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Um… Huh?”, Italia zapytał, przekręcając głowę i spoglądając na przyjaciela z ukosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludwik po raz kolejny westchnął przeciągle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pytam, jakim cudem wpadłeś na ten… Pomysł”, Niemiec powiedział powoli - starając się nie myśleć zbyt długo nad możliwymi odpowiedziami – gdyż każda zdawała się być bardziej szalona od drugiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To pytanie najwyraźniej zdołało się zarejestrować w biologicznej bazie danych południowca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ooooch. No więc, pani Węgry powiedziała, że powinienem zbliżyć się, um, cieleśnie z Niemcami, bo wtedy ci się zrobi dobrze – no i właśnie to robię!”, Italia wykrzyknął, kiwając się radośnie na czubkach swoich sandałów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludwik miał kilka pomysłów na trafny komentarz, ale żaden nie chciał przejść mu przez gardło. „Och”, Niemiec powiedział jedynie, przełykając głośno ślinę i wpatrując w niezwykle zadowolonego z siebie przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili pełnej napięcia ciszy – wypełnionej jedynie bzyczeniem aury szczęśliwości Italii -  sojusznik uradowanego młodzieńca odezwał się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A więc zinterpretowałeś to jako… Zarzucenie niemieckiej flagi na swoje nagie ciało”, Ludwik powiedział powoli i Italia ochoczo pokiwał głową. „Rozumiem. No cóż, tak, lepsza ta wersja, niż ewentualne-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludwik zamrugał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zaraz, chcesz mi &lt;i&gt;powiedzieć&lt;/i&gt;, że poza flagą nie masz nic na sobie?”, Niemiec wyrzucił z siebie na bezdechu, siadając powoli na krawędzi biurka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Italia niewinnie poprawił spadający mu z ramion fragment materiału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak! Bo ja chcę, żeby ci jak najdobrzej było”, młodzieniec oznajmił, niemal promieniując wewnętrzną dumą i radością. Niemiec poczuł, że jego umysł odmawia przyjęcia wszystkich otrzymanych właśnie informacji – i jasnowłosy mężczyzna ukrył twarz w dłoniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jesteś… Jedyną osobą, która może sprawić, że żałuję nie-bycia biednym państewkiem afrykańskim”, Ludwik wyznał, powoli podnosząc głowę z bezpiecznej osłony swoich rąk i wpatrując się – z trudem – w ześlizgującą się z ciała południowca flagę. „Bo gdybyś nim był, moglibyśmy się bawić razem z małpkami?”, Italia zapytał, przybierając na twarz wyraz błogiej nieświadomości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludwik westchnął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A czy ja się przypadkiem właśnie się z jedną bawię… I nie, miałem raczej na myśli, że byłbym wtedy daleko od Europy”, Niemiec odpowiedział z westchnieniem, siadając powoli za swoim biurkiem i kładąc czoło na otwartej ręce; jego sojusznik przykucnął przed meblem, usiłując wyłowić spojrzeniem zmęczone oczy Ludwika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Italia niemal przewrócił się do tyłu, gdy Niemiec nieoczekiwanie wstał z krzesła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy ty…Idąc tutaj… Trafiłeś na kogoś?”, Ludwik zapytał, z trudem ukrywając zdenerwowanie - jego ręce zacisnęły się na samą myśl o ewentualnych konsekwencjach związanych z puszczeniem Italii noszącego &lt;i&gt;jego flagę&lt;/i&gt; bez nadzoru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sojusznik mężczyzny zamyślił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ummm… Spotkałem Japonię i on się troszkę tak jakby zdziwił”, Italia przyznał, uśmiechając się wdzięcznie. „Ale powiedziałem mu, że jak się tak ubieram, to tobie robi się dobrze!”, młodzieniec dorzucił, zarzucając wolny fragment flagi na ramię i wesoło obracając się wokół własnej osi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludwik nie był pewien, czy chce wiedzieć więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jasnowłosy młodzieniec przełknął ślinę, po czym odważył się na ponowne spojrzenie w stronę zachwyconego południowca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To… Naprawdę nie był najlepszy pomysł. Ubranie mojej flagi, to mam na myśli”, Ludwik wyszeptał, odchylając się w swoim fotelu i biorąc głębokie, uspokajające wdechy; w odpowiedzi, Italia nieznacznie przekrzywił głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dlaczego nie?”, południowy kraj zapytał z nieukrywaną ciekawością, kołysząc się wesoło na czubkach swoich butów; wyraz jego twarzy sugerował niezbicie, ze udzielenie prawdziwej odpowiedzi sprowadzi na Ludwika jeszcze więcej kłopotów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niemcowi pozostała jedynie droga okrężna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bo widzisz, um. Flagi są dla nas, um, bardzo ważne. To nasz cenny symbol narodowy, który powinno się um, chronić. Jego dotykanie jest zabronione”, Ludwik powiedział powoli – czując się bardzo głupio; mężczyzna zazwyczaj wolał trzymać się twardych zasad i miał duże trudności w chwilach, które wymagały od niego skłamania bądź wypowiedzenia półprawdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście, Italia do najbystrzejszych wykrywaczy kłamstw nie należał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ooooch”, południowy kraj wymruczał - a jego głos stracił nieco ze swojego radosnego zachwytu nad sytuacją i Ludwik poczuł się odrobinę winny. „Nie jestem zły, oczywiście”, mężczyzna powiedział szybko – i uśmiech Italii natychmiast pokraśniał; dwa kraje wpatrywały się przez chwilę w siebie i Niemiec poczuł, że zaczyna się delikatnie czerwienić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście dla tego ostatniego, południowiec szybko zadał nowe pytanie – oszczędzając Ludwikowi kilku upokarzających jego poczucie męskości sekund. „Um, skoro tak, to może pożyczysz mi jakieś swoje ubranie?”, brunet zaproponował, szarpiąc lekko kawałek materiału zakrywający jego pierś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludwik niemal pochwalił drugi kraj za pomysł – ale słowa zamarły na jego ustach w momencie, gdy wyobraził sobie reakcję Węgier na widok Italii paradującego w &lt;i&gt;jego mundurze&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To nie jest najlepszy pomysł”, Niemiec powiedział powoli, przykładając rękę do czoła i wzdychając ciężko; południowiec przekręcił głowę, najwyraźniej nie zdając sobie sprawy z wewnętrznych dylematów przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ummm, a nie masz może czegoś zachowanego z czasów naszego sojuszu?”, Italia zapytał, zbliżając się w stronę zamyślonego Ludwika – i głowa jasnowłosego mężczyzny natychmiast podniosła się z jego piersi. „Rzeczywiście, powinienem mieć coś w jednym ze składzików”, Niemiec przyznał, zaskoczony dziurami we własnej pamięci; w czasie jednej z wojen, zdołał zgromadzić dość imponującą kolekcję narodowych stroi swoich towarzyszy, które zatrzymał ze względu na ich wartość sentymentalną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Południowy kraj niemal podskoczył z radości – zachwycony udzieleniem trafnej podpowiedzi. „To co, idziemy?”, młodzieniec zapytał, przekręcając głowę – i mrugając, gdy Niemiec błyskawicznie podskoczył ze swojego fotela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Moment”, Ludwik krzyknął, po czym podbiegł do drzwi prowadzących na korytarz – wyprzedzając przyjaciela – a następnie rozglądnął się uważnie w lewo i prawo. „Droga wolna”, Niemiec oznajmił, gestem nakazując uśmiechniętemu Italii wyjście na zewnątrz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To tutaj”, Ludwik powiedział, zatrzymując się przed jednym z pokoi na parterze; Niemiec przerzucił w ręku trzymane klucze - usiłując znaleźć ten jedyny, który pasował do znajdujących się przed nim drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stojący obok mężczyzny Italia podskakiwał już z niecierpliwością w jednym miejscu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zaraz, zaraz”, Niemiec powiedział karcącym tonem – ale na jego ustach zakwitł już niewielki uśmiech, jaki zazwyczaj rezerwował jedynie dla wyjątkowo uroczych momentów z życiorysu południowca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do czego oczywiście nie zamierzał się oficjalnie przyznawać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Italia wydał z siebie przeciągły okrzyk zachwytu, gdy Ludwik otworzył w końcu drzwi prowadzące do niewielkiego składziku; pomieszczenie było wypchane po brzegi strojami, jakie Niemiec zgromadził w trakcie ich krótkiego sojuszu. Południowiec rozpoznawał kilka z nich – parę różnych rodzajów kimon, stare mundury, zbroję po dziadku Rzymie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I kilkanaście paradnych przebrań z Japonii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ludwik niemal przewrócił się, gdy południowy kraj rzucił się sprintem w sam środek ciasnego składziku, umiejętnie nurkując w stercie ubrań. „Znalazłeś coś swojego?”, Niemiec zapytał ostrożnie – starając się nie zwracać uwagi na tylnią część ciała Italii, wychylającą się właśnie spod barwnej flagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niiieee, znalazłem coś fajnego!”, południowy kraj oznajmił wesoło – zagłuszony nieco przez parę warstw stroi – i Ludwik zmarszczył brwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego typu komentarze nigdy nie zapowiadały czegoś dobrego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mam nadzieję, że nie zamierzasz ubrać jednego z moich mundurów”, Ludwik skomentował z westchnieniem, opierając się o framugę drzwi prowadzących do składziku; jego kompan nie odpowiedział, najwyraźniej zbyt zajęty poszukiwaniami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Maaam!”, Italia oznajmił tryumfalnie, wynurzając się spod sterty ubrań – i trzymając w ręce coś dużego i fioletowego; młodzieniec wyskoczył ze składziku, radośnie rozciągając w dłoniach barwny strój. Ludwik zmarszczył brwi, zagubiony – i dopiero po kilku sekundach rozpoznał trzymany przez młodzieńca obiekt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „O nie – nie, nie”, Niemiec wyszeptał, blednąc lekko – co Italia po raz kolejny radośnie zignorował, wpatrując się z zachwytem w trzymane przebranie. Młodzieniec wdzięcznym ruchem odskoczył w bok, gdy Ludwik z desperacją rzucił się w jego stronę, usiłując wyrwać trzymany przez południowca kostium.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ja chce tooo”, Italia zaśmiał się wesoło, przyciskając strój do piersi i podskokami starając się zrzucić z siebie imitującą togę flagę. Nim Niemiec zdołał zaprotestować, południowiec zdążył już zarzucić chorągiew na jego głowę – i z dźwięków odbijających się echem po korytarzu Ludwik wydedukował, że południowiec rzucił się pędem w stronę ogrodów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie możesz wyjść w czymś takim na zewnątrz!”, żołnierz wykrzyknął za uciekinierem – niemal przewracając się na ziemię po nieudanej próbie zrzucenia z siebie jednego ze swoich symboli narodowych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Japonia – siedzący właśnie w ogródku przylegającym do letniej rezydencji Ludwika – wziął głęboki wdech, rozkoszując się aromatem zielonej herbaty, jaki unosił się z trzymanego przez młodzieńca kubka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od kiedy dalekowschodni kraj przyjechał do Europy, jego biedna, wrażliwa dusza była nieustannie wystawiana na rozmaite próby – głównie związane z bezpośredniością Italii i jego dziwnymi pomysłami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo to, łatwowierny Honda wciąż wierzył, że młodzieniec gdzieś w głębi ukrywa szczątki normalności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie spotkanie z południowcem rozedrgało jednak nerwy biednego Japonii; młodzieniec nie mógł nadziwić się, że poważny Ludwik posiada tak &lt;i&gt;wielką&lt;/i&gt; słabość do własnej flagi. Wysoka kultura osobista nakazywała jednak chłopcu powstrzymanie się od komentarzy – a ponieważ te nasuwały się do jego myśli niemal automatycznie, postanowił wycofać się w spokojniejsze, pozbawione Europejczyków miejsce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalekowschodni kraj westchnął, po czym wziął potężny łyk z trzymanego kubka – niemal natychmiast go wypluwając, gdy dostrzegł wybiegającego z rezydencji Italię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W przebraniu olbrzymiej ośmiornicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Japonia zamrugał, gdy za południowcem wystrzelił zdenerwowany Ludwik – trzymający w ręku niemiecką flagę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Heeeheee~!”, zachichotał radośnie Italia, wyrzucając w górę ręce – zasłonięte tą częścią stroju ośmiornicy, która miała imitować odnóża – i biegnąc na oślep przed siebie. Japonia zamrugał, gdy młodzieniec zderzył się ze stojącym mu na drodze drzewem – a następnie z usiłującym dotrzymać mu kroku Ludwikiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Para Europejczyków upadła na ziemię – i Italia z zachwytem zaczął wymachiwać wszystkimi odnóżami, jakie strój oddawał mu do dyspozycji. „Przestań i daj się wreszcie rozebrać!”, Ludwik wykrzyknął, usiłując złapać południowca za ręce – najwyraźniej celem unieruchomienia go.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Japonia natychmiast zapomniał o trzymanej herbacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nienienienienie, tak jest zabawniej, o wiele zabawniej niż z flagą!”, Italia wykrzyknął, zdzielając Niemca macką po żebrach; jasnowłosy mężczyzna jęknął, zginając się wpół – i południowiec wykorzystał chwilę zamieszania, by wyrwać się z jego uścisku i pognać przed siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kubek Japonii uderzył ze stuknięciem o białe płytki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Italio, wracaj, bądź posłusznym krajem – Italio!”, Ludwik wykrzyknął za uciekającym młodzieńcem, zapominając o trzymanej dotąd fladze; Niemiec powstał z ziemi i rzucił się w stronę uciekającego południowca – który zaczął radośnie zakręcać koła na środku ogrodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym czasie, pewien dalekowschodni kraj starał się usilnie wyrzucić z głowy pewne niepokojące obrazy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To jest… Nawet interesujące”, Japonia wyszeptał cicho - czując, że krew napływa już do jego policzków; chłopiec rozglądnął się, wypatrując ewentualnych świadków i pozwolił sobie na westchnienie ulgi, gdy jego wzrok nie napotkał żadnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalekowschodni kraj spojrzał jeszcze raz w lewo i prawo, wziął głęboki oddech - po czym wstał z przysiadu, ostrożnie zbierając z ziemi upuszczony kubek. Upewniwszy się, że nikt go nie śledzi, młodzieniec szybkim marszem skierował się w stronę swojej tymczasowej kwatery w rezydencji Ludwika – rzucając ostatnie spojrzenie na biegającego w kółko Italię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Japonia miał kilka interesujących pomysłów do spisania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w ten oto sposób rozpowszechniła się pornografia tentaklowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;1986 – wydanie pierwszej mangi z erotycznymi scenami zawierającymi macki.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Złe pomysły&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;PG&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 154&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Genre:&lt;/b&gt;  …. Weird?&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; hinted GermanyxItaly&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Bonusowy epilog /o/ Prompt: germany-italy-japan interaction &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid2"&gt;&lt;/a&gt;Ludwik zamrugał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Japonia zarumienił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zapraszanie przyjaciół na herbatę to zły pomysł.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"T-To nie jest tak jak myślisz", Honda wyjąkał, wpatrując się z rosnącym przerażeniem w bielejącą twarz swojego europejskiego kompana. Stojący za Niemcem Italia zaglądnął przyjacielowi przez ramię - i wydał z siebie przeciągły gwizd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Zostawianie swoich projektów na środku stołu to pomysł jeszcze gorszy.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Waaaa, jakie ładne rysunki!", południowy kraj wykrzyknął, wskazując palcem na trzymany przez Ludwika, niewielki tomik. Chłopiec nachylił się nad otwartymi stronicami - i przekrzywił głowę, rozważając coś. "Czy to są może gigantyczne nitki makaronu?", Italia zapytał radośnie, niemal wskakując jednocześnie na plecy skamieniałego Ludwika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Japonia w odpowiedzi zdołał jedynie zmienić różaną barwę swoich policzków na jasnoczerwoną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Italia zmarszczył brwi, wpatrując się w komiks.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ale wiesz, do żołądka to droga wiedzie od tej drugiej strony..." chłopiec powiedział z radosnym uśmiechem, zwisając z pleców porażonego rysunkami Ludwika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Honda ukrył czerwoną twarz w dłoniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ale uwierzenie choć na chwilę, że Italia może nosić w sobie resztki normalności, było najgorszym pomysłem ze wszystkich.&lt;/i&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:13708</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/13708.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=13708"/>
    <title>[Tenipuri] Potyseja kosmiczna – Episode one: Mhroczne widmo [1/2]</title>
    <published>2009-06-23T19:15:24Z</published>
    <updated>2009-06-23T19:15:24Z</updated>
    <category term="summer challenge 2009: # 11"/>
    <category term="crack"/>
    <category term="tenipuri"/>
    <content type="html">Prompt: „seigaku and hyotei bonding (mogą byc głupie zawody, onseny albo camping &lt;i&gt;idk&lt;/i&gt;)ABUSE HEREZ”. Um so. Idk -&amp;gt; I don’t know -&amp;gt; Whatever ----&amp;gt; Akiinterpretationz tiem :D;; Also nie powiedziałas kto ma byc abused- Oh man I’m soo getting killed. W każdym bądź razie, er, bonding przez abuse sztuk jeden comes!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Potyseja kosmiczna – Episode one: Mhroczne widmo (1/2)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;PG &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 10 056 &lt;i&gt;cockin’ words gaiz&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Warnings:&lt;/b&gt; … Crack. Dosłownie i w przenośni. Plus massive nabijanie się z Tezuki i Seigaku i wszystkiego co jest w Pocie i ma dwie nogi. Fuji being evul. Btw, to jest probably szczyt mojego szaleństwa, więc uh, beware.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; ... Not rly? :D; (OMG GEN????) Ok, so maybe SP if you squint.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Universe:&lt;/b&gt; ... Universe universe!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Multichapterowiec :D! To jest part one- zawiera osobną historię i stanowi całość większej. Kto zgadnie nazwę następnej części ma od Aki cookies.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Dawno, dawno temu w odległej galaktyce...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;... Pomiędzy deszczami meteorów lawirował kosmiczny statek - po którego pokładzie przechadzał się pechowy człowieczek. Człowiek ów (znany przyszłym pokoleniom jako Shishido Ryou) na statku (znanym wszem i wobec pod nazwą Imperial Presence) pełnił rolę niewielką, acz znaczącą. Mianowicie - dbał o to, aby każdy członek załogi otrzymał na czas swój posiłek (którego stopień rozgotowania był wprost proporcjonalny do złego humoru kucharza w danym dniu) i nie musiał martwić się o przyziemne rzeczy w stylu pościelenia łóżka (z czego Ryou przestał sumiennie wywiązywać się po kilku barwniejszych odkryciach w pokoju głównego mechanika). Na swoją posadę Shishido nie narzekał (a raczej - była to jedyna rzecz, co do której nie miał negatywnych uwag) i jego dni upływałyby zapewne we względnym spokoju - gdyby nie reszta członków załogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wszystkie gwiazdy zdają się być jedynie przygasającymi kulami gazu w porównaniu ze świetlistym przykładem, jaki stanowimy dla całej galaktyki", kapitan Atobe oznajmił z dumą, przechadzając się po mostku Imperial Presence; Shishido skrzywił się automatycznie - i podkreślił swoje niezadowolenie wyjątkowo hałaśliwym przesunięciem szczotki po podłodze statku. "Nie sądzę, żeby łowcy nagród mogli stanowić dobry przykład dla obywateli kosmosu, Atobe-san", pierwszy pilot odezwał się ostrożnie; siedzący obok czerwonowłosy młodzieniec - noszący imię Gakuto - parsknął, zakładając ręce za głowę. "Wytrzymaliśmy z szefem pięć lat, jesteśmy wzorem cierpliwości", chłopiec zauważył, uśmiechając się chytrze. Shishido nie mógł nie przyznać drugiemu pilotowi racji; kapitan Imperial Presence miał tendencję do teatralizowania wszystkiego, co robił – z czego w pewnym sensie uczynił swoje prywatne hobby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przynajmniej takie Ryou odniósł wrażenie po tym, jak Keigo zainstalował na statku zmechanizowane zraszacze foliowych iskierek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chciałeś powiedzieć 'wytrzymaliśmy &lt;i&gt;pół roku&lt;/i&gt; z &lt;i&gt;nim&lt;/i&gt;'”, skorygował młodzieniec z grzybkowatą fryzurą – zerkając znacząco w stronę przeciwną do miejsca, gdzie Shishido zawzięcie mordował szmatką znajdujące się w brudzie zarazki. Przy konsoli – w największym możliwym oddaleniu od Ryou – siedział czarnowłosy chłopak z laptopem na kolanach. Informatyk trzymał właśnie w rękach duży, purpurowy joystick i wymachiwał nim zręcznie dzięki zaskakująco wprawnym ruchom nadgarstka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głównych mechanik (jak głosiła plakietka przypięta do jego piersi, zwano go „Oshitari Yuushi”) w przeszłości musiał być – a przynajmniej tak Shishido podejrzewał – pracoholicznym projektantem w fabryce zabawek erotycznych. Jak Ryou miał zwyczaj podkreślać na każdym kroku, jego teoria nie była bezpodstawna; głównym dowodem miały być rzekome „dodatkowe funkcje” jakie młodzieniec instalował ponoć w pracujących na Imperial Presence robotach. Oczywiście, Oshitari wszystkiemu zaprzeczał – a że nikt na statku nie znał się na elektronice na tyle dobrze, aby zbadać mechanizmy dokładniej (pomysł Gakuto z przeprowadzeniem eksperymentów na Shishido ze względów oczywistych został odrzucony), sprawa nigdy nie została do końca wyjaśniona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co nie przeszkadzało Yuushiemu w kontynuowaniu swoich szalonych (oraz „zboczonych”, jak miał w zwyczaju dopowiadać Ryou) eksperymentów. Niestety, wszelkie próby przekonania Atobe, że Oshitari jest elementem zbędnym kończyły się dla Shishido podwójnym dyżurem na zmywaku - tuż przed którym Gakuto obowiązkowo spożywał najbardziej kleiste i &lt;i&gt;niezmywalne&lt;/i&gt; potrawy dostępne na statku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet Ryou musiał jednak przyznać, że główny technik Imperial Presence był zdolny, pracowity, pomysłowy - i jako jedyny z całej załogi potrafił odbierać elektroniczną pocztę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czego Shishido &lt;i&gt;bynajmniej&lt;/i&gt; nie uznawał za plus.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak na zawołanie, gardłowy jęk odbił się echem po pokładzie statku; Ryou błyskawicznie skatalogował go jako jeden z dzwonków Oshitariego oznajmiających przyjście nowej, elektronicznej informacji i z wściekłością rzucił się ze szmatką na najbliższy kafelek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiadomość od biura łowców”, Yuushi zaświergotał, zamykając okno z Materiałem Który Doprowadziłby Shishido Do Ataku Epilepsji i przełączając się na odpowiedni kanał. Wszyscy zgromadzeni spojrzeli na duży monitor zawieszony nad kokpitem; po chwili na srebrnym ekranie pojawiła się ubrana w fioletową maskę postać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nfu-nfu”, tajemniczy nieznajomy oznajmił - korzystając z międzyplanetarnego kodu dla kochających inaczej - i Atobe zasalutował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kapitanie, szanowna załogo”, mężczyzna powiedział przymilnie - zyskując wdzięczny ukłon ze strony Keigo.„Otrzymałem właśnie interesujące zlecenie i od razu pomyślałem o waszej… Drużynie”, zamaskowana postać stwierdziła, okręcając wokół palca wystającą z maski garstkę czarnych włosów. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ostatnim razem, gdy palnął takim tekstem, zaczął wypytywać Oshiariego o hodowlę jakichś cholernych macek”, Shishido burknął cicho - zyskując pełne współczucia spojrzenie ze strony pierwszego pilota. Tajemniczy nieznajomy - na szczęście - albo nie usłyszał komentarza Ryou, albo postanowił go zignorować i szybko podjął przerwany wątek. „Świętobliwy zakon imienia Tezuki Zrównoważonego pragnie zlikwidowania jednej z nowopowstałych sekt”, zamaskowany stwierdził, opierając podbródek na smukłej ręce. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dokopanie dinozaurom im już nie wystarcza?”, Gakuto zapytał z przekąsem, kręcąc się na swoim fotelu pilota; właściciel biura łowców zachichotał, po czym machnął nonszalancko dłonią. „Świętobliwy zakon nigdy nie ustanie w wysiłkach, by uczynić wszechświat lepszym miejscem”, mężczyzna wyrecytował przymilnie, zacierając ręce – zapewne na myśl o sumie, jaką reprezentanci klasztoru przelali na jego konto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O jakiej misji mówimy?”, kapitan Keigo wtrącił - rozsądnie zbywając hasło reklamowe taktownym milczeniem; jednocześnie, Atobe zarzucił ręce na pierś, wyprostowując się i nonszalancko odrzucając włosy – i przy okazji sprawiając, że &lt;i&gt;pewnym&lt;/i&gt; członkom załogi gwałtownie podniosło się ciśnienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamaskowany nieznajomy natychmiast przybrał swój najlepszy, biznesowy ton głosu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Grupka rycerzy zakonu pragnie uzyskać pomoc waszej załogi. Widzicie, czasem w imieniu większego dobra należy pozbyć się pewnych… Zasad. I w to miejsce wkraczacie &lt;i&gt;wy&lt;/i&gt;”, mężczyzna wymruczał, podpierając podbródek na wolnej dłoni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapitan Keigo zmrużył podejrzliwie oczy. „Niech zgadnę. Zakon nie chce używać swoich statków, aby uniknąć rozpoznania”, Atobe powiedział, przechadzając się wolno po mostku. Shishido westchnął - &lt;i&gt;głośno&lt;/i&gt; - gdy kapitan odwrócił się z impetem i teatralnie wyciągnął dłoń w stronę telebimu. „Co znaczy, że znów angażuje się w propagowanie haseł, które &lt;i&gt;nie wszyscy&lt;/i&gt; uznają za słuszne!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zakon bawi się w jedynych sprawiedliwych”, Gakuto stwierdził oczywisty fakt - z trudem powstrzymując się od ziewnięcia na widok pretensjonalnych póz swojego dowódcy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamaskowana postać zachichotała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zgadza się, nfu. Widzicie, sprawa jest dość… Delikatna, nfu. Sekta, na którą poluje zakon, zdaje się być powiązana z rządami kilku planet, co oczywiście ogranicza możliwości rycerzy. Potrzebują zarówno neutralnego statku, jak i grupki zaufanych najemników, aby-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„- aby w wypadku niepowodzenia zrzucić na nich winę. Nie weźmiemy udziału w tym przedsięwzięciu”, Atobe dokończył twardo – i Shishido skrzywił się na odgłos dziwnego dźwięku dochodzącego ze stropu pomieszczenia; reszta załogi spojrzała na Keigo, wpatrując się w jego uroczystą postawę i wysypujące się z sufitu, sztuczne iskierki (w których instalowaniu – Ryou dałby sobie głowę uciąć – macał ręce Oshitari). Jaśniejące punkciki – po otoczeniu postaci kapitana świetlistą aurą – opadły na ziemię i Ryou najeżył się na myśl o konieczności ponownego sprzątania podłogi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe wypiął dumnie pierś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ooooo”, zamaskowana postać udała zachwyt, przykładając dłoń do piersi i spoglądając na niezwykle zadowolonego z siebie kapitana. „Nie zamierzam narażać mojej najdroższej załogi”, Keigo oznajmił dramatycznym tonem, opierając ręce na oddzielającej go od pilotów barierce i wpatrując się wprost w wyświetlonego na telebimie mężczyznę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido przewidywał już, jak to się skończy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dużo płacą. &lt;i&gt;Bardzo&lt;/i&gt; dużo płacą”, zamaskowany nieznajomy zaoferował sprytnie – i Ryou mógłby przysiąc, że mężczyzna &lt;i&gt;wiedział&lt;/i&gt; o wielkich planach kapitana odnośnie kosztownego przemalowania Imperial Presence na fioletowo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niecałą sekundę potem Atobe porzucił swoją teatralną pozę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O jakiej sumie mówimy?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido skrzywił się, zerkając zza pleców pierwszego pilota na otwór w ciśnieniowym przejściu, wiodącym aktualnie na teren jednej z enklaw Zakonu. Piątka dość wysokich mężczyzn wchodziła właśnie na pokład Imperial Presence, rozglądając się z zaciekawieniem. Każdy miał na sobie dopasowany do ciała kombinezon w kolorze błękitu i bieli – barwach zakonu Tezuki Zrównoważonego. Jeden z nich wystąpił na przód, podchodząc odważnie w stronę usiłującego zrobić dobre wrażenie Atobe. Wysiłki kapitana spełzły jednak na niczym – zbliżający się młodzieniec cały czas miał zamknięte oczy, co jednak nie przeszkadzało mu w poruszaniu się z zaskakującą gracją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z bliżej niezrozumiałego dla Ryou powodu, rycerz w nieprzyjemny sposób skojarzył się chłopcu z Oshitarim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Fuji Shusuke”, młodzieniec powiedział, uśmiechając się zachęcająco i wyciągając w stronę Atobe smukłą dłoń. Kapitan bez wahania uścisnął ją – po czym zerknął znacząco na stojącą za komendantem załogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fuji – mimo zamkniętych oczu – wyłapał przesłanie i błysnął śnieżnobiałym, ciepłym uśmiechem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Najwyżsi krzyżowcy zakonu – Momoshiro, Taka, Oishi, Kikumaru”, dowódca przedstawił i czwórka wysokich mężczyzn ukłoniła się; załoga Imperial Presence odpowiedziała nieznacznymi kiwnięciami głowy. Shishido skrzywił się, gdy zza pleców nowoprzybyłej grupy dobiegł go odgłos upadku czegoś ciężkiego i metalowego na twardą podłogę. Krzyżowcy rozsunęli się – i załoga Imperial Presence dostrzegła niewielkiego chłopca - leżącego na twarzy i otoczonego rozsypaną stertą podejrzanie wyglądającego sprzętu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oraz Horio, giermek”, Fuji dodał, śmiejąc się cicho. „… Prawie jak Shishido”, Gakuto wymruczał z rozbawieniem – natychmiast obrywając w głowę od stojącego za sobą sprzątacza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe zakaszlał znacząco, usiłując skupić na sobie uwagę zgromadzonych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Cóż, tak, powinniśmy omówić warunki najmu, czyż nie? Zapraszam do głównej kabiny”, kapitan powiedział, zamaszystym ruchem ręki wskazując na wąskie przejście w głąb statku. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fuji kiwnął uprzejmie głową i krzyżowcy wraz z chylącym się do ziemi, niosącym  uzbrojenie giermkiem ruszyli w kierunku wskazanym przez Keigo. Shishido zmierzył krytycznym spojrzeniem błocącego wesoło Kikumaru – i poczuł dziwne pokrewieństwo dusz z upominającym chłopca Oishim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy tylko ostatni z członków zakonu zniknął w przejściu, Atobe wypiął dumnie pierś i zamknął oczy, po czym ruszył za krzyżowcami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wysyłanie &lt;i&gt;pięciu&lt;/i&gt; z ośmiu najwyższych rycerzy na polowanie na jakąś &lt;i&gt;zwykłą&lt;/i&gt; sektę? Nie kupuję tego”, Hiyoshi stwierdził cierpko, spoglądając na zderzającego się z niskim sufitem Keigo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi westchnął przeciągle. „Może gdy już ich złapią, chcą poświętować razem w przyjaznej, radosnej org-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„-oryginalnej atmosferze”, Shishido wycharczał, popychając kijem od miotły uśmiechniętego od ucha do ucha Gakuto - który przed chwilą uznał za stosowne zdzielenie Choutarou łokciem po żebrach. Drążek niemal pozbawił Mukahiego równowagi, gdy Ryou nieoczekiwanie przewrócił się - powalony siłą tajemniczego ludzkiego pocisku, jaki zderzył się nagle z jego grzbietem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Atobeeee, jakieś wieeeeeelkie ludzie są na pokładzie!”, ryknęło coś szybkiego i &lt;i&gt;różowego&lt;/i&gt;, odbijając się na plecach Shishido w drodze od drzwi do masującego się po czole kapitana. „Dzień dobry, Jirou”, Ootori pozdrowił uprzejmie - chwytając chłopca za kołnierzyk jego kombinezonu i zatrzymując go w ruchu; młodzieniec automatycznie odwrócił się, uśmiechając przepraszająco. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie „jakieś ludzie”, tylko członkowie zakonu Tezuki Zrównoważonego”, Atobe skorygował wypowiedź Akutagawy, splatając ręce na piersi i zamyślając się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widząc zagubioną minę Jirou, Gakuto pospieszył z lepszym wytłumaczeniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mówiąc bardziej zrozumiałym językiem, banda bubków uważających się za niepokonanych naprawiaczy „zła tego świata”, legitymująca się ścieżką życia jakiegoś zbalansowanego sztywniaka, co miał takiego kopa, że przy rypnięciu rakietą w piłkę wytłukł z kosmosu wszystkie dinozaury-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„&lt;i&gt;Zrównoważonego&lt;/i&gt;, Mukahi”, Atobe poprawił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A może i być nawet zrównany z ziemią, ważne, że ten od dinozaurów”, Gakuto rzucił na swoją obronę, przybierając sztywną postawę znaną mu z rzeźbionych przedstawień Tezuki Zrównoważonego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prowadzące do największego pomieszczenia drzwi otworzyły się, gdy Ryou miał już zaatakować zainspirowanego Mukahim Yuushiego - komentującego właśnie proces szukania pornografii z udziałem Tezuki na swoim nieodłącznym laptopie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mogę prosić?”, Fuji przypomniał o swojej obecności na pokładzie - wynurzając się nagle z przejścia do sali spotkań i sprawiając, że zaskoczony Gakuto niemal wskoczył na plecy Jirou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ależ &lt;i&gt;oczywiście&lt;/i&gt;”, Atobe odparł z przesadną grzecznością w głosie i chwyciwszy Gakuto za kołnierz, rzucił go stronę drzwi, za którymi zniknął uśmiechnięty krzyżowiec. Dzięki znakomitej celności kapitana, Mukahi uderzył w stalową ścianę, wydając z siebie przy okazji głośne „ooompf!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido stwierdził, że może jednak polubić obecność nowych gości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe błysnął śnieżnobiałym uśmiechem, gdy zasiadł jako ostatni przy stole w sali spotkań; zadowolony Ryou – jako sprzątacz – musiał stanąć przy drzwiach, przodem do pleców kapitana, co szczęśliwie pozwalało mu na uniknięcie oglądania teatralnych gestów Keigo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Proponujemy trzykrotną wartość waszej standardowej zapłaty za dowiezienie nas do celu i pomoc w wyłapaniu podłej sekty Fudomine", Shusuke powiedział, najwyraźniej nie czując potrzeby dodawania wstępu. Młodzieniec pozwolił, by zaskoczenie odmalowało się na twarzach załogi Imperial Presence – po czym oparł głowę na rękach w oczekiwaniu na odpowiedź.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe odchrząknął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zawsze wiedziałem, że świętobliwy Zakon Tezuki Zrównoważonego wie, jak doceniać znakomitych najemników”, Keigo wyrecytował, wypinając dumnie pierś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fuji uprzejmie pokiwał głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To niezwykle rzadkie, taki wyszukany gust w czasach, kiedy byle śmieć może zostać łowcą nagród, a prawdziwi poszukiwacze przygód-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ta, ale… Co konkretnie mamy zrobić?”, Gakuto przerwał, nachylając się z ciekawością w stronę grupki krzyżowców i oblizując wargi na myśl o zapłacie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shusuke spojrzał na Mukahiego z uśmiechem. „Och, nic wielkiego. Zakładam, że słyszeliście o planecie Kansai…?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kikumaru niemal podskoczył na dźwięk przeciągłego westchnienia, jakie wydobyło się z jednego z gardeł po jego prawej stronie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach, dom”, Yuushi zaświergotał i Shishido najeżył się. „Takie wspaniałe lasy. Mięciutka gleba. Dużo bagien”, Oshitari wymienił, zanurzając się w marzeniach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak, to Kansai”, Fuji potwierdził z uśmiechem. „Nasi informatorzy dowiedzieli się, że sekta Fudomine ukrywa się w pobliżu jednego z lokalnych gospodarstw… Naszym celem jest pochwycenie ich i doprowadzenie przed oblicze sprawiedliwości.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A cóż okrutnego ta sekta uczyniła?”, Atobe zapytał z przesadnym dramatyzmem w głosie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fuji odchylił się na swoim fotelu, zastanawiając przez chwilę.„Cóż… Czarne msze, okrutne rytuały ze składaniem ofiar. Przywoływanie demonów”, Shusuke wymienił z uśmiechem i Atobe wstrzymał oddech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fuji wykorzystał tą chwilę, by wyciągnąć od stojącego za nim Horio niewielki, zrulowany arkusz papieru. „A to nasz poszukiwany”, Shusuke powiedział, wyprostowując kartkę – na której widniała podobizna Tachibany. „Za samą fryzurę powinien dostać wyrok”, Keigo oznajmił ze wstrętem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krzyżowiec zwinął list gończy i nachylał się teraz w stronę kapitana. „Tak. Niestety, nie możemy wybrać się na Kansai z oficjalną krucjatą, rząd planety uznaje za priorytet ochronę prywatności jej mieszkańców.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A to dranie”, Atobe ocenił i Gakuto z trudem powstrzymał się od chichotu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fuji pokiwał głową. „Dlatego właśnie musimy położyć kres działaniom Fudomine na własną rękę”, Shusuke odparł, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia z resztą swojego oddziału. Młodzieniec poprawił włosy, które przykrywały jego i tak zamknięte oczy, po czym zwrócił się w stronę Keigo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zadrżał mimowolnie, wpatrując się w zadowolony wyraz twarzy chłopca. „Oczywiście, teraz, kiedy znacie nasze plany, wiecie, że nie możecie się już wycofać… Prawda?”, Fuji uśmiechnął się ciepło, nachylając w stronę Atobe. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keigo zamrugał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie zamierzaliśmy…”, kapitan zaczął, ale Shusuke uciszył go wysoko podniesioną ręką. Krzyżowiec wstał z fotela i z gracją podszedł do stojącego za nim Horio, a następnie nonszalancko położył mu rękę na ramieniu. Giermek przełknął ślinę, po czym zerknął znacząco na stertę broni w swoich ramionach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twarze załogi Imperial Presence pobladły nieznacznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uśmiech Fujiego poszerzył się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Głównym celem Zakonu jest pokonanie każdej przeszkody, która stoi na drodze dobra wszechświata”, Shusuke wyrecytował, przechadzając się w stronę pozostałych krzyżowców. Oishi uśmiechnął się przepraszająco, gdy kapitan oddziału przeszedł nad jego fotelem; Taka schylił głowę, a Kikumaru wzruszył nieśmiało ramionami. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Momoshiro pojednawczo kiwnął głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy mamy rozumieć, że Zakon nam nie ufa?”, Atobe zapytał, podnosząc pytająco brew. Shusuke zaśmiał się lekko, po czym zwrócił do kapitana Imperial Presence. „Oczywiście, że nie ufa. Nie bierzcie tego jednak do siebie”, krzyżowiec oznajmił ciepło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Załoga statku spojrzała na członków Zakonu z niedowierzaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Skoro już doszliśmy do porozumienia, czy moglibyśmy zobaczyć nasze pokoje?”, Fuji zapytał uprzejmie – i Atobe powstał szybko z krzesła. Wzrok kapitana wędrował od sterty broni na rękach Horio do zadowolonego z siebie kapitana krzyżowców; w końcu, młodzieniec poddał się z głośnym westchnieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jirou, pokaż panom pokoje”, Keigo wycedził przez zaciśnięte zęby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fuji odpowiedział uśmiechem, po czym zwrócił się w stronę swojego oddziału. „Momoshiro, wyślij świętobliwemu Echizenowi odpowiednią wiadomość”, Shusuke rozkazał i czarnowłosy młodzieniec ochoczo pokiwał głową. Oddział zakonu podążył za skaczącym i nie do końca rozumiejącym sytuację Jirou; Fuji wyszedł jako ostatni – na pożegnanie skłaniając się nisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ręce Shishido zacisnęły się na trzymanej miotle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Ktoś&lt;/i&gt; pachniał tu Oshitarim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka minut później, załoga Imperial Presence zebrała się na mostku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wyznacz kurs na Kansai”, Atobe rozkazał z westchnieniem, zwracając się do siedzącego przy konsoli Choutarou – i pilot niechętnie pokiwał głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widząc poważną minę swojego kolegi, Gakuto parsknął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Weźcie zluzujcie, taka kasa, a wy się przejmujecie szczegółami”, Mukahi wymruczał wesoło, kręcąc się na swoim obrotowym fotelu. „Ten szczegół wygląda jak baba i ma broń”, Shishido warknął ze swojego kąta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No, no, bez przesady”, Atobe skarcił, poprawiając swoją fryzurę w odbiciu jednego z wyłączonych monitorów. „Wiesz, kapitanie, wydawał się trochę… Zwyrodnialczy?”, Wakashi powiedział, odrywając się od mapy kosmosu i zerkając na podziwiającego swój wizerunek Keigo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Sadysta i transseksualista…”, Yuushi zanotował, nucąc przy tym coś wesołego. „To niesamowite, że przy kimś takim nasza drużyna wciąż może mieć w swoim składzie gorszy przypadek”, Shishido warknął, skrycie marząc o wyrzuceniu laptopa Oshitariego do najbliższej czarnej dziury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou niemal &lt;i&gt;sam&lt;/i&gt; wypadł za drzwi lecącego statku – gdy szczupła postać pojawiła się nieoczekiwanie za jego plecami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Cała załoga pracuje, jak widzę”, Fuji skomentował, wpatrując się z ciekawością w zasłaniającego się miotłą Shishido - który zdążył już doczłapać tyłem do stanowiska pilotów. Rycerz zakonu wszedł na mostek, rozglądając się po twarzach zgromadzonych – choć sam miał wciąż zamknięte oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak on to robi?”, Ryou wyszeptał w stronę Choutarou, który jedynie wzruszył ramionami. „Sam twierdziłeś niedawno, że Yuushi ma rentgena w oczach, myślałem że nic cię już nie zdziwi”, Gakuto odparł wesoło i poddenerwowany sprzątacz z premedytacją przejechał mokrym mopem po nagich kostkach pilota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Grymas Shishido pogłębił się, gdy kapitan Imperial Presence zakaszlał znacząco. „Zaiste, zaiste!”, Keigo wykrzyknął w stronę Fujiego, wyprostowując się i przybierając dumną postawę. „Moja dzielna załoga nigdy nie ustanie w wysiłkach, by zadowolić naszych klientów!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Awww, to samo powiedział pan Alfons w &lt;i&gt;Ali Bagnie i czterdziestu rozbójnikach&lt;/i&gt;!”, Yuushi wymruczał - najwyraźniej uznając za stosowne podzielenie się z drużyną tą wyszukaną ciekawostką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shusuke uśmiechnął się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Interesujący wybór lektur. Czy byłaby możliwość wypożyczenia jakiejś pozycji z pańskiej skromnej kolekcji?”, Fuji zapytał uprzejmie i nagle miotła Shishido z głośnym trzaskiem przeistoczyła się w miotłę mniejszą i kijek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe – ponaglany troską o stan zdrowia pomywacza – dżentelmeńsko wykopał go za drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nim Ryou zdołał opanować rozedrgane nerwy (co zazwyczaj zajmowało mu wystarczająco dużo czasu, by Mukahi mógł wpaść na nowy pomysł uwzględniający ich ponowne nadszarpnięcie), Keigo odwiedził chłopca w jego miejscu pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Że co?”, Shishido warknął, łypiąc na swojego kapitana znad misy z pomyjami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Powiedziałem, że masz zanieść naszym gościom &lt;i&gt;herbatkę&lt;/i&gt;”, Atobe powtórzył twardo, z zainteresowaniem oglądając burą farbę odpadającą plastrami z sufitu kuchni. „Mam uprzyjemniać tej bandzie pobyt na statku?”, Ryou warknął, wyładowując swoją wściekłość na całkowicie niewinnym talerzu przy pomocy potarganej szmatki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kapitan Fuji powiedział, że byłoby &lt;i&gt;miło&lt;/i&gt;, gdybyśmy zadbali o ich komfort”, Atobe mruknął, wplatając w co drugi wyraz znaczące kaszlnięcie. „Ale dlaczego ja mam się za to zabierać?”, pomywacz warknął, z impetem rzucając wypucowany talerz na stertę umytych naczyń (na szczęście praktycznie niezniszczalnych, z ekskluzywnej drewnianej marki Rokkaku).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Lepsza &lt;i&gt;herbatka&lt;/i&gt; niż pomysły Oshitariego”, Keigo odparł, splatając ręce na piersi i mrucząc coś o różnicy między kolorem liliowym a różem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pewnymi argumentami nawet Shishido nie był w stanie się kłócić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou westchnął przeciągle i odwiązał swój zielony fartuszek (prezent od Choutarou, którego wyśmiewanie Gakuto uznawał za świetny sposób na dręczenie pechowego młodzieńca), po czym wyrzuciwszy projektującego nowy wystrój kuchni kapitana, zabrał się za parzenie napoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po paru minutach spędzonych przez Shishido na szukaniu torebek herbaty (które Mukahi schował niedawno do pojemnika z napisem „kakao”), dzbanek z parującym naparem był gotowy. Ryou postawił go na tacy wraz z kompletem filiżanek i ruszył do pokoju udostępnionego rycerzom zakonu; drzwi do wnętrza otworzyły się automatycznie, gdy tylko pomywacz stanął przed prowadzącym do wnętrza progiem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pomieszczeniu było zaskakująco cicho; Shishido cichym warknięciem oznajmił swoje przybycie, rozglądając się uważnie w poszukiwaniu śladów bałaganu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rycerze zakonu najwyraźniej czuli się jak u siebie w klasztorze, gdyż każdy pochłonięty był codziennymi zajęciami; w jednym z rogów pokoju siedział krzyżowiec Oishi, tłumaczący spokojnie znudzonemu Horio zasady reperowania podziurawionych skarpetek. Shishido zjeżył się nieco, zobaczywszy skaczącego po jednym z łóżek Kikumaru – złość przeszła jednak chłopcu, gdy dostrzegł mięśnie siłujących się niedaleko Taki i Momoshiro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„O, herbatka, jak miło”, usadowiony na fotelu Fuji skomentował ciepło, uśmiechając się w stronę Ryou. W jego smukłych rękach spoczywał niewielki tomik, który Shishido miał nieszczęście widzieć już kilka razy podczas sprzątania pokoi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tak, zdecydowanie gatunek &lt;i&gt;oshitarikus.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou skrzywił się, podchodząc do Shusuke i stawiając obok fotelu tacę z dzbankiem i filiżankami. Fuji natychmiast odłożył trzymany tomik, otworzył oczy i spojrzał wprost w źrenice Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jesteśmy zaszczyceni waszą troską”, Fuji powiedział uprzejmie - i siedzący teraz przy Oishim Kikumaru zaśmiał się nerwowo; kapitan krzyżowców posłał w jego stronę karcące spojrzenie i Eiji natychmiast zamilkł. Shishido spojrzał w stronę rycerza i zamrugał, widząc jego pokorną postawę - kojarzącą się chłopcu z sylwetką kota, który właśnie rozbił coś cennego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shusuke założył nogę na nogę – i Ryou poczuł, że czuje do chłopca pewien respekt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Gdybyś był tak uprzejmy i rozlał herbatę- Do filiżanek oczywiście, nie chodzi mi o jej wylewanie”, Shusuke zasugerował, chichocząc cicho do siebie i zaszczycając pomywacza ciepłym uśmiechem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou mimowolnie przełknął ślinę, po czym sięgnął po dzbanek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Macie naprawdę uroczą załogę. Pracujesz jako sprzątacz sam?”, Fuji zapytał niewinnie, kładąc swoją książkę tuż obok filiżanek, do których pechowy młodzieniec starał się nalać właśnie herbatę. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Przedtem był tu taki Taki, ale pewnego dnia złamał sobie paznokieć i-”, Shishido starał się wytłumaczyć – co było dość trudne, biorąc pod uwagę jego zdenerwowanie. Trzęsące się, nalewające herbatę ręce chłopca z trudem utrzymywały porcelanowy dzbanek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Rozumiem”, Shusuke zapewnił, uśmiechając się ciepło i bawiąc w gładzenie okładki swojej książki; Ryou zerknął szybko w stronę Oishiego, którego twarz przybrała pełen współczucia wyraz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fuji położył głowę na ręce, wpatrując się z niepodzielną uwagą w nalewającego herbatę Shishido; chłopiec poczuł, że jego ręce zaczęły trząść się jeszcze gwałtowniej, gdy Shusuke uśmiechnął się szeroko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A tak przy okazji, gdzie podziewa się wasz uroczy mechanik? Chciałbym z nim… Porozmawiać”, krzyżowiec zapytał niewinnie, nachylając się w stronę Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;CHLUST.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido podskoczył, gdy jego ręka straciła kontrolę i upuściła trzymany dzbanek; tylko szybki refleks chłopca uratował książkę Fujiego przed zalaniem – większa część gorącej herbaty wylądowała za to na koszuli Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och!”, Shusuke krzyknął z udawanym zaskoczeniem, wstając szybko z fotela – w jego głosie dało się wyczuć delikatne nuty gniewu i pechowy sprzątacz był niemal pewien, że rycerz chciał, by jego lektura została zalana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou przełknął ślinę, zastanawiając się, przed jakimi konsekwencjami zdołał umknąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Horio, pomóż biedakowi”, Oishi polecił szybko – i wzdrygnął się lekko, gdy Fuji spojrzał karcąco w jego stronę. Giermek rycerzy szybko wstał z łóżka, na którym siedział, po czym wziął otrzepującego się Shishido pod ramię i wybiegł z pokoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przywódca oddziału krzyżowców wpatrywał się przez chwilę w zamknięte drzwi, po czym opuścił głowę. Shusuke zaśmiał się cicho, zerkając w stronę wtulającego się teraz w Eijiego Shuichiro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Aw, jak te dzieci cię słuchają… Gdy tylko wrócimy do Zakonu, przypomnę świętobliwemu Echizenowi, że miał zapytać cię o pochodzenie dzieci”, Fuji powiedział z czarownym uśmiechem – spijając wzrokiem czyste przerażenie wypisane na twarzy Oishiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy ten facet coś &lt;i&gt;palił&lt;/i&gt;?”, Shishido wycharczał, wycierając się szybko ręcznikiem; stojący obok młodzieńca Horio szybko pokiwał przecząco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oczywiście że nie, rycerze zakonu są świętobliwi i nie wolno im korzystać z używek, od najmłodszych lat jesteśmy wychowywani w tej wierze; dorastając w atmosferze naszej planety Seigaku nie możemy nawet pić mocnej kawy, gdyż nasze organizmy nie są przystosowane do jakichkolwiek używek ze względu na skład tejże atmosfery, i tym sposobem-”, chłopiec wytrajkotał z szybkością karabinu maszynowego i poddenerowany Ryou uciszył go trzepnięciem mokrym ręcznikiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Horio wbił wzrok w swoje buty. Sprzątacz westchnął przeciągle, zastanawiając się, za jakie grzechy trafiła mu się praca na Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec był pewien, że tylko grzechy Oshitariego zasługują na podobną karę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak w ogóle, to co zamierzacie zrobić z tymi… Fudomine?”, Shishido zapytał po chwili ciszy, wyciskając resztki herbaty z trzymanego ręcznika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mina Horio odpowiedziała za chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ow?”, Ryou skomentował, odkładając ręcznik na wieszak. „No cóż, może jednak przeżyją, nikt nie powiedział, że uda się wam ich złapać-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niemożliwe! Wielki krzyżowiec Fuji jest mistrzem w posługiwaniu się bronią… Nigdy nie pudłuje, nieważne z jakiej odległości”, giermek wyszeptał, przepełniony dumą z przynależności do zakonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pranie mózgów, pomyślał Shishido. Świetnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A reszta?”, Ryou zapytał z ciekawości, opierając plecy o chłodne kafelki łazienki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Horio zamyślił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Krzyżowiec Momoshiro większość czasu spędza trenując ze świętobliwym krzyżowcem Echizenem, więc nie jestem pewien”, chłopiec przyznał, opierając głowę na ręce. „Krzyżowiec Taka jest miły, chyba że dostanie broń do ręki… Krzyżowiec Oishi zawsze wszystkim się martwi… Krzyżowiec Inui mnie przeraża”, Horio powiedział, wzdrygając się lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ale teraz zajmuje się jakimś większym projektem, więc praktycznie go nie ma w siedzibie zakonu”, chłopiec powiedział z wyraźną ulgą, przykładając dłoń do piersi. „Zabrał nawet ze sobą krzyżowca Kaidou i jednego z naszych gości… Kiedy jednak jest w zakonie, większość osób omija go szerokim łukiem.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To jak taki nasz Oshitari”, Shishido stwierdził, poklepując chłopca pocieszająco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co ja?”, zaświergotał głos przy wejściu do łazienki i Ryou automatycznie odwrócił głowę – by dostrzec stojącego w przejściu Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzymającego laptop.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Strategiczny odwrót”, Shishido syknął do ucha giermka i nim mechanik Imperial Presence zdołał zaproponować przyjazne przeglądanie pornografii w toaletowym otoczeniu, sprzątacz i młodszy chłopiec wypadli za drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wow, my też tak mamy, gdy krzyżowiec Inui przyrządza nowe soki”, Horio skomentował – zaglądając przez ramię na zamykającego się w toalecie Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido skrzywił się w biegu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ta, rycerz Oshitari też pewnie teraz swoje płyny wytwarza”, Ryou warknął - zbywając milczeniem pytanie wypisane na twarzy Horio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka godzin później, cała załoga Imperial Presence stała na mostku, przyglądając się przez szybę powierzchni planety, na której lądowali właśnie piloci.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jesteśmy na miejscu”, Choutarou oznajmił, wskazując na mapę wyświetloną na monitorze znajdującym się ponad sterami. Niewielka niebieska kropka pulsowała jasnym światłem, znacząc pozycję statku na planecie Kansai. Fuji uśmiechnął się, przywołując gestem Horio; chłopiec natychmiast pospieszył w stronę kapitana, niosąc ze sobą dziwnie ukształtowany karabin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy Atobe rozszerzyły się, gdy wciąż rozbawiony Shusuke nonszalancko wziął broń z rąk giermka i przekręcił kilka z jej przełączników. Jak na zawołanie, reszta członków zakonu Tezuki Zrównoważonego weszła na mostek, zatrzymując się w przejściu i oczekując na rozkazy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zacisnął ręce na miotle, gdy Fuji kiwnął głową w stronę swojej drużyny, po czym zbliżył się do pilotów Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Proponuję, by niewielka grupka wybrała się na zwiady... Na zewnątrz może być niebezpiecznie, a kultura nakazuje, by gospodarze zadbali o zdrowie swoich gości… Prawda?”, Shusuke powiedział z rozbawieniem, gestem nakazując Ootoriemu i Gakuto, by wstali ze swoich foteli. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zjeżył się - zmieniając ucisk na miotle tak, że teraz w jego rękach przypominała pokraczną wersję kija bejsbolowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kansai to moja rodzima planeta, to ja powinienem udać się na zwiady”, Oshitari wymruczał nieoczekiwanie, odkładając na bok swojego laptopa (albo, jak wolał ujmować to Ryou, Przenośną Bazę Materiałów Pornograficznych). Mukahi spojrzał z ulgą na swojego przyjaciela – ale nadzieja chłopca zgasła tak szybko, jak tylko się pojawiła, gdy Fuji zachichotał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I puścić cię samego do dżungli? Słyszałem, że twoja rodzina znana jest tutaj z ujarzmiania dzikich macek… A to nie jest chyba umiejętność, którą chciałbyś użyć przeciwko wiernym Tezuki, czyż nie?”, Shusuke zapytał z uśmiechem i Yuushi odwrócił wzrok, pokonany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fuji szybkim gestem nakazał pilotom powstanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pójdziecie na powierzchnię Kansai i postaracie się zdobyć potrzebne nam informacje… Proszę?”, młody krzyżowiec powiedział ciepło, wskazując znacząco na wyjście ze statku; Horio natychmiast podbiegł do drzwi i wprowadził polecenie ich otwarcia do znajdującej się w pobliżu konsoli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwójka pilotów wstała z niechęcią ze swoich krzeseł, ruszając w stronę giermka. Choutarou wymienił ostatnie, porozumiewawcze spojrzenie z maltretującym miotłę sprzątaczem, po czym schyliwszy się, wyszedł na powierzchnię planety. Mukahi podążył za nim chwilę potem, pogoniony spojrzeniem swojego kapitana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widząc to, Shusuke uśmiechnął się delikatnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ostrożnie przy wychodzeniu, sufit jest niski, peruka może ci się ześlizgnąć”, Fuji przypomniał uprzejmie słodkim głosem, zwracając się do odwróconego plecami Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi automatycznie uderzył głową w strop statku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***** &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wygląd powierzchni planety okazał się być przyjemny dla oka; rozległe połacie terenu przykryte były bujną roślinnością niewielkich rozmiarów, utrzymaną w tonacji zieleni, czerwieni i żółci. Choutarou wstrzymał oddech, gdy jego stopy opadły na ziemię przy zejściu z pokładu Imperial Presence; gleba pod jego stopami była zaskakująco miękka i pulchna – jej właściwości skojarzyły się chłopcu z nasiąkniętą wodą gąbką. Planeta była nizinna i Ootori z łatwością dostrzegł kilka niewielkich chatek majaczących na horyzoncie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili do młodzieńca dołączył Mukahi - jednym susem zeskakując z zamykającego się wejścia na Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zabiję tego wizytatorka salonów kosmetycznych, baba jedna…”, Gakuto warknął, podskakując nerwowo na miękkiej glebie; Choutarou położył ostrożnie rękę na ramieniu towarzysza, zachęcając do uspokojenia się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chodźmy”, Mukahi mruknął po chwili, i – pokazawszy gestem nieobecnemu Fujiemu, co o nim myśli – ruszył w kierunku chatek. Drugi pilot westchnął, po czym dołączył do wymieniającego przekleństwa Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbliżając się w stronę zabudowań, chłopcy dostrzegli, że roślinność staje się coraz zieleńsza; Choutarou zauważył, że roślinki podzielono na równiutkie grządki, które z kolei tworzyły większe, zadbane poletki. Po chwili marszu Ootori zmrużył oczy, wytężając wzrok; czarny kształt zamajaczył na horyzoncie, powiększając się z każdym postawionym przez chłopców krokiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tam ktoś jest”, Gakuto powiedział, wskazując na zauważoną przez Choutarou sylwetkę. Jasnowłosy młodzieniec w wieku załogi Imperial Presence schylał się właśnie nad zadbaną grządką – najwyraźniej przemawiając pieszczotliwie do znajdujących się na niej roślinek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori kiwnął głową w stronę towarzysza i dwójka pilotów zaczęła zbliżać się do rolnika. Młodzieniec zauważył podróżnych – po czym chwiejąc się lekko, z trudem przyjął wyprostowaną pozycję; Mukahi drgnął, gdy dostrzegł, że ręce chłopca przewiązane są warstwą bandaży.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szukamy kapitana Tachibany”, Choutarou powiedział, przywołując na twarz swój najlepszy uśmiech (który – w opinii Shishido – posiadał łagodzące moce zdolne nawet do zneutralizowania nieczystej aury Oshitariego).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rolnik zachwiał się lekko, przekrzywiając z trudem głowę i mrużąc oczy. „Na co bany?”, młody mężczyzna zapytał podejrzliwie, opierając ręce na biodrach. „… Bany?”, Ootori powtórzył – po czym wymienił zaskoczone spojrzenie z Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rolnik czknął.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie słyszałem o banach. Na nic. Znaczy, że nie ma banów na nic. A nawet jakby były, to byłyby na nic, bo nikt by ich nie przestrzegał”, srebrnowłosy młodzieniec niemal wyśpiewał, kiwając się z uśmiechem na boki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi z trudem zachował neutralny wyraz twarzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Um, miałem na myśli Tachibanę. Kapitana Tachibanę, przywódcę Fudomine”, Ootori wytłumaczył uprzejmie, starannie wymawiając każdy wyraz. Rolnik wbił spojrzenie w Choutarou, po czym zamknął oczy, zastanawiając się głęboko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A z kim macie wojnę tak w ogóle?”, młodzieniec zapytał po chwili namysłu - przekręcając głowę do pozycji, która nawet wysportowanemu Mukahiemu wydała się niemożliwa do osiągnięcia. „Wojnę?”, Ootori zapytał ostrożnie, obserwując zachowanie teraz całkowicie nieruchomego rolnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwójka pilotów Imperial Presence niemal podskoczyła, gdy jasnowłosy młodzieniec nieoczekiwanie wyprostował się i przeszedł do rozciągania mięśni szyi. „No chudą minę chcecie. To na wojnę chyba? A może za dużo kretów macie w ogrodzie? Myśmy je tak kiedyś w sumie wykurzali”, rolnik powiedział powoli, posługując się tonem klienta sklepu monopolowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jaką znowu minę?”, Gakuto zapytał z niedowierzaniem, zerkając z rosnącym przerażeniem na coraz bardziej rozchwianego rolnika; jego twarzy przyjęła już wyraz, który zazwyczaj rezerwował jedynie dla najbardziej szczęśliwych momentów z życiorysu Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tubylec czknął, po czym zmrużył oczy, wpatrując się przez chwilę w Mukahiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„… No chudą chcecie? Swoją drogą to jestem do tyłu ze stylem, kiedy grube wyszły z mody?”, rolnik zapytał, bawiąc się dyndającą końcówką swoich bandaży. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyrazy twarzy Gakuto okazał się być wystarczającą odpowiedzią, gdyż miejscowy klasnął w ręce, uśmiechając się szeroko i ignorując usiłującego przemówić Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ooooch, &lt;i&gt;taką&lt;/i&gt; minę… Znajdźcie se klauna, albo poobserwujcie Rudolfów w ich naturalnym środowisku, my to same poważne ludzie”, młodzieniec odparł z dumą, uderzając ręką o wypiętą pierś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi stracił cierpliwość jako pierwszy. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„FU-DO-MI-NE. TA-CHI-BA-NĘ”, Gakuto ryknął, podskakując niecierpliwie w jednym miejscu. W odpowiedzi jasnowłosy młodzieniec czknął, zamrugał, wykonał niebezpieczny zwrot o sto i osiemdziesiąt stopni w lewo, po czym nabrał potężny haust powietrza, z trudem powstrzymując się od kaszlnięcia. „Bananów szukają, zawołajta Chitose!”, rolnik krzyknął w kierunku znajdującej się za tuż jego plecami chatki, po czym z zadowoleniem odwrócił się w stronę zaskoczonego Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„My ba-na-nów nie sprzedajemy”, młodzieniec powiedział powoli, gestykulując zawzięcie i uśmiechając się wdzięcznie. „Ale Chitose – ten to zna ich paru!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„… Zna ich paru?”, Ootori powtórzył powoli – zerkając z niepokojem na coraz bardziej rozchwianego rolnika. „Ooo tak. Prawda, Marysiu?”, srebrnowłosy młodzieniec powiedział czule – najwyraźniej zwracając się do znajdującej się obok swoich stóp grządki. Choutarou zamrugał, po czym-&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Och.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Och.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och”, Ootori skomentował uprzejmie – jednocześnie zastanawiając się nad najgrzeczniejszym sposobem na zakończenie dyskusji i podjęcie strategicznego odwrotu. Chłopiec odwrócił się – tylko po to, by dostrzec, że Mukahi rzucił się już sprintem w stronę stojącego w pobliżu Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori powoli zwrócił się w stronę tubylca – aktualnie tłumaczącemu swoim roślinkom, że powinny grzecznie pić „serwowaną im w koneweczce wodę”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Srebrnowłosy pilot zadecydował, że w tym wypadku drobne odstępstwo od savoir-vivre zostanie mu wybaczone.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Upewniwszy się, że rolnik nie będzie za nimi podążał, Choutarou skłonił się lekko i pognał za bębniącym w drzwi statku Gakuto. Nie umknęło to uwadze tubylca – który wstał (nie bez pewnych trudności związanych z gwałtownie przemieszczającym się środkiem równowagi), po czym pomachał dwójce podróżników i odprowadził ich mętnym spojrzeniem aż do schodków wejściowych na Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W chwilę potem, drzwi za plecami rolnika otworzyły się – ukazując ozdobioną bujną czupryną głowę na tle strumienia podejrzanie wyglądających oparów. „Bul bul bul?”, nowoprzybyły Chitose zapytał filozoficznie, kreśląc palcem szerokie koła tuż obok swojej skroni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shiraishi wbił mętne spojrzenie w punkt znajdujący się gdzieś na horyzoncie – po czym odpowiedział, walcząc z uporczywym napadem kaszlu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nah, nie on. Konomi po swoją działkę przyjeżdża dopiero za tydzień.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://aki-fic.livejournal.com/13525.html#cutid1"&gt;Part II&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:13525</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/13525.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=13525"/>
    <title>[Tenipuri] Potyseja kosmiczna – Episode one: Mhroczne widmo [2/2]</title>
    <published>2009-06-23T19:14:41Z</published>
    <updated>2009-06-23T19:14:41Z</updated>
    <category term="summer challenge 2009: # 11"/>
    <category term="crack"/>
    <category term="tenipuri"/>
    <content type="html">&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Potyseja kosmiczna – Episode one: Mhroczne widmo (2/2)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;PG &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 10 056 &lt;i&gt;cockin’ words gaiz&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Warnings:&lt;/b&gt; … Crack. Dosłownie i w przenośni. Plus massive nabijanie się z Tezuki i Seigaku i wszystkiego co jest w Pocie i ma dwie nogi. Fuji being evul. Btw, to jest probably szczyt mojego szaleństwa, więc uh, beware.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; ... Not rly? :D; (OMG GEN????) Ok, so maybe SP if you squint.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Universe:&lt;/b&gt; ... Universe universe!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Multichapterowiec :D! To jest part one- zawiera osobną historię i stanowi całość większej. Kto zgadnie nazwę następnej części ma od Aki cookies.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe zmarszczył nos, spoglądając na parę całkowicie wymęczonych pilotów. „Wasz raport?”, kapitan zapytał, zerkając kątem oka na uśmiechniętego uprzejmie Fujiego, siedzącego aktualnie obok napinającego mięśnie Momoshiro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjazne wrażenie robione przez krzyżowca psuł nieco trzymany przez niego karabin plazmowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Cóż… Jeśli Fudomine odprawia swoje mroczne ceremonie z udziałem środków, um, wysoko wyskokowych, to jest spora szansa, że są tutaj”, Ootori powiedział ostrożnie, spoglądając na polerującego broń Shusuke.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe wypiął dumnie pierś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Moja najdroższa, zdolna załoga”, Keigo pochwalił, usiłując przywołać na twarz uprzejmy uśmiech – i tracąc go w momencie, gdy Fuji nieoczekiwanie wstał z krzesła. Młodzieniec wymownie uniósł trzymaną broń, po czym powoli założył do jej magazynku flakonik z płynną amunicją, dociskając go z głośnym &lt;i&gt;klik.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akutagawa zapiszczał cicho, nurkując za plecy dumnie wyprostowanego, przeglądającego internetową pornografię Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mam nadzieję, że się nie mylicie”, Shusuke stwierdził niewinnie, zakładając broń na plecy i gestem nakazując pozostałym krzyżowcom wymarsz na powierzchnię planety. Atobe zacisnął zęby, spoglądając na wychodzących powoli członków zakonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już w przejściu, Fuji zatrzymał się nieoczekiwanie, odwracając w stronę załogi Imperial Presence. „Oczywiście, wy też idziecie, prawda?”, krzyżowiec bardziej stwierdził niż zapytał, splatając ręce na piersi i uśmiechając się wdzięcznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe spojrzał na towarzyszy; Gakuto przełknął ślinę, po czym bez słowa ruszył w stronę zbrojowni. Po chwili za chłopcem podążyła reszta załogi, mijając po drodze tulącego się do miotły Shishido. Oczy Choutarou otworzyły się szeroko, gdy młody sprzątacz warknął coś cicho, wpatrując się z nienawiścią w krzyżowca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fuji uśmiechnął się promiennie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wszyscy”, Shusuke dodał, spoglądając wymownie na wciśniętego w kąt Ryou. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po kilku minutach, załoga Imperial Presence zebrała się pod statkiem. „Jakieś propozycje?”, Fuji zapytał uprzejmie, zwracając się do zgromadzonych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto uniósł wysoko dłoń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pytanie tubylców możemy sobie odpuścić”, Mukahi warknął, wymieniając porozumiewawcze spojrzenie z Choutarou. „Może te Fudominy ukrywają się w wesołym miasteczku?”, Jirou zaoferował. „Może obmyślimy nasz plan działania przy lampce wina w najbliższym mieście?”, Atobe dorzucił. „Czy udanie się w stronę bagien odpada?”, Yuushi zapytał z westchnieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wystrzał z broni Fujiego w niebo skutecznie wyciszył wszelkie propozycje. „Idziemy przed siebie”, Shusuke oznajmił z uśmiechem i ruszył w stronę zabudowań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Załoga Imperial Presence ospale dołączyła do kapitana krzyżowców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Członkowie Zakonu szybko wpadli w rytm poszukiwań; Momoshiro i Taka rozglądali się uważnie dookoła, wypatrując znaków pojawienia się Fudomine, a Kikumaru i Oishi planowali ostrożnie drogę, korzystając z wirtualnych map.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W międzyczasie, Oshitari radośnie dzielił się z załogą Imperial Presence ciekawostkami o Kansai.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Firma Shitenhouji i synowie od dawien dawna zajmuje się tym interesem”, Yuushi zaświergotał, wskazując na krzaczki rosnące koło swoich stóp. „Te maleńkie roślinki są suszone i obrabiane, aby – zgodnie z hasłem reklamowym zakładu – nieść ludziom radość.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To tak jak grzybki halucynogenki ciotki Petunii”, Hiyoshi zauważył, rozglądając się dookoła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ty Yuushi, a to można na surowo?”, Gakuto zapytał z nieukrywaną ciekawością, nachylając się nad grządką i dziabiąc krzaczek wyciągniętym palcem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Technicznie można, ale działanie ma słabe”, Oshitari odpowiedział – i Shishido zakończył swój wewnętrzny proces zwątpiania w ludzkość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Jesteśmy w trakcie &lt;i&gt;misji&lt;/i&gt;”, Atobe przypomniał, przełykając głośno ślinę. „Cieszę się, że tak doskonale rozumiesz swoje priorytety”, Fuji powiedział przymilnie, po raz kolejny dziabiąc plecy Keigo trzymanym karabinem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo, iż jego podopieczni szli szybkim marszem na czele pochodu, Shusuke pozostawał w towarzystwie najemników – za punkt honoru uznając najwyraźniej dzielenie się z nimi swoim niezwykle czarownym uśmiechem. Obecność młodzieńca była też powodem, dla którego Shishido wycofał się na sam tył korowodu – przeklinając na czym świat stoi i skrycie tęskniąc za przyjemnym chłodem kuchni na Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wewnętrzne narzekania sprzątacza sprawiły, że niemal zignorował cichy odgłos dochodzący ze strony lasu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ulotny dźwięk w ostatniej chwili przedostał się przez kurtynę myśli Ryou; chłopiec podniósł opuszczoną głowę, wsłuchując się w delikatny szelest i zastanawiając nad jego źródłem. Shishido odrzucił najbardziej oczywistą opcję - gdyż Oshitari szedł teraz przed nim i nie mógł jednocześnie obmacywać w krzakach przypadkowych przechodniów - po czym zatrzymał się, spoglądając tępo w zarośla.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli to Fudomine, Fuji strzeli bez ostrzeżenia; jeśli to niewinne zwierzątko, krzyżowiec zrobi &lt;i&gt;dokładnie to samo&lt;/i&gt;, pomywacz pomyślał ze grozą. Po chwili wewnętrznej walki z sumieniem, Ryou poddał się i upewniwszy się, że Shusuke jest zajęty maltretowaniem Atobe, odwrócił się w stronę zarośli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Taś taś, uciekaj”, młodzieniec wymruczał, zbliżając się ostrożnie w pobliże zielonej gęstwiny; chłopiec nachylił się nad jednym z krzewów – i zamrugał, gdy dostrzegł, że krzak odwzajemnia jego spojrzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sekundę potem, sprzątacz dostał od troskliwego losu jeszcze jeden powód do nienawidzenia życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co-”, Ryou zdążył jedynie powiedzieć, gdy silne ręce zdzieliły go w głowę i powaliły na ziemię. Tysiące barw wyświetliło się przed oczami sprzątacza, gdy usiłował zrozumieć, co się wydarzyło; po chwili, każdy kolor wyblakł, zanurzając chłopca w mroku. „Ciemność… Widzę…”, młodzieniec wyszeptał, po czym stracił przytomność.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;„Shishido-san?”, zaniepokojony Choutarou zapytał, odwracając się – i dostrzegając dwójkę ubranych na czarno osobników pochylonych nad pomywaczem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori wydał z siebie zduszony okrzyk; Fuji natychmiast obrócił się, celując w nachylających się nad Shishido bandziorów. „Pan go zrani!”, Choutarou wykrzyknął, natychmiast rzucając się w stronę zaskoczonego Shusuke. Krzyżowiec opuścił broń, nie chcąc trafić w ramię przerażonego Ootoriego – i tracąc koncentrację na najdrobniejszą z chwil. Ta sekunda wystarczyła, by ubrani na czarno napastnicy znikneli - &lt;i&gt;wraz&lt;/i&gt; z ciałem nieprzytomnego Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, kapitan Imperial Presence zakończył mentalny pojedynek (zdecydował się w końcu na farbę koloru jaśminowego) i wrócił do rzeczywistości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Huh, coś się stało?”, Atobe zapytał, odwracając się w stronę Fujiego - wbijającego aktualnie mordercze spojrzenie w przerażonego Choutarou. Kapitan krzyżowców odsunął się od pilota i podbiegł do miejsca, na które upadł Shishido; nachylenie listków rosnących w pobliżu roślin nie wskazywało na to, w którą stronę przeciągnięto chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ponieśli go… Technika Hadokyuu?”,  Fuji zapytał sam siebie, po czym zagwizdał – zyskując uwagę maszerujących na przedzie członków Zakonu. Krzyżowcy zaczęli biec w stronę kapitana – który z kolei zbliżał się właśnie do roztrzęsionego Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy ktoś z nich coś powiedział?”, Shusuke zapytał, usilnie starając się zachować uprzejmy ton głosu; jasnowłosy pilot zamrugał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„S-Shishido-san mówił, że widzi ciemność”, Ootori wyszeptał, rozglądając się nerwowo dookoła. „O, to na pewno Fudomine”, Atobe skomentował tonem znawcy, opierając podbródek na ręce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fuji mruknął coś cicho pod nosem. „Mamy ich śledzić?”, Momoshiro zapytał, wychodząc przed resztę oddziału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jirou podskoczył.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To jak wy śledzić, to my możemy tuńczykować… Albo łososiować! Możemy, możemy, możemy Atobe?!”, Akutagawa zapiszczał, wieszając się na ramieniu kapitana - i Wakashi jako drugi wszedł do grona osób wątpiących w ludzkość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keigo zamyślił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kolor łososiowy niewątpliwe pasowałby do mojego gabinetu…”, łowca nagród wymruczał zaintrygowany i Choutarou załamał ręce. „My musimy coś zrobić!”, Ootori wykrzyknął w przypływie paniki, obracając się w stronę rozważających problem krzyżowców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oczywiście, że musimy. Wracamy na pole obok statku”, Shusuke oznajmił, zwracając się do zgromadzonych przy sobie rycerzy. „Fudomine zapewne wzięła pomywacza jako zakładnika i będzie chciała negocjować.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A jeśli nie?”, zapytał Oishi, ponaglany przez wiszącego mu na ramieniu Kikumaru. „Mamy czas, możemy poczekać na ich reakcję”, kapitan oddziału odparł spokojnie, obracając się w stronę drogi prowadzącej do Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe zakaszlał znacząco. „Ponieważ chodzi tu o dobro mojej załogi, jestem zmuszony zaprotestować-”, Keigo zaczął, ale Fuji przerwał mu, śmiejąc się lekko. „Wybaczcie, ale to nie wy jesteście tutaj głównymi bohaterami”, młodzieniec rzucił, nie odwracając się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A jeśli mu coś zrobią?”, Ootori zapytał, wybiegając i przecinając Shusuke drogę. „Mogą go torturować, albo złożyć w ofierze, albo-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Modlitwa ponoć w takich sytuacjach działa całkiem nieźle”, Fuji odparł przesłodzonym głosem, odwracając się plecami do załamanego Choutarou. Srebrnowłosy pilot wyciągnął bezsilnie dłoń w kierunku odchodzącego krzyżowca – ten jednak nie zatrzymał marszu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No to pierdut”, skomentował Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niecałe pół godziny później i kilkaset metrów dalej, Shishido obudził się z bólem głowy – i wielką pustką w pamięci; młodzieniec z trudem podniósł się z ziemi, ignorując gwiazdy wirujące mu przed oczami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Prosiłem, żebyś tak mocno nie uderzał”, ktoś powiedział szeptem gdzieś koło lewego ucha Ryou. „Uch, ja… Przepraszam, Tachibana-san!”, odparł szczery głos nachylający się nad sprzątaczem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido automatycznie zerwał się z ziemi – uderzając głową w niski strop i zwijając się z powrotem na ubitą glebę. Niemal natychmiast, pewne ręce chwyciły młodzieńca i pomogły mu przejść do wygodniejszej pozycji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou odważył się na ponowne otwarcie oczu; znana sprzątaczowi z plakatu twarz uśmiechnęła się z ulgą. „Tachibana…”, Shishido syknął, masując obolałą głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ubrany na czarno mężczyzna kiwnął głową; stojący za nim chłopak z bandaną na głowie podał Ryou szklankę, którą obolały sprzątacz – po chwili wahania - wziął do ręki. „Nie wydajesz się przestraszony”, Tachibana stwierdził ostrożnie, wymieniając spojrzenie z członkiem swojej sekty. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie możecie być gorsi od Oshitariego”, Shishido mruknął, wzruszając ramionami i wypijając zawartość podanego naczynia. Zimna woda orzeźwiła młodzieńca i po chwili z wdzięcznością podał pustą szklankę nachylającemu się chłopcu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tachibana kiwnął głową w stronę członka swojej grupy, który skłonił się lekko, po czym wyszedł. Dopiero wtedy Shishido zorientował się, że leży w wyłożonej liśćmi grocie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie mamy wiele czasu – zakon Tezuki usiłuje nas złapać – więc będę się streszczał”, Tachibana powiedział szybko, nachylając się w stronę Ryou. „Domyślam się, ze zostaliście zatrudnieni przez krzyżowców – ale skoro znasz kogoś z rodziny Oshitarich… Myślę, że mogę ci zaufać. Z resztą, nie mam większego wyboru.”, mężczyzna powiedział, przełykając nerwowo ślinę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zamrugał, przekręcając głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zaraz, najpierw walicie mnie w łeb, a potem chcecie mi zaufać?”, Ryou zapytał z niedowierzaniem, spoglądając na całkowicie poważnego przywódcę Fudomine.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Za napaść… Przepraszamy – nie mieliśmy innego wyjścia. Potrzebujemy kogoś z zewnątrz, ze statkiem… Co sądzisz o Zakonie Tezuki?”, Tachibana zapytał nagle, nachylając się w stronę młodzieńca; szybki potok słów wypływający z jego ust zdradzał z trudem ukrywane zdenerwowanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Banda bubków”, Shishido oznajmił beznamiętnie – i przywódca Fudomine uśmiechnął się z wyraźną ulgą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To mi wystarczy. Posłuchaj… Wiem, że to, o czym teraz opowiem, wydaje się niedorzeczne, jednak… Nie popełniliśmy żadnego przestępstwa”, Tachibana powiedział, studiując uważnie twarz Ryou w nadziei na zobaczenie pozytywnej reakcji chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pomijając napaść na moją skromną osobę, masz na myśli”, Shishido wysyczał, splatając ręce na piersi; przywódca Fudomine odwrócił wzrok i sprzątacz mimowolnie sam poczuł się winny – jak okrutny dorosły, który zabrał dziecku lizaka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Znaczy, chciałem powiedzieć, że chyba ten, wierzę na słowo?”, Ryou wymruczał pod nosem, drapiąc się nerwowo pod swoją czapką; młodzieniec zarumienił się lekko, gdy dostrzegł ulgę wypisaną na twarzy drugiego mężczyzny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie wiem, jaką bajkę opowiedzieli wam krzyżowcy, ale- Ścigają nas, ponieważ mamy to”, Tachibana powiedział, wyjmując z kieszeni mały, różowy obiekt. Ryou zamrugał, przyglądając się dziwnym znakom wypisanym na przedmiocie; po chwili, przywódca Fudomine podrzucił go w górę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obiekt zawisł, a następnie zaczął lewitować w stronę wyjścia z groty; Tachibana pochwycił go w locie i podstawił pod nos Ryou. „Kamień Sanady”, przywódca Fudomine wyjaśnił, obracając niewielki głaz w ręce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Żółciowy?”, Shishido spojrzał na mężczyznę z obrzydzeniem i przywódca Fudomine przez chwilę zastanawiał się nad czymś, najwyraźniej ignorując słowa chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zakładam, że słyszałeś o Tezuce Zrównoważonym?”, Tachibana zapytał w końcu - i gdy Ryou kiwnął głową, wrócił do opowiadania. „Legenda głosi, że to on odpowiada za wyginięcie dinozaurów. Opowieść ta ma jednak wiele wersji”, mężczyzna wyjaśnił, splatając ręce na kolanach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Pewnie takich, które nie uwzględniają Tezukowców wygrywających przy byle okazji?”, Shishido zapytał ironicznie i Tachibana pokiwał z uśmiechem głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zgadza się. Zakon twierdzi, że Tezuka chciał zniszczyć „zło tego świata”, ale inna wersja legendy mówi, że pokonał dinozaury, by zwrócić na siebie uwagę znacznie potężniejszych sił. Nie wiem, jakie były faktyczne poglądy Kunimitsu, ale jednego jestem pewien – współcześni rycerze zakonu chcą się z tymi siłami spotkać”, przywódca Fudomine powiedział powoli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mózg Shishido przeznaczył kilka sekund na przetrawienie informacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „… Ha?”, Ryou zapytał w końcu elokwentnie i Tachibana westchnął, zastanawiając się nad najprostszą odpowiedzią. W końcu, uniósł w górę dłoń trzymającą różowy głaz i Ryou podążył za nim wzrokiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kamień Sanady to antyczny artefakt… Jedyny przedmiot, jaki może zaprowadzić śmiałków do miejsca, w którym żyją Rikkai. Legenda głosi, że wykreował go dla nich sam stwórca Konomi – tylko po to, by pewnego dnia trafił on w ręce Tezuki, a potem przeskakiwał z rąk do rąk”, Tachibana wytłumaczył, obracając różowy głaz i przyglądając mu się z czcią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Rikkai? Brzmi jak nazwa jakiejś choroby zakaźnej”, Shishido podzielił się swoim bystrym spostrzeżeniem; w odpowiedzi, przywódca Fudomine zaśmiał się lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie, nie. Rikkai to ósemka potężnych istot… Legenda mówi, że ten, kto jako pierwszy pokona ich przywódcę, będzie cieszyć się chwałą i zdoła spełnić swoje wszystkie pragnienia – a przynajmniej tak głoszą księgi spisane rzekomo przez stwórcę Konomiego”, Tachibana objaśnił, obracając kamień w dłoni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wy to chyba jednak jesteście sekciarzami”, Shishido warknął i przywódca Fudomine machnął ręką, prosząc o wysłuchanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„W takim razie jesteśmy nimi nie tylko my, ale też i Zakon Tezuki. Jego rycerze na czele z Echizenem chcą dotrzeć do przywódcy Rikkai – tyle, że nie wiedzą jak. Klucz do zagadki leży w moich rękach”, Tachibana oznajmił – po czym wyciągnął dłoń z kamieniem w stronę Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomywacz spojrzał na przywódcę Fudomine pytająco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie jestem w stanie zniszczyć tego artefaktu; nie udało mi się też wypełnić związanego z nim przeznaczenia”, Tachibana powiedział z westchnieniem, spoglądając tęsknie na trzymany w ręce głaz. Shishido nie odważył się wypowiedzieć słowa, gdy mężczyzna położył artefakt na jego własnej, otwartej dłoni. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dlatego chcę, żebyś wziął ten kamień… I dotarł do Rikkai jako pierwszy. Zakon Tezuki uważa, że wygrana zawsze powinna leżeć po ich stronie – i jeśli z takim pragnieniem udadzą się do Yukimury, cały wszechświat będzie obracał się wokół nich. Wiem, że to trudne zadanie, ale ani ja, ani nikt z Fudomine nie zdoła wypełnić go, dopóki zakon wie, że Kamień Sanady leży w naszych rękach. Śledzą każdy nasz krok”, mężczyzna wyjaśnił i Ryou spojrzał na głaz - jaśniejący delikatnym, ponaglającym blaskiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiesz, że ja również mógłbym wykorzystać Kamień do podobnych celów?”, Shishido zapytał – i Tachibana zaśmiał się.„Zadawane przez ciebie pytania przekonują mnie wystarczająco o twoich dobrych intencjach”, przywódca Fudomine odpowiedział, nachylając się w stronę Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zamyślił się, rozważając problem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jacy są ci… Ci Rikkai? Niebezpieczni? Źli?”, sprzątacz zapytał w końcu, wpatrując w iskrzący się leniwie kamień. Tachibana nie odpowiedział od razu, poświęcając chwilę na zastanowienie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Są różne definicje zła. Moim zdaniem są po prostu zbyt dumni ze swoich umiejętności. Ale tak, są… Bardzo niebezpieczni”, Tachibana przyznał. „Tezuka uwolnił kilku z nich w trakcie swojego życia, nigdy nie zdołał jednak dotrzeć do Yukimury, ich przywódcy. Zapewne wciąż żyją - i domyślam się, że Zakon będzie chciał skorzystać z ich cennych umiejętności.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Brzmi jak samobójcza misja”, Shishido powiedział ostrożnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiem - dlatego też uprzedzam cię przed wszystkimi niebezpieczeństwami, jakie staną na twojej drodze, jeśli przyjmiesz wyzwanie”, przywódca Fudomine odparł i Ryou mimowolnie musiał przyznać, że szczerość i honor mężczyzny zrobiły na nim wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Taka decyzja… To nie jest proste. Nie wiem też, czy ten iskierkow- znaczy, czy mój kapitan się zgodzi. Pewnie tak, skoro to wieeelka misja ratowania kosmosu przed Zakonem”, Ryou stwierdził z przekąsem, splatając ręce na piersi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido westchnął, obracając Kamień w dłoni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ale wiesz… Jak wyobrażam sobie Oshitariego w krainie tezukowej pornografii, to mnie skręca, więc chyba nie mam wyboru”, pomywacz wymruczał z niechęcią – i Tachibana uśmiechnął się ciepło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Cieszę się – bo widzisz, zawsze czułem się związany ze sprawą Kamienia, znajdował się w moim posiadaniu przez wiele lat… Moja rodzina opiekowała się nim tutaj, w Kansai. Na szczęście, Zakon przez długi czas nie podejrzewał nawet, co znajduje się w naszym posiadaniu ”, przywódca Fudomine powiedział, spoglądając w kąt groty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A jak w zasadzie spostrzegłeś, że się jednak dowiedzieli?”, Shishido zapytał, nie mogąc powstrzymać się od podejrzeń i nieoczekiwanie, Tachibana zachichotał. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chitose – on czasami po, um, małym dopalaczu ma swego rodzaju wizje – poinformował mnie o planach Zakonu. A potem z górki - wyruszyłem w podróż, by uchronić Kamień, poznałem przyjaciół –  i koniec końców wróciłem tutaj. Czas, abym przekazał pałeczkę”, Tachibana oznajmił i Shishido po chwili wpatrywania się w różowy kamień kiwnął głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młodzieniec z czcią schował głaz do kieszeni – co przywódca Fudomine powitał z wyraźną ulgą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ja i moi towarzysze postaramy się zwodzić zakon Tezuki tak długo, jak to tylko możliwe”, mężczyzna obiecał – i Ryou skrzywił się nieznacznie. „To też mi brzmi samobójczo”, pomywacz wymruczał cicho - zastanawiając się już nad sposobem na przekonanie Atobe do nowego planu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Och, zwodzimy krzyżowców już od paru dobrych miesięcy - w przeciągu których zaliczyliśmy obcinanie włosów, pozowanie na sektę i udawanie emo, żeby nikt nas nie zaczepiał… Przetrwamy wszystko”, Tachibana powiedział z uśmiechem i Shishido mimowolnie go odwzajemnił &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili ciszy sprzątacz zakaszlał znacząco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tylko, wiesz… Jak się mam przedostać do statku obok krzyżowców Zakonu? Raczej się nie spodziewają, że tak nagle się pojawię… A ten ich Fuji ma niezłego cela”, Ryou zapytał - raz po raz upewniając się, czy głaz wciąż znajduje się w jego kieszeni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tachibana wyprostował się nagle. „Czy ten… Fuji… Ma cały czas zamknięte oczy?”, mężczyzna zapytał, na co Shishido pokiwał głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tachibana zaklął cicho i Ryou zamrugał ze zdziwienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To by znaczyło, że mają już Renjiego. To jeden z Rikkai, on również ma zawsze zamknięte powieki… Ale potrafi zobaczyć wszystko, co nie jest zasłonięte przez żadną materialną przeszkodę, nieważne, jak daleko się znajduje. Fuji zapewne korzysta z jego umiejętności”, przywódca Fudomine stwierdził. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wow, oni naprawdę takie moce mają?’, Ryou zapytał, czując nagle nieprzyjemne mrowienie w karku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak, mają… Chitose zawsze żartował, że gdy stwórca Konomi kreował Rikkai, nieco przesadził z kansaiskim towarem”, przywódca Fudomine odparł z lekkim uśmiechem, który niemal natychmiast zastąpił grymas niezadowolenia. „Wszystko staje się nagle bardziej skomplikowane… Teraz nie wiem, jak  mamy przetransportować cię bezpiecznie na twój statek”, Tachibana przyznał z niechęcią, zamyślając się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou – przyzwyczajony do swojego nieistniejącego szczęścia – zwiesił jedynie głowę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zawsze jest nadzieja, że ten mały Horio zagada ich w końcu na śmierć”, Shishido westchnął przeciągle, po czym zerknął na usiłującego znaleźć rozwiązanie Tachibanę. Sprzątacz przysunął do siebie nogi i oparł na nich głowę, wracając myślami do załogi Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou z niechęcią musiał przyznać, że brak drużyny zaczynał mu powoli doskwierać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieoczekiwanie, głowa Shishido poderwała się z jego kolan - i przywódca Fudomine spojrzał na chłopca pytająco. Oczy sprzątacza przemieszczały się szybko, gdy zastanawiał się nad czymś usilnie. „Masz może kogoś… Szybkiego?”, Ryou zapytał w końcu, podnosząc się z ekscytacją z ziemi i wpatrując z nadzieją w Tachibanę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przywódca Fudomine kiwnął z uśmiechem głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka minut później, Ryou i czerwonowłosy młodzieniec – jeden z członków Fudomine – stali przy wyjściu z lasu; sprzątacz rozglądał się nerwowo dookoła, próbując wyłapać ślady przejścia członków Zakonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jesteś pewien, że się uda?”, Kamio zapytał, rozgrzewając ostrożnie mięśnie w przygotowaniu do szybkiego biegu; w odpowiedzi, Shishido kiwnął pewnie głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Słyszałem od bezpośredniego źródła, krzyżowcy są szczególnie wrażliwi na wszelkie… Er, używki”, Ryou objaśnił. „Oshitari mówił, że te roślinki są mocne jedynie wysuszone, a świeże mają lekkie działanie. Nie zaszkodzą więc moim… Znajomym, ale na krzyżowców powinno wystarczyć… Mam nadzieję”, Shishido przyznał, drapiąc się po głowie. Kamio przytaknął – po czym przystąpił do rozciągania mięśni nóg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sprzątacz czuł się coraz bardziej podenerwowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tylko, ten… Uważaj na Fujiego, on jest trochę niepoczytalny”, młodzieniec dorzucił - i Kamio westchnął, po czym wstał z przysiadu. „Słyszałem, że on jest stuknięty, ale nigdy, że aż tak… Może to skutek uboczny kontaktu z Renjim? Wiem że to zabrzmi dziwnie, ale słyszałem, że Rikkai i inne podobne istoty mają niebezpieczny wpływ na ludzi”, członek Fudomine zasugerował, zaglądając zza krzaków na zabudowania należące do Shitenhouji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido skrzywił się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Dziwnie? Ja od zawsze uważałem, że Oshitari ma połączenie z &lt;i&gt;Lucyferem&lt;/i&gt;.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem, niektórzy członkowie stacjonującej niedaleko grupy Imperial Presence zaczynali tracić cierpliwość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A jeśli coś mu zrobią?!”, Ootori wyjęczał, zanurzając palce w włosach; w odpowiedzi, Mukahi parsknął. „Luz, człowieku, &lt;i&gt;Yuushi&lt;/i&gt; by go za dopłatą nie wziął.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie o tym mówię!”, Choutarou powiedział, usiłując stłumić napad paniki. „Uratujemy go”, Atobe stwierdził twardo - bohatersko poprawiając mankiety swojego kombinezonu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy moglibyście dyskutować ciszej?”, Fuji zapytał z uprzejmym uśmiechem, odbezpieczając swoją broń – i zerkając na przełykającego ślinę Gakuto. „&lt;i&gt;Higuma Otoshi&lt;/i&gt;, najnowszy model”, Shusuke przedstawił - unosząc karabin i poprawiając kilka z niebezpiecznie wyglądających komór z niebieskim płynem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Bardzo stylowe”, Atobe stwierdził, ocierając twarz wyjętą przed chwilą chusteczką. Siedzący obok niego Hiyoshi z kolei zdawał się być bardziej przerażony wypoczywającym na głazie Yuushim – który od dobrych trzech godzin nie miał dostępu do swojego laptopa i zaczął już wykonywać podejrzanie wyglądające ruchy w stronę śpiącego Jirou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Poczekamy jeszcze chwilę. Na otwartym polu mamy przewagę – a znając Fudomine, będą chcieli negocjować, skoro już mają zakładnika”, Fuji zadecydował z uśmiechem. „A jeśli mu coś zrobią?”, Choutarou zapytał z troską w głosie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wtedy znajdziecie sobie nowego sprzątacza”, Shusuke odpowiedział uprzejmie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Załoga Imperial Presence nie miała więcej pytań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Atobe-san!”, Ootori wykrzyknął z oburzeniem w stronę nie reagującego na zniewagi kapitana; wargi młodzieńca zaciśnięte były w wąską linię. „Na szali ważą się losy piękna estetycznego naszego statku, chyba nie oczekujesz, że tak po prostu się zbuntuje”, Keigo zapytał, wpatrując się z ciekawością w zielone krzaczki obok swoich nóg.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ootori nie zamierzał się poddać. „Atobe-san, tu chodzi o naszego towarzysza… Już straciliśmy Takiego w tragicznych okolicznościach, czy chcesz przeżywać kolejną stratę?”, Choutarou wyszeptał w stronę swojego kapitana, składając błagalnie ręce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy Keigo nie odpowiedział, Gakuto splótł ręce na piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „W sumie… Jak Shishido w przeciągu godziny tu nie będzie, to Shishido kaput; a jak Shishido kaput, to &lt;i&gt;wszystko&lt;/i&gt; powinniśmy zmienić na czarny kolor żałoby” Mukahi sprytnie przypomniał i Atobe zadrżał, sam dopowiadając sobie zakończenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapitan Imperial Presence zakaszlał, po czym z zamachem wstał ze swojego kamienia, zwracając się w stronę członków Zakonu.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;Fuji wciąż spokojnie czyścił swoją broń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Moja najdroższa załoga wyraziła pewne wątpliwości odnośnie naszej wspaniałej współpracy”, Atobe wykrzyknął doniośle, wychodząc przed trzymającego kciuki Choutarou i &lt;i&gt;odrobinkę&lt;/i&gt; przejętego sytuacją Gakuto. „Dlatego chciałbym zasugerować konieczność wyruszenia na poszukiwania naszego pomywacza”, Keigo dodał nieco odważniej, gdy Shusuke nie zaszczycił jego wstępu negatywnym komentarzem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kapitan nieco zmarkotniał, gdy Fuji nie nagrodził jego przemowy &lt;i&gt;żadnym&lt;/i&gt; komentarzem. Po przeczekaniu przedłużającej się chwili ciszy, młodzieniec odwrócił się w stronę załogi, podnosząc pytająco brew.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Iskierkowa moc go-go?”, Gakuto zakibicował z tyłu w przypływie natchnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wzruszony Keigo postanowił postawić wszystko na jedną kartę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niniejszym chciałbym oznajmić, że buntujemy się!”, kapitan wykrzyknął – i obróciwszy się w stronę rycerzy, odważnie podszedł o kilka kroków do przodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wciąż zero reakcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie wiem, czy zauważyliście, ale mamy tak jakby przewagę liczebną”, Atobe dorzucił, wypinając dumnie pierś w stronę zupełnie nieprzyjętego Shusuke. „I mamy do tego Oshitariego”, Hiyoshi dorzucił - wskazując wymownie na czołgającego się w stronę Jirou Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomniejsi krzyżowcy powstali, wpatrując się w załogę Imperial Presence – i Choutarou poczuł się nagle bardzo mały. Po chwili dołączył do nich Shusuke, odbezpieczając uprzednio swoją broń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chyba o czymś zapominacie”, Fuji powiedział, ustawiając się murem obok swoich krzyżowców. „My po swojej stronie mamy świętobliwego &lt;i&gt;Echizena&lt;/i&gt;, a zgodnie z pierwszą zasadą dynamiki Konomiego, on &lt;i&gt;nigdy&lt;/i&gt; nie przegrywa.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Załoga Imperial Presence zwiesiła głowy, pokonana. „Czy ja już dzisiaj mówiłem pierdut?”, Gakuto westchnął do powietrza nad swoją głową – nie uzyskując jednak odpowiedzi; pozostali członkowie dwóch drużyn wpatrywali się w siebie, wymieniając przepełnione nienawiścią spojrzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niepokojącą ciszę kilka sekund później przerwał zaaferowany Eiji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Um, Fuji? Tam się coś rusza… Chyba?”, Kikumaru zasugerował, wskazując palcem na stojący za zabudowaniami las. Shusuke natychmiast zwrócił twarz w stronę drzew, czując w sobie przepływ mocy Renjiego. Mała, niewidoczna dla reszty grupy kropka wyskoczyła błyskawicznie z lasu i Fuji uśmiechnął się, przygotowując broń do strzału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nim jednak zdołał wymierzyć, tajemniczy sprinter przyspieszył – i Shuske syknął z frustracją, nie mogąc wycelować w zbliżającą się postać. „Woooo”, Kikumaru zawył, wpatrując się w błyskawicznie przemieszczającą się sylwetkę i szybko sięgnął po własną broń. Celność chłopca nie była jednak najlepsza – nie w starciu z celem przemieszczającym się z zawrotną prędkością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Eiji wydał z siebie zduszony okrzyk, gdy sprinter przyspieszył – pokonując teraz z każdą sekundą dobrych kilka metrów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Harley Davidson?!”, Jirou zapytał z rumieńcami na policzkach, wpatrując się w pędzący, ludzki pocisk. „Albo Konomi Mobile, panu stwórcy zawsze prawa fizyki zwisały”, Gakuto stwierdził beznamiętnie, zwężając oczy do cienkich szparek w nadziei rozpoznania biegacza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Członkowie Zakonu byli zdecydowanie mniej rozmowni; Taka i Momoshiro – przyzwyczajeni do wolnych starć, w których atutem była siła – mogli jedynie stać z otwartymi ustami i patrzeć, jak Fuji raz za razem pudłuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemnicza postać zbliżyła się na tyle, że Oishi mógł dojrzeć już barwy jej stroju. „Fudomine!”, rycerz wykrzyknął, natychmiast sięgając po swój własny pistolet; Choutarou wstrzymał oddech, wypatrując śladów obecności Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Za Tezukę Zrównoważonego!”, Shuichiro wykrzyknął, rzucając się w stronę biegnącego młodzieńca. Nim jednak zdołał wycelować, Kamio wykonał szybki zwrot i zaskoczył krzyżowca, nurkując tuż obok jego kostek i zwalając go na ziemię.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ooo, praktyczne”, Yuushi zaświergotał zza pleców Gakuto - obserwując rozgrywającą się akcję z nieco innej umysłowo perspektywy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, Kamio jednym susem podskoczył w stronę zaskoczonego Fujiego. „No to zaraz pojedziecie na niezłym rytmie!”, chłopak wykrzyknął radośnie – po czym upuścił trzymaną zapalniczkę na najbliższą grządkę. Nim Fuji zdołał wycelować w szybkiego młodzieńca, ogień chwycił i roślina za rośliną zaczęły zajmować się płomieniem – wypuszczając w powietrze szarawy dym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Momoshiro – stojący najbliżej grządek – upadł na ziemię, kaszląc i krztusząc się; po chwili dołączył do niego Taka i Kikumaru. Fuji wycofał się szybko, ale i on nie zdołał uchronić się przed strumieniem oparów; młodzieniec rzucił nienawistne spojrzenie w stronę całkowicie zdębiałej załogi Imperial Presence - i różowa mgła zasłoniła jego myśli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oniemiała drużyna wydała z siebie przerażony okrzyk, gdy nieoczekiwanie, czarny cień zamajaczył za szarą powłoką z dymu.„Spadamy!”, ryknął Ryou, przebijając się przez chmarę oparów wprost w ramiona skaczącego nerwowo Jirou. „Shishido-san!”, Choutarou wykrzyknął z ulgą, podbiegając do wycieńczonego biegiem młodzieńca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Na statek!”, sprzątacz warknął – i nawet dumny Atobe nie sprzeciwił się wydanemu rozkazowi. Gdy załoga szybko zaczęła biec w stronę Imperial Presence, Ryou odwrócił się  - by zobaczyć uśmiechniętego, stojącego przy zabudowaniach sprintera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido kiwnął głową w stronę reprezentanta drużyny Fudomine – i Kamio zasalutował, po czym rzucił się w stronę lasu, gdzie chronili się jego przyjaciele. Ryou poczekał, aż sylwetka młodzieńca zniknie wśród drzew – po czym spojrzał na pole należące do Shitenhouji. Szary dym rozwiewał się powoli, ukazując coraz więcej naturalnego krajobrazu Kansai – i sprzątacz uznał, że nadszedł czas na wycofanie się. Młodzieniec pognał w stronę statku – uśmiechając się w duchu, gdy zobaczył czekającego na niego przy wejściu Choutarou – po czym odwrócił się za siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnią osobą, jaką zobaczył Shishido, był Momoshiro – aktualnie podchodzący na czworakach w stronę kamienia, którego co kilka chwil nazywał „Echizenkiem”. Chłopiec nie zdołał jednak dojść do głazu – gdyż oberwał w głowę żywym pociskiem w postaci kręcącego się wesoło Kikumaru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou – czując ponurą satysfakcję – wspiął się na pokład Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Myślałem, że już cię nigdy nie zobaczę”, Oshitari wyszeptał czule do swojego laptopa, przyciskając go do piersi i wzdychając przeciągle. Shishido wyjątkowo puścił komentarz mimo uszu; był zbyt wycieńczony, by poszukać w umyśle ciętej odpowiedzi – albo chociaż zdzielić mechanika jedną ze swoich mioteł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jestem z ciebie dumny”, Atobe oznajmił dramatycznie, obejmując sprzątacza, unosząc w górę dłoń i gestem nakazując Yuushiemu włączenie zraszacza iskierek. Na szczęście dla Ryou, mechanik był zbyt zajęty macaniem swojego joysticka, by zwrócić uwagę na gesty kapitana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Możecie na chwilę przerwać ten cyrk? Mam ogłoszenie drobne”, Shishido warknął, wyrywając się z objęć kapitana i zakładając ręce na piersi. Sprzątacz wziął głęboki wdech i spędził następne kilka minut na streszczaniu zasłyszanej od Tachibany historii. Gdy skończył, powitała go cisza - i Ryou zamrugał, zaskoczony; nawet Gakuto nie odważył się wypowiedzieć słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No to co teraz?”, Jirou zapytał w końcu, spoglądając z niepokojem na twarze przyjaciół. Członkowie załogi zamilkli; zakon Tezuki – gdy tylko dowie się, co wydarzyło się na Kansai – z pewnością wyśle listy gończe za Imperial Presence.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Decyzja była prosta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To oczywiste”, Shishido powiedział, wychodząc na środek pomieszczenia i zyskując pełną uwagę zgromadzonych. Młodzieniec wygrzebał z kieszeni niewielką, różową skałę, po czym uniósł ją w górę; kamień zadrgał, a następnie podskoczył – i zaczął lewitować w kierunku konsoli Yuushiego, na lewo od wejścia na pokład.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili kapitan Imperial Presence kiwnął potakująco głową – i Ootori bez słowa wyznaczył statkowi kurs wytyczony przez Kamień Sanady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym samym czasie, pewien młodzieniec z bujną fryzurą schylił się z trudem – ignorując wirujące mu przed oczyma, tańczące kankana banany – po czym przekręcił głowę, lustrując wzrokiem spalone pole.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Widzę ciemną stronę mocy”, chłopak stwierdził filozoficznie - dziubiąc palcem zwęglone, ciemne niczym Kabaji ziele. Chwiejący się rolnik w słomkowym kapeluszu podniósł wysoko głowę, wypatrując przepalonej żarówki; tymczasem, klęczący obok czerwonowłosy dzieciak o wyglądzie jaskiniowca podrapał się po nosie, zerkając pytająco na resztę towarzyszy. „Chitose, myślisz, że to Fudomine?”, zapytał teoretycznie – na co zbliżający się powoli, owinięty w bandaże nastolatek pokręcił przecząco głową. „Prędzej banda tego czubka od bezzielnej ekstazy.” &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie nazywaj tak mojego kuzyna”, warknął podtrzymujący się jego ramienia rolnik, rzucając mordercze (choć nieco zamglone) spojrzenie w stronę przemawiającego kolegi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili grobowej ciszy młodzieniec z bujną czupryną spojrzał - promieniejąc matczyną czułością - na spaloną roślinkę ułożoną smętnie obok swoich nóg. „Zemścimy się”, Chitose obiecał, obracając szczątki w poparzonej od płomienia zapalniczki ręce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak tylko wytrzeźwiejemy?”, zapytał czerwonowłosy jaskiniowiec, chwiejąc się na czubkach swoich butów. „Nie”, Chitose odparł - zasięgnąwszy wcześniej opinii tańczącego najbliżej banana. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Walcząc z osobami na naturalnym odlocie należy stosować syntetyczne wsparcie.”</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:13098</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/13098.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=13098"/>
    <title>[Challenge] Summer 2009</title>
    <published>2009-06-17T19:53:05Z</published>
    <updated>2009-09-10T15:38:06Z</updated>
    <category term="2009"/>
    <category term="challenge"/>
    <content type="html">Oh mai gawd Aki is so dumb |D;; Tl;dr zagrałam się w Final Fantasy XII i Devil May Cry, later pojechałam na wybitnie paskudny wypad do nielubianej części rodziny i er. Well. Generalnie byłam too lazy I guess!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Well anyway.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;17-06-2009 : 30-09-2009&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;center&gt;&lt;font size="5" color="pink"&gt;SUMMER CHALLENGE 2009&lt;/font&gt;&lt;/center&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;s&gt;1. USA x UK, seme!Arthur&lt;br /&gt;2. PoT, Higa, crack, gay, piraci&lt;br /&gt;&lt;s&gt;3. 1st year Hyoutei, Oshitari odkrywa co to seks&lt;br /&gt;4. Kuroshitsuji: Sebastian x Ciel z promptem herbatka&lt;br /&gt;5. Air Gear: Ikki x Akito fluff&lt;/s&gt;&lt;br /&gt;6. Platinium Pair, nie-crack&lt;br /&gt;&lt;font color="blue"&gt;7. Nobuta, Akira x Shuji&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;s&gt;&lt;font color="violet"&gt;8. Yuu-tentakl/Ato-tentakl.&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;font color="violet"&gt;9. Hyotei, something with coffee and squirrels&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;font color="violet"&gt;10. SP but focus on Jirou + Ootori&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;11. Seigaku and Hyotei bonding (mogą byc głupie zawody, onseny albo camping idk)ABUSE HEREZ &lt;br /&gt;&lt;font color="violet"&gt;12. Walentynki-cian~~&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;font color="violet"&gt;13. SanaYuki; poezja&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;14. Germany x Italy; italy gotuje dla Ludwiga&lt;br /&gt;15. Germany-Italy-Japan interaction&lt;br /&gt;16. Germany/Italy, PG(-13 if you want), something with incorrect use of flags.&lt;br /&gt;17. &lt;a href="http://img206.imageshack.us/img206/5435/trss85.gif"&gt;Silver Pair, chibi&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;18. Rayflo/Cherry, biting in unconventional places |D&lt;br /&gt;19. Rayflo/Cherry, getting rid of that annoying virginity!&lt;br /&gt;20. &lt;a href="http://i249.photobucket.com/albums/gg201/liekaninja/01/1-8.png"&gt;Uh, GakuShishi?&lt;/a&gt;, no SP pleeeeaaaaase (sorries no bigger vershun available)&lt;/s&gt;&lt;/s&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;GAIZ IT'S DONE&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;BONUS LIST&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. natsume/sensei fluff&lt;br /&gt;2. code geass, hyotei style&lt;br /&gt;3. ikkixakito; but focus on agito being protective&lt;br /&gt;4. nabijanie z Ikkiego że jest gay&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Legenda&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;s&gt;finished&lt;/s&gt;&lt;br /&gt;&lt;font color="violet"&gt;can has idea!&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;font color="blue"&gt;to najpewniej powstanie w późniejszym terminie - muszę again zapoznać się z serią&lt;/font&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starałam się po prostu copypastnąć prompty, ew. dodałam wielkie litery żeby mi się łatwiej czytało, więc wszystko jest (I hope) w niezmienione formie &lt;s&gt;co ułatwi mi późniejsze screwnięcie wszystkiego i napisanie stuffu na opak&lt;/s&gt;. Kidding. Mostly.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli coś pomyliłam/pomieszałam, możecie mnie zbić i kazać poprawić :Dd&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Main lista to prompty, które wypełnię NA PEWNO, bonusy są well bonusowe zobaczymy co z nimi zrobię XD Ponieważ rok temu Darkiś i Fiendie zagrabnęły massive część listy, w tym roku od Was mostly obgryzłam prompty :x Sowwy? &lt;s&gt;Also I know that I'm an ass for picking mostly PoT ones, so go and sue me, I just want my abusemeter to be filled- *gets shot*&lt;/s&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:12895</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/12895.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=12895"/>
    <title>[Tenipuri] Ryzykowna gra</title>
    <published>2009-06-17T19:19:27Z</published>
    <updated>2009-06-17T19:19:27Z</updated>
    <category term="silver pair"/>
    <category term="oshiato"/>
    <category term="tenipuri"/>
    <content type="html">Aki is a lazyass, gamer, geek, etc. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Ryzykowna gra&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;PG-13 &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; ~3750&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Warnings:&lt;/b&gt; very light crack&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; Oshiato, yadda yadda.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Universe:&lt;/b&gt; Hyotei Boysband AU!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt; Kiedy zespół nie był jeszcze słynny- i takie tam. Do prompta lame podryw Ato + zakład drużyny XD; Ummm TezuZone humor momentami, beware XD;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Atobe uwielbiał piękne rzeczy - a jeszcze bardziej intrygowały go przedmioty rzadkie i drogie; Keigo uwielbiał otaczać się figurkami z kości słoniowej, zasłonami z jedwabiu i obrazami o niezwykłej tematyce. Jego „wyczulony i wrażliwy na szczegóły zmysł estetyczny” – jak sam go określał – czasami przyjmował postacie skrajne. Młodzieniec nie raz i nie dwa zaszczycał zgromadzonych przy sobie znajomych wykładami o różnicy między fioletem a purpurą – regularnie zyskując przepełnione zwątpieniem spojrzenia ze strony członków zespołu. Chłopiec zawsze ignorował zachowanie przyjaciół – a wszystkie barwne i jadowite uwagi Shishido puszczał mimo uszu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na swój wybitny zmysł estetyczny Atobe zrzucał także winę za zauroczenie niejakim Oshitarim Yuushim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keigo nie przypominał sobie, by kiedykolwiek spotkał piosenkarza bardziej oryginalnego od młodego muzycznego geniusza; teksty młodzieńca były wystarczająco odważne, by doprowadzić fanów zespołu do napadów szalonych pomysłów – a ich rodziców do pisania pozwów sądowych przeciw całkowicie niewinnym &lt;i&gt;The Majestics.&lt;/i&gt; Atobe doceniał także niezachwiany spokój chłopca w chwilach, gdy rozwścieczony Shishido gotował się do wypisania własnego oskarżenia - przy pomocy pięści - na twarzy muzycznego geniusza; jego zwyczaje i sposób zwracania się do ludzi intrygowały Atobe - ale prawdziwy powód fascynacji krył się w innym składniku wybuchowej mieszanki, jaką stanowił Yuushi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Głos.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy Oshitari po raz pierwszy zwrócił się do Keigo - życząc sobie i jemu miłej współpracy - lider zespołu musiał poświęcić kilka sekund na przyswojenie zasłyszanej informacji; nie do końca subtelne nuty rozkosznego tonu zdawały się unosić w pomieszczeniu jeszcze przez kilka chwil po wyjściu muzycznego geniusza. Kuszący głos młodzieńca nawiedzał lidera zespołu przez następne kilka nocy - sprawiając mu znacznie więcej problemów, niż tylko zwykłą bezsenność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak - pewnego słonecznego poranka, po pewnym wyjątkowo &lt;i&gt;wykańczającym&lt;/i&gt; śnie, Atobe postanowił, że nadszedł czas, by kilka z piosenek Yuushiego wprowadzić w życie. W duecie, ze swoim i jego udziałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka razy na bis.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keigo oznajmił to przy jednej z popołudniowych herbatek zespołu, gdy Yuushi wyszedł na chwilę, by odebrać telefon od swojej matki – używając sformułowań wystarczająco niewinnych, by Ryou nie zakrztusił się popijanym ostrożnie naparem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo to, gdy tylko Atobe skończył swój wykład o potrzebie zakończenia samotnego życia muzycznego singla, połowa herbaty Shishido zalewała już stolik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;”Czy tobie pewne partie ciała niemiłe?”, Ryou warknął, ignorując podawaną mu przez Choutarou chusteczkę. Keigo zmarszczył nos, machając ręką – i ignorując rechoczącego ze śmiechu Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie rozumiecie palącej potrzeby zaspokajania potrzeb estetycznych, jak widzę”, Atobe skomentował, przekładając czajnik tak, by zablokował zbliżający się w jego stronę potok herbaty Shishido.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Paląca to ona jest z pewnością, ale czy estetyczna to ja wątpię”, Hiyoshi skomentował – i Keigo zarumienił się lekko. „Tym bardziej, że Yuushi ostatnio wykazywał zainteresowanie czeskimi piosenkami o bagnach”, Gakuto dorzucił, bawiąc się łyżeczką wyjętą z cukrownicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oshitari, w przeciwieństwie do &lt;i&gt;was&lt;/i&gt;, jest przynajmniej kreatywny”, Atobe skomentował jadowicie, osuszając usta trzymaną chusteczką. „Za moich czasów, ten typ kreatywności nazywano perwersyjną, zboczoną dewiacją”, Ryou warknął, podczas gdy Choutarou ostrożnie wycierał zalany przez niego stolik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zawsze wiedziałem, że pochodzisz ze średniowiecza”, Gakuto oznajmił wesoło, podrzucając swój opróżniony kubek nad głową śpiącego Jirou. „Nie wspominaj przy mnie o średniowieczu”, Shishido skrzywił się - przypominając sobie hit Yuushiego o wiele mówiącym tytule &lt;i&gt;Rozochocony rycerz swojego dziewiczego księcia&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe zakaszlał znacząco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niezależnie od waszych opinii, zamierzam wprowadzić swoje zamiary w życie”, Keigo oznajmił, z gracją rzucając przepełnione wyższością spojrzenie w stronę rozedrganego Ryou. „Z tego powstaną &lt;i&gt;nowe piosenki&lt;/i&gt;. Jeśli tobie życie nie miłe, to pomyśl chociaż o Choutarou!”, Shishido warknął, ignorując protesty czerwieniącego się Ootoriego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Członkowie zespołu – Mukahiego wyłączając – taktownie powstrzymali się od wybuchu śmiechu. Po chwili wsłuchiwania się przyjaciół w rechot Gakuto, Atobe westchnął, powstając z krzesła i zerkając przelotnie w stronę świergoczącego przez telefon Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy tylko Keigo oddalił się - by poprawić swój i tak nienaganny strój w wiszącym niedaleko lustrze - Mukahi zeskoczył z krzesła, kręcąc się wesoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"To co, zakładamy się kiedy pójdą na pierwszą randkę?", Gakuto zapytał z entuzjazmem, podskakując w miejscu i posyłając pytające spojrzenie w stronę reszty zespołu. "Ja mogę się założyć, że to się źle skończy", Shishido stwierdził ponuro - wpatrując się z niechęcią w poprawiającego włosy Atobe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Połowa mojej części wypłaty za następny koncert - dwa miesiące", Hiyoshi mruknął, popijając ostrożnie parującą herbatę. Taki obstawił pięć tygodni, Choutarou z kolei powstrzymał się od głosu; przechodzący obok ekipy Sakaki zaoferował trzydzieści dni - a Jirou jedynie zachrapał głośno na stole.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Cała wypłata i cztery dni", Gakuto oświadczył tryumfalnie - i reszta zespołu spojrzała na niego z niedowierzaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi jedynie uśmiechnął się diabolicznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia, Atobe postanowił wprowadzić swój plan w życie – co reszta drużyny, Oshitariego wyłączając, bez trudu zauważyła po pięciu minutach przesiadywania z młodzieńcem w jednym pokoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jak wyglądam?", Keigo zapytał z nieukrywaną dumą przy śniadaniu, poprawiając –  „kusząco”, jak sam uważał - swoje złote włosy; Shishido wywrócił oczami - przeżuwając wolno kawałek chleba i mrucząc coś o przeklętych amantach z narcystycznymi genami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili zamyślenia Yuushi podniósł głowę znad trzymanej miski z gorącą zupą - wpatrując się w oblizującego wargi, jasnowłosego młodzieńca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Masz ziarno ryżu koło nosa", Oshitari poinformował lidera zespołu i Keigo zamrugał z zaskoczeniem; Taki uśmiechnął się delikatnie - wpatrując w podejrzanie zadowolonego z siebie Gakuto. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lider zespołu szybko odzyskał równowagę. "Och, naprawdę?", Atobe zamruczał przeciągle, kierując rękę w stronę twarzy - i z premedytacją szukając ziarenka w taki sposób, by nigdy go nie znaleźć. "Chyba będę potrzebował pomocy", Atobe stwierdził po chwili, mrugając szybko długimi rzęsami; Oshitari wysiorbał resztkę swojej zupy, po czym spojrzał z uwagą na lidera zespołu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ręka Yuushiego skierowała się do policzka Atobe; długie palce otarły się o jasną skórę i reszta piosenkarzy wstrzymała oddech. Dłoń szybko dotarła do swojego celu, zabierając niefortunne ziarno ryżu - po czym natychmiast przerwała kontakt i porwała pierożek z leżącego na stole półmiska.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe zamrugał z niedowierzaniem, gdy Oshitari radośnie zabrał się za przeżuwanie przysmaku – i uśmiechnął się niewinnie w stronę lidera.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Teraz -&lt;i&gt;mlask&lt;/i&gt;- czysto”, Yuushi zaświergotał, przełknął, po czym sięgnął do leżącej obok siebie torby. Keigo zacisnął zęby, gdy młodzieniec wyjął z niej opasły tom i oblizawszy palce, zabrał się do czytania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou uśmiechnął się tryumfująco, gdy muzyczny geniusz wraz z rozpoczęciem czytania przestał reagować na otoczenie. &lt;i&gt;Uszy Choutarou wciąż jeszcze mają szansę.&lt;/i&gt; &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe nie zamierzał się jednak poddać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A cóż to za pasjonująca lektura?”, lider zespołu zapytał niewinnie, nachylając się w stronę Oshitariego; Yuushi z uśmiechem podał nazwę – która, po uprzednim ocenzurowaniu, składałaby się ze strumienia &lt;i&gt;-piiii~!-&lt;/i&gt; i słowa „bagno”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Temperatura w okolicy głowy Shishido podniosła się o kilka stopni; Atobe, kontrastowo, miał wrażenie, że czas zamarzł w miejscu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"No to nieźle przegrałeś", Hiyoshi skomentował szeptem w stronę Gakuto - uśmiechając się ironicznie, gdy czerwieniący się Keigo nagle zainteresował się stojącą na stole cukiernicą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W odpowiedzi, czerwonowłosy młodzieniec bez cienia zmartwienia wzruszył ramionami - podbierając z talerza zajętego gotowaniem się ze złości Ryou kawałek ryby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugiego dnia, Atobe przyszedł na próbę w ściśle przylegających do skóry, ekstremalnie obcisłych spodniach - i lawendowej, falbaniastej koszulce odsłaniającej połowę pleców. „Uroczy” zestaw sprawił, że Shishido wylał połowę swojej kawy przy próbie mentalnego zaakceptowania wyglądu piosenkarza – i nawet Mukahi zakrztusił się swoją bułką z majonezem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cel miłosnego ataku Keigo z kolei był zbyt zajęty pisaniem tekstu kolejnej piosenki, by zwrócić uwagę na oryginalny ubiór młodzieńca; Oshitari nachylał się właśnie nad czystą kartką, drapiąc się po głowie - najwyraźniej całkowicie pozbawiony weny. Lider zespołu spojrzał z wyższością w stronę przerażonego, skaczącego obok Shishido Choutarou, po czym przybrał na twarz swój najlepszy uśmiech. Atobe wolnym krokiem zbliżył się w stronę Oshitariego – po czym usiadł na niewielkim stoliku, na którym Yuushi tworzył właśnie swoje nowe, erotyczne arcydzieło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzyczny geniusz zamrugał, gdy połowę widoku na kartkę zasłoniła mu jedna z bardziej interesujących części ciała Keigo. "Mogę w czymś pomóc?", Oshitari zapytał po chwili pełnej napięcia ciszy, spoglądając w górę – i wymieniając spojrzenie z uśmiechniętym liderem zespołu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido błyskawicznie rzucił w stronę Choutarou porwane ze stolika, bębniące muzyką słuchawki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Hmm, myślę, że to ja mógłbym ci w &lt;i&gt;czymś&lt;/i&gt; pomóc", Atobe skomentował, nachylając się nad czarnowłosym młodzieńcem i pozwalając, by jego bluzka odsłoniła dużą część piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głowa Oshitariego przechyliła się z zainteresowaniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Myślę, że mógłbym... Pomagać ci… Długo i namiętnie", Atobe powiedział - i Ryou wylał resztę swojej kawy po nagłym napadzie kaszlu; młodzieniec podskoczył ze sterty kartonów, na których siedział – i Choutarou niemal natychmiast podbiegł do chłopca z białym ręcznikiem, wycierając jego pochlapane spodnie. Pochylona nad sobą para przy stoliku nie zwróciła na zachowanie Shishido najmniejszej uwagi; źrenice Yuushiego rozszerzyły się delikatnie i młodzieniec podniósł z uwagą głowę, wpatrując się w oczy Keigo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lider zespołu oblizał wargi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Myślę, że są rzeczy, które powinno się omawiać na osobności...", Atobe powiedział odważnie, oddychając szybko; lider zespołu nachylił się nad drugim piosenkarzem - wpatrując z uwagą w jego oczy i usiłując porwać młodzieńca swoimi słowami. "Myślę, że i &lt;i&gt;moje&lt;/i&gt; myśli nie odbiegają zbytnio od twoich", Oshitari zamruczał drapieżnie, opierając głowę na smukłej dłoni; Kiego przełknął ślinę, a jego policzki zapłonęły delikatnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwójka mniej optymistycznych hazardzistów w osobie Hiyoshiego i Takiego skrzywiła się – zerkając nerwowo na całkowicie spokojnego Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"I tylko dotyk ciał mógłby pozostawić po sobie ciepło...", Atobe wyszeptał -  jego oddech stał się szybki i urywany; Yuushi otworzył szeroko oczy, rozwierając delikatnie wargi i nachylając się w stronę lidera zespołu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jesteś genialny", Oshitari wyszeptał - i Keigo zaczerwienił się; Wakashi z rezygnacją machnął ręką, szykując się do wyjęcia portfela. Yuushi przechylił delikatnie głowę, zbliżając dłonie do bioder lidera zespołu – i Shishido zaczął zastanawiać się, czy zdąży zbudować przesłonę z rozrzuconych po pokoju skrzynek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czarnowłosy młodzieniec westchnął głęboko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Te słowa są świetne", muzyczny geniusz zaświergotał, po czym – nim lider zespołu zdołał przetworzyć jego słowa - wyszarpał kartkę spod tylnej części ciała Keigo i przystąpił do wściekłego atakowania arkusza trzymanym piórem. Atobe zmierzył wzrokiem komponującego kolejny hit Yuushiego – i najeżył się, gdy zrozumiał, że młodzieniec nie brał jego słów na poważnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou nie wiedział, czy powinien być wdzięczny losowi – czy też przeklinać go za nowe, erotyczne dzieło muzycznego geniusza. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakby zgadując myśli chłopca, Mukahi zaczął niewinnie nucić pod nosem jeden z bardziej barwnych hitów Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ciesz się, póki możesz… Przynajmniej nie masz szans na wygranie zakładu", Shishido wycedził – z rumieńcem na policzkach dając się wycierać zaaferowanemu Choutarou i zerkając w stronę pochłaniającego kanapkę Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zobaczymy", Mukahi stwierdził jedynie - po czym z głośnym mlaskaniem oblizał wargi z resztek majonezu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W trzecim podejściu, Atobe zdecydował się na zmianę taktyki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jaki piękny mamy dzisiaj dzień, prawda?", Atobe powiedział cicho, schylając się do poziomu poprawiającego kable Yuushiego. Chłopiec zaczął zajmować się prostymi, elektronicznymi problemami zaraz po tym, jak główny technik zespołu wziął długi urlop – podając za przyczynę „ przypadkowe natknięcie się na materiały należące do pana Oshitariego” – i dyrektor Sakaki bez słowa sprzeciwu podpisał płatne zwolnienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po najwyraźniej satysfakcjonującym go „trzask!”, muzyczny geniusz obrócił się, taksując wzrokiem sylwetkę lidera zespołu. "Fakt, ładny", Yuushi zamruczał leniwie - po czym natychmiast wrócił do poprawiania urządzeń. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Atobe westchnął przeciągle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jaka szkoda, że dzisiejsze wolne popołudnie znów muszę spędzić samotnie...", Keigo wyszeptał, odrzucając dramatycznie głowę; chłopiec westchnął przeciągle, obserwując reakcję muzycznego geniusza zza na wpół przymkniętych oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi uśmiechnął się – aktualnie zajęty czymś, co mniej przypominało naprawianie, a bardziej nadawanie kablom dwuznacznych kształtów – i wynurzył się spod sterty elektroniki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Może przejdziesz się do centrum handlowego? Tam zawsze jest pełno ludzi", Oshitari zaproponował, ostrożnie łącząc dwa podłączone do głośników kable; urządzenia wydały z siebie przeciągły pisk – i muzyczny geniusz westchnął, poprawiając włosy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Keigo zagryzł wargę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wolałbym przejść się tam z kimś znajomym", Atobe wyszeptał, mrugając zalotnie długimi rzęsami; Yuushi spojrzał na młodzieńca - po czym usiadł na ziemi, zamyślając się. Po chwili zaatakował kable jeszcze raz, wykonując kilka skomplikowanych ruchów; usłyszany przez Keigo pisk tym razem zamienił się w coś, co bardziej przypominało przeciągły jęk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari odsunął się od głośników, uśmiechnął się z satysfakcją – po czym spojrzał na nieco przerażonego Atobe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Może jednak coś na to poradzę”, muzyczny geniusz mruknął, opierając głowę na dłoni i wpatrując się z uwagą w jasnowłosego młodzieńca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lider zespołu uśmiechnął się lekko, gdy Oshitari wyciągnął z kieszeni swój notatnik z rozkładem dnia, który - pomijając okładkę wybazgrają podejrzanymi, wijącymi się rysunkami - jak na geniusza &lt;i&gt;The Majestics&lt;/i&gt; wyglądał całkiem normalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"O, ja i Gakuto idziemy na zajęcia z aerobiku dopiero jutro", Yuushi zaświergotał wesoło, wodząc palcem po tajemniczej zawartości zeszyciku. Oshitari zamruczał coś pod nosem, zerkając na poszerzający się uśmiech Atobe; jasnowłosy młodzieniec wyprostował się tryumfalnie, zalotnie przeczesując ręką włosy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muzyczny geniusz zatrzasnął notatnik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zaraz zapytam Gakuto, czy ma dziś wolne - na pewno spędzicie ze sobą urocze popołudnie!", Oshitari oświadczył - po czym wesoło podskoczył z podłogi i z pieśnią na ustach skierował się w stronę szatni. Lider zespołu zamrugał, gdy Yuushi zamaszyście sięgnął w stronę klamki, posyłając w stronę chłopca swój najlepszy uśmiech. Keigo mógł usłyszeć wesołą melodię nuconą przez geniusza nawet w chwili, gdy ten zniknął wdzięcznie za metalowymi drzwiami prowadzącymi do przebieralni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili wpatrywania się w miejsce, za którym zniknął Oshitari, Atobe - &lt;i&gt;z gracją&lt;/i&gt; - rozłączył kopnięciem starannie połączone kable.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czwartego dnia, Takiemu i Hiyoshiemu dopisywał humor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No cóż, chyba powinieneś przygotować się do porażki”, Wakashi rzucił monotonnie, podrzucając trzymany mikrofon; młodzieńcy wymienili znaczące spojrzenia – po czym zerknęli w stronę Mukahiego. Gakuto wzruszył jedynie ramionami - beznamiętnie żując balonową gumę i bawiąc się włosami śpiącego na głośnikach Jirou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka metrów dalej, lider zespołu stał obok ćwiczącego śpiewanie Oshitariego; najwyraźniej Atobe – podobnie jak i Mukahi – nie zamierzał poddać się bez walki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Osobiście uważam, że pozostawanie w intymnym związku z drugą osobą korzystnie wpływa na samopoczucie jednostki ludzkiej”, Keigo skomentował - opierając głowę na ręce i wpatrując się w powtarzającego słowa piosenki Yuushiego. „To chyba zostało nawet naukowo udowodnione”, Oshitari odpowiedział – nucąc coś cicho i co kilka chwil zapisując poprawki na trzymanej kartce z tekstem utworu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lider zespołu usiadł obok muzycznego geniusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak. Dlatego też uważam, że każdy członek zespołu powinien znajdować się w bliskich stosunkach z kimś sobie, um, drogim”, Atobe stwierdził – i Yuushi spojrzał na młodzieńca pytająco; lider zespołu zakaszlał lekko, dostrzegając swoją szansę. „Bo widzisz, dobre samopoczucie jest równoznaczne z doskonałym humorem – a ten świetnie wpływa na odbiór nas, khym, jako zespołu, na występach”, Keigo kontynuował, uśmiechając się delikatnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili zastanowienia, Oshitari pokiwał głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Poza tym – wiadomym faktem jest, że miłość upiększa człowieka! Dlatego ten oto wspaniały ja doszedł do wniosku, że my - pragnąc zadowolić swoich fanów - powinniśmy jak najprędzej odnaleźć tak zwane drugie połówki”, Atobe powiedział powoli, spoglądając znacząco w oczy czarnowłosego młodzieńca; muzyczny geniusz zamknął powieki, opierając plecy o wypełnione sprzętem pudełka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chłopiec zamyślił się głęboko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A wiesz - zdaje się, że Hiyoshi już nawet kogoś ma…”, Yuushi powiedział powoli, kiwając z uznaniem głową; Keigo przełknął ślinę, nachylając się w stronę muzycznego geniusza. „No widzisz, a jak niesamowicie mu się stan włosów ostatnio poprawił!”, Atobe powiedział pewnie – sprawiając, że Wakashi zakrztusił się wdychanym powietrzem - i Oshitari spojrzał na lidera pytająco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy nie prościej byłoby po prostu pójść do fryzjera?”, Yuushi zapytał – i Keigo zacisnął pięści; Ryou parsknął w swój tekst – zyskując oburzone „Shishido-san!” od swojego srebrnowłosego przyjaciela.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lider zespołu – po trzech dniach pechowych doświadczeń – zaskakująco szybko odzyskał równowagę. „Myślałem, że jako fan romansów masz nieco inne podejście do, khym, związków”, Atobe powiedział powoli – i Oshitari uśmiechnął się, z rozmarzeniem opierając głowę na ręce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tajemniczy szósty zmysł Shishido automatycznie nakierował jego wzrok na plan ewakuacji z budynku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Moje podejście jest zdecydowanie mniej praktyczne - a skupione na pięknie cudownego uczucia, jakim jest miłość”, Yuushi zaświergotał wesoło, wachlując się trzymanym tekstem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co jest niby pięknego we wsadzaniu-”, Gakuto zaczął, natychmiast obrywając w twarz tekstem Ryou; chłopiec zatoczył się do tyłu, wpadając na głośnik i budząc niechcący zaspanego Jirou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dwójka „cholernych gołąbków” – jak Shishido ochrzcił mentalnie przyszłą parę muzyków – nie zwróciła uwagi na rozwój sytuacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach, tak, tak, oczywiście. Moje poczucie estetyki rozumie twoje podejście”, Keigo skomentował słowa Yuushiego. Muzyczny geniusz uśmiechnął się, prostując z dumą plecy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach, poczucie estetyki! Ono jest takie… Względne”, Oshitari wyszeptał, nachylając się w stronę lidera zespołu – i młodzieniec, puszczając słowa mimo uszu, pokiwał ochoczo głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi westchnął dramatycznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Niesamowite, że pewne fetysze mogą podniecać jedne osoby, a drugie odrzucać! Takie sondy analne na przykład…”, muzyczny geniusz zaczął wesoło – i nawet ogniste włosy Gakuto zdawały się tracić kolor wraz z każdym kolejnym słowem wypowiedzianym przez Yuushiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pół minuty później Shishido zaczął na poważnie zastanawiać się, czy jego doświadczenia ze strunami głosowymi pomogą mu w efektywnym &lt;i&gt;wyrwaniu&lt;/i&gt; ich z gardła Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To takie fascynujące, prawda?”, Yuushi zaświergotał po chwili spędzonej na opowiadaniu swoich intrygujących teorii. „Czy wiesz, że już stare ludy słowiańskie uważały, że błoto i pnącza roślinne stanowią cenne źródło afrodyzjaków-”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Afro z jaków?! Gdzie?!”, Jirou zapiszczał niespodziewanie, trzymając się krawędzi głośnika i balansując wesoło na jednej nodze. Oshitari spojrzał na chłopca, który nachylił się w jego stronę – i źle obliczywszy swoje akrobatyczne umiejętności, z głośnym &lt;i&gt;bam!&lt;/i&gt; wylądował na ziemi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czarowny – przynajmniej w mniemaniu Yuushiego – nastrój prysł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zawsze wiedział, że za &lt;i&gt;coś&lt;/i&gt; lubił Jirou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Będziemy występować w perukach?”, Akutagawa zapytał z nadzieją, całkowicie nieprzyjęty swoim upadkiem - zerkając w stronę nieco załamanego Atobe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wargi Keigo rozchyliły się – i w tej samej chwili, drzwi do szatni uderzyły z impetem o ścianę; zespół zamarł, wpatrując się w stojącego na progu przełożonego. Dyrektor wycelował w Oshitariego parę rozłożonych palców, wbijając w młodzieńca oskarżające spojrzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Dzisiejszej próby nie będzie - mamy drobną awarię sprzętu, coś stało się z kablami”, Sakaki oznajmił – i Atobe poczuł, że nagle zrobiło mu się bardzo gorąco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie zwracając uwagi na przerażenie wypisane na twarzy lidera, zespół wydał z siebie zachwycony okrzyk. Dyrektor spojrzał pouczająco na wymieniających porozumiewawcze spojrzenia chłopców – i na jego twarzy zakwitł nieznaczny uśmiech, gdy zerknął na całkowicie spokojnego Mukahiego. Atobe skrzywił się delikatnie, poprawiając włosy – i rumieniąc lekko na wspomnienie kopniętych z impetem kabli. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taki i Hiyoshi zatarli ręce - wpatrując się we wciąż uśmiechniętego Gakuto; koniec prób oznaczał także koniec wspólnego czasu zespołu – i automatyczną przegraną chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piosenkarze ustawili się murem obok Mukahiego, zasłaniając mu ewentualne drogi ucieczki; czerwonowłosy młodzieniec westchnął przeciągle – po czym postukał Jirou po głowie, informując tym samym o przerwaniu próby – gdyż młodzieniec był zbyt zajęty powtarzaniem „bawimy się w Chitose?”, by zarejestrować rozwój wydarzeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto spojrzał z uśmiechem na dwójkę piosenkarzy, z którymi zawarł zakład – i na pomagającego im Shishido, który uznał przegraną chłopca za dobrą okazję do wyrównania rachunków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chwilę potem, Ryou zaczął żałować, że nie wybiegł z szatni jako pierwszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Atobe", zawołał seksowny głos za plecami trójki młodzieńców - i chłopcy automatycznie odwrócili się, wpatrując w czarnowłosego piosenkarza. Lider zespołu także zwrócił głowę w stronę Oshitariego - i oczekiwał właśnie na wypowiedź ze strony muzycznego geniusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jesteś dzisiaj wolny?', Yuushi zanucił niewinnie, zbliżając się w stronę zaskoczonego Atobe i odcinając mu drogę wyjścia z budynku; torba Takiego opadła z jego ramienia, a Hiyoshi wstrzymał oddech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido z kolei automatycznie zerwał się w stronę Choutarou. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lider zespołu błyskawicznie odzyskał dobry humor – i wyprostował się, przybierając kuszącą pozę. Wakashi zamrugał, gdy młodzieniec odchrząknął, zakładając nogę na nogę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mmm, myślę, że mógłbym odwołać wszystkie dzisiejsze spotkania", Keigo odpowiedział pewnie, oblizując delikatnie wargi i machinalnie zakładając rękę na biodro; Oshitari uśmiechnął się lekko - po czym nachylił w stronę Keigo, mrucząc mu coś do ucha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twarz lidera zespołu zaróżowiła się delikatnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"&lt;i&gt;Oooch&lt;/i&gt;", Atobe skomentował, biorąc głęboki wdech i przełykając ślinę; Yuushi spojrzał pytająco na młodzieńca - który po chwili wahania pokiwał pewnie głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari radośnie odwrócił się w stronę otumanionego zespołu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Udało się!", Yuushi zaświergotał w stronę Gakuto - który odpowiedział mu gestem w postaci wysoko podniesionego do góry kciuka. Sekundę potem, Oshitari pochwycił Atobe pod ramię, po czym wybiegł - a raczej wyskoczył przez drzwi - zostawiając resztę drużyny, oraz menedżera, wpatrzoną w oceniającego swoje paznokcie czerwonowłosego młodzieńca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gakuto uśmiechnął się diabolicznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tydzień temu Yuushi powiedział mi, że ma zamiar zaprosić Atobe do restauracji", Mukahi zanucił wesoło - spoglądając na mrugającego z niedowierzaniem Hiyoshiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou wyrwał się z asekuracyjnego objęcia Choutarou, niemal rzucając się na Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Przecież to katastrofa jest, dlaczego nas nie ostrzegłe- &lt;i&gt;Oooch&lt;/i&gt;”, Shishido wysyczał, zaciskając pięści; Mukahi zagwizdał coś niewinnie, wracając do wpatrywania się w swoje paznokcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jesteś potworem”, Wakashi skomentował, z niechęcią sięgając po portfel. „Jesteś… Nieuczciwy”, Ootori powiedział po chwili wahania. „A twoje włosy się rozdwajają!”, dorzucił oburzony Taki. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie bawimy się? Czy chodzi o brak trawnika? Gakuto mówił coś o Chitose, trawie i-”, Akutagawa zaczął wymieniać - i Shishido poczuł, że jego opinia o chłopcu &lt;i&gt;powoli&lt;/i&gt; ulega zmianie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej samej chwili, Gakuto wyciągnął wesoło rękę w stronę osób, z którymi zawarł swój zakład - i podnosząc znacząco brew. "To nie jest fair!", Taki wykrzyknął - z oburzeniem zakładając dłonie na biodra.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Życie nigdy nie było uczciwe", Mukahi zanucił, podrygując wesoło. „Zakład był o to, kiedy Yuushi i Atobe po raz pierwszy pójdą na randkę. Trafiłem co do dnia”, Gakuto zaświergotał, naśladując styl wypowiedzi Oshitariego; Hiyoshi westchnął głośno, z niechęcią wyciągając plik banknotów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wiedziałem, że zakładanie się to głupota”, Ryou powiedział z przekąsem - zwracając się do uśmiechniętego delikatnie Choutarou. „Tak, Shishido-san”, Ootori potwierdził – spoglądając na wyciągających pieniądze chłopców i wzdychając lekko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mukahi uśmiechnął się z dumą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak widzicie, wszystko poszło śpiewająco”, Gakuto powiedział wesoło - wkładając pieniądze do kieszeni spodni i salutując pokonanym przeciwnikom.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido miał na to tylko jedną odpowiedź – którą miał ochotę wyrzucić z siebie od momentu założenia zespołu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Mukahi - &lt;i&gt;fałszujesz.&lt;/i&gt;” &lt;br /&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:12566</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/12566.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=12566"/>
    <title>[Tenipuri] Wszystko, czego Ryou nie chciał wiedzieć o seksie, ale i tak się dowiedział II</title>
    <published>2009-06-03T17:02:43Z</published>
    <updated>2009-06-03T17:02:43Z</updated>
    <category term="silver pair"/>
    <category term="oshiato"/>
    <category term="crack"/>
    <category term="tenipuri"/>
    <content type="html">Cleaningtiemz part one: postowanie fików &lt;s&gt;przykrytych grubą warstwą kurzu&lt;/s&gt; - part one, too!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Okay gaiz. This one is like, oooold. Oh right btw-&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SHISHIDO, I'M SOOOOOOOO SORRY. &lt;s&gt;LIES&lt;/s&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Title&lt;/b&gt;: Wszystko, czego Ryou nie chciał wiedzieć o seksie, ale i tak się dowiedział II&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Author:&lt;/b&gt; Aki&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Rating: &lt;/b&gt;PG-13/R &lt;br /&gt;&lt;b&gt;Word count:&lt;/b&gt; 2717&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Warnings:&lt;/b&gt; Oshitari, light (?) crack&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Parings:&lt;/b&gt; Oshiato, SP, yadda yadda.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Universe:&lt;/b&gt; Normal verse!&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A\N: &lt;/b&gt;... This one pewnie nie będzie funny jeśli nie pamiętacie moich zeszłorocznych fików &lt;s&gt;wcale sama nie miałam problemu z załapaniem paru joke’ów&lt;/s&gt; UM ER ANYWAY: warto znać jedynkę i um, &lt;i&gt;Najlepsze lekarstwo&lt;/i&gt; wraz z akompaniującymi go ficletami? XD;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido miał w swoim życiu &lt;i&gt;wielu&lt;/i&gt; wrogów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednych mniejszych - takich jak kobieta, która miała nieszczęście uczyć go matematyki, czy też zaspany sprzedawca, który nie potrafił pospieszyć się z wydaniem reszty. Innych bardziej poważnych - do których Ryou zaliczał przede wszystkim osoby stojące znacznie bliżej Choutarou, niż wymagała tego potrzeba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żaden osobisty przeciwnik chłopca nie był w stanie równać się jednak z Oshitarim Yuushim, tenisowym geniuszem Hyotei. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czarnowłosy młodzieniec reprezentował sobą wszystko, czego Shishido nienawidził - na czele z popędem seksualnym, który w mniemaniu Ryou mógłby spokojnie zadziwić wynalazcę Viagry oraz odkrywcę afrodyzjaków. Shishido nigdy nie spodziewał się jednak, że ktoś będzie w stanie wysunąć się na drugie miejsce w jego osobistej klasyfikacji śmiertelnych wrogów; tym bardziej, że owym osobnikiem był dotychczasowy sojusznik drużyny w starciu z zapędami Yuushiego, i - zdawałoby się - współmęczennik szalonych pomysłów geniusza Hyotei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety - Mukahi Gakuto w połowie zeszłego miesiąca zadecydował, że dla dręczenia Ryou jest w stanie poświęcić przytomny stan swojego umysłu - i zaczął regularnie wspierać przyjaciela w jego nie do końca niewinnych działaniach. Jako dobry giermek seksualnie pomylonego rycerza, pewnego słonecznego poranka bez słowa wytłumaczenia chwycił Shishido za nadgarstek - chichocząc przy tym szaleńczo - i przeciągnął go przez szkolny korytarz aż do wyjścia z budynku – całkowicie ignorując przerażone okrzyki Choutarou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co było też bezpośrednią przyczyną, dla której Shishido siedział właśnie na niewielkiej ławeczce pomiędzy czerwonowłosym młodzieńcem a zadowolonym z siebie, trzymającym opasły tom Oshitarim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Biblia nowoczesnego człowieka", Yuushi westchnął, klepiąc z czułością oprawioną w skórę okładkę; gdy tylko tajemnicze słowa opuściły wargi Oshitariego, usta Gakuto wykrzywiły się w wilczym uśmiechu - który zazwyczaj rezerwował na najbardziej ekstremalne chwile z życiorysu Ryou. Fakt ten nie uszedł uwadze zawsze czujnego Shishido - i pechowy młodzieniec niemal natychmiast zaczął żałować kilku życiowych decyzji – ze swoim zainteresowaniem tenisem włącznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"A tatuś tak ładnie prosił, bym zajął się szydełkowaniem", chłopiec wyszeptał cicho - spoglądając kątem oka na Oshitariego – który nucił coś, czego Ryou nie rozpoznawał, ale co na pewno wchodziło w skład ścieżki dźwiękowej jakiegoś tandetnego romansu klasy B.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Jakaż elokwentna metafora”, Yuushi skomentował z dumą - wpatrując się z niemal matczyną czułością w swego wielce nieszczęśliwego podopiecznego – i Shishido pozwolił, by jego szczęka łagodnie opadła na wysokość ramion. „To nie jest to, o czym myślę, prawda?”, Ryou zapytał z nadzieją zaraz po odzyskaniu zdolności mowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poszerzający się uśmiech Oshitariego był wystarczającą odpowiedzią – którą długowłosy młodzieniec mimo wszystko postanowił poszerzyć. „Pomyślałem, że skoro nasza ostatnia lekcja na stołówce została tak… Dramatycznie przerwana, przyda się nam dodatkowy wykład. W zasadzie, to Gakuto zasugerował mi ten znakomity pomysł”, Yuushi zaświergotał, bawiąc się okładką tajemniczego tomu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A możemy ten wykład zamienić na lekcję robienia laleczek Voodoo?”, Shishido wycharczał – spoglądając z morderczymi zamiarami w stronę usiłującego wyglądać niewinnie Mukahiego. „To jakiś nowy fetysz?”, Oshitari zapytał z nieukrywaną ciekawością – i Ryou natychmiast zapomniał o atakowaniu Gakuto na rzecz jak najszybszego odsunięcia się od tenisowego geniusza Hyotei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umysł Yuushiego – na szczęście w nieszczęściu – szybko przeskoczył w znacznie bardziej interesujące go tematy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nasza dzisiejsza lekcja będzie opierać się o jeden z najcenniejszych zabytków literatury”, Oshitari wymruczał z powagą - podsuwając po nos Shishido wielgachny tom; chociaż okładka była pusta i nie zdradzała zawartości dzieła, Ryou miał niejasne przeczucie, że Biblią to ono zdecydowanie nie jest. „W zasadzie, to próbowałem skontaktować się z Atobe - na rundkę lekcji praktycznej - ale biedak rozchorował się nieoczekiwanie... Może na jakąś chorobę związaną z rozłąką z ukochanym?”, Yuushi zapytał dramatycznie, przykładając wolną rękę do piersi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ta, &lt;i&gt;traumatus yuushinus&lt;/i&gt;”, Shishido wysyczał - niemal przytulając się do chichoczącego zawzięcie Gakuto, gdy Oshitari uśmiechnął się promiennie. "Myślę, że moje życie erotyczne... Kiedy się zacznie... Będzie satysfakcjonujące i bez tych lekcji", Ryou powiedział powoli – z trudem ignorując krztuszącego się szaleńczo Mukahiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari westchnął protekcjonalnie, poprawiając okulary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Shishido, Shishido, Shishido...", Yuushi wymruczał, otwierając książkę na spisie treści - i Ryou wzdrygnął się, dostrzegając wypisany złotą czcionką tytuł. "Kamasutra to absolutna podstawa dla każdego mężczyzny, który pragnie wynieść swojego partnera na wyżyny przyjemności", Oshitari zaświergotał z rozmarzeniem, zamykając oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Choutarou nie lubi wysokości", Shishido wtrącił - z dwojga złego decydując na przysunięcie się bliżej Gakuto. Yuushi zachichotał, wodząc palcem po spisie treści i znów nucąc coś wesoło; w tej samej chwili, Mukahi z premedytacją nachylił się nad pechowym tenisistą, zmuszając go do powrotu na miejsce bliższe geniusza Hyotei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zaczniemy od podstaw", Oshitari zadecydował - ignorując krzywiącego się Ryou i wertując z uwagą kartki trzymanego tomu. Shishido robił wszystko, aby &lt;i&gt;nie&lt;/i&gt; nachylać się nad zamyślonym Yuushim i jego ‘arcydziełem’ literatury, które - biorąc pod uwagę ubrudzone podejrzaną substancją stronice - z pewnością było w rodzinie chłopca książką poczytną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dlaczego my zawsze musimy te lekcje przeprowadzać w szkole", Shishido wysyczał, rozglądając się po niemal opustoszałym podwórku - widoku raczej niecodziennym, biorąc pod uwagę doskonałą pogodę. Ryou przełknął ślinę, wyszukując wzrokiem ewentualnych ofiar postronnych; najwyraźniej jednak klasowy system powiadamiania o obecności Yuushiego wciąż działał całkiem sprawnie, gdyż nie odnalazł żywego ducha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Szkoła jest od tego, aby przygotować cię do trudów życia", Gakuto westchnął dramatycznie - przyciskając dłoń do piersi i odrzucając na bok głowę. "Ja się do nich nie przygotowuję, ja przez nie &lt;i&gt;przechodzę&lt;/i&gt;", Ryou warknął - podskakując lekko, gdy Yuushi uderzył ręką w otwartą stronę trzymanego tomu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Stara, dobra Kamasutra", Oshitari westchnął, gładząc z uczuciem wydrukowaną na czerpanym papierze kartkę; Gakuto zatarł ręce, naciskając swoją ofiarę i zmuszając ją do przysunięcia się bliżej Miejsca Kaźni. "Trochę mało fantazyjna, ale perfekcyjna dla początkujących", Yuushi ocenił, nie zwracając uwagi na podejrzane ruchy po swojej prawej stronie. Ryou przełknął ślinę, po czym odważnie spojrzał na otwartą książkę - błyskawicznie zamykając oczy i wydając z siebie zduszony okrzyk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari spojrzał ze zdziwieniem na trzymającego się za serce chłopca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jesteś pewien, że nie zabrałeś przypadkiem podręcznika dla operatora młota pneumatycznego?", Shishido zapytał - uparcie odmawiając podniesienia powiek i obejrzenia podstawianej mu pod nos ilustracji. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy Yuushiego wypełniły się łzami ojcowskiej dumy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To już drugi raz, jak ty szybko nauczyłeś się tworzyć elokwentne przenośnie!”, Oshitari zaświergotał, nachylając się nad odsuwającym się Shishido – który niemal wpełznął już na kolana Gakuto. "Ootori nie uwierzy, gdy opowiem mu o twoich postępach...", geniusz Hyotei wyszeptał z rozmarzeniem, zamyślając się i wzdychając przeciągle; Mukahi zawył, zawzięcie dziubiąc Ryou łokciem po żebrach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jeśli Choutarou usłyszy o czymkolwiek, całkowicie niemetaforycznie pozbawię was możliwości posiadania dzieci”, Shishido wysyczał - opluwając śliną usiłującego przytaknąć Yuushiemu Gakuto. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; ”Żeby tego dokonać, najpierw musiałbyś zobaczyć najbardziej przerażającą rzecz w swoim życiu”, Mukahi zachichotał wprost do ucha Ryou - zerkając znacząco na zamek w spodniach zamyślonego geniusza Hyotei. "Czy w okolicy jest jakiś zakon?", Shishido zapytał z rezygnacją, wciąż odmawiając otwarcia oczu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Skoro już nawiązałeś... Pozycja misjonarska", Oshitari wtrącił z powagą, przysuwając się w stronę Ryou i chwilowo zapominając o „elokwentnych przenośniach”; Gakuto zachichotał, gdy młodzieniec podskoczył, przyciskając ciało do oparcia ławki. Yuushi zignorował Shishido - po czym oparł głowę na rozłożonej ręce, przygotowując wypowiedź godną seksualnego krytyka. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Przerost tradycyjnej formy nad poetycką treścią", młodzieniec ocenił po chwili głębokiego namysłu - wpatrując się w ilustrację przypominającą dwie zarzucone na siebie sterty odnóży. Shishido spojrzał na Oshitariego z nienawiścią – wzdrygając się, gdy poczuł na ramieniu chłodny dotyk ręki tenisowego geniusza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"No cóż, każdy rycerz zaczyna karierę od nauki prostych pchnięć mieczem", Yuushi westchnął, pociągając za sobą przeciągły chichot Mukahiego; w tej samej chwili, Ryou zdecydował się na otwarcie oczu - gdy tylko mentalne obrazy w jego głowie stały się gorsze od książkowych ilustracji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Zastanawiam się tylko, czy krótka szabla naszego drogiego giermka zapewni odpowiednią penetrację przeciwnika", Oshitari mruknął, spoglądając na mrugającego zawzięcie Shishido. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou niemal zakrztusił się powietrzem. "Że co proszę?", pechowy tenisista zapytał z oburzeniem - rzucając swojemu nauczycielowi pełne niedowierzania spojrzenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Krótki miecz nie zawsze dosięgnie serca drugiego rycerza!", Yuushi oznajmił - posługując się tonem przedszkolanki tłumaczącej dziecku, jak korzystać z toalety. "Wielkość nie ma absolutnie żadnego znaczenia - jeśli wykorzystujesz odpowiednią &lt;i&gt;technikę&lt;/i&gt;", Oshitari przypomniał, poklepując swojego podopiecznego pocieszająco.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zaczerwienił się. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Moje wymiary są jak najbardziej standardowe", Ryou powiedział szybko - obserwując, jak wyraz twarzy Yuushiego zmienia się na pełen współczucia i zrozumienia. "Zaiste, są różne standardy...", Oshiatri westchnął, kręcąc głową i spoglądając ze smutnymi oczyma w stronę rozbawionego, niemal leżącego na ziemi Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido upomniał się mentalnie, że &lt;i&gt;pewne wypowiedzi&lt;/i&gt; nie tylko nie wymagają komentarza, ale wręcz &lt;i&gt;krzyczą&lt;/i&gt; o zachowanie milczenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie przejmuj się. Zaraz znajdziemy coś bardziej, mmm, odpowiedniego", Oshitari powiedział, wertując strony podręcznika z miną profesora wykładającego jedną z teorii fizyki nie-do-końca-w-klasycznym-tego-słowa-znaczeniu-jądrowej. Ryou przełknął ślinę, wpatrując się w błyskawiczne ruchy źrenic Yuushiego, gdy ten przeskakiwał kolejne rozdziały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Za mały", Yuushi oznajmił po dwóch sekundach wpatrywania się w kartkę. "Za krótki", zawyrokował przy następnej. "Za dużo dodatków", ocenił kolejną. "Wzrost nie pasuje", Oshitari westchnął na środkowej stronie - i Shishido poczuł się jak konsument przeglądający katalog z ubraniami na zamówienie.&lt;br /&gt;  &lt;br /&gt;"Ach!", po kilku chwilach wewnętrznej męki swojej ofiary, Yuushi wydał z siebie tryumfalny okrzyk - zatrzymując palec na jednej z końcowych kartek. Ryou wstrzymał oddech; Gakuto z kolei błyskawicznie nachylił się nad ciałem młodzieńca, zaglądając z ciekawością do książki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido przełknął ślinę, zerkając kątem oka na otwartą stronę - i przyznając sobie duchowy order za bohaterstwo. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczy chłopca natychmiast rozszerzyły się do rozmiaru piłek tenisowych. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"O nie nie nie", Shishido zaprotestował, wyciągając przed siebie dłonie w obronnym geście; Oshitari spojrzał na chłopca pytająco - najwyraźniej nie nadążając za jego tokiem myślenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pechowy tenisista zaczerwienił się aż po sam czubek nosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie jesteśmy królikami w okresie godowym!", Ryou ryknął, odsuwając od siebie podsuwany mu przez Yuushiego tom; czarnowłosy młodzieniec uśmiechnął się szeroko - interpretując zachowanie chłopca jako wrodzoną nieśmiałość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Czemu zaraz królikami, moim zdaniem bardziej przypominałbyś rosomaka posuwającego olbrzyma albinosa", Gakuto parsknął - zręcznie unikając ciosu w głowę od rozwścieczonego Shishido. "Przemoc w każdym związku, także przyjacielskim, nie jest rozwiązaniem", Yuushi zaświergotał, chwytając Ryou za kołnierz i ściągając go na ziemię. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czarnowłosy młodzieniec poklepał wesoło stronę z omawianą pozycją. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Powrót do natury...", Oshitari westchnął, rozmarzony, opierając podbródek na dłoni.. „Perfekcyjną grą wstępną pasującą do kompletu byłaby metafora prehistorycznej walki na maczugi o lekkim zabarwieniu erotycznym”, Yuushi wymruczał z zadowoleniem – i Shishido wzdrygnął się. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Przynajmniej neandertalczycy nie posługiwali się widelcami”, Gakuto zanucił wesoło – wymownie dźgając Ryou łokciem po żebrach. „Ale reprezentowali sobą wyższy poziom wiedzy o pożyciu niż &lt;i&gt;wy&lt;/i&gt;”, pechowy młodzieniec odgryzł się – i Mukahi otworzył usta, gotując do wypowiedzenia celnej riposty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamiast niej wydał z siebie jedynie gardłowe „OOOF!”, gdy opasły, zielony tom nadleciał nieoczekiwanie, uderzając go w głowę. Gakuto opadł na ziemię przy akompaniamencie szeleszczących kartek, powalony siłą impetu. „… &lt;i&gt;Bagno namiętności&lt;/i&gt;?”, Shishido przeczytał litery wypisane na okładce książki i automatycznie spojrzał na zaskoczonego Oshitariego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oddaję”, powiedział znudzony głos dobiegający z okolic wejścia do szkoły; Ryou zamrugał, po czym spojrzał w stronę budynku – dostrzegając ognistowłosą, ubraną w fartuch kobietę. Po chwili wysilenia przesilonego Yuushim umysłu zidentyfikował ją jako szkolną pielęgniarkę; w niewielkiej odległości za jej plecami stała całkowicie przerażona, celująca palcem w Oshitariego nauczycielka historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ciotunia?”, geniusz Hyotei zapytał ze zdziwieniem i Shishido – po rundzie rozglądania się na lewo i prawo – z wrzaskiem podskoczył z ławki. „To jest twoja &lt;i&gt;rodzina&lt;/i&gt;?!”, Ryou zawył, całkowicie ignorując jęczącego na ziemi Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi zamrugał, po czym kiwnął potakująco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido niemal dołączył do powalonego Mukahiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ja w jej gabinecie leżałem, &lt;i&gt;leżałem&lt;/i&gt; na łóżku znajdującym się pod opieką Oshitarich”, Ryou wyszeptał z czystym przerażeniem, chwytając się za wystające spod czapki włosy. Szkolna pielęgniarka – całkowicie ignorując zarówno Shishido, jak i cierpiącego Gakuto – zbliżyła się do ławki, ciągnąc za sobą sparaliżowaną ze strachu koleżankę. „Wielka mi rzecz, Yuushi też. Razem z tym swoim blondasem, w sumie”, kobieta rzuciła w stronę pechowego tenisisty, powstrzymując się od ziewnięcia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili przebijania się stwierdzenia lekarki przez osłony umysłu Ryou, myśli chłopca z głośnym &lt;i&gt;klik!&lt;/i&gt; umiejętnie powiązały ze sobą wszystkie fakty. „…Atobe- Oshitari- na tamtym łóżku-”, Shishido powtórzył z trudem, potykając się o własne słowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Na łózku… A tak, tam &lt;i&gt;też&lt;/i&gt;”, pielęgniarka odparła leniwie po sekundzie namysłu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrzask, jaki wydał z siebie Ryou, okazał się być dla szukającego go Choutarou istotną wskazówką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ta, blondas miał w trakcie podobne reakcje”, rudowłosa kobieta stwierdziła, oglądając z uwagą swoje paznokcie. „Pomocy”, Shishido wyszeptał, odsuwając się od – w jego mniemaniu – całkowicie niepoczytalnej rodziny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oshitari zakaszlał znacząco. „Rozumiem, oczywiście. Chcesz, aby Ootori także mógł przeżyć coś podobnego”, Yuushi odparł tonem znawcy - podnosząc w górę trzymany tom &lt;i&gt;Kamasutry&lt;/i&gt; i poklepując wolne miejsce na ławce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido zaśmiał się nerwowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkolna pielęgniarka ziewnęła przeciągle, wpatrując się w trzęsącego się Ryou; młodzieniec stał obok nieco zagubionego Yuushiego, mrucząc coś szaleńczo o istnieniu sił nieczystych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nieoczekiwanie, pechowy tenisista podniósł głowę - i wykrzyknął przepełnione ulgą słowo „wiem!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całkowicie ignorując przerażenie nauczycielki i podniesioną brew pielęgniarki, Shishido usiadł na ławce i wyrwał Oshitariemu jego najdroższy tom. Pechowy tenisista uśmiechnął się tryumfalnie w stronę zaskoczonego Yuushiego - po czym z całą siłą dostępną w wycieńczonym ciele uderzył &lt;i&gt;Kamasutrą&lt;/i&gt; w swoje czoło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z uśmiechem zwycięstwa na ustach, Shishido wdzięcznie opadł na ziemię tuż obok jęczącego Gakuto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jakaś nowa forma przyswajania wiedzy przed klasówką?”, szkolna pielęgniarka zapytała z całkowicie obojętnym wyrazem twarzy – wyjmując przy okazji z kieszeni paczkę papierosów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W odpowiedzi, obolały Mukahi zapłakał cicho.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Powinienem był zacząć od podręcznika do biologii", Oshitari westchnął ciężko - ze smutkiem otrzepując uprzednio podniesione tomy z brudnej ziemi. „Ten przypadek wyglądał mi raczej na „Moją pierwszą czytankę””, rudowłosa kobieta stwierdziła od niechcenia, spoglądając na błogo nieświadomego Ryou.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkolna pielęgniarka (po chwili leniwej analizy wzrokiem powalonych uczniów) ziewnęła przeciągle, po czym – przeskakując nad dwójką nieprzytomnych chłopców – usiadła na ławce, sadowiąc przy okazji na swoich kolanach przerażoną koleżankę. „No to opowiedz mi, co tam u mojej drogiej siostry słychać”, rudowłosa kobieta wymruczała, zapalając wyjętego przed chwilą papierosa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Yuushi uśmiechnął się promiennie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nauczycielka historii z utęsknieniem spojrzała na twardy, ciężki i znakomicie pozbawiający przytomności tom &lt;i&gt;Kamasutry&lt;/i&gt;, a potem – z dziką zazdrością - na dwójkę nieprzytomnych chłopców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biedny Shishido nie wiedział jeszcze, że jego lista &lt;i&gt;wrogów mniejszych i większych&lt;/i&gt; właśnie powiększyła się o jeszcze jednego szkolnego wykładowcę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plan Ryou – zrodzony w przypływie geniuszu – miał, niestety, swoje wady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Shishido-san?”, pechowy tenisista usłyszał w ciemności ponad swoją głową – i ignorując promieniujący ból, powoli otworzył oczy. Ryou zamrugał, usiłując dostosować wzrok do jasnego światła jarzeniówek – i po chwili przed jego głową zamigotała zmartwiona twarz Choutarou. „Oshitari… Kamasutra… &lt;i&gt;Oshitari&lt;/i&gt;”, Shishido wyjęczał i Ootori – rozumiejąc, że wspomnienie geniusza Hyotei wyraża więcej niż tysiąc słów, pokiwał przecząco głową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou z westchnieniem ulgi opadł na poduszkę. Po chwili relaksującej ciszy, chłopiec wziął głęboki, pełen ulgi wdech - czując delikatny zapach mentolu, kawy i środka do dezynfekcji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Klik.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido ryknął, podrywając się do pozycji siedzącej i strasząc całkowicie zaskoczonego przyjaciela. „Gabinet pielęgniarki!”, Ryou wysapał, trzęsąc się i drapiąc – niczym człowiek oblepiony przez pokaźne stado mrówek. Choutarou wstał ze swojego krzesełka, spoglądając z przerażeniem na podskakującego na pościeli przyjaciela i bezsilnie wyciągając w jego stronę ręce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie trzep się tak”, warknęło coś po lewej stronie chłopca – i głowa pechowego tenisisty automatycznie przekręciła się w stronę głosu – dostrzegając masę czerwonych włosów rozłożonych na poduszce. Shishido zamrugał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mamy tylko jedno łóżko”, dobiegł znudzony głos zza rozłożonego parawanu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;KLIK.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mukahi!”, Ryou ryknął, natychmiast rozkopując pościel - i niemal rzucając się w objęcia przerażonego Choutarou. Shishido wyskoczył zza parawanu - ciągnąc za sobą mrugającego zawzięcie Ootoriego – po czym zręcznie wyminął czytającą i jedzącą coś przy biurku pielęgniarkę i jednym susem doskoczył do drzwi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Skierowania do psychiatry wypisuję po godzinach”, rudowłosa kobieta rzuciła obojętnie za wybiegającymi chłopcami, zanurzając trzymany obwarzanek w parującej kawie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Shishido – puszczając słowa kobiety mimo uszu – rzucił się w stronę klatki schodowej, usilnie starając się &lt;i&gt;nie&lt;/i&gt; myśleć o możliwości spotkania tenisowego geniusza Hyotei. Chłopiec – przeskakując po dwa stopnie na raz – stwierdził jednocześnie, że jego ukochana lista wymaga uzupełnienia o kilka dodatkowych wpisów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Choutarou, jutro robimy drzewo genealogiczne rodziny Oshitariego”, Ryou warknął, zwracając się do pędzącego za nim przyjaciela; srebrnowłosy młodzieniec zamrugał – po czym kiwnął głową, starając się ułożyć w głowie uzyskane informacje i poznać cel działań pechowego tenisisty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Klik.&lt;/i&gt; Ootori zachmurzył się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Shishido-san, ale- czy doszukiwanie się wśród przodków pana Oshitariego autorów &lt;i&gt;Kamasutry&lt;/i&gt; nie jest zbyt… Drastycznym rozwiązaniem?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryou z gracją potknął się o własne stopy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-----&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkolna pielęgniarka wzięła potężny łyk kawy, gdy doniosły wrzask spadającego chłopca dotarł do okien jej gabinetu. „Zacznij robić miejsce”, kobieta rzuciła znudzonym tonem w stronę rozwalonego na łóżku Gakuto – po czym obróciła się w stronę biurka i wyjęła kartkę z bocznej szuflady.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pielęgniarka wykaligrafowała dane Shishido na końcu pokaźnej listy, na której szczycie – złotymi zgłoskami – wypisano „Specjalna terapia”, zaraz obok jej własnego nazwiska jako osoby prowadzącej zajęcia. Następnie wyjęła nową kartkę z napisem „rachunek”, na którą wpisała niemałą sumę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kobieta z zadowolonym westchnieniem wróciła do lektury &lt;i&gt;Przeminęło z bagnem&lt;/i&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O tak - zatrudnienie się w szkole swojego jakże &lt;i&gt;genialnego&lt;/i&gt; siostrzeńca było świetnym pomysłem.</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:12478</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/12478.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=12478"/>
    <title>[Challenge] Small note  ♥</title>
    <published>2009-05-26T10:38:52Z</published>
    <updated>2009-05-26T10:38:52Z</updated>
    <category term="summer challenge 2009"/>
    <content type="html">Hi folks ♥&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamierzam zacząć pisać challenge'owe prompty zaczynając od 1 czerwca ♥ Byłoby awesome gdybyście przed tym terminem mogli uzupełnić swoje prompty, dokonać ew. zmian, etc ♥&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękujem ♥&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;s&gt;Poziom cute i ♥ w tym poście wcale nie jest mizerną próbą osłodzenia nadchodzącego abuse&lt;/s&gt;</content>
  </entry>
  <entry>
    <id>urn:lj:livejournal.com:atom1:aki_fic:12112</id>
    <link rel="alternate" type="text/html" href="http://aki-fic.livejournal.com/12112.html"/>
    <link rel="self" type="text/xml" href="http://aki-fic.livejournal.com/data/atom/?itemid=12112"/>
    <title>[Organizeishun] Cleaningtiemz :D</title>
    <published>2009-05-17T16:55:31Z</published>
    <updated>2009-05-17T18:27:26Z</updated>
    <category term="organizeishun"/>
    <content type="html">Cleaningtiemz przed nowym challenge!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a name="cutid1"&gt;&lt;/a&gt;Fiki usunięte:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Defeat - Air Gear - why: absurdalny poziom lameness!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fiki które idą do rewrite'a, tj. zostaną na LJ do momentu zastąpienia ich nową wersją 8):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Kontrola, Władza - PoT - why: lameness!&lt;br /&gt;* For your eyes only  - PoT - why: stupidity. Absolutnie nie chce mi się tego pisać again, więc pewnie wywalę po prostu :)&lt;br /&gt;* Decyzja - PoT - why: rushed. &lt;br /&gt;* Praktyka czyni mistrza - PoT - why: jak wyżej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stuff na który jestem IDK atm:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Neko MiziuMiziu - why: bo nie mam siły go przeczytać XD;;;;  Porn po polsku -&amp;gt; too much.&lt;br /&gt;* Ooooooold fanfice z FMA |D;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Fiki do postnięcia: &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Lol dwa ze starego challenge'a. Zeby bylo smieszniej, siedza na dysku od roku (srsly gaiz, no kidding). Postnę asapem zaraz po wykopaniu ich i betaednięciu &lt;s&gt;tj gdy odkleję się od nsa&lt;/s&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Chyba jakieś drabble gdzieś mam. 8D;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stuff to-do:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* UM HYOTEI REF CHART UPDATE AHYUP. &lt;br /&gt;&lt;b&gt;UPDAAATE:&lt;/b&gt; New chart is up :D</content>
  </entry>
</feed>
